niedziela, 17 listopada 2019

Od Mortimera "Kokosowe grzechotki" cz. 2 (cd. Naida)

Marzec 2025 r.
– Ale nikt ci nie pozwolił! – skandowała Naida.
– Panie Dernet! – powiedziała leniwie Elanor.
Jasnobrązowy basior odwrócił się do niej przodem.
– Tak?
– Mogę być w grupie z Isą?
– Niech pan jej nie pozwala! – błagała Naida – Przed chwilą mi groziła! I nie pozwala Glückowi do nas dołączyć!
Morti poczuł, jakby serce mu stanęło. Przegapił coś? Popatrzył na Elanor ze zgrozą.
– Ja? Groziłam? – Wadera uniosła brew.
– Sama słyszałam! – pisnęła Naida.
– Morti, czy to prawda? – nauczyciel zwrócił się do basiorka.
Jeszcze bardziej przerażony postąpił krok w tył, kładąc po sobie uszy.
– J-ja... nie słyszałem.
– Nic nie mówiłam – upierała się Elanor.
Morti miał szczerą nadzieję, że rzeczywiście tak było i Naidzie się coś przewidziało. Miał co prawda złe przeczucia co do całej postaci Elanor, jednak wolał nie znaleźć żadnego potwierdzenia jego intuicji.
– Teraz udaje, że nic nie wie! – dopowiedziała Naida.
– Bo nic nie wiem.
– Infinite, słyszałeś coś?
Kiedy biały basiorek pokręcił wystraszony głową, Naida trochę straciła na pewności siebie. Spuściła wzrok, uparcie wpatrując się we własne łapy.
– Ale pewnie tak pomyślała!
Naida nie zdążyła niczego dodać, a nauczyciel już zdążył odejść, jednocześnie kręcąc z dezaprobatą głową.
– Co ci tak na nim zależy? Zakochałaś się? – zapytała Isa.
– Co? – wtrącił nieco zagubiony Glück.
– Nie! Fuj! – wykrzyknęła Naida – Po prostu nie chcę mieć Elanor w swojej grupie.
Morti zauważył, że starsza wadera opuściła uszy, a jej nos się zmarszczył. Przełknął ślinę. Jego bracia w międzyczasie postanowili dyskretnie się wymknąć, by na stronie omówić plan. Od czasu do czasu jednak zerkali, co się dzieje.
– Będziecie się bić? – zapytała Isa.
– Jeszcze nie wiem – mruknęła Naida.
Elanor wymownie wywróciła oczami.
– Nie jestem tak prymitywna, żeby się bić o tak takie rzeczy.
– Co to znaczy prymitywna? – dopytała Naida.
– To znaczy taka jak ty.
Sino po raz kolejny zaczęła wyć, mimo że była w połowie drogi do Exana i Theo. Basiorki w tamtym momencie uniosły głowę, na nowo skupiając na nich swoją uwagę.
– Zamknij się, Sino – warknęła Isa.
– Czyli że odważna, czy miła? – zapytała Naida, uśmiechając się promiennie.
– Głupia – odpowiedziała smętnie Elanor.
Sino chciała znowu ryknąć, ale Isa zamordowała ją spojrzeniem. Zamiast tego w końcu postanowił się wtrącić Morti:
– Tak nie wolno mówić.
Eterna unikając jego spojrzenia, spokojnym krokiem ruszyła w prawo. 
– Idziemy? Musimy sobie znaleźć miejsce.
– To ja jestem szefem grupy, a nie ty, więc idziemy w drugą stronę – powiedziała z oburzeniem Isa. Skierowała się w kierunku środka plaży, czyli do najgorętszego miejsca. Elanor cichutko westchnęła, ale Morti i tak pokłusował za jasną waderą. Usłyszał jeszcze za sobą znajomy głos Naidy:
– Elanor, nie wymyślaj. Nie ty dowodzisz!
Morti zaczynał powoli rozumieć, dlaczego ta dwójka tak bardzo się nie lubiła. Naida bywała upierdliwa, choć wolał tak nie myśleć o nikim. Był jednak pewien, że nie powie tego nigdy na głos, bo to niegrzeczne.
– Prędzej ja, niż ty – odgryzła się Elanor.
– Możesz powtórzyć? Za cicho mówisz.
– Nie kłóćcie się, błagam – wtrącił Morti na tyle głośno, by zdołały go dobrze usłyszeć.
– Ale ja się nie kłócę! – broniła się Naida.
Isa w tym czasie usiadła na samym środku plaży. Mrużąc jasne oczy, patrzyła wyczekująco w kierunku, w którym zniknął nauczyciel kreatywności. Obok niej usadowił się Infinite oraz Elanor. Morti zaś przystanął tuż obok. Nie chciał poparzyć sobie zadu. Naida najwyraźniej wpadła na ten sam pomysł.
Eterna popatrzyła z góry na Isę i Infinite. Morti już po samej minie widział, że zamierza coś powiedzieć.
– Jesteście parą?
Ich odpowiedź zlała się ze sobą, lecz nie była jednoznaczna. Infinite odpowiedział jej twierdząco, ale Isa zupełnie przeciwnie. Waderka zdezorientowana i zdziwiona spojrzała na swojego chłopako-przyjaciela.
– Co?
Infinite się skulił. Wyglądał na bardzo zagubionego. Jego wzrok latał na przemian w prawo i w lewo.
– Nie...? – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała pytająca nutka.
– Dlaczego nie? – zapytała pogodnie Naida.
Morti pomerdał ogonem podekscytowany.
– Bo nie! – odpowiedziała Isa, nie spuszczając z wzroku Infinite.
– A będziecie?
– Nie, fuj!
Infinite w odpowiedzi tylko skulił się bardziej. Mortiemu na sam ten widok zrobiło się przykro.

<Naida?>

sobota, 16 listopada 2019

Od Eterny "Siła mięśni to nie wszystko" cz. 11

Grudzień 2024 r.
Eterna nie mogła się skupić na lekcjach magii. Wciąż była zbyt pochłonięta obserwowaniem Ismanise rozmawiającej z Mortimerem. Jej Mortimerem. Śmiali się, zupełnie nieświadomi jej spojrzenia. Gerrant od czasu do czasu zwracał jej uwagę, że nadmiar emocji pozbawia skupienia na ćwiczeniach, ale nawet nie miała ochoty go słuchać.
Ismanise zabierała jej Mortimera.
– Widzę, że bardzo ci się podoba ten basior, ale musisz wrócić myślami do tego, co jest teraz – powiedział w końcu nauczyciel magii, stając tuż przed Eterną. Aby na niego spojrzeć, musiała zadrzeć głowę. Jego oczom ukazał się skwaszony wyraz pyska.
– Mogę dzisiaj odpuścić?
– Musisz zawsze dawać z siebie sto procent, jeśli chcesz coś osiągnąć.
– Sto to dużo?
– Maksimum.
Westchnęła cichutko, wychylając się zza niego. Teraz Morti zrobił zamianę z Isą – ona łowiła (a raczej próbowała), a on nosił ryby. Zaraz potem znowu się zamienili, bo wadera kompletnie sobie nie radziła.
– Mogę ci pomóc osiągnąć stan spokoju myśli i ducha.
– Co jeśli nie chcę? – Zmierzyła go wzrokiem.
– Zważywszy na twój żywioł jest to szczególnie ważna umiejętność. Reszta grupy akurat ćwiczy medytację, dlatego sądzę, że to odpowiedni moment...
Znużona zerknęła na pozostałe szczeniaki. Siedziały z zamkniętymi oczami. Dookoła niektórych lewitowały drobinki piasku, muszelek i kamieni. Kai nauczył ją medytacji już kilka miesięcy wcześniej. Nie musiała się zatem uczyć tego teraz. Od samego początku uważała lekcje ze szczeniakami w zróżnicowanym wieku za zwykłą głupotę – poziom był bardzo niewyrównany, w związku z czym wiecznie ktoś czegoś nie umiał lub jedyne co robił, to się nudził.
– To jak? Chcesz przestać myśleć o chłopakach? – Uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
Przeszło jej przez głowę, że jeśli ma się irytować, to rzeczywiście – wolałaby poświęcić myśli czemuś innemu. Przynajmniej do momentu, kiedy nie dojdzie do konfrontacji z Ismanise i kiedy w końcu będzie mogła jej rozszarpać gardło.
– W porządku.
Gerrant wyglądał na usatysfakcjonowanego. Eterna odrobinę znużona popatrzyła w jego krwistoczerwone oczy.
– Dla ułatwienia możesz zamknąć oczy – Tu zrobił pauzę, czekając, aż Eterna wykona jego polecenie. – Początek wygląda dokładnie tak samo, jak w wypadku medytacji. Musisz uspokoić myśli i oddech. Kolejnym progiem jest jednak myślenie o mroźnych krainach. Musisz myśleć o formujących się zaspach śnieżnych...
– Nie sądzi pan, że to dość ironiczne, zważywszy na to, że jesteśmy na plaży?
– Może trochę tak – Zaśmiał się cicho.
– Jeszcze trochę i szczeniaki urodzone tutaj nie będą miały pojęcia, jak wygląda śnieg. Co wtedy? Jak się wtedy uspokoić?
– Można myśleć jeszcze o pustyni lub o morskich falach.
Eterna po chwili namysłu, czy ma to sens, potaknęła głową. Wciąż nie otworzyła oczu.
– Wracając do procesu uspokajania się... Musisz odpłynąć myślami na tyle daleko, by poczuć, jakbyś nie była obecna tutaj duchem. Jednak nie jest to typowe rozkojarzenie, a raczej wchodzenie na poziom maksymalnego skupienia.
Eterna odrobinę uniosła brwi.
– To brzmi jak dobra metoda dla tych wszystkich nieskupionych szczeniąt na zajęciach... Czemu nie mówi się o tym na początku?
– Nie przy wszystkich żywiołach to działa... – odparł ze smutną nutą w głosie – A mówimy o tym raz na jakiś czas. Wiesz, że szczeniaki odchodzą i przychodzą do grupy. Nie ma czegoś takiego, jak "na początku". Gdyby każdy miał jakiś początek, lekcje byłyby prowadzone indywidualnie.
Uchyliła powieki.
– Nie myśleliście nigdy nad podzieleniem nas na mniejsze grupki wedle wieku? Chyba to by wiele ułatwiło...
Gerrant się zadumał, patrząc jednocześnie w bezchmurne niebo.
– Jest to jakiś pomysł... Całkiem dobry. Mogę zapytać Alfę o zgodę. Może się przyjmie.
– A powie pan, że to mój plan, czy przywłaszczy sobie? – zapytała z odrobinę kąśliwym uśmieszkiem.
– Oczywiście, że powiem.
– Z imienia?
– Zobaczymy.
Pokiwała głową ze zrozumieniem, a następnie ponownie zamknęła oczy.
– Możemy wrócić do tego uspokajania myśli? – zapytała.
– Tak, oczywiście. Wystarczy, że zrobisz to, o czym mówiłem. Wtedy powiedz, czy ci się udało, czy nie.

<C.D.N.>

piątek, 15 listopada 2019

Od Mortimera "Kokosowe grzechotki" cz. 1

Marzec 2025 r.
Siedzieli w cieniu palm ze znużeniem mrużąc ślepia. Dernet gdzieś plątał się między resztą grupy, ale większość z nich nie poświęcała mu większej uwagi. Było zbyt gorąco i zbyt duszno, aby robić coś więcej, prócz wylegiwania się na skraju dżungli.
– Nie chce mi się tutaj siedzieć – mruknęła Sino.
– Nie narzekaj! Zawsze mogło być gorzej! – pisnęła Naida.
– A ja lubię lekcje kreatywności – wtrącił Morti, który już przywykł do gorąca. Jego puszyste futro o ciepłej porze zawsze dawała mu dokładnie tyle samo gorąco, więc wrażenie robił na nim tylko prawdziwy skwar. Lustrował pyski reszty szczeniąt żywiołowo błyszczącymi ślepiami.
– Są lepsze od polowań – potwierdziła Naida, lecz z nutką niechęci w głosie.
– A ja lubię polowania – wtrąciła monotonnym tonem Isa.
– Czemu? – zapytała Naida.
– Bo można biegać.
– Na sztukach walki też można – dorzuciła Elanor.
– Serio? – Isa popatrzyła zdumiona na waderę.
– Ach, no tak – Elanor westchnęła cichutko – Bo wy nie macie sztuk walki.
– To w ogóle istnieją takie lekcje? – zapytała Naida.
– Można tam bić nauczycieli? – wtrącił Glück.
Elanor zmierzyła ich wzrokiem.
– Nie.
– Szkoda... – odpowiedziała rozczarowana Naida – A innych uczniów?
– Tylko za pozwoleniem.
– I to jest głupie, bo jednocześnie nas uczą, że nie można bić dziewczyn. A na sztukach walki trzeba – skomentował Morti.
– No chyba, że jest się Exanem i nie umie się bić nikogo – oznajmiła Isa.
W odpowiedzi Sino wydała z siebie przeciągłe wycie, a Theo piskliwie zaczął się śmiać, jednocześnie wskazując łapką na skwaszonego brata.
– Zamknij się – mruknął Exan – Ja po prostu... preferuję dyplomatyczne rozwiązania.
– I bijesz się gorzej niż baba – prychnęła Isa.
Sino zawyła jeszcze głośniej.
– Sino, mam ci przywalić w ten głupi pysk? – Isa popatrzyła na waderkę.
– PROSZĘ PANA!
– Cicho, Sino! Jeszcze będziemy musieli coś robić – syknęła Naida – Pobijecie się po lekcji, a teraz ciszej.
Niestety na horyzoncie już zjawił się Dannan, który jak zwykle z nieznanej nikomu przyczyny przebywał na lekcji swojego brata. I jak zwykle patrzył na nich dość nieprzyjaźnie, jak to miał w zwyczaju kiedy działo się coś nie po jego myśli... lub kiedy zwyczajnie ktoś go o coś pytał.
– Co tu się dzieje?
– One chcą się pobić! – pisnął Theo.
– Jakie znowu? Ja pana pierwszy raz na oczy widzę – oburzyła się Sino, patrząc na basiorka.
– To nauczyciel walki – objaśnił Morti.
Dannan w milczeniu się im przyglądał.
– Czy na pana lekcjach będę mogła bić innych uczniów? – zapytała Naida.
– Albo nauczycieli? – dodał Glück z nadzieją.
Dannan patrzył na nich z niedowierzaniem.
– Zależy...
– Czyli tak. To fajnie – Uśmiechnęła się Naida.
– Co się dzieje? – zapytał Dernet, który niespodziewanie stanął tuż za swoim bratem. Różnili się głównie długością futra oraz jego jasnością. Dernet ponadto miał kilka jasnych plamek, a Dannan ciemnych.
– Pytają, czy mogą się bić na moich lekcjach.
– Na pewno prędzej niż moich... – Spojrzał na nich z obawą. Zaraz potem jego wzrok powędrował, do nadal nieruszonych dwóch skorup kokosów. – Mieliście robić projekt.
Dannan w tym czasie pobieżnie ich przeliczył.
– Nie miało być grup sześcioosobowych, a nie dziewięcio?
– Nie zapominajmy o Sticky'm! – dorzucił Glück.
– Przecież tu jest tylko pięć osób... – mruknęła pod nosem Naida, tak że tylko Morti zdołał to usłyszeć.
– Idziemy do innej grupy? – zapytał Infinite, patrząc wyczekująco na swoją przyjaciółkę.
– Isa i Infinite zakładają swoją sektę kokosów! Dołączajcie, póki jest za darmo! – krzyknęła nagle waderka.
– Chcę do sekty! – pisnęła radośnie Naida, podrywając się z ziemi – Morti, chodź ze mną!
– No dobra...
– To ja też chcę – powiedziała Elanor, wstając na równe łapy.
– To tyle starczy. Będziecie po prostu w dwóch grupach. – Mówiąc to, przeniósł wzrok na Theo, Glücka, Sino i Exana. – Przyniosę wam nowe kokosy.
Dannan i Dernet oddalili się od szczeniąt, które zaraz potem wymieniły spojrzenia.
– Ej, ty! Zamień się! – krzyknął Glück.
Elanor dopiero po chwili zrozumiała, że chodziło o nią.
– Wybrałam tę grupę, więc będę w tej.

<C.D.N.>

czwartek, 14 listopada 2019

Od Naidy "Dlaczego warto uważać na lekcji" cz.2

Marzec 2025 r.
Naida wpatrywała się z ciekawością w dziwne stworzenie. Było już coraz bliżej. Nie była pewna czy powinna uciekać czy może zignorować zwierzę. Wyglądało trochę jak duża jaszczurka wsadzona w wielki pancerz kraba. Była ładna. Naida podeszła do niej parę kroków.
– Co to za jaszczurka? – zapytała.
– To chyba żółw! – wykrzyknęła Sino.
Naida spojrzała na nią ze strachem. Miała nadzieję, że waderka się pomyliła.
– Daj spokój! To nie może być żółw! – zaśmiała się niepewnie.
– Gdybyś słuchała na lekcji, wiedziałabyś, że żółwie mają twarde skorupy i łapy podobne do płetw – prychnęła Elanor.
– Czyli... To jest żółw? ­– zapytał zdenerwowany Morti.
– Tak.
Szczeniaki odsunęły się jeszcze dalej od stworzenia. Naida stała jednak w miejscu. To niemożliwe. Ta jaszczurka była za wolna na żółwia. Nie miała też żadnych ostrych kłów i pazurów. Nie może być taka niebezpieczna jak mówią. Nawet jeśli jest żółwiem, to raczej nie takim, którego szukali.
– Nie wygląda na niebezpieczną. Pewnie ta jaszczurka jest tylko podobna do żółwi o których mówiła Navri.
Zrobiła niepewny krok w stronę zwierzaka. Chciała udowodnić reszcie, że nic się jej nie stanie. Miała zrobić kolejny, ale zatrzymał ją głos Navri, która z daleka zauważyła całą sytuację.
– Niech wszyscy odsuną się od tego żółwia!
Szczeniaki odbiegły kawałek dalej ze strachem. Naida pobiegła za nimi. Spojrzała na jaszczurkę z niedowierzaniem. Przerażone zwierzę zaczęło uciekać w stronę wody. Navri podbiegła już do nich. Reszta szczeniąt stała w bezpiecznej odległości obserwując całą scenę z przejęciem. Naida wpatrywała się ze smutkiem w jaszczurkę, która zanurzała się właśnie w wodzie. Zniknęła. Odpłynęła gdzieś zostawiając ich samych na plaży. Wilki odetchnęły z ulgą. Wszystkie oprócz Naidy.
– Mieliśmy szczęście, że was nie zaatakował – odezwała się Navri.
– Ale proszę pani, to tylko zwykła jaszczurka! Nie jest groźna!
– Jaszczurka? – zapytała z lekkim uśmiechem.
– Tak! Taka w krabim pancerzu!
– Czyli żółw – zaśmiała się Sino. – Szkoda, że nie udało ci się do niego podejść...
– Chciałaś podejść do żółwia? Sama? – Navri spojrzała z powagą na Naidę.
– Możliwe... – uśmiechnęła się nerwowo. – Ta jaszczurka wydawała się taka miła...
– Nawet Sticky wie, że to było głupie! – zaśmiał się Glück.
Naida posłała mu mordercze spojrzenie. Navri zaczęła tłumaczyć jej, że nie powinna podchodzić z taką śmiałością do zwierząt, których nie zna. Po paru minutach monologu zauważyła jednak, że Naida nie skupia się za bardzo na jej słowach. Nie chcąc marnować czasu wróciła do lekcji.
– Wiecie już jak wyglądają żółwie. Tłumaczyłam też, jak powinniście zachowywać się w sytuacji, kiedy spotkacie się z nim oko w oko. Myślę, że na tym możemy zakończyć dzisiejszą lekcję. Możecie już iść.
Szczeniaki zaczęły się rozchodzić. Naida podeszła bliżej wody. Stanęła na brzegu i zaczęła wypatrywać pływających, opancerzonych jaszczurek. Usłyszała za sobą czyjeś kroki. Miała nadzieję, że to Morti. Chciała zobaczyć jego piękny uśmiech, który tak uwielbiała. Odwróciła się z nadzieją. Niestety okazało się, że to tylko Theo. Usiadł obok niej niepewnie. 
– Miałaś prawo się pomylić. Najważniejsze, że nic ci się nie stało...
– Tak...
Naida poczuła się trochę lepiej. Może to był tylko Theo, ale i tak się cieszyła. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela, który nie zostawi cię w potrzebie. Chociaż nie jego teraz potrzebowała.
– Dobrze, że jesteś cała! – wykrzyknął Morti.
Usiadł obok Naidy z uśmiechem na twarzy. Serce waderki zabiło mocniej. Wpatrywała się w Mortiego z zachwytem. Nie zauważyła nawet, kiedy Theo wstał i odszedł. Nie zwracała też uwagi na wściekłe spojrzenia rzucane przez Elanor. Teraz liczył się tylko on i ona. Oni. Siedzący razem i rozmawiający o opancerzonych jaszczurkach.

Uwagi: brak.

środa, 13 listopada 2019

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 1

Maj 2025
Szczeniaki biegały po plaży. Ich wesołe krzyki skutecznie zagłuszały wszechobecny szum fal. Siedziałem wśród innych wilczków zbyt małych, by brać udział w takich zabawach. Oczywiście wiele z nich bawiło się w moim gronie, jednak ciągłe zapasy nie były ani trochę interesujące. Tak właściwie zapasy w ogóle nie należały do najprzyjemniejszych zabaw. No bo jak ciąganie za uszy oraz podgryzanie łap miało być miłe? Nie widziałem w tym najmniejszego sensu.
Z utęsknieniem czekałem na moment, kiedy będę mógł wziąć udział w tych szalonych lekcjach, które czasem obserwowałem ze swojego miejsca. Nie rozumiałem dlaczego musiałem tyle czekać. Tata ciągle powtarzał, że jestem zbyt mały. Moim zdaniem było to bardzo niesprawiedliwe. Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?
Zbliżał się wieczór, jak tata zwykł nazywać czas tuż przed ciemną porą. Było to całkiem ładne słowo i z pewnością znacznie krótsze od mojego nazewnictwa. Słońce powoli chyliło się w stronę ciemnej masy wody. Niebo przybrało ładną barwę gdzieś z pogranicza różowego i pomarańczowego. Przechyliłem główkę, wpatrując się w ten widok. Lubiłem ten moment, nawet jeśli zwiastował nadejście ciemnej pory. Noc nie była ani trochę zachwycająca. Czarne niebo było posypane białymi kropkami, które przypominały mi drobinki piasku. Tata mówił, że to gwiazdy. Jak dla mnie moja teoria miała znacznie więcej sensu.
Nagle do moich uszu dotarł niemal niezmącony przez inne odgłosy dźwięk fal. Zmarszczyłem brwi, nie mogąc powstrzymać się przed zerknięciem w tamtą stronę. Wyglądało na to, że rozpoczynała się kolejna lekcja. Dorosły wilk o brązowej sierści położył na piachu jakieś naczynia. Niektóre z nich wypełnione były niemal w całości jakimiś... Sam nie wiedziałem nawet czym. Nadal rozbawione szczeniaki usiadły w kółeczku.
Próbowałem skupić się na czymś innym, lecz mój wzrok ciągle wracał do niewielkiej grupki uczniów i górującego nad nim nauczyciela. Szczeniaki, które podobnie jak ja były pod opieką opiekunek nie zwracały na mnie uwagi. Zresztą, same opiekunki też nie.
Spojrzałem na nie. Peggy i Helga były w pełni pochłonięte przez jakąś swoją rozmowę. Ich wzrok utkwiony był w Eunice i Kaiju, którzy prowadzili chyba najbardziej ognistą walkę. Samica groziła różowawymi pazurkami. Z jej gardła wydobywał się głośny warkot. Kaiju nieustannie próbował złapać jej łapy w pysk i zacisnąć na nich ząbki. Na samo wspomnienie na mój pyszczek wstąpił grymas. Basiorek miał wyjątkowo ostre zęby.
Ponownie zerknąłem w stronę lekcji, która trwała już w najlepsze. W głowie wybrzmiały słowa Emeralda. Samiec stwierdził ostatnio, że kiedy leżę na piasku, jestem niemal niewidoczny. Wyszczerzyłem delikatnie ząbki i przypadłem do ziemi.
Powoli odszedłem od grupy. Skradanie się jadąc brzuszkiem po piasku zajmowało naprawdę wiele czasu!
W końcu dotarłem na miejsce. Nauczyciel trzymał w pysku patyk i mieszał nim w jakimś naczyniu. Jego głowa poruszała się w bardzo zabawny sposób. Z trudnością opanowałem śmiech. Po jakimś czasie wilk odłożył patyk na piasek i wskazał szczeniakom na naczynie.
- Możecie podejść i powąchać. Tylko nie wtykać mi tam pysków.
- Dlaczego? - spytał jakiś szczeniak. Zerknąłem na niego. Miał pstrokate futro w różnych odcieniach brązu. Chyba mówili na niego Ted. Nie byłem pewien.
Nauczyciel wyszczerzył ząbki.
- Zapach nie należy do najprzyjemniejszych. Może zakręcić ci się w głowie.
- Och - mruknął Ted i nieznacznie się wycofał.
Szczeniaki po kolei podchodziły do naczynia. Wystarczała chwila i na ich pyski wstępowały grymasy. Mikstura musiała naprawdę śmierdzieć. Ciekawe czy pachnie bardziej jak kupa czy stare mięso... Kaiju znalazł kiedyś martwego ptaka, który bardzo śmierdział. Zjadł go i potem ciągle narzekał, że boli brzuch. Podobno jeszcze wymiotował... Swoja drogą zapach rzygów też nie jest najprzyjemniejszy.
Mój pyszczek wygiął się w grymasie obrzydzenia. Nie mogłem jednak powstrzymać ciekawości. Zakradłem się bliżej do naczynia i wciągnąłem powietrze z głośnym świstem. Przymknąłem oczy, próbując bardziej skupić się na węchu. Nadaremnie. Byłem nadal zbyt daleko.
Nagle ktoś szturchnął mnie w grzbiet. Pisnąłem, zapominając, że miałem być cicho.
- Co ty tutaj robisz? - spytał jeden z wilków.
- J-ja...
- Hej, Randall, zo... - Inny wilk machnął w stronę tego, który mnie szturchnął. Kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na mnie, zamilkł. 
Wystarczyło kilka chwil i już cała grupa szturchała się, wskazując łapami na mnie. Podkuliłem ogon i opuściłem uszy. Czułem na sobie ciężar ich spojrzeń.