poniedziałek, 11 listopada 2019

Od Leah "Tydzień albo dwa w dziczy" cz. 2 (CD. Dante/Asgrim)

Grudzień 2024 r.
Szczerze mówiąc, odkąd tylko wkroczyliśmy do dżungli, przestałam słuchać rozmów. Jeszcze nigdy nie widziałam niczego tak niesamowitego. Z czasów dzieciństwa nie pamiętam wiele kolorów – okolica w której się wychowałam obfitowała głównie w odcienie szarości, burej zieleni, trochę brązu i oczywiście wszechobecną biel. Lepszym porównaniem były stare tereny naszej watahy i miejsca które odwiedziliśmy w podróży. Zieleń mijanych lasów po części zawierała się w tym dziwacznym miejscu, a niektóre kwiaty przypominały powiększone wersje tych z Wrzosowej Łąki. Poza tym, dżungla nie przypominała mi niczego.
Nad ścieżką którą kroczyliśmy jak baldachim rozpościerała się plątanina konarów. Mozaika w chyba wszystkich możliwych odcieniach zieleni zatrzymała co prawda uciążliwe promienie słońca, ale panowała pod nimi nieznośna wilgotna duchota. Spomiędzy gęstych paproci, roślin o szerokich liściach i dziwacznych elementów tutejszej flory, których nie byłam nawet w stanie opisać, wyrastały czasem kwiaty o fantastycznych kolorach. Moją szczególną uwagę przykuł niebieski, o gęstych, cieniutkich płatkach i dziwacznej strukturze w jego środku. W ostatniej chwili powstrzymałam się przed powąchaniem okazu.
Tropikalny las, jak go nazywały czasem wilkołaki, obfitował też w najróżniejszą zwierzyną. Wysoko w gałęziach skrzeczały dziwacznie kolorowe ptaki o zakrzywionych dziobach, a spod moich łap co chwila umykały jaszczurki, później nawet parę żab. Miałam wrażenie, że co i rusz kręcą się koło mnie jakieś latające owady. Raz wydawało mi się, że dostrzegłam węża, ale okazał się tylko pojedynczą lianą, kołyszącą się na wietrze w wyższych partiach lasu.
Dziwna puszcza obfitowała w tyle mieszających się zapachów i dźwięków, że już nawet nie wiedziałam gdzie zwracać wzrok. Wszystko było takie... niespotykane i obce. Czułam się tak, jakbym tam nie pasowała i chyba w istocie tak było. W nieprzystosowanym do tak ciepłego środowiska futrze przeżywałam istne katusze. A to dopiero zima...
- A ty? Chciałabyś mieć szczeniaki?
Drgnęłam, gdy ktoś odezwał się tuż nad moim uchem. Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale udało mi się przywołać mgliste fragmenty rozmowy reszty zwiadowców.
- Myślę, że nie, przynajmniej nie teraz. - odparłam po namyśle.
- Ja też – Zev uśmiechnął się szeroko.
Poczułam się trochę nieswojo. Nietoperze skrzydła basiora praktycznie stykały się z moim bokiem.
- Zresztą, nie wiem jak zareagowałaby Silee.
- Właśnie, jak się miewa Silee? - zagaił Dante.
- Radzi sobie. Powoli zaczyna chodzić, ale Volga stwierdził, że raczej nie możemy przywrócić jej wzroku.
- Biedaczysko - skwitowała Janey.
- Silee, twoja podopieczna? - uściślił Zev.
- Tak.
Skrzywił się nieznacznie, ale z uśmiechem. Pokiwał krótko głową.
- Co jak co, ale to miejsce robi wrażenie - ogniście ruda wadera, której imię wyleciało mi z głowy zmieniła temat po chwili ciszy.
- Zdecydowanie - odmruknęła Jasmine. - Spójrzcie tylko na to.
Wszystkie pary oczu powędrowały za jej wzrokiem. Niewysoko nad naszymi głowami przycupnęło człekokształtne stworzenie o ciemnym, szczecinowatym futrze. Długie ramiona miało zwieszone, zaś tylne kończyny podkurczone. Bystre, acz trochę przerażające spojrzenie wlepiało w naszą grupę. Z jakiegoś powodu osobliwy stwór skojarzył mi się z Tingiem i Baldorem. Pewnie przez te ramiona.
- Małpa - skwitował Joel. - Ale nie mam pojęcia jaka.
- Zaatakuje nas? - spytał Gayle, nie spuszczając "małpy" z oczu.
- Jedna? Myślę, że nie - wilkołak zawahał się - Ale jeśli pojawią się w grupie lepiej założyć, że tak.
- Pokraczny stwór - Zev parsknął.
Skrzydlaty basior rozłożył skrzydła i wzniósł się na równy poziom z tym dziwacznym stworzeniem. Przewodnik naszej grupy wezwał go z powrotem, ale ten go zignorował. Wilk i osobliwy mieszkaniec dżungli przez chwilę się w siebie wpatrywali w bezruchu (nie licząc oczywiście miarowych uderzeń skórzastych skrzydeł). Gdy Zev spróbował się zbliżyć, małpa skrzeknęła tak nieprzyjemnie, że mimowolnie stuliłam uszy i umknęła, zaskakująco zgrabnie jak na swoje gabaryty, przeskakując z gałęzi na gałąź.
- Zev, nie możesz bez mojej zgody... - ofuknął go Gayle, ale basior nie dał mu dokończyć:
- Chciałem mu się tylko przyjrzeć - wylądował i wzruszył ramionami - Jeden jest niegroźny, tak?
- Skąd wiedziałeś, że nie było ich więcej?
- Z wysoka nie widziałem żadnych innych.
- Nie popieram co prawda takiego przyglądania się, ale nie sądzę by pojawiło się ich więcej - wtrącił Joel - A nawet jeśli, raczej nie zaatakowałyby zbyt chętnie.


<Dante? Asgrim?>


Uwagi: brak.

niedziela, 10 listopada 2019

Od Eterny "Pierwsze polowania" cz. 6 (cd. Naida)

Styczeń 2025 r.
Jedyne co przeszło Eternie przez myśl na widok kraba, było że przynajmniej ta lekcja skończy się prędzej i nie będzie musiała dłużej wysłuchiwać pisków Łaciatej. Nim jednak zdołała za nim ruszyć, na plaży zabłysnęła kula ognia. Z przestrachem opuściła uszy. Na szczęście płomień zaraz zniknął, a do jej nozdrzy dotarł zapach pieczonego mięsa. W miejscu ognia był teraz nieruszający się krab. Łaciata i Infinite zwolnili. Eterna nie miała pewności, czyja to robota. Było to co najmniej... niespodziewane. Patrzyła wyczekująco na tę dwójkę.
– Wow! Udało nam się! – pisnęła mała.
– C-co się stało? – wyjąkał Infinite. Na miękkich łapach zbliżył się do kraba.
– No... zrobiłeś ogień!
– Ale ja... ja... – spojrzał to na Łaciatą, to na Eternę. Na drugiej z nich jego wzrok zatrzymał się na dłużej. Uszy Elanor już były postawione na sztorc, a wzrok iście zabójczy.
– Odkryłeś swoją moc! Umiesz smażyć kraby! Brawo, Infinite – powiedziała z mieszanką zdumienia i podziwu Łaciata.
– Ch-chyba...
– Co tam się dzieje?! – wtrąciła nagle Yuki. Galopowała w ich kierunku.
Eterna niespiesznie ruszyła ku reszcie grupy.
– Chyba mówiłam, że nie możecie używać mocy na lekcjach bez mojego pozwolenia...!
– To było niespodziewane, proszę pani – mówił Infinite drżącym głosem.
Z Yuki uleciało powietrze.
– W takim razie gratuluję – Zrobiła pauzę – Ale jak chcesz używać mocy na moich lekcjach w przyszłości, musisz uzyskać pozwolenie od Gerranta, żeby nie zagrażać reszcie grupy. Czy to jasne?
– Jasne – skinął głową.
– Też bym chciała strzelać ogniem! – wtrąciła Łaciata.
Wzrokiem zmierzyła ją nie tylko Yuki, ale i również stojąca za plecami nauczycielki Eterna. Waderka czując na sobie ich spojrzenia, szybko zmieniła temat:
– Zaliczyliśmy zadanie?
– Tak... – Jej wzrok powędrował po reszcie grupy. Eterna uśmiechnęła się do niej. – Ale najpierw powiedzcie mi, co trzeba zrobić, żeby móc zjeść mięso kraba.
– Przekroić go nożem w tym miejscu – Eterna wskazała pazurem odcinek, który kroiła wcześniej nauczycielka.
Yuki pokiwała głową z uznaniem, a po zmianie formy w człowieka ponownie wyciągnęła nóż.
– Możecie się podzielić – oznajmiła, kładąc już rozkrojonego kraba. Łaciata go obwąchała. Eterna nabrała chęci na przyduszenie jej głowy, żeby umazała swój głupi pysk we wnętrznościach kraba.
– Chyba nie jestem głodna – powiedziała w końcu.
– Więcej dla mnie! – pisnął Infinite, po czym rzucił się na jedzenie.
Eterna usiadła na rozgrzanym piasku, obserwując morderczym spojrzeniem Łaciatą. Również nieszczególnie miała chęć na jedzenie.
– Dla was to już koniec lekcji – oznajmiła Yuki, ruszając w kierunku innej grupy – Możecie już iść.
Łaciata odwzajemniła spojrzenie Eterny.
– Skoro skończyliśmy, może pójdziemy zobaczyć jak radzi sobie reszta?
– To wścibskie – powiedziała chłodno Eterna.
– Wcale nie! Daj spokój, ja tylko chcę sprawdzić, kto już skończył!
– To idź.
– To idę! – krzyknęła Łaciata, wstając. Eterna z ulgą obserwowała, jak mała się oddala.
Jej wzrok zaś powędrował do Mortimera. Biegał jak oszalały po plaży. Westchnęła cichutko.
– Nie pasujesz do nas – powiedział pomiędzy kęsami Infinite.
– Proszę? – Zmarszczyła brwi.
– Źle ci z oczu patrzy.
Popatrzyła na niego, ale wciąż był zbyt przejęty jedzeniem. Miał cały umazany pyszczek. Wzdrygnęła się.
– Wydaje ci się.
Wzruszył ramionami, ale nie wyglądał na przekonanego. Eterna zmrużyła oczy.
– Czemu w ogóle miało służyć to, co powiedziałeś? Chcesz mi udowodnić, jak bardzo mnie nie lubisz?
– Nie wiem. Może.
Zacisnęła usta w wąską kreskę.
– Ale ty chyba nie lubisz nikogo, więc nie wiem jaką różnicę ci to robi.
– Czasem się zastanawiam, czemu nie mamy w watasze żadnego lekarza od główki, bo z twoją zdecydowanie coś jest nie tak. Ubzdurałeś sobie jakieś...
– Więc odejdź, bo jeszcze się zarazisz – Spojrzał jej prosto w oczy.
Miała ochotę na niego zacząć warczeć, ale nie chciała ściągać na siebie uwagi. Warga jej tylko odrobinę zadrżała. Infinite wciąż patrzył jej prosto w oczy.
– Dobrze – powiedziała w końcu. Wstała i czym prędzej odeszła.
Tym razem już nawet nie patrząc na Mortimera.

<Naida?>

sobota, 9 listopada 2019

Od Glücka "Nie taka nudna szkoła" cz. 5

Marzec 2025
Glück jak zawsze siedział na lekcji logiki. Mieli rozwiązać kolejny problem. Hitam mówił coś o ataku żółwia. Basiora to nie interesowało po ostatniej lekcji logiki sporo się nauczył. Nauczyciel kazał im się dobrać w pary. Glück zastanawiał się z kim będzie w parze. Spojrzał na patyk, który leżał przed nim.
- Mogę być ze Sticky'm?
- Nie - odpowiedział Hitam.
- Dlaczego?
- Twoja para musi być wilkiem.
Zawiedziony basior rozejrzał się dookoła. Kiedy odwrócił się stał przed nim Ares. Glück tak się wystraszył, że aż podskoczył.
- Weź mnie nie strasz.
- Mogę być z tobą? - zapytał.
- Okej, ale nigdy więcej tak nie rób.
- Czyli tak... jesteśmy na plaży i spotkaliśmy żółwia, który chce nas zaatakować.
Wilki zaczęły się zastanawiać. Glück rozejrzał się, spojrzał na Hitama i wpadł na genialny pomysł.
- Należy pobiec po kogoś dorosłego.
Ares spojrzał na niego ze zdziwieniem, że tak szybko rozwiązał problem.
- To jest genialny pomysł - powiedział.
Glück zadowolony z pochwały kolegi i z samego siebie spojrzał na Hitama. Mieli jeszcze chwilę czasu zanim alfa zacznie pytać o odpowiedzi. Byli chyba pierwszą parą, która skończyła. Po dłuższej chwili nauczyciel zaczął podchodzić po kolei do każdej pary. W końcu nadeszła kolej na nich.
- A wy co wymyśliliście?
- Należy pobiec po kogoś dorosłego - odpowiedział Glück.
- Bardzo dobrze.
Kiedy Hitam skończył pytać wilki o odpowiedź zadał im kolejny problem. Ich najlepszy przyjaciel miał się topić. Glück miał mały problem, ponieważ Sticky unosił się na wodzie. Basior zastanawiał się jak to możliwe żeby patyk się topił.
- Masz jakiś pomysł? - zapytał Ares.
- Na razie się zastanawiam jak to możliwe, żeby Sticky się topił.
- Racja.
Glück zobaczył że Naida już skończyła. Basior miał chyba najtrudniejsze zadanie. Nie mógł nic wymyślić. Kiedy Hitam zaczął pytać o odpowiedzi Glück zaczął się denerwować. W końcu nadeszła kolej na Glücka i Aresa.
- A wy jaki macie pomysł? - zapytał nauczyciel.
- Ja mam mały problem - odpowiedział Glück.
- Jaki?
- Sticky unosi się na wodzie.
- To weź innego przyjaciela.
- Dobrze.
Glück zaczął się zastanawiać i po chwili wpadł na pomysł, że trzeba go wyciągnąć z wody. Ruszył do Hitama, aby powiedzieć mu swój pomysł.

Uwagi: Literówki.

piątek, 8 listopada 2019

Od Theodore'a "Jesteś ładna jak kokos" cz. 1

Marzec 2025
Naida zmarszczyła nosek. Wyglądała przy tym tak ładnie, że nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Próbowałem skupić się na słowach nauczyciela, jednak moje spojrzenie ciągle przyciągała czarno-biała wilczyca. Wyjątkowo silny tego dnia wiatr jeszcze bardziej plątał jej sierść. Przez głowę przeszła mi myśl, by podejść i delikatnie przeczesać jej futro pazurkami. Zadrżałem i zerknąłem na swoje łapy. Tonęły w złocistym piasku, więc pewnie gdybym to zrobił, całe jej ciało pokryte byłoby nim pokryte. Niemniej wizja ta była bardzo kusząca. Tylko jak by na to zareagowała?
Westchnąłem cicho i ponownie spróbowałem skupić się na słowach Hitama. Mówił coś o jakimś dziwnym znalezisku na plaży. Totalny bezsens.
Mój wzrok ponownie wrócił do Naidy. Szum fal rozbijających się o brzeg zagłuszał słowa nauczyciela. Chłodny wiatr muskał moje ciało i rozwiewał sierść.
- Dobierzcie się w pary - Z transu wyrwały mnie słowa Alfy.
Wilczyca od razu wstała. Wystarczył jeden sus i już była tuż obok mnie. Moje serce chyba zgubiło kilka uderzeń, jednak nie dałem tego po sobie poznać. A przynajmniej na to liczyłem. Wyszczerzyłem ząbki w uśmiechu. Po głowie tłukła się myśl, że przyszła tutaj, do mnie.
- Naida... - zacząłem, jednak waderka była ode mnie szybsza.
- Ja będę z Mortim! - zawołała, a ze mnie uleciało całe powietrze.
Spojrzałem na brata. Uśmiechał się. Błagam, powiedz, że chcesz pracować z kimś innym. Z Exanem na przykład. Proszę cię, Morti. 
- No w porządku.
Dopiero po tych słowach Naida zwróciła na mnie uwagę.
- Coś chciałeś, Theo?
Pokręciłem głową.
- Nie, już nic - mruknąłem. W razie gdyby miała zacząć się o mnie martwić (w co delikatnie wątpiłem...), uśmiechnąłem się wesoło. Chyba wyszło całkiem zgrabnie.
Morti posłał mi spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Wzruszyłem ramionami i rozejrzałem się po okolicy. Prawie wszyscy siedzieli już w swoich małych grupkach. W końcu zauważyłem, że Ruby również nie miała jeszcze partnera.
- Do później - powiedziałem do tamtych i pewnym krokiem podszedłem do wilczycy. - Hej, Ruby.
Poderwała łeb tak gwałtownie, że jej długie włosy zaplątały się o pysk. Parsknęła i odgarnęła je łapką.
- Co chcesz? - spytała, kiedy doprowadziła je do czegoś, co choć trochę przypominało porządek.
- Będziemy parą?
Uniosła brwi i zmierzyła mnie krytycznym spojrzeniem.
- Nie wydaje mi się, żebyś był w moim typie.
Spojrzałem na nią zaskoczony. Dopiero po chwili dotarło do mnie, o co jej chodziło. Zaśmiałem się niepewnie.
- Miałem na myśli tylko na czas zajęć...
Ruby rozejrzała się po pozostałych wilkach. Dosłownie wszyscy zdążyli się już podobierać. Nie miała wyboru. Musiała się zgodzić. Kiedy to sobie uświadomiła, westchnęła i wskazała mi ruchem łapy, żebym usiadł obok, co posłusznie zrobiłem.
Przez kilka chwil siedzieliśmy w ciszy, co trochę mi przeszkadzało. Szukałem jakiegoś dobrego tematu, na który moglibyśmy porozmawiać. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy.
Zerknąłem w stronę Hitama, który z jakiegoś powodu krążył między grupami. Nie wiedziałem, jaki miał być w tym cel, ale nie zamierzałem tego komentować. Grzecznie siedziałem do chwili, gdy nauczyciel podszedł do mnie i Ruby.
- Jaki macie pomysł? - spytał.
Zmarszczyłem brwi.
- Pomysł na co?
- Na rozwiązanie problemu - odparł Alfa. Jego słowa powiedziały mi wielkie nic.
- Problemu...?
Ruby głośno prychnęła.
- Znaleźliśmy na plaży dziwny wisior, który zdaje się emanować magiczną aurą - powiedziała, kiedy na nią spojrzałem.
Rozejrzałem się zaciekawiony po plaży. Naprawdę kryły się tutaj takie skarby? Szukałem wzrokiem jakiegoś dołu czy... Czegoś nienaturalnego. Nic jednak nie znalazłem.
- I gdzie on jest?
Samica zaśmiała się.
- To tylko zadanie - wyjaśniła.
Mina momentalnie mi zrzedła.
- Czyli nie ma żadnego skarbu?
Hitam westchnął ze zrezygnowaniem.
- Zapytam was jeszcze raz pod koniec lekcji. Lepiej porządnie zastanówcie się nad odpowiedzią - poradził i przeszedł do następnej grupy.
Skierowałem oskarżycielskie spojrzenie na Ruby.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że mamy jakieś zadanie?
- Bo nie pytałeś - powiedziała i ziewnęła głośno.
- Masz jakiś pomysł?
Zamiast odpowiedzieć, wilczyca położyła się na boku i wystawiła pysk w stronę kryjącego się za chmurami słońca. Przymknęła oczy, jawnie mnie ignorując. Parsknąłem i podpełzłem w jej stronę, delikatnie szczypiąc ją w jedną z łap. Pisnęła głośno.
- Przestań! Co ty robisz?
- Udaję kraba - odparłem.
Przyjrzała mi się spod zmrużonych powiek.
- To sobie udawaj.
- Chętnie - Ponownie ją uszczypnąłem.
Zerwała się na równe łapy i posłała mi groźne spojrzenie.
- Skoro się rozbudziłaś, pomożesz mi z tym zadaniem? - poprosiłem.
- Nie. Sam je zrób.
- Ale... - zacząłem, jednak samica przerwała mi krótkim warknięciem. Podkuliłem ogonek i odszedłem na kilka kroków w bok. Ruby ponownie położyła się na piasku. Tym razem jej nie ugryzłem.
Magiczny wisior na plaży... Mama wspominała kiedyś o przedmiotach, które można było znaleźć w wielu miejscach, bo... Bo tak. Zawsze chciałem taki znaleźć. Z pewnością byłby przydatny! Może mógłby pomóc w polowaniu na ptaki, które czasem latały nad nami? Mama by się ucieszyła.
W mojej głowie pojawił się pomysł, by wziąć ten cały wisior i jej podarować. Zamerdałem ogonkiem, wyobrażając sobie, że przytuliłaby mnie w nagrodę. Mimo wszystko nie robiła tego zbyt często, a bardzo to lubiłem...
Kiedy Hitam wrócił, przedstawiłem mu moją propozycję. Nie wyglądał na zadowolonego. Może był zazdrosny, że zaproponowałem danie go mamie, a nie jemu?
- A co jeśli byłby przeklęty?
Przekrzywiłem główkę.
- To nie byłoby fajnie. No ale skąd miałbym wiedzieć?
Nauczyciel spojrzał na mnie wyczekująco. Chyba oczekiwał ode mnie, że jednak będę wiedział. Zerknąłem na Ruby, licząc na jakąś pomoc, ale ona naprawdę zasnęła.
- Może... Zakopałbym go w piachu i zapomniał o jego istnieniu? - zaproponowałem.
- Nie musi być zły.
- Ale przecież sam pan powiedział, że...
- Theo - przerwał mi w połowie zdania. Nie było to zbyt miłe - Zastanów się. To nie jest trudne.
Chciałem wołać o pomoc, jednak wtedy zdałem sobie sprawę, że wszyscy już poszli. Zostałem tylko ja, Hitam i Ruby. Z tym, że Ruby spała, więc... Byłem zdany tylko na siebie.
Westchnąłem przeciągle. 

<c.d.n.>

czwartek, 7 listopada 2019

Od Crane'a „Zostali sami” cz. 3 (cd. Morgan)

Styczeń 2025
Wiedziałem, że Lind nie chciała mnie nawet oglądać. Pewnie gdyby nie obecność Morgana, wadera nie potraktowałaby mnie tak łagodnie. Widziałem w jej oczach gotującą się nienawiść. Nadal miała do mnie słuszne pretensje i żal. Nie planowała mi wybaczyć, ani tym bardziej zapomnieć o tym, czym wobec niej zawiniłem.
Ta świadomość sprawiała mi ból. Naprawdę chciałbym naprawić swój błąd. Utwierdzam się w przekonaniu, że Lind również nie zasługiwała na to, by zostać tak potraktowana przeze mnie. Ona też mogłaby należeć do tego samego typu wilków, co Edel; tych, którzy dbają o coś więcej, niż własne interesy. Dopiero dzisiaj to dostrzegłem.
Sytuacja brzmiała tak absurdalnie. Morgan zaginął; to nie było wcale sprawą Lind. Odnalezienie i zaopiekowanie się szczenięciem nie należało to do jej obowiązków. Co więcej, mowa była o potomku kogoś, kogo ta wadera uznaje obecnie za, być może, najgorszego wroga. Wiele wilków z mojej watahy podeszłoby do sprawy zupełnie odwrotnie; mogliby nawet wykorzystać taką okazję do zemsty na mnie. Lind jednak... zachowała się prawie jakby Morgan był jej własnym szczenięciem.
Spojrzałem na śpiącego malca. Zrozumiałem, że gdyby coś mu się dzisiaj stało, nie zniósłbym tego. Morgan to ostatni ślad po Edel, jaki pozostał na tym świecie. Niewykluczone, że Lind uratowała mu dziś życie. Chciałbym móc jej jakoś się odwdzięczyć, ale wiem, że ona na to nie pozwoli. Nie pozwoli się nawet do siebie zbliżyć. Jeśli dzień, w którym Lind będzie w stanie mi wybaczyć, ma w ogóle nadejść, kiedy to nastąpi? Będzie to w ogóle za mojego życia? Oddałem jej Medalion Nieśmiertelności, więc... nie mam żadnej gwarancji. Nie wiem już, ile zostało mi czasu.
Położyłem głowę na piasku, ciaśniej otaczając Morgana własnym ciałem. Jak każdego dnia od chwili śmierci Edel, moje oczy powędrowały w miejsce, gdzie powinna teraz leżeć; po prawej stronie, przylegająca do mojego ciała. Minęło już tyle czasu, a ja dalej czułem, że jej nieobecność jest odstępstwem od normy; od tego, jak powinno być.
Zanim poznałem Edel, nawet nie wiedziałem, że nie byłem szczęśliwy. Dopiero prawdziwa więź z partnerką była kluczem do tego stanu. A teraz? Jak można określić to, jak czuję się teraz? Chyba jedynym odpowiednim słowem jest „samotny”.
Mam przy sobie Morgana, ale czuję się samotny. Jak wiele paradoksów może jeszcze sprowadzić los? Ile jeszcze razy będę świadkiem sytuacji, które nie mają żadnego sensu? Parę lat temu myślałem, że rozgryzłem ten świat. Myślałem, że znam już wszystkie zasady nim rządzące.
Myślałem, że znam swoje cele i te nigdy się nie zmienią. Dbałem o siebie, a potem zdecydowałem, że zajmę się kimś jeszcze. Edel była wszystkim, czego potrzebowałem w życiu, a teraz jej nie ma. Nie ma. Nie ma jej i już nie wróci. Nie mogę nic na to poradzić. Nie mam środków, ani przyzwolenia E na podjęcia jakichkolwiek kroków. Już raz chciałem porzucić szacunek do decyzji mojej partnerki; chciałem założyć jej ten Medalion. Nic to nic to nie dało.
Śpij dobrze, Morgan. Oby jutrzejszy dzień był łaskawy dla nas obu.

<Morgan?>

Uwagi: brak.