poniedziałek, 2 marca 2020

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 1

Lipiec 2025 r.
- Będę się uczyć polować? - pisnęłam zachwycona i podskoczyłam, rozchlapując wodę, w której brodziłam po kostki. - I będę umiała tak jak ty i inne wilki?
Leah na chwilę zamilkła, szurając nogami w piachu. Trochę dziwnie było tak iść obok, gdy była człowiekiem. Jest wtedy jeszcze większa i chodzi tylko na dwóch dziwacznych łapach. I w ogóle nie ma futra! Czasami dziwiłam się, że nie jest jej zimno jak pada deszcz. Mi było praktycznie bez przerwy, tak szybko przemakało mi futerko. A wtedy padało prawie bez przerwy, robiąc fatalny szum. Jedyna zaleta tej okropnej sytuacji (pory deszczowej) była taka, że mokry piasek aż tak mnie nie denerwował.
- Tak - odpowiedziała. - A nawet myślę, że będziesz lepsza. Ja jak dotąd nie polowałam na kraby.
- To co ty tu jadłaś? - parsknęłam. - Tylko ryby?
- Nie zawsze tu mieszkałam - mruknęła zamyślona.
- A gdzie mieszkałaś? - skierowałam ku niej uszy zaintrygowana.
- Opowiem ci jak wrócisz. Już prawie jesteśmy.
- No ale zdążysz!
- Później - ucięła krótko.
No niezbyt mi się to spodobało, ale już wiedziałam, że nie warto za bardzo naciskać. Bo jeszcze w ogóle nic nie powie! Poza tym nie będę się kłócić z mamą gdy widzą nas inne szczeniaki. To obciach!
Ja też już je słyszałam. Kilka waderek i basiorków, wyczułam też jakąś starszą wilczycę. Nauczycielka! Bez zastanowienia podbiegłam do grupy.
- Cześć! - wykrzyknęłam.
Szczeniaki zamilkły. Przez chwilę słyszałam tylko siekący plażę deszcz i przyciszone głosy mojej opiekunki i nauczycielki polowania.
- Cześć - odparło parę wilczków.
Dużą część z nich skojarzyłam po zapachu. Czasami mogliśmy się nawet bawić, ale jakoś się tak złożyło, że jeszcze z nikim dłużej nie rozmawiałam. No dobra, nawet nie pamiętałam jak się nazywają.
- Jestem Silee - tak na wszelki wypadek postanowiłam się przedstawić. Żeby nikomu nie było głupio, jeśli też nie pamięta. - Ktoś jeszcze ma przyjść?
- Nie ma jeszcze mojej siostry - mruknął jakiś starszy szczeniak, jeden z tych, których w ogóle nie kojarzyłam.
- Nie przychodzicie razem? - usiadłam na piasku i owinęłam ogon wokół łap, bo miałam wrażenie, że trochę drżą z zimna.
- Ostatnio nie.
Zrobiło się dziwnie cicho. Po grzbiecie przebiegł mi dreszcz, po części przed deszcz, a po części przez tę ciszę. Miałam wrażenie, że szczeniaki się na mnie gapią, no ale nie miałam jak tego stwierdzić. Spojrzenia podobno można wyczuwać, ale co jak samemu nie umie się patrzeć?
- No co jest? - zaryzykowałam.
- Co ci się stało w oczy? - spytała ostrożnie waderka, z którą chyba nawet kiedyś się przepychałam.
Poczułam jak moje przemoknięte futerko jeży się, a we mnie wzbiera złość.
- Dlaczego każdy mnie o to pyta? - fuknęłam. - Nie działają. Są z e p s u t e.
- Czyli ty mnie nie widzisz? - parsknęła z niedowierzaniem ta sama waderka.
- Niczego nie widzę - prychnęłam, zadzierając głowę.
Po tym jak to powiedziałam już jakoś łatwiej się nam wszystkim rozmawiało. W końcu poznałam ich imiona (pierwszy basiorek to Chase, razem ze swoją bliźniaczką najstarszy z naszej grupy, a waderka - Yngvi), Leah sobie poszła, a reszta grupy w końcu dotarła na miejsce. W międzyczasie deszcz trochę osłabł, za to wzmógł się wiatr i kropelki zaczęły uderzać od boku. Fale zaczęły się też głośniej przewalać po piachu. To było nawet fajne. Piasek cały czas pozostawał mokry i nie drażnił tak opuszek.
- A mieliście już lekcje z tą panią? - zapytałam, gdy pani nauczycielka zrugała jakąś spóźnialską. Coś szorstkiego jej głosie sprawiło, że poczułam się jakby to mnie pouczała. I to sto razy głośniej.
- Tak - odparła zniżonym głosem Eunice, waderka o bardzo dziwnym zapachu. - To Yuki. Jest straszna.
- Naprawdę bardzo straszna?
- Koniec pogaduszek. - Yuki podeszła do naszej grupy, głośno stąpając swoimi wielkimi łapami. - Dzisiaj łowimy ryby.
- Proszę pani? - ożywił się Chase.
- Słucham? - Yuki brzmiała na znudzoną.
- Czy nie możemy przesunąć tego na jakiś pogodniejszy dzień?
Gęsty ogon nauczycielki przesunął się po piachu. Chase drgnął i przestąpił z łapy na łapę. Yuki musi mieć naprawdę straszne patrzenie!
- Nie widzę takiej potrzeby - odparła trochę lekceważąco - Większość z was już wie jak chwytać ryby. Podzielcie się na dwie grupy i do końca lekcji spróbujcie złapać ich jak najwięcej.
Zrobiło się zamieszanie. Niezbyt wiedziałam co ze sobą zrobić, bo w końcu jeszcze nigdy nie łowiłam ryb. Pomyślałam, że zostało mi chyba zwrócić się do nauczycielki, ale na samą myśl o tym poczułam jakby coś przewróciło mi się w brzuchu. Mówili, że jest straszna, no ale coś zrobić musiałam! Zacisnęłam zęby i mimowolnie jeżąc się na całym grzbiecie, podeszłam do Yuki:
- Proszę pani, bo ja jeszcze nie umiem...
- Dołącz do którejś grupy - przerwała mi. - Pokażą ci jak łowić ryby - Troszkę zeszła z tonu. - Jeżeli pomimo to będziesz mieć jakiś problem, zgłoś się do mnie.
Mruknęłam coś na potwierdzenie i odwróciłam się do szczeniaków. Słyszałam już dwie głośne gromady, powoli oddalające się w stronę szumiącego morza. Przez chwilę nasłuchiwałam, a gdy udało mi się rozróżnić parę głosów najfajniejszych wilczków, szybkim krokiem ruszyłam w ich stronę.
- Hej! - zawołałam na nich. - Mogę iść z wami?
- Pewnie - odpowiedział Chase.
- Chodź - odparła Yngvi.
Potruchtałam do grupki, szurając pazurkami w mokrym piasku. Przeszło mi przez myśl, że taki jest naprawdę fajny.
- A-a pokażecie mi jak łowić te ryby? Yuki powiedziała, że już umiecie.
- Jeśli chcesz, mogę ci pokazać - powiedział Emerald. - O, tam jest dużo ryb. Było dużo na ostatniej lekcji.
- Tam, czyli gdzie?
Emerald mruknął coś i przestąpił z łapy na łapę, zupełnie zbity z tropu! No bo ja przecież nie widzę gdzie!
- Może po prostu chodź za mną. - burknął niepewnie i szturchnął mnie ogonem, tak jakbym nie usłyszała.
Weszliśmy do wody po kostki, niedaleko reszty naszej grupy, która teraz umilkła - może nie chcieli wystraszyć ryb. Teraz deszcz ciął nie tylko z góry, ale też od dołu, ochlapując łapy niemal po łokcie. Emerald zatrzymał się.
- Ale ty przecież nie widzisz ryb - fuknął trochę zdenerwowany.
- Nie widzę i co? - skierowałam uszy ku tyłowi.
- To jak ty chcesz je łapać, skoro ich nie widzisz?
- No... Tak jak wy... Tylko nie patrząc.
Basiorek parsknął śmiechem.
- Ale tak się nie da!
Poczułam jak zawrzała we mnie złość. Przecież on miał mi pokazać jak to robić, a od początku wiedział, że nie widzę!
- Poradzę sobie sama - prychnęłam.
Specjalnie ochlapałam wilczka i zanurzyłam się aż po szyję. Już wiele razy czułam jak rybki przepływają koło moich łap. Wystarczy je wtedy tylko docisnąć do podłoża i wyrzucić na brzeg! Znieruchomiałam i czekałam, aż jakaś podpłynie. Krople deszczu uderzające o powierzchnię wody trochę mnie rozpraszały. Trochę się bałam się, że przeoczę rybę albo pomylę z nią jakieś drgnięcie od tych kropli. Wkrótce zaczęło robić się strasznie zimno.
W końcu coś poruszyło się z mojej prawej strony. Natychmiast wyciągnęłam tam łapę, by złapać rybę, ale nie wzięłam pod uwagę tego, że woda spowolni mój ruch. Ledwie musnęłam koniec jej ogona - uciekła!
- Robisz to źle - westchnął Emerald.
- Niby co, mądralo? - warknęłam.
- Musisz łapać rybę zębami - kłapnął szczęką na potwierdzenie swoich słów. - Łapą nigdy ci się nie uda.
- Mam zanurzyć głowę? - na samą myśl o tym zmroziło mnie.
- Tak, no i co?
- Ale pod wodą nie można oddychać!
- To wstrzymaj oddech, głupia!
- Nie jestem głupia!
- Jesteś!
- Nie!
- Po prostu coś złów i tyle - parsknął. - Ja idę do reszty.
Odszedł, jak gdyby nigdy nic. Cała się trzęsłam ze złości, a może zimna? Miałam ogromną ochotę usłyszeć co będzie miał mi do powiedzenia, gdy uda mi się coś złapać po swojemu, ale każda kolejna próba kończyła się niepowodzeniem. Czułam, że jak tak dalej pójdzie, to będę musiała pójść poprosić o pomoc Yuki, ale to tak jakby przyznać się do porażki!
Postanowiłam jednak wypróbować sposób Emeralda. Poczekałam, aż zbliży się do mnie kolejna ryba. Trwało to dość długo, bo chyba już sporo ich spłoszyłam, ale w końcu jakaś się pojawiła - ogromna, z wydłużonym ciałem i... chyba długą płetwą grzbietową, bo bardzo dziwnie zachowywała się woda, przez którą właśnie przepłynęła. Spływała wzdłuż jej ogona jakby coś ją przecięło. Krótkie uderzenia płetw zbijały dwa rozdzielone strumyki w jednolitą, płynną masę.
Wstrzymałam oddech i zanurzyłam głowę. Woda zaczęła wpływać mi do nosa i drażnić gardło, ale już złapałam rybę w zęby, już miotała mi się w pyszczku. Wyrzuciłam ją na brzeg i zaniosłam się kaszlem. Wyplułam trochę słonej wody i wyszłam na brzeg. Sięgnęłam łapą do swojej zdobyczy. Naprawdę tam leżała! Udało się!

<C.D.N.>

niedziela, 1 marca 2020

Od Joela "Tydzień lub dwa w dziczy" cz. 5 (cd. Asgrim lub Leah)

Grudzień 2024 r.
– To śpiewamy te szanty, czy nie? – dopytał Jo. Był już nieco zniecierpliwiony.
– Ach, tak. Możemy. O ile ktoś nie będzie nam przeszkadzać – powiedziała Raura, ostentacyjnie zerkając na Zeva. On jednak wciąż był zbyt zajęty zaczepianiem Leah.
– Zostawisz ją? Też chce z nami śpiewać – zapytał Joel. Kiedy wadera chciała zaprzeczyć, wpoił w nią mordercze spojrzenie. Od razu się zreflektowała i odpowiedziała:
– Tak. Też chcę.
– Macie głupie zainteresowania – burknął Zev, wzbijając się ponownie w powietrze. Nadal wyglądał na rozdygotanego, ale najwyraźniej nie miał najmniejszych chęci na chodzenie. Cały czas jednak rozglądał się poszukując małp, by być przygotowanym w razie kolejnego ataku.
– Szanty są świetne – prychnęła Raura.
– Nie wszczynaj kolejnej dyskusji z nim – wtrącił Gayle.
– W sumie dobry plan – Wadera wypuściła powietrze z płuc – Czyli muszę zacząć sama śpiewać, czy wolicie, żebym was najpierw nauczyła tekstu?
– Chyba tekst – zasugerowała Leah, starając się wysunąć na sam przód ekspedycji. Chciała trzymać się z daleka od Zeva.
– Możemy zacząć od Zatoki. Jest łatwiejsza.
Zaraz po tych słowach Raura zaczęła recytować tekst całej szanty. Później, jakby sądząc, że wszyscy po jednym razie zapamiętali wszystkie zwrotki, zaczęła śpiewać. Z początku nikt się dołączał, ale po kilku powtórkach większość grupy usiłowała to zrobić, mniej lub bardziej skutecznie.
Po pewnym czasie jednak zdołali uzyskać swego rodzaju harmonię, choć nie była ona doskonała. Amatorska, lecz brzmiąca względnie dobrze. Zajęło im to niemal godzinę. Po takim czasie wszyscy zgodnie przyznali, że czas na przerwę. Ich zdarte gardła domagały się przede wszystkim wody. Najlepiej chłodnej.
– Słyszymy jakiś strumyk? – zapytał Gayle.
– Nie. Chyba nie.
– SZZZZ – świszczał przez zaciśnięte zęby Zev.
– Znudziło ci się narzekanie na nasze śpiewanie, więc teraz...? – zaczęła Raura, ale Gayle zaraz potem jej przerwał gestem łapy.
– Nie zaczynaj. Nie warto. Po prostu go ignorujmy.
– SZZZZ, JESTEM STRUMYKIEM! – wył Zev.
Joel z rozbawieniem dostrzegł, że nawet Dante wywrócił oczami. Chyba po raz pierwszy widział, żeby to on wykonywał ten gest w stosunku do czyjegoś zachowania. Zazwyczaj to właśnie on zmuszał wszystkich dookoła do podobnej miny.
– Czy jeśli przywiążemy go do jakiegoś drzewa w lesie i zostawimy... Alfa zauważy, że go nie ma? – zapytał półgłosem Asgrim.
– Co tam mówicie?! Knujecie przeciwko mnie?! – krzyczał Zev.
– Nie wiem. Pewnie tak. Wszyscy będą go szukać. Wyda się, że to nasza sprawka – powiedział niezbyt zachwycony Gayle.
– A możemy się go pozbyć z grupy następnym razem? – wtrąciła błagalnie Leah.
– Zobaczymy co da się zrobić – westchnął Gayle – Póki co musimy z nim wytrzymać. Może kiedyś się do czegoś przyda.
– Co on w ogóle do ciebie mówi, Leah? – zapytał Joel. Wadera wyglądała na dość speszoną.
– Cóż... Różne... Nieprzyzwoite rzeczy. Trochę się o siebie martwię.
Dante rzucił w kierunku Zeva nienawistne spojrzenie. Joel zaś westchnął cicho.
– Jak chcesz, możesz spać w nocy obok mnie.
– A z drugiej strony mogę spać ja – dorzucił Asgrim – Nic ci nie zrobi.
Leah opuściła głowę, zawstydzona.
– Nie wiem czy to konieczne...
– Przezorny zawsze ubezpieczony – odparł Joel stanowczo – Raczej nie będzie chętny do zbliżania się w takiej sytuacji. Uwziął się na ciebie, jak nic.
– Jak długo jeszcze będziemy iść? – zapytała nagle Jasmine – Łapy mi odpadają.
– Aż nie znajdziemy wody – odparł Gayle.
– Ahh, to pewnie zajmie – rzekła zawiedziona wadera – Żeby mi tylko to coś wynagrodziło...
– Myślałem, że jesteś wojowniczką. Wojowniczki powinny mieć dobrą kondycję.
Jasmine poparzyła na Gayle'a z irytacją. Zaraz potem wyraz jej pyska znowu zmienił się na dużo przyjaźniejszy.
– Jak sądzisz, będą tam jakieś owoce?
Wówczas Dan za jej plecami zainsynuował wymiotowanie. Joel ledwo powstrzymał się od parsknięcia śmiechem. Janey za to uderzyła swojego partnera w głowę łapą.
– Co was tak bawi? – zapytał Gayle, odwróciwszy się w ich stronę.
– Nic takiego. Znowu się wydurniają – objaśniła Janey tonem, jakby wcale nie tłumaczyła zachowania swojego partnera, a szczeniaka.

<Asgrim? Leah? W kolejnej części możemy przystąpić do odkrywania kolejnych terenów - alleluja!>

sobota, 1 lutego 2020

ZAWIESZENIE BLOGA

Z powodu braku czasu wszystkich członków bloga - zostaje on zawieszony aż do końca lutego.

Wciąż jednak można wysyłać opowiadania i karty postaci.

piątek, 31 stycznia 2020

Od Yvara "Ciocia Yuki ma wielkie kły" cz. 1

Czerwiec 2025
- Musimy tam iść? Ja nie chcę jeszcze zaczynać szkoły!
Yvar zerknął na siostrę. Wilczyca jęczała już od samego ranka, jednak mama była nieubłagana. Uważała, że polowania są absolutną podstawą dla każdego wilka, więc powinni zacząć naukę jak najwcześniej. Yvar utrzymywał, że nie miał zdania na ten temat, lecz gdzieś w środku iskrzyła się w nim ciekawość. W końcu z tego, co kojarzył będzie mógł walczyć z innymi zwierzętami, a to musiało być super.
Z rozmyślań wybudziło go delikatne szturchnięcie. Spojrzał na siostrę, która wlepiała w niego błagalne spojrzenie.
- Yv, pomóż mi!
- Z czym?
Samica wskazała oskarżycielsko łapą na mamę, a następnie miejsce, gdzie stało kilka innych szczeniaków.
- Powiedz, że jesteśmy zbyt mali czy coś.
Zawahał się.
- Gdybyśmy byli zbyt mali, nie moglibyśmy iść na zajęcia dodatkowe - powiedział powoli.
Yngvi nie wyglądała na zadowoloną z jego odpowiedzi. Napięła mięśnie i uniosła łapę, żeby uderzyć go w bark. Z łatwością ominął jej atak, na co ta parsknęła niezadowolona. Na pysk Yvara wstąpił mimowolny uśmiech. Potargał siostrę po głowie.
- Chociaż spróbujmy, co?
- Jeśli ci się nie spodoba, nie będziesz musiała więcej chodzić - wtrąciła mama.
Waderka od razu się ożywiła.
- Na normalne lekcje też? - spytała z nadzieją.
- Nie.
Uśmiech momentalnie zszedł z jej pyska. Yvar powstrzymał parsknięcie śmiechem i przyglądał się jak mama liże ją pocieszająco po głowie. Przez moment miał ochotę odepchnąć siostrę i również poprosić o jakieś pieszczoty. Całusy w głowę były bardzo fajne i nie mógł pozwolić, by tylko Vi ich doświadczyła. Podszedł bliżej i potarł łebkiem o łapę mamy. Wilczyca zrozumiała aluzję i z uśmiechem przejechała językiem między jego uszami.
- Idziemy? Chcę mieć to już za sobą! - zawołała nagle Yngvi. Pewnie była zazdrosna, że mama przeniosła swoją uwagę na niego. Szturchnęła samca i nie czekając na niego dłużej pobiegła w stronę jakiejś wilczycy i basiorka, którzy siedzieli w miejscu zbiórki.
Yvar przyglądał się temu z pewnym niepokojem. Dopiero teraz uświadomił sobie, że lekcje miały być wśród wielu innych wilków. Kiedy zauważył, że Vi zaczęła wesołą rozmowę z tamtym basiorkiem, coś ukłuło go w serce. Miał ochotę podejść i odciągnąć od niego bliźniaczkę. Nie powinna tracić czasu na jakichś nieznanych basiorów. Miała w końcu jego, Yvara. Nie musiała rozmawiać z nikim innym.
- No idź już.
Mama popchnęła go delikatnie w stronę tamtych. Obrócił się do niej i zadarł łeb, próbując spojrzeć w oczy samicy. Przez głowę przelatywało mu tyle myśli, serce ściskał niepokój, jednak nie mógł nic z tego zawrzeć w słowach. Nie potrafił.
- Będzie dobrze. Yngvi jest twoją siostrą i to, że znajdzie sobie innych kolegów tego nie zmieni. Płynie w was ta sama krew - powiedziała cicho. Kiedy wymawiała ostatnie zdanie, jej głos delikatnie zadrżał. W tej samej chwili na pysk mamy wkroczył delikatny uśmiech, który uspokoił Yvara. Musiało mu się jedynie wydawać.
Poza tym miała rację. Płynęła w nich ta sama krew. Byli bardzo blisko siebie i jakiś szczeniak o ładnym futerku tego nie zmieni. Już Yvar o to zadba.

<c.d.n.>

wtorek, 21 stycznia 2020

Od Naidy "Przestańcie się wreszcie kłócić!" cz. 4

Czerwiec 2025 r.
Naida wpatrywała się w oburzonego Glücka zastanawiając się, dlaczego on tak bardzo uwielbia ten swój patyk. Waderka przekrzywiła lekko głowę z niepewnym uśmiechem.
– Zresztą – Westchnęła. – Jeśli tak bardzo boisz się, że spalisz Sticky'ego, to może po prostu nie przynoś go na lekcje magii?
– Będę go zabierał tam, gdzie zechcę! – prychnął.
– Dlaczego? Bo boisz się go zostawić samego? – zapytał się Exan.
Naida spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Basiorek długo powstrzymywał się, aby nie komentować. Tak jak podejrzewała, Exan jednak nie wytrzymał siedzenia w ciszy. I dobrze, ponieważ z nim po swojej stronie ma szansę wygrać tę kłótnię.
– Nie boję się! Po prostu nie lubię, gdy nie mam go przy sobie... – zaczął się tłumaczyć.
– Zachowujesz się jak dzieciak! – zaśmiała się Naida.
– A ty jeszcze gorzej – odparł Exan.
– Ej! To nieprawda!
– Prawda – odezwał się Glück. – Nie starasz się nawet zrozumieć mojej przyjaźni ze Stickym!
– Bo tego nie da się zrozumieć!
– Wszystko da się jakoś zrozumieć – rzuciła Elanor.
– A ty się nie wtrącaj! – warknęła do niej waderka.
– Bo co? Skoro Exan mógł dołączyć do tej kłótni, to ja też mogę.
– To nie jest kłótnia tylko rozmowa – poinformował Glück.
– Rozmowa zazwyczaj tak nie wygląda – Elanor westchnęła cicho. – Morti, Theo, idziemy stąd? Lekcja już się zaczęła, więc lepiej chodźmy trochę poćwiczyć.
– Jasne – mruknął niepewnie Morti.
– Niech będzie! – zawołał z ulgą Theo.
Naida wbiła mordercze spojrzenie w Elanor. Nie miała prawa zabierać jej Mortiego.
– W takim razie, ja idę z wami! – oznajmiła.
– Ale ja jeszcze nie skończyłem! – zaprotestował Glück.
– Ja też nie. Możemy wrócić do tego później. Na razie idę z nimi!
– Dobra, jak chcesz! – rzucił Glück i odszedł razem ze Stickym.
– Nie sądziłem, że zrezygnujesz z tej... Rozmowy dla Mortiego – zaśmiał się Exan.
– Możesz być cicho? Irytujesz mnie – Naida spojrzała na niego niezadowolona.
– Ty mnie też i jakoś ci tego nie wypominam.
Wpatrywali się w siebie ze złością. Theo wskoczył pomiędzy nich z wymuszonym uśmiechem i spojrzał na wszystkich niepewnie.
– Słuchajcie, a może się rozdzielimy? Będzie nam wygodniej, gdy będziemy ćwiczyli osobno. Przynajmniej już nikt nikogo nie spali...
– Jestem za! – zawołali jednocześnie Exan i Morti.
– Niech będzie – odparła Elanor.
Naida wahała się przez chwilę, ale ostatecznie pokiwała głową zgadzając się na ten pomysł. Plus był taki, że Elanor nie będzie mogła być obok Mortiego. Minusem było jednak to, że ona także będzie musiała zrezygnować z jego towarzystwa. Szczeniaki rozeszły się po cichu.
Naida postanowiła usiąść tuż przy wodzie. Może nie umiała jeszcze tworzyć wielkich fal mogących porwać Elanor daleko stąd, ale nauczyła się już oddychać pod wodą. Odkryła tę umiejętność przypadkiem, kiedy to będąc jeszcze małym szczeniaczkiem wpadła do rzeki.
– Czas na nauczenie się czegoś nowego – mruknęła sama do siebie i wbiła wzrok w wodę.
Skupiła się na uformowaniu choćby małego wiru. Niestety jedyne co udało jej się wywołać, to ból oczu. Kiedy się tak skupiała, często zapominała o mruganiu.
– Głupia moc, która nie działa!
– Hej, spokojnie. Nie krzycz tyle – rozległ się czyjś głos za jej plecami.
Naida podskoczyła wystraszona. Tuż za nią stał Exan. Basiorek wpatrywał się w nią śmiejąc się cicho. Waderka wyprostowała się i z udawanym spokojem usiadła na gorącym piasku.
– Myślałam, że mieliśmy trenować swoje moce osobno – odparła.
– Bo mieliśmy, ale ja jeszcze nie rozgryzłem mojej.
– Więc dlaczego do mnie przyszedłeś?
– Nie do ciebie, tylko do wody. Jeszcze nie próbowałem z nią nic zrobić...
– Więc spróbuj – rzuciła.
Basiorek spojrzał na nią niepewnie po czym usiadł w chłodnej wodzie i zaczął się w nią wpatrywać. Naida obserwowała go rozbawiona. W pewnym momencie nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
– Mógłbym wiedzieć, co cię tak śmieszy? – zapytał ze złością.
– Twoja mina! – zaśmiała się.
– A co z nią nie tak?
– Wyglądasz jakbyś chciał ją zabić!
– Co? Wcale nie!
– Założymy się?
– Nie! – odparł Exan. – A czy ty przypadkiem nie powinnaś ćwiczyć swoich umiejętności?
– Przecież ćwiczę – mruknęła cicho i skupiła się na stworzeniu jakiejś fali, która mogłaby trochę podtopić Exana.
– A ty wyglądasz jakbyś zjadła jakąś nieświeżą rybę – zażartował basiorek i skierował swoje mordercze spojrzenie w wodę.


<C.D.N.>



Uwagi: brak.