piątek, 15 listopada 2019

Od Mortimera "Kokosowe grzechotki" cz. 1

Marzec 2025 r.
Siedzieli w cieniu palm ze znużeniem mrużąc ślepia. Dernet gdzieś plątał się między resztą grupy, ale większość z nich nie poświęcała mu większej uwagi. Było zbyt gorąco i zbyt duszno, aby robić coś więcej, prócz wylegiwania się na skraju dżungli.
– Nie chce mi się tutaj siedzieć – mruknęła Sino.
– Nie narzekaj! Zawsze mogło być gorzej! – pisnęła Naida.
– A ja lubię lekcje kreatywności – wtrącił Morti, który już przywykł do gorąca. Jego puszyste futro o ciepłej porze zawsze dawała mu dokładnie tyle samo gorąco, więc wrażenie robił na nim tylko prawdziwy skwar. Lustrował pyski reszty szczeniąt żywiołowo błyszczącymi ślepiami.
– Są lepsze od polowań – potwierdziła Naida, lecz z nutką niechęci w głosie.
– A ja lubię polowania – wtrąciła monotonnym tonem Isa.
– Czemu? – zapytała Naida.
– Bo można biegać.
– Na sztukach walki też można – dorzuciła Elanor.
– Serio? – Isa popatrzyła zdumiona na waderę.
– Ach, no tak – Elanor westchnęła cichutko – Bo wy nie macie sztuk walki.
– To w ogóle istnieją takie lekcje? – zapytała Naida.
– Można tam bić nauczycieli? – wtrącił Glück.
Elanor zmierzyła ich wzrokiem.
– Nie.
– Szkoda... – odpowiedziała rozczarowana Naida – A innych uczniów?
– Tylko za pozwoleniem.
– I to jest głupie, bo jednocześnie nas uczą, że nie można bić dziewczyn. A na sztukach walki trzeba – skomentował Morti.
– No chyba, że jest się Exanem i nie umie się bić nikogo – oznajmiła Isa.
W odpowiedzi Sino wydała z siebie przeciągłe wycie, a Theo piskliwie zaczął się śmiać, jednocześnie wskazując łapką na skwaszonego brata.
– Zamknij się – mruknął Exan – Ja po prostu... preferuję dyplomatyczne rozwiązania.
– I bijesz się gorzej niż baba – prychnęła Isa.
Sino zawyła jeszcze głośniej.
– Sino, mam ci przywalić w ten głupi pysk? – Isa popatrzyła na waderkę.
– PROSZĘ PANA!
– Cicho, Sino! Jeszcze będziemy musieli coś robić – syknęła Naida – Pobijecie się po lekcji, a teraz ciszej.
Niestety na horyzoncie już zjawił się Dannan, który jak zwykle z nieznanej nikomu przyczyny przebywał na lekcji swojego brata. I jak zwykle patrzył na nich dość nieprzyjaźnie, jak to miał w zwyczaju kiedy działo się coś nie po jego myśli... lub kiedy zwyczajnie ktoś go o coś pytał.
– Co tu się dzieje?
– One chcą się pobić! – pisnął Theo.
– Jakie znowu? Ja pana pierwszy raz na oczy widzę – oburzyła się Sino, patrząc na basiorka.
– To nauczyciel walki – objaśnił Morti.
Dannan w milczeniu się im przyglądał.
– Czy na pana lekcjach będę mogła bić innych uczniów? – zapytała Naida.
– Albo nauczycieli? – dodał Glück z nadzieją.
Dannan patrzył na nich z niedowierzaniem.
– Zależy...
– Czyli tak. To fajnie – Uśmiechnęła się Naida.
– Co się dzieje? – zapytał Dernet, który niespodziewanie stanął tuż za swoim bratem. Różnili się głównie długością futra oraz jego jasnością. Dernet ponadto miał kilka jasnych plamek, a Dannan ciemnych.
– Pytają, czy mogą się bić na moich lekcjach.
– Na pewno prędzej niż moich... – Spojrzał na nich z obawą. Zaraz potem jego wzrok powędrował, do nadal nieruszonych dwóch skorup kokosów. – Mieliście robić projekt.
Dannan w tym czasie pobieżnie ich przeliczył.
– Nie miało być grup sześcioosobowych, a nie dziewięcio?
– Nie zapominajmy o Sticky'm! – dorzucił Glück.
– Przecież tu jest tylko pięć osób... – mruknęła pod nosem Naida, tak że tylko Morti zdołał to usłyszeć.
– Idziemy do innej grupy? – zapytał Infinite, patrząc wyczekująco na swoją przyjaciółkę.
– Isa i Infinite zakładają swoją sektę kokosów! Dołączajcie, póki jest za darmo! – krzyknęła nagle waderka.
– Chcę do sekty! – pisnęła radośnie Naida, podrywając się z ziemi – Morti, chodź ze mną!
– No dobra...
– To ja też chcę – powiedziała Elanor, wstając na równe łapy.
– To tyle starczy. Będziecie po prostu w dwóch grupach. – Mówiąc to, przeniósł wzrok na Theo, Glücka, Sino i Exana. – Przyniosę wam nowe kokosy.
Dannan i Dernet oddalili się od szczeniąt, które zaraz potem wymieniły spojrzenia.
– Ej, ty! Zamień się! – krzyknął Glück.
Elanor dopiero po chwili zrozumiała, że chodziło o nią.
– Wybrałam tę grupę, więc będę w tej.

<C.D.N.>

czwartek, 14 listopada 2019

Od Naidy "Dlaczego warto uważać na lekcji" cz.2

Marzec 2025 r.
Naida wpatrywała się z ciekawością w dziwne stworzenie. Było już coraz bliżej. Nie była pewna czy powinna uciekać czy może zignorować zwierzę. Wyglądało trochę jak duża jaszczurka wsadzona w wielki pancerz kraba. Była ładna. Naida podeszła do niej parę kroków.
– Co to za jaszczurka? – zapytała.
– To chyba żółw! – wykrzyknęła Sino.
Naida spojrzała na nią ze strachem. Miała nadzieję, że waderka się pomyliła.
– Daj spokój! To nie może być żółw! – zaśmiała się niepewnie.
– Gdybyś słuchała na lekcji, wiedziałabyś, że żółwie mają twarde skorupy i łapy podobne do płetw – prychnęła Elanor.
– Czyli... To jest żółw? ­– zapytał zdenerwowany Morti.
– Tak.
Szczeniaki odsunęły się jeszcze dalej od stworzenia. Naida stała jednak w miejscu. To niemożliwe. Ta jaszczurka była za wolna na żółwia. Nie miała też żadnych ostrych kłów i pazurów. Nie może być taka niebezpieczna jak mówią. Nawet jeśli jest żółwiem, to raczej nie takim, którego szukali.
– Nie wygląda na niebezpieczną. Pewnie ta jaszczurka jest tylko podobna do żółwi o których mówiła Navri.
Zrobiła niepewny krok w stronę zwierzaka. Chciała udowodnić reszcie, że nic się jej nie stanie. Miała zrobić kolejny, ale zatrzymał ją głos Navri, która z daleka zauważyła całą sytuację.
– Niech wszyscy odsuną się od tego żółwia!
Szczeniaki odbiegły kawałek dalej ze strachem. Naida pobiegła za nimi. Spojrzała na jaszczurkę z niedowierzaniem. Przerażone zwierzę zaczęło uciekać w stronę wody. Navri podbiegła już do nich. Reszta szczeniąt stała w bezpiecznej odległości obserwując całą scenę z przejęciem. Naida wpatrywała się ze smutkiem w jaszczurkę, która zanurzała się właśnie w wodzie. Zniknęła. Odpłynęła gdzieś zostawiając ich samych na plaży. Wilki odetchnęły z ulgą. Wszystkie oprócz Naidy.
– Mieliśmy szczęście, że was nie zaatakował – odezwała się Navri.
– Ale proszę pani, to tylko zwykła jaszczurka! Nie jest groźna!
– Jaszczurka? – zapytała z lekkim uśmiechem.
– Tak! Taka w krabim pancerzu!
– Czyli żółw – zaśmiała się Sino. – Szkoda, że nie udało ci się do niego podejść...
– Chciałaś podejść do żółwia? Sama? – Navri spojrzała z powagą na Naidę.
– Możliwe... – uśmiechnęła się nerwowo. – Ta jaszczurka wydawała się taka miła...
– Nawet Sticky wie, że to było głupie! – zaśmiał się Glück.
Naida posłała mu mordercze spojrzenie. Navri zaczęła tłumaczyć jej, że nie powinna podchodzić z taką śmiałością do zwierząt, których nie zna. Po paru minutach monologu zauważyła jednak, że Naida nie skupia się za bardzo na jej słowach. Nie chcąc marnować czasu wróciła do lekcji.
– Wiecie już jak wyglądają żółwie. Tłumaczyłam też, jak powinniście zachowywać się w sytuacji, kiedy spotkacie się z nim oko w oko. Myślę, że na tym możemy zakończyć dzisiejszą lekcję. Możecie już iść.
Szczeniaki zaczęły się rozchodzić. Naida podeszła bliżej wody. Stanęła na brzegu i zaczęła wypatrywać pływających, opancerzonych jaszczurek. Usłyszała za sobą czyjeś kroki. Miała nadzieję, że to Morti. Chciała zobaczyć jego piękny uśmiech, który tak uwielbiała. Odwróciła się z nadzieją. Niestety okazało się, że to tylko Theo. Usiadł obok niej niepewnie. 
– Miałaś prawo się pomylić. Najważniejsze, że nic ci się nie stało...
– Tak...
Naida poczuła się trochę lepiej. Może to był tylko Theo, ale i tak się cieszyła. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela, który nie zostawi cię w potrzebie. Chociaż nie jego teraz potrzebowała.
– Dobrze, że jesteś cała! – wykrzyknął Morti.
Usiadł obok Naidy z uśmiechem na twarzy. Serce waderki zabiło mocniej. Wpatrywała się w Mortiego z zachwytem. Nie zauważyła nawet, kiedy Theo wstał i odszedł. Nie zwracała też uwagi na wściekłe spojrzenia rzucane przez Elanor. Teraz liczył się tylko on i ona. Oni. Siedzący razem i rozmawiający o opancerzonych jaszczurkach.

Uwagi: brak.

środa, 13 listopada 2019

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 1

Maj 2025
Szczeniaki biegały po plaży. Ich wesołe krzyki skutecznie zagłuszały wszechobecny szum fal. Siedziałem wśród innych wilczków zbyt małych, by brać udział w takich zabawach. Oczywiście wiele z nich bawiło się w moim gronie, jednak ciągłe zapasy nie były ani trochę interesujące. Tak właściwie zapasy w ogóle nie należały do najprzyjemniejszych zabaw. No bo jak ciąganie za uszy oraz podgryzanie łap miało być miłe? Nie widziałem w tym najmniejszego sensu.
Z utęsknieniem czekałem na moment, kiedy będę mógł wziąć udział w tych szalonych lekcjach, które czasem obserwowałem ze swojego miejsca. Nie rozumiałem dlaczego musiałem tyle czekać. Tata ciągle powtarzał, że jestem zbyt mały. Moim zdaniem było to bardzo niesprawiedliwe. Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?
Zbliżał się wieczór, jak tata zwykł nazywać czas tuż przed ciemną porą. Było to całkiem ładne słowo i z pewnością znacznie krótsze od mojego nazewnictwa. Słońce powoli chyliło się w stronę ciemnej masy wody. Niebo przybrało ładną barwę gdzieś z pogranicza różowego i pomarańczowego. Przechyliłem główkę, wpatrując się w ten widok. Lubiłem ten moment, nawet jeśli zwiastował nadejście ciemnej pory. Noc nie była ani trochę zachwycająca. Czarne niebo było posypane białymi kropkami, które przypominały mi drobinki piasku. Tata mówił, że to gwiazdy. Jak dla mnie moja teoria miała znacznie więcej sensu.
Nagle do moich uszu dotarł niemal niezmącony przez inne odgłosy dźwięk fal. Zmarszczyłem brwi, nie mogąc powstrzymać się przed zerknięciem w tamtą stronę. Wyglądało na to, że rozpoczynała się kolejna lekcja. Dorosły wilk o brązowej sierści położył na piachu jakieś naczynia. Niektóre z nich wypełnione były niemal w całości jakimiś... Sam nie wiedziałem nawet czym. Nadal rozbawione szczeniaki usiadły w kółeczku.
Próbowałem skupić się na czymś innym, lecz mój wzrok ciągle wracał do niewielkiej grupki uczniów i górującego nad nim nauczyciela. Szczeniaki, które podobnie jak ja były pod opieką opiekunek nie zwracały na mnie uwagi. Zresztą, same opiekunki też nie.
Spojrzałem na nie. Peggy i Helga były w pełni pochłonięte przez jakąś swoją rozmowę. Ich wzrok utkwiony był w Eunice i Kaiju, którzy prowadzili chyba najbardziej ognistą walkę. Samica groziła różowawymi pazurkami. Z jej gardła wydobywał się głośny warkot. Kaiju nieustannie próbował złapać jej łapy w pysk i zacisnąć na nich ząbki. Na samo wspomnienie na mój pyszczek wstąpił grymas. Basiorek miał wyjątkowo ostre zęby.
Ponownie zerknąłem w stronę lekcji, która trwała już w najlepsze. W głowie wybrzmiały słowa Emeralda. Samiec stwierdził ostatnio, że kiedy leżę na piasku, jestem niemal niewidoczny. Wyszczerzyłem delikatnie ząbki i przypadłem do ziemi.
Powoli odszedłem od grupy. Skradanie się jadąc brzuszkiem po piasku zajmowało naprawdę wiele czasu!
W końcu dotarłem na miejsce. Nauczyciel trzymał w pysku patyk i mieszał nim w jakimś naczyniu. Jego głowa poruszała się w bardzo zabawny sposób. Z trudnością opanowałem śmiech. Po jakimś czasie wilk odłożył patyk na piasek i wskazał szczeniakom na naczynie.
- Możecie podejść i powąchać. Tylko nie wtykać mi tam pysków.
- Dlaczego? - spytał jakiś szczeniak. Zerknąłem na niego. Miał pstrokate futro w różnych odcieniach brązu. Chyba mówili na niego Ted. Nie byłem pewien.
Nauczyciel wyszczerzył ząbki.
- Zapach nie należy do najprzyjemniejszych. Może zakręcić ci się w głowie.
- Och - mruknął Ted i nieznacznie się wycofał.
Szczeniaki po kolei podchodziły do naczynia. Wystarczała chwila i na ich pyski wstępowały grymasy. Mikstura musiała naprawdę śmierdzieć. Ciekawe czy pachnie bardziej jak kupa czy stare mięso... Kaiju znalazł kiedyś martwego ptaka, który bardzo śmierdział. Zjadł go i potem ciągle narzekał, że boli brzuch. Podobno jeszcze wymiotował... Swoja drogą zapach rzygów też nie jest najprzyjemniejszy.
Mój pyszczek wygiął się w grymasie obrzydzenia. Nie mogłem jednak powstrzymać ciekawości. Zakradłem się bliżej do naczynia i wciągnąłem powietrze z głośnym świstem. Przymknąłem oczy, próbując bardziej skupić się na węchu. Nadaremnie. Byłem nadal zbyt daleko.
Nagle ktoś szturchnął mnie w grzbiet. Pisnąłem, zapominając, że miałem być cicho.
- Co ty tutaj robisz? - spytał jeden z wilków.
- J-ja...
- Hej, Randall, zo... - Inny wilk machnął w stronę tego, który mnie szturchnął. Kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na mnie, zamilkł. 
Wystarczyło kilka chwil i już cała grupa szturchała się, wskazując łapami na mnie. Podkuliłem ogon i opuściłem uszy. Czułem na sobie ciężar ich spojrzeń.

wtorek, 12 listopada 2019

Od Naidy "Dlaczego warto uważać na lekcji" cz.1

Marzec 2025 r.
Navri tłumaczyła coś szczeniakom siedzącym wokół niej na gorącym piasku. Naida jednak nie za bardzo mogła się skupić na jej słowach. Czuła na sobie ich wzrok. Zerknęła dyskretnie w obie strony. Elanor wpatrywała się w nią ze złością. Z kolei Theo wyglądał raczej na zamyślonego i... czy on się uśmiechnął? Wpatrywali się tak w nią już od początku lekcji. Naida nie miała pojęcia o co może im chodzić. Przysunęła się bliżej Mortiego. Kiedy przypadkowo musnęła jego ramię, serce zabiło jej szybciej. Postanowiła to zignorować i skupić się na lekcji. Nie wytrzymała jednak długo. Nie mogła znieść już tego świdrującego spojrzenia Elanor. Zerknęła szybko w stronę nauczycielki. Navri była zajęta rozmową z Sino, która zasypywała ją różnymi pytaniami. Naida korzystając z okazji wstała i przybliżyła się do Elanor.
– Cześć – zaczęła niepewnie.
Waderka zmierzyła ją wzrokiem. Nie odpowiadała przez dłuższy czas. Naida zaczęła się już zastanawiać, czy w ogóle uzyska jakąś odpowiedź. Zdenerwowana zaczęła się lekko uśmiechać.
– Cześć – odpowiedziała w końcu. – O co chodzi?
– Chciałam tylko zapytać, dlaczego jesteś na mnie zła...
– Nie jestem zła – odpowiedziała chłodno.
– Rozumiem... Wyglądałaś po prostu jakbym coś ci zrobiła.
– Przewidziało ci się.
Chciała jeszcze coś dodać, ale Elanor wstała i ruszyła za resztą wilków. Zdezorientowana Naida wpatrywała się tępo w szczeniaki podążające za Navri.
– Chodź, Naida! Lepiej nie zostawać w tyle.
Morti podszedł do niej i skinął głową w stronę reszty wilków. Ruszyli za nimi. Waderka jednak nie miała pojęcia gdzie idą. Nie słuchała nauczycielki. Teraz tego pożałowała.
– Gdzie my idziemy? – zapytała nieśmiało.
– Szukać żółwi. Nie słuchałaś?
– Możliwe, że na chwilkę się zamyśliłam...
Morti uśmiechnął się. Szli przez chwilę w ciszy. W pewnym momencie, Naida dostrzegła idącego obok niej Theo. Nie wiedziała jak długo tam był. Miała tylko nadzieję, że jej nie wyśmieje.
– Po co szukamy żółwi? – zapytała w końcu.
– Podobno są dość niebezpieczne, więc lepiej żebyśmy wiedzieli jak wyglądają – odpowiedział Theo.
– Jak bardzo niebezpieczne?
– Mogą ci odgryźć łapę, jeśli nie będziesz uważać. Są też duże i bardzo szybkie w wodzie.
Naidę przeszył dreszcz. Nie chciałaby znaleźć się kiedyś sam na sam z tym stworzeniem. Pewnie mają duże kły, aby łatwiej odgryzać wilcze łapy oraz długie nogi, aby szybko się poruszać. A skoro żółwie umieją pływać, nie miałaby gdzie uciec.
– Nie zostawaj w tyle! – zawołał Morti.
Naida wyrwała się z zamyślenia. Grupa oddaliła się od niej o parę metrów. Morti i Theo szli razem na samym końcu. Waderka nie chcąc zostać sama, postanowiła do nich podbiec. W połowie drogi zahaczyła o coś łapą i wylądowała pyskiem w piasku. Theo i Morti zawrócili i ruszyli w jej stronę. Tuż za nimi, Naida zauważyła biegnącą Sinope i Elanor. Pierwsza wyglądała na zaciekawioną sytuacją, druga zaś uśmiechała się z politowaniem.
– Nic ci nie jest? – zapytał z przejęciem Theo.
– Tylko się potknęłam.
– Znowu – mruknęła Elanor.
Sino zatrzymała się w pewnej odległości. Naida zauważyła, że wpatruje się w coś ze strachem. Waderka odwróciła się szybko za siebie. Okazało się, że nie potknęła się o zwykły piasek, a o dziwną istotę, która leżała ukryta za małą wydmą. Szczeniaki cofnęły się o parę kroków obserwując je uważnie. Naida zauważyła, że było ono duże i miało na sobie coś, co przypominało trochę pancerz kraba. Z zachwytem wpatrywała się w ruszające w jej stronę stworzenie. Wydawało się być takie powolne i niegroźne...


<C.D.N.>

Uwagi: Postaraj się unikać zbyt wielu "się" - to również jest powtórzenie.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Od Leah "Tydzień albo dwa w dziczy" cz. 2 (CD. Dante/Asgrim)

Grudzień 2024 r.
Szczerze mówiąc, odkąd tylko wkroczyliśmy do dżungli, przestałam słuchać rozmów. Jeszcze nigdy nie widziałam niczego tak niesamowitego. Z czasów dzieciństwa nie pamiętam wiele kolorów – okolica w której się wychowałam obfitowała głównie w odcienie szarości, burej zieleni, trochę brązu i oczywiście wszechobecną biel. Lepszym porównaniem były stare tereny naszej watahy i miejsca które odwiedziliśmy w podróży. Zieleń mijanych lasów po części zawierała się w tym dziwacznym miejscu, a niektóre kwiaty przypominały powiększone wersje tych z Wrzosowej Łąki. Poza tym, dżungla nie przypominała mi niczego.
Nad ścieżką którą kroczyliśmy jak baldachim rozpościerała się plątanina konarów. Mozaika w chyba wszystkich możliwych odcieniach zieleni zatrzymała co prawda uciążliwe promienie słońca, ale panowała pod nimi nieznośna wilgotna duchota. Spomiędzy gęstych paproci, roślin o szerokich liściach i dziwacznych elementów tutejszej flory, których nie byłam nawet w stanie opisać, wyrastały czasem kwiaty o fantastycznych kolorach. Moją szczególną uwagę przykuł niebieski, o gęstych, cieniutkich płatkach i dziwacznej strukturze w jego środku. W ostatniej chwili powstrzymałam się przed powąchaniem okazu.
Tropikalny las, jak go nazywały czasem wilkołaki, obfitował też w najróżniejszą zwierzyną. Wysoko w gałęziach skrzeczały dziwacznie kolorowe ptaki o zakrzywionych dziobach, a spod moich łap co chwila umykały jaszczurki, później nawet parę żab. Miałam wrażenie, że co i rusz kręcą się koło mnie jakieś latające owady. Raz wydawało mi się, że dostrzegłam węża, ale okazał się tylko pojedynczą lianą, kołyszącą się na wietrze w wyższych partiach lasu.
Dziwna puszcza obfitowała w tyle mieszających się zapachów i dźwięków, że już nawet nie wiedziałam gdzie zwracać wzrok. Wszystko było takie... niespotykane i obce. Czułam się tak, jakbym tam nie pasowała i chyba w istocie tak było. W nieprzystosowanym do tak ciepłego środowiska futrze przeżywałam istne katusze. A to dopiero zima...
- A ty? Chciałabyś mieć szczeniaki?
Drgnęłam, gdy ktoś odezwał się tuż nad moim uchem. Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale udało mi się przywołać mgliste fragmenty rozmowy reszty zwiadowców.
- Myślę, że nie, przynajmniej nie teraz. - odparłam po namyśle.
- Ja też – Zev uśmiechnął się szeroko.
Poczułam się trochę nieswojo. Nietoperze skrzydła basiora praktycznie stykały się z moim bokiem.
- Zresztą, nie wiem jak zareagowałaby Silee.
- Właśnie, jak się miewa Silee? - zagaił Dante.
- Radzi sobie. Powoli zaczyna chodzić, ale Volga stwierdził, że raczej nie możemy przywrócić jej wzroku.
- Biedaczysko - skwitowała Janey.
- Silee, twoja podopieczna? - uściślił Zev.
- Tak.
Skrzywił się nieznacznie, ale z uśmiechem. Pokiwał krótko głową.
- Co jak co, ale to miejsce robi wrażenie - ogniście ruda wadera, której imię wyleciało mi z głowy zmieniła temat po chwili ciszy.
- Zdecydowanie - odmruknęła Jasmine. - Spójrzcie tylko na to.
Wszystkie pary oczu powędrowały za jej wzrokiem. Niewysoko nad naszymi głowami przycupnęło człekokształtne stworzenie o ciemnym, szczecinowatym futrze. Długie ramiona miało zwieszone, zaś tylne kończyny podkurczone. Bystre, acz trochę przerażające spojrzenie wlepiało w naszą grupę. Z jakiegoś powodu osobliwy stwór skojarzył mi się z Tingiem i Baldorem. Pewnie przez te ramiona.
- Małpa - skwitował Joel. - Ale nie mam pojęcia jaka.
- Zaatakuje nas? - spytał Gayle, nie spuszczając "małpy" z oczu.
- Jedna? Myślę, że nie - wilkołak zawahał się - Ale jeśli pojawią się w grupie lepiej założyć, że tak.
- Pokraczny stwór - Zev parsknął.
Skrzydlaty basior rozłożył skrzydła i wzniósł się na równy poziom z tym dziwacznym stworzeniem. Przewodnik naszej grupy wezwał go z powrotem, ale ten go zignorował. Wilk i osobliwy mieszkaniec dżungli przez chwilę się w siebie wpatrywali w bezruchu (nie licząc oczywiście miarowych uderzeń skórzastych skrzydeł). Gdy Zev spróbował się zbliżyć, małpa skrzeknęła tak nieprzyjemnie, że mimowolnie stuliłam uszy i umknęła, zaskakująco zgrabnie jak na swoje gabaryty, przeskakując z gałęzi na gałąź.
- Zev, nie możesz bez mojej zgody... - ofuknął go Gayle, ale basior nie dał mu dokończyć:
- Chciałem mu się tylko przyjrzeć - wylądował i wzruszył ramionami - Jeden jest niegroźny, tak?
- Skąd wiedziałeś, że nie było ich więcej?
- Z wysoka nie widziałem żadnych innych.
- Nie popieram co prawda takiego przyglądania się, ale nie sądzę by pojawiło się ich więcej - wtrącił Joel - A nawet jeśli, raczej nie zaatakowałyby zbyt chętnie.


<Dante? Asgrim?>


Uwagi: brak.