środa, 20 listopada 2019

Od Ismanise "Siła mięśni to nie wszystko" cz. 14

Luty 2025 r.
Ostatecznie, jak szybko zauważyły szczeniaki, Adora zaczęła uczyć jak należy. Uwagi odnośnie ich znikomej inteligencji także zdecydowanie zmalały, co przyjęły z wyjątkową przyjemnością. Isa nie udzielała się zbytnio na lekcjach, więc brak wyrywania jej do odpowiedzi nieszczególnie jej przeszkadzał. Wolała wszystko obserwować i nie wtrącać się za bardzo. Zupełnie inną strategię przyjmowała znienawidzona przez nią Sino oraz Naida, odnośnie której miała dość mieszane odczucia. Inne szczeniaki raczej milczały, dość okazjonalnie wtrącając swoje trzy grosze.
– Zatem myśląc abstrakcyjnie... co należy zrobić, aby zbudować skrzynię? – zapytała nauczycielka. Unikała ich spojrzenia, kiedy tylko mogła, więc Isa wpatrywała się w nią z wyjątkową natarczywością.
– Ściąć drzewo – powiedziała Luka.
– I? – dopytywała Adora.
– Pociąć.
– I?
Luka nie znała odpowiedzi.
– Przerobić na deski – wtrącił Gorn.
– I?
– Zdobyć gwoździe...? – powiedział z wahaniem Arrow.
– I?
– Zbudować bryłę – oznajmił Randall.
– Jak?
– Co to bryła? – wtrąciła Naida.
– Co to gwóźdź? – dorzucił Glück.
– Gwóźdź to takie małe metalowe coś, które wbijasz w drewno – objaśniła Adora – A bryła to taki kwadrat, ale przestrzenny.
– Przestrzenny? – powtórzyła Sino.
Adora nakreśliła kształt w powietrzu. Sino ucieszona otworzyła pyszczek. Isa zaś nie była tak zachwycona. Sam widok waderki wprawiał ją w odruchy wymiotne. Właśnie z tego powodu od jakiegoś czasu starała się unikać kontaktu z nią.
– W jaki sposób wykonacie projekt skrzyni? Co musicie zrobić, aby się mocno trzymała i nie rozpadła przy najbliższym rzucie?
– Musi być umacniana drugą warstwą desek, takich poprzecznie wbitych. Na kantach również powinny być umacniane podwójną warstwą desek. Nie powinny być też zbyt cienkie, aby rzeczy znajdujące się w środku nie wypadły, jeśli się przesuną – oznajmił skromnie Ares.
Adora uniosła brew.
– Skąd masz aż tak szczegółowe informacje?
– Mój tata robił skrzynie na przeprowadzkę – Ares wzruszył ramionami.
Adora pokiwała głową.
– Tak, to wiele wyjaśnia... – Zrobiła pauzę na wpatrywanie się w piach pod jej łapami – Pewnie zastanawiacie się, dlaczego zadaję wam takie pytania... Otóż mają wam pomóc w wyobrażeniu sobie przestrzennie pewnych obiektów i wzbogacić zdolność kalkulowania, co zrobić, aby były one skuteczne. Dla przykładu skrzynia powinna być umacniana i zbita gwoździami w odpowiednich miejscach. Tyczy się to również wielu innych rzeczy. Ktoś może mi powie, jak w takim razie zbudować chatkę?
Łapka Mortiego wystrzeliła w górę, a zaraz potem również Theo oraz Exana.
– Wasz tata budował chatki na plaży, czyż nie?
– Tak! – odparł Theo.
Adora leciutko się uśmiechnęła.
– Zatem słucham. Kto chce mówić?
– Ja! – ponownie odezwał się Theo. Pozostali bracia spokojnie opuścili łapki.
– Zatem zacznij.
– Trzeba najpierw pozbierać grube gałęzie lub bambusy i trochę liści – Zamerdał ogonem – Ale takich śliskich, jakby były od wosku. Dużych. W ziemi można wykopać też trochę gliny do umocnień, a w dżungli zebrać nieco lian. Wtedy trzeba ocenić jak duża ma być chatka, a następnie nakreślić wymiary. Utknąć najdłuższe i najprostsze gałęzie lub najgrubsze bambusy, a następnie zrobić ściany z cieńszych. Związać lianami lub zabić gwoździami, zrobić rusztowanie sufitu i nakryć liśćmi. Można też zrobić drzwi, robiąc oddzielną bambusową ścianę i przywiązać to z jednej strony do stałej ściany. Glina może się przydać do dodatkowych umocnień. Dach może być też zrobiony z bambusów lub kory drzew.
Adora pokiwała głową w zadumie.
– Można wykopać ziemiankę – zasugerował Ares.
– Ziemia się nie zapadnie? – dopytywała nauczycielka.
– Można utwardzić jej ściany gliną lub drewnianymi palami. Albo to i to – odparł Ares.
Adora ponownie zwróciła się do reszty grupy.
– Macie jakieś inne pomysły?
Cisza.
– Zatem możecie przejść do budowania własnych chatek. Wyjątkowo mamy lekcję techniczną. Musicie w parach stworzyć jak najwytrzymalszy domek dla jednego dorosłego wilka lub dwóch szczeniąt. Jeśli chcecie podzielić się w większe grupki, musicie zrobić jeszcze większą chatkę. Pamiętajcie, że nie może przepuszczać deszczu!
Isa z świecącymi oczami popatrzyła na Infinite.
– Co ty na to, by być w grupie z Aresem i Theo?
– Dobra – Uśmiechnął się.
Isa czym prędzej pobiegła do basiorków, nim ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł.

<C.D.N.>

wtorek, 19 listopada 2019

Od Mortimera "Siła mięśni to nie wszystko" cz. 13

Luty 2025 r.
– To JA mam większą wiedzę od was wszystkich razem wziętych! – Wybuchnęła wadera, tym samym przerywając ich zgodne skandowanie – Nie macie prawa mi wytykać, co robię dobrze, a co źle. To JA wiem to najlepiej, a nie wy!
– To że jesteśmy młodsi niewiele znaczy... – zaczął Randall, ale Adora zaraz potem znowu mu przerwała:
– Cisza!!
– Co tu się wyprawia? – wtrąciła nagle Navri, która akurat kłusowała w ich kierunku.
Mortiemu nieco ulżyło. Już od dłuższej chwili kulił uszy i ogon. Mimo przewagi liczebnej wciąż nie czuł się dobrze. Kiedy ponownie popatrzył na Adorę, szybko przekonał się, że ona również nagle straciła całą pewność siebie. Na temat Navri chodziły różne plotki, lecz...
– Pani Adora nie prowadzi lekcji, bo uważa nas za zbyt głupich, by zrozumieć przedstawiane przez nią zagadnienia – objaśnił ze spokojem Randall.
– Czy to prawda? – Navri zwróciła się do wadery. Jej wzrok, nawet jeśli zza okularów, był zdolny zabić. Nie dosłownie, ale jeśli krążyłyby takie plotki – Morti byłby w stanie w nie uwierzyć. Zerknął na Isę, która nie przypominała ani trochę majestatem swojej mamy. Patrzyła gdzieś nieobecnie w przeciwnym kierunku.
– Źle mnie zrozumieli – powiedziała szybko Adora – Tłumaczę im jedną rzecz od kilku lekcji, a oni wciąż jej nie rozumieją.
– Czyż to nie oznacza, że jest zbyt trudna lub źle wytłumaczona? Nie wierzę, aby istniało coś, czego nie dałoby się wytłumaczyć prostymi słowami. O jaki temat dokładnie chodzi?
– O Drogę Mleczną.
Navri zmarszczyła brwi.
– Cóż to takiego?
Adora wskazała na niebo.
– O Słońce, Księżyc, gwiazdy i resztę planet.
Morti przyglądał się temu z mocno bijącym sercem. Czy podobno najinteligentniejsza wadera w watasze nie zrozumie co próbuje jej wytłumaczyć Adora? Pysk Navri aż do ostatniej chwili wyrażał absolutny brak zrozumienia.
– Obawiam się, że nie jest to temat na lekcje logiki. W ramach ciekawostki – owszem, lecz rozciąganie tego na kilka godzin, kiedy dzieciaki nie są zdolne do pojęcia tego, a w dodatku nie jest to wiedza praktyczna, ani rozwijająca ich wyobraźnię oraz zdolność przetwarzania informacji... Zgadzam się z dziećmi i proponuję zmianę kierunku nauczania.
– Logika to najnudniejsza lekcja! – pisnął ktoś, lecz Morti nie umiał określić kto. Nadal był zbyt zestresowany zaistniałą sytuacją, mimo że nie brał w niej czynnego udziału.
– Więc pani Adora – jeśli posiada tyle talentu pedagogicznego, jak się mianuje – powinna uczynić te lekcje bez większego trudu ciekawymi.
– Kiedy oni nie chcą... – dalej próbowała się tłumaczyć, ale stopniowo zaczynała tracić pewność we własne słowa.
Randall przyglądał się temu z uśmieszkiem wkradającym się powoli na jego usta.
– A zastanowiłaś się chociaż, dlaczego? Nie wierzę, że to wynika z samego materiału. Te dzieciaki są zdolne.
Morti z wrażenia aż otworzył pyszczek. Navri określiła ich zdolnymi? Na swoich lekcjach ani razu nie użyła tego słowa w ich kontekście.
Adora patrzyła na Navri ziejąc najżywszą nienawiścią. Wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła się zdecydować, co dokładnie.
– Proszę uszanować moje wskazówki, ponieważ Alfa powierzył mi stanowisko swojego doradcy – dodała Navri, dumnie unosząc podbródek.
Szok na pysku Adory był trudny do opisania. Wyglądała, jakby miała zaraz upaść.
– Kto wydał taki nakaz? – wykrztusiła.
Starsze szczeniaki za to w międzyczasie wydały z siebie skromne wiwaty szczęścia.
– Alfa – powtórzyła Navri.
Adora nadal zszokowana przeniosła wzrok gdzieś w oddal. Dolna warga jej lekko drgała.
– Koniec lekcji! – krzyknęła w końcu.
Szczeniaki szybko rozbiegły się we wszystkie strony. Na środku plaży została tylko Navri, Adora i Morti. Patrzył na nie jak zaczarowany. Dopiero naglące spojrzenie nowej doradczyni Alfy wybudziła go z transu. Uciekł w tym samym kierunku, w jakim pobiegli jego bracia i gdzie umówił się z tatą na spotkanie. Skończyli wcześniej, więc pewnie będzie musiał na niego jeszcze trochę poczekać.
Wiedział jednak, o czym będą rozmawiać jak tylko się spotkają.

<C.D.N.>

poniedziałek, 18 listopada 2019

Od Mortimera "Siła mięśni to nie wszystko" cz. 12

Luty 2025 r.
Mortimer kompletnie nie mógł skupić się na lekcji logiki. Ten przedmiot od zawsze był dla niego trudny, ale zwykle się przynajmniej przykładał. Tym razem jednak miał obiecywane, że po lekcjach pójdzie z tatą na nowo odkryty klif. Chciał go zobaczyć, dlatego stało to się jedyny obiektem jego rozmyślań tego dnia.
– Czy zastanawialiście się kiedyś, jak duży jest kosmos? – zapytała Adora.
Łapka Sino jak zwykle wystrzeliła w górę.
– Nie!
Adora uśmiechnęła się z politowaniem.
– To niedobrze. Kosmos jest bardzo interesującym i rozległym tematem. Żyjemy na planecie nazywanej Ziemią, ale poza nami jest jeszcze wiele więcej planet oraz gwiazd, lecz nieodkrytych – Zrobiła pauzę na oddech. Jak zwykle mówiła jednym ciągiem. – A wiedzieliście, że Słońce to też gwiazda?
– Jakim cudem? Słońce to słońce, a gwiazdy to gwiazdy – oburzyła się Isa.
Ruby z zaangażowaniem pokiwała głową.
– Słowo "gwiazda" ma zupełnie inną definicję – Mówiąc to, popatrzyła w niebo. Zaraz potem jednak zamrugała oczami, oślepiona.
– Jaką? – zapytał Vertic.
– Taką, że na pewno nie zrozumiecie.
– Typowe – wymamrotał pod nosem Vertic.
– Lekcje są po to, aby nam pani wytłumaczyła wszystko, o czym pani wspomina. Mamy się uczyć i robić mądrzejsi. Potrzebne są nam takie definicje – wtrącił Randall.
Morti z roztargnieniem mu potaknął. Zaraz potem zrobiła to również reszta grupy, a Adora wydała się poirytowana. Morti już doskonale wiedział, co to oznacza – zemstę w postaci jeszcze bardziej zawiłej definicji, niż mogłaby być.
– Kuliste ciało niebieskie, stanowiące skupisko powiązanej grawitacyjnie materii. Emituje promieniowanie elektromagnetyczne, a powstają głównie z wodoru i helu.
– Hę? – Przechylił głowę Emerald, wytykając przy tym język.
– Kim jest Wodór i Tlen? To jakiś bóg? – dopytywał Chase.
– Mówiłam, że nie zrozumiecie – Wywróciła oczami Adora. Zaraz potem wróciła do swojego zachwycania się gwiazdami i planetami.
Wzrok Mortiego powędrował ku górze. Cały czas mówiła o jakichś gwiazdach czy planetach, ale on tych planet nigdy nie widział. Wiedział tylko tyle, że to jakieś kulki na niebie, ale skąd, po co i dlaczego – tego już nie. I pewnie nigdy nie będzie mu to dane. Przynajmniej nie na lekcjach Adory. Tęsknił za czasami, kiedy nauczycielem logiki był Hitam. On przynajmniej umiał cokolwiek wytłumaczyć. Adora zaś w kółko powtarzała to samo, ale równie niejasno, twierdząc, że i tak nie zrozumieją. Czasem inni podśmiewali się, że ona sama pewnie nie wie o co chodzi.
– Mortimerze?
Podniósł głowę, nagle wyrwany z zadumy. Wszyscy się w niego wpatrywali. Domyślał się, że właśnie zadała mu pytanie, ale nie miał pojęcia jakie. Uśmiechnął się nerwowo.
– Mogłaby pani powtórzyć pytanie...?
– Nie.
Ramiona mu opadły. Przeleciał wzrokiem po reszcie grupy z nadzieją podpowiedzi, ale milczeli jak zaklęci.
Dopiero po chwili usłyszał szept Elanor:
– Jak nazywa się najgorętsza planeta?
– Neptun – palnął, nie mając bladego pojęcia, jak brzmi prawidłowa odpowiedź.
– Zawiodłam się na tobie, Mortimer – Uniosła oczy ku niebu – Tyle razy o tym mówiłam, a ty nadal nie wiesz.
Rzadko kiedy myślał negatywnie o innych, ale w tamtym momencie niemal powiedział na nią złe słowo.
– To pani zawodzi nas wszystkich – wtrącił nagle Randall.
Adora, włącznie z całą resztą grupy, wbiła w niego spojrzenie.
– Co proszę?
– Poprzedni nauczyciel był znacznie lepszy. Nie umie pani uczyć. Albo się pani nauczy, albo zgłosimy to Alfie. Pani lekcje w niczym nie pomagają. Nie rozwijamy się, bo zwyczajnie nic nie wiemy. Cały czas pani sugeruje, że jesteśmy zbyt głupi, by coś wiedzieć, ale to pani nie wyraża się nigdy dość jasno. Jakby było tego mało, cały czas nawraca pani o jednym i tym samym. Nie na tym to powinno polegać.
Patrzyła na niego groźnie, lecz nim zdążyła się odezwać, ktoś wtrącił:
– Zgadzam się z nim.
– Ja też! – dorzucił kto inny.
Niedługo potem głowami kiwała i krzyczała na znak zgody praktycznie cała grupa. Włącznie z Mortim. Nawet, jeśli nie czuł się dobrze w roli buntownika, a do jego oczu cisnęły się łzy.

<C.D.N.>

niedziela, 17 listopada 2019

Od Mortimera "Kokosowe grzechotki" cz. 2 (cd. Naida)

Marzec 2025 r.
– Ale nikt ci nie pozwolił! – skandowała Naida.
– Panie Dernet! – powiedziała leniwie Elanor.
Jasnobrązowy basior odwrócił się do niej przodem.
– Tak?
– Mogę być w grupie z Isą?
– Niech pan jej nie pozwala! – błagała Naida – Przed chwilą mi groziła! I nie pozwala Glückowi do nas dołączyć!
Morti poczuł, jakby serce mu stanęło. Przegapił coś? Popatrzył na Elanor ze zgrozą.
– Ja? Groziłam? – Wadera uniosła brew.
– Sama słyszałam! – pisnęła Naida.
– Morti, czy to prawda? – nauczyciel zwrócił się do basiorka.
Jeszcze bardziej przerażony postąpił krok w tył, kładąc po sobie uszy.
– J-ja... nie słyszałem.
– Nic nie mówiłam – upierała się Elanor.
Morti miał szczerą nadzieję, że rzeczywiście tak było i Naidzie się coś przewidziało. Miał co prawda złe przeczucia co do całej postaci Elanor, jednak wolał nie znaleźć żadnego potwierdzenia jego intuicji.
– Teraz udaje, że nic nie wie! – dopowiedziała Naida.
– Bo nic nie wiem.
– Infinite, słyszałeś coś?
Kiedy biały basiorek pokręcił wystraszony głową, Naida trochę straciła na pewności siebie. Spuściła wzrok, uparcie wpatrując się we własne łapy.
– Ale pewnie tak pomyślała!
Naida nie zdążyła niczego dodać, a nauczyciel już zdążył odejść, jednocześnie kręcąc z dezaprobatą głową.
– Co ci tak na nim zależy? Zakochałaś się? – zapytała Isa.
– Co? – wtrącił nieco zagubiony Glück.
– Nie! Fuj! – wykrzyknęła Naida – Po prostu nie chcę mieć Elanor w swojej grupie.
Morti zauważył, że starsza wadera opuściła uszy, a jej nos się zmarszczył. Przełknął ślinę. Jego bracia w międzyczasie postanowili dyskretnie się wymknąć, by na stronie omówić plan. Od czasu do czasu jednak zerkali, co się dzieje.
– Będziecie się bić? – zapytała Isa.
– Jeszcze nie wiem – mruknęła Naida.
Elanor wymownie wywróciła oczami.
– Nie jestem tak prymitywna, żeby się bić o tak takie rzeczy.
– Co to znaczy prymitywna? – dopytała Naida.
– To znaczy taka jak ty.
Sino po raz kolejny zaczęła wyć, mimo że była w połowie drogi do Exana i Theo. Basiorki w tamtym momencie uniosły głowę, na nowo skupiając na nich swoją uwagę.
– Zamknij się, Sino – warknęła Isa.
– Czyli że odważna, czy miła? – zapytała Naida, uśmiechając się promiennie.
– Głupia – odpowiedziała smętnie Elanor.
Sino chciała znowu ryknąć, ale Isa zamordowała ją spojrzeniem. Zamiast tego w końcu postanowił się wtrącić Morti:
– Tak nie wolno mówić.
Eterna unikając jego spojrzenia, spokojnym krokiem ruszyła w prawo. 
– Idziemy? Musimy sobie znaleźć miejsce.
– To ja jestem szefem grupy, a nie ty, więc idziemy w drugą stronę – powiedziała z oburzeniem Isa. Skierowała się w kierunku środka plaży, czyli do najgorętszego miejsca. Elanor cichutko westchnęła, ale Morti i tak pokłusował za jasną waderą. Usłyszał jeszcze za sobą znajomy głos Naidy:
– Elanor, nie wymyślaj. Nie ty dowodzisz!
Morti zaczynał powoli rozumieć, dlaczego ta dwójka tak bardzo się nie lubiła. Naida bywała upierdliwa, choć wolał tak nie myśleć o nikim. Był jednak pewien, że nie powie tego nigdy na głos, bo to niegrzeczne.
– Prędzej ja, niż ty – odgryzła się Elanor.
– Możesz powtórzyć? Za cicho mówisz.
– Nie kłóćcie się, błagam – wtrącił Morti na tyle głośno, by zdołały go dobrze usłyszeć.
– Ale ja się nie kłócę! – broniła się Naida.
Isa w tym czasie usiadła na samym środku plaży. Mrużąc jasne oczy, patrzyła wyczekująco w kierunku, w którym zniknął nauczyciel kreatywności. Obok niej usadowił się Infinite oraz Elanor. Morti zaś przystanął tuż obok. Nie chciał poparzyć sobie zadu. Naida najwyraźniej wpadła na ten sam pomysł.
Eterna popatrzyła z góry na Isę i Infinite. Morti już po samej minie widział, że zamierza coś powiedzieć.
– Jesteście parą?
Ich odpowiedź zlała się ze sobą, lecz nie była jednoznaczna. Infinite odpowiedział jej twierdząco, ale Isa zupełnie przeciwnie. Waderka zdezorientowana i zdziwiona spojrzała na swojego chłopako-przyjaciela.
– Co?
Infinite się skulił. Wyglądał na bardzo zagubionego. Jego wzrok latał na przemian w prawo i w lewo.
– Nie...? – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała pytająca nutka.
– Dlaczego nie? – zapytała pogodnie Naida.
Morti pomerdał ogonem podekscytowany.
– Bo nie! – odpowiedziała Isa, nie spuszczając z wzroku Infinite.
– A będziecie?
– Nie, fuj!
Infinite w odpowiedzi tylko skulił się bardziej. Mortiemu na sam ten widok zrobiło się przykro.

<Naida?>

sobota, 16 listopada 2019

Od Eterny "Siła mięśni to nie wszystko" cz. 11

Grudzień 2024 r.
Eterna nie mogła się skupić na lekcjach magii. Wciąż była zbyt pochłonięta obserwowaniem Ismanise rozmawiającej z Mortimerem. Jej Mortimerem. Śmiali się, zupełnie nieświadomi jej spojrzenia. Gerrant od czasu do czasu zwracał jej uwagę, że nadmiar emocji pozbawia skupienia na ćwiczeniach, ale nawet nie miała ochoty go słuchać.
Ismanise zabierała jej Mortimera.
– Widzę, że bardzo ci się podoba ten basior, ale musisz wrócić myślami do tego, co jest teraz – powiedział w końcu nauczyciel magii, stając tuż przed Eterną. Aby na niego spojrzeć, musiała zadrzeć głowę. Jego oczom ukazał się skwaszony wyraz pyska.
– Mogę dzisiaj odpuścić?
– Musisz zawsze dawać z siebie sto procent, jeśli chcesz coś osiągnąć.
– Sto to dużo?
– Maksimum.
Westchnęła cichutko, wychylając się zza niego. Teraz Morti zrobił zamianę z Isą – ona łowiła (a raczej próbowała), a on nosił ryby. Zaraz potem znowu się zamienili, bo wadera kompletnie sobie nie radziła.
– Mogę ci pomóc osiągnąć stan spokoju myśli i ducha.
– Co jeśli nie chcę? – Zmierzyła go wzrokiem.
– Zważywszy na twój żywioł jest to szczególnie ważna umiejętność. Reszta grupy akurat ćwiczy medytację, dlatego sądzę, że to odpowiedni moment...
Znużona zerknęła na pozostałe szczeniaki. Siedziały z zamkniętymi oczami. Dookoła niektórych lewitowały drobinki piasku, muszelek i kamieni. Kai nauczył ją medytacji już kilka miesięcy wcześniej. Nie musiała się zatem uczyć tego teraz. Od samego początku uważała lekcje ze szczeniakami w zróżnicowanym wieku za zwykłą głupotę – poziom był bardzo niewyrównany, w związku z czym wiecznie ktoś czegoś nie umiał lub jedyne co robił, to się nudził.
– To jak? Chcesz przestać myśleć o chłopakach? – Uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
Przeszło jej przez głowę, że jeśli ma się irytować, to rzeczywiście – wolałaby poświęcić myśli czemuś innemu. Przynajmniej do momentu, kiedy nie dojdzie do konfrontacji z Ismanise i kiedy w końcu będzie mogła jej rozszarpać gardło.
– W porządku.
Gerrant wyglądał na usatysfakcjonowanego. Eterna odrobinę znużona popatrzyła w jego krwistoczerwone oczy.
– Dla ułatwienia możesz zamknąć oczy – Tu zrobił pauzę, czekając, aż Eterna wykona jego polecenie. – Początek wygląda dokładnie tak samo, jak w wypadku medytacji. Musisz uspokoić myśli i oddech. Kolejnym progiem jest jednak myślenie o mroźnych krainach. Musisz myśleć o formujących się zaspach śnieżnych...
– Nie sądzi pan, że to dość ironiczne, zważywszy na to, że jesteśmy na plaży?
– Może trochę tak – Zaśmiał się cicho.
– Jeszcze trochę i szczeniaki urodzone tutaj nie będą miały pojęcia, jak wygląda śnieg. Co wtedy? Jak się wtedy uspokoić?
– Można myśleć jeszcze o pustyni lub o morskich falach.
Eterna po chwili namysłu, czy ma to sens, potaknęła głową. Wciąż nie otworzyła oczu.
– Wracając do procesu uspokajania się... Musisz odpłynąć myślami na tyle daleko, by poczuć, jakbyś nie była obecna tutaj duchem. Jednak nie jest to typowe rozkojarzenie, a raczej wchodzenie na poziom maksymalnego skupienia.
Eterna odrobinę uniosła brwi.
– To brzmi jak dobra metoda dla tych wszystkich nieskupionych szczeniąt na zajęciach... Czemu nie mówi się o tym na początku?
– Nie przy wszystkich żywiołach to działa... – odparł ze smutną nutą w głosie – A mówimy o tym raz na jakiś czas. Wiesz, że szczeniaki odchodzą i przychodzą do grupy. Nie ma czegoś takiego, jak "na początku". Gdyby każdy miał jakiś początek, lekcje byłyby prowadzone indywidualnie.
Uchyliła powieki.
– Nie myśleliście nigdy nad podzieleniem nas na mniejsze grupki wedle wieku? Chyba to by wiele ułatwiło...
Gerrant się zadumał, patrząc jednocześnie w bezchmurne niebo.
– Jest to jakiś pomysł... Całkiem dobry. Mogę zapytać Alfę o zgodę. Może się przyjmie.
– A powie pan, że to mój plan, czy przywłaszczy sobie? – zapytała z odrobinę kąśliwym uśmieszkiem.
– Oczywiście, że powiem.
– Z imienia?
– Zobaczymy.
Pokiwała głową ze zrozumieniem, a następnie ponownie zamknęła oczy.
– Możemy wrócić do tego uspokajania myśli? – zapytała.
– Tak, oczywiście. Wystarczy, że zrobisz to, o czym mówiłem. Wtedy powiedz, czy ci się udało, czy nie.

<C.D.N.>