piątek, 3 stycznia 2020

Od Dante "Tydzień lub dwa w dziczy" cz. 3 (cd. Asgrim lub Leah)

Grudzień 2024 r.
– Widzicie? – Krzyknął ostentacyjnie Zev – Nie ma powodu do obaw. Wszyscy są szczęśliwi i zadowoleni, a ja zobaczyłem małpę. Jakie atrakcje mamy dalej w planie?
Wtedy liście drzewa tuż obok niego gwałtownie zaszurały. Nim zdołał zareagować, rzuciła się na niego z dzikim wrzaskiem jakaś brązowa istota. Kiedy obie sylwetki zaczęły kotłować w powietrzu, krzyk Zeva całkowicie zlał się z dźwiękami wydawanymi przez małpę. Gdy byli w połowie drogi do ziemi, na basiora skoczyła kolejna małpa.
Cała ekipa zwiadowcza patrzyła na to z szeroko otwartymi oczami. Zev próbował odpychać je zębami, skrzydłami, łapami, a nawet ogonem. Bezskutecznie. Szarpały za jego futro, uwieszały się na łapach i ciągnęły za uszy.
– Pomocy, durnie! Pomóżcie mi! – krzyknął w końcu.
Dopiero wtedy Gayle zareagował, aby zakończyć to widowisko. Z konaru najbliższego drzewa wystrzeliła gałąź, na którą Zev mógł posadzić łapy i zejść na ziemię po powoli powstającymi drewnianymi schodami. Basiorowi jednak omsknęła się łapa nim uformowały się do końca.
Małpy pospiesznie wróciły na drzewo, wciąż bojowo krzycząc, lecz Zev mało zgrabnie upadł prosto na pysk.
– I kto tu jest durniem? – skomentował Gayle ironicznie.
– Byłem w opresji! – warknął Zev, podnosząc się z piachu. Cały dygotał.
Reszta ekipy zwiadowczej patrzyła na niego w milczeniu.
– Jestem ranny. Czemu nikt nie chce mi pomóc?!
– Zasłużyłeś sobie – oznajmiła nareszcie Raura.
– Że niby co? – oburzył się Zev.
– Mam z tobą do czynienia na co dzień i powiem, że w końcu doczekałam się twojego publicznego upokorzenia.
– Jak możesz...!
– Alf nie ma, więc możemy się pośmiać – powiedział nieco swobodniej Dan, próbując jakoś rozluźnić atmosferę.
– Nie powinno się śmiać z innych – warknął Zev – A takie dziady powinny służyć przykładem młodszym.
– Mentalnie nadal jestem szczeniakiem – parsknął rozbawiony Dan – Ruszajmy dalej, dobrze? Zev musi chyba wytruchtać swoją złość.
– Wytruchtać? Złość? – prychnął Zev.
– Każdy sposób jest dobry – poparła Jasmine.
– Te małpy mnie prawie zabiły! Mogłem zginąć! – krzyczał Zev, ale reszta grupy już zaczęła się oddalać. Dysząc ze wściekłości pobiegł za nimi. Nadal z trudem powstrzymywał dygotanie łap.
– Będziecie mnie tak dręczyć aż do samego końca?
– Być może – odpowiedziała lekko Raura.
– Jak tak, to ja chcę się wycofać.
– Zev, musisz się pogodzić z tym, że karma wraca. – Zaczęła Janey. Dana czując, że jego partnerka zaraz zacznie prawić morały, przeszedł specyficzny dreszczyk emocji. – Jak zrobisz coś złego, możesz się spodziewać, że jakoś to się zwróci. Niekoniecznie będzie to przyjemne. Taki jest już nasz los. Raz jest dobrze, raz jest źle, ale jak narobisz sobie wrogów, to musisz zacisnąć zęby i to przetrzymać. Lub się zmienić.
– Nie zrobiłem niczego złego, a los nie istnieje. Ani karma.
– Zaczynamy rozmyślania egzystencjalne? – wtrącił Asgrim, nagle rozbudzony – Jeśli tak, to ja też chcę się pobawić.
– Nie zaczynamy – odwarknął Zev.
– Dlaczego według ciebie karma nie istnieje? – drążyła Janey.
– Bo nie.
– Właściwie to tym tokiem rozumowania nic by się nie mogło złego stać Kai'emu. A stało. Ani większości wilków z watahy – oznajmił Asgrim w zadumie.
– A co się stało Kai'emu? – zapytała zatroskana Janey.
– Podobno partnerka od niego odeszła, i dzieci też. Tori coś mi wspominała.
Dana na wspomnienie Astrid przeszedł nieprzyjemny dreszcz. W momencie, kiedy zniknęła i nigdy nie wróciła, poczuł większą więź z Kai'm. Rozumieli się doskonale pod tym względem.
– Może wcześniej zrobił coś złego? Może to po prostu kara po latach?
Asgrim wzruszył ramionami.
– Tak naprawdę to nie wiem zbyt wiele na jego temat. Może masz rację, może nie. Chyba nigdy się nie dowiemy.
– Zawsze można się modlić do bogów... – zaczęła Janey.
Raura zareagowała przeciągłym westchnięciem.
– Ktoś jeszcze w ogóle w nich wierzy?
– Więc bawimy się w rozważania egzystencjalne i teologiczne? – zaśmiał się Dan. Sam wciąż był w środku odrętwiały przez ten temat rozmowy, ale starał się tego po sobie nie pokazać.
– Najwyraźniej – podsumowała Janey – Musimy sobie jakoś umilić drogę.
– Mogę zawsze zacząć śpiewać. Znam kilka szant – zaproponowała Raura.
– Szanty! – Ucieszył się Joel – Miałem kilka na studiach. Chciałem się kilku nauczyć, ale jakoś nigdy nie było okazji. Możemy pośpiewać szanty. Nauczysz nas jakichś.

<Asgrim? Leah? Popiszcie się swoją znajomością pirackich pieśni lub kontynuujcie jakże pasjonującą rozkminę o karmie (na pewno psiej)>

czwartek, 2 stycznia 2020

Białe Królestwo: "Wątpliwość" cz. 1

Czerwiec 2025 r.
W karczmie panował zamęt. Kufle piwa lawirowały po ladzie, talerze były ciskane o stół podczas podawania klientom na tyle mocno, że porcelana groziła pęknięciem. Wszystko odbywało się w mgnieniu oka. Jedni klienci przychodzili, inni odchodzili. Panował ruch zupełnie niepodobny do tego sprzed roku. Uwijali się jak stado much, wędrując z miejsca na miejsca. Jedli nie tylko przy stołach, ale i również na stojąco. Zarobione pieniądze już dawno przestały się mieścić w sakwach. Nie było co z nimi robić, więc zatrudniano tylko coraz więcej i więcej obsługi. To wciąż okazywało się zbyt mało.
Elvin siedział na zapleczu, zerkając ostrożnie przez cienki przesmyk w płachcie, będący tam jedynym źródłem światła. Siedział na drewnianej skrzyni, od której zdrętwiały mu już pośladki. Już dawno powinien ją nakryć czymś miękkim, ale jakoś zawsze brakło mu czasu... i odwagi, by kupić cokolwiek.
– Dasz sobie radę – wyszeptała Amira, ostrożnie chwytając go za dłoń. Elvin najpierw się wzdrygnął, ale zaraz potem jego lęk przeszedł. Zamiast tego zagryzł wargę. Wciąż niespokojnie wyglądał do wnętrza karczmy.
– Nie dam. Jestem paskudny.
– Dla niej na pewno wciąż jesteś przystojnym i inteligentnym basiorem. Nie wyglądasz wcale źle. Nawet włosy ci zaczęły odrastać... Jesteś prawie jak nowy – mówiąc to, głaskała go kciukiem po dłoni.
– Widać co się stało. Z daleka. Nie jestem już tą samą osobą.
– Nikt po upływie roku nie jest dokładnie taki sam... – Zawiesiła głos – Elvin, wszyscy chcemy dla ciebie dobrze. Wszyscy ciężko pracujemy, abyś poczuł się na tyle pewny siebie, by wrócić do normalnego życia. Żebyś przestał się bać. Brakuje nam do przejścia kolejnego etapu tylko tego, abyś sam w siebie uwierzył. Spotkanie z Cess może być przełomowym momentem w naszej terapii, wiesz? Wystarczy, że się przełamiesz.
Elvin lekko uderzył tyłem głowy w drewnianą ścianę. Wyglądał na naprawdę nieszczęśliwego.
– Nie wiem, czy chcę się z nią spotkać.
– Dlaczego?
– Nie chcę, by mnie zapamiętała, takim jakim jestem teraz.
– Sądzisz, że to byłoby dla niej najważniejsze? Że nie chciałaby ci pomóc?
– Nie wiem.
Na twarz Amiry wkradło się pewne zmieszanie, połączone jednocześnie ze smutkiem i rozczarowaniem.
– Cess jest hybrydą, nie odczuwa aż tak silnej empatii. Raczej nie byłaby mi w stanie pomóc.
W Amirę na nowo wstąpiła nadzieja.
– A gdybyś jej opowiedział, jak powinna postępować? I jak mogłaby ci pomóc?
– Możliwe, że to byłoby dla niej zbyt wiele lub zupełnie by to zignorowała.
Amirze opadły ramiona.
– Kochasz ją?
– Tak. Sądzę, że tak.
– Sądzisz? Czyli nie jesteś pewien?
Elvin spuścił wzrok. Zagryzł jeszcze bardziej wargę.
Zaraz potem poczuł spływającą po brodzie gorącą ciecz. Amira wydała z siebie stłumiony okrzyk i pobiegła po kawałek czystego materiału.
Tępym wzrokiem popatrzył na swoją koszulę, na której  bez pośpiechu wykwitała czerwona plama. Ślad po poprzednym rozgryzieniu sobie ust wciąż nie sprał się do końca, a już będzie musiał ponownie z tym walczyć... Nie myśląc zbyt wiele, otarł nadgarstkiem usta.

<C.D.N.>

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Od Exana "Przestańcie się wreszcie kłócić!" cz. 2

Czerwiec 2025 r.
Patrzyli na siebie przez chwilę z rezygnacją. Wokół słychać było rozmowy innych par. Naida wyglądała na smutną, ale Exan nie zamierzał jej pocieszać. Mogłaby znowu wzniecić jakąś kłótnię.
– Może zaczniemy myśleć nad rozwiązaniem problemu?
Waderka spojrzała na niego z lekką niechęcią.
– No dobra... – zgodziła się.
– Więc, według mnie powinniśmy pójść po kogoś dorosłego – stwierdził Exan.
– Nie powinniśmy najpierw sprawdzić, kim jest ten wilk i co tu robi?
– Ale przecież on jest nieprzytomny!
– To żaden problem! – zaśmiała się Naida. – Możemy rzucić w niego krabem!
– Dlaczego krabem? – zapytał niepewnie Exan.
– Mógłby go uszczypnąć i wtedy by się obudził – odpowiedziała spokojnie.
– Lepiej go nie budzić... Ale możemy sprawdzić, czy tylko nie udaje nieprzytomnego.
– Rzucając czymś w niego.
– Nie!
Exan miał już powoli dosyć towarzystwa waderki. A dopiero zaczęła się lekcja! Basiorka przeszył dreszcz na myśl, co zazwyczaj musi przeżywać Morti. Z jednej strony musi znosić irytującą Naidę, a z drugiej Elanor, która nie odstępowała od niego ani na krok.
– Myślałem raczej, aby go czymś szturchnąć – westchnął.
– Może Stickym?
– Kim?
– Patykiem Glücka!
– Kijem tego białego basiora? – upewnił się Exan.
– Tak, Stickym – Naida z uśmiechem pokiwała głową.
– Czyli najpierw sprawdzamy za pomocą patyka, czy wilk jest przytomny. Jeśli nie, to idziemy po kogoś dorosłego. A jeśli jest przytomny? – Exan zamyślił się na chwilę.
– To uciekamy i wołamy kogoś dorosłego! Może być niebezpieczny! – zapiszczała Naida. – Ale jeśli jest ranny... Nie lepiej, żeby jedno z nas z nim zostało i go pilnowało?
Exan spojrzał na waderkę z podziwem. Może i była irytująca, ale dobrze sobie radziła w rozwiązywaniu zagadek logicznych. Nie chciał jednak pozwolić jej rozwiązać całego problemu.
– Jeśli będzie nieprzytomny, musimy też sprawdzić czy jeszcze oddycha. Może być ranny, co będzie oznaczało, że w pobliżu może ukrywać się jakieś niebezpieczeństwo – powiedział z namysłem.
– Masz rację! – potaknęła Naida.
– Kończymy! – zawołał Hitam.
Basior zaczął krążyć od pary do pary słuchając odpowiedzi. Exan podążał za nim czujnym wzrokiem. Z tego, co zaobserwował, większość par zaliczyła zadanie bezproblemowo. Elanor i Infinite mieli chyba lekkie problemy. Zapewne nie mogli się ze sobą dogadać.
– Na co tak patrzysz? – zapytała Naida.
Exan aż podskoczył. Zamyślił się i zapomniał, że waderka siedzi obok niego. Chyba naprawdę potrzebował tego snu.
– Co? Nie, na nikogo nie patrzę! – zaczął się nerwowo tłumaczyć. – Po prostu trochę się zamyśliłem...
– Zakochałeś się w kimś czy jak? – zaśmiała się. – W kim? Powiedz!
– W nikim się nie zakochałem!
– Może w Elanor? Trochę kiepski wybór, ale widziałam jak się na nią patrzyłeś! – spojrzała na niego z uśmieszkiem.
– Nie kocham jej! – zaprotestował.
Naida chciała jeszcze coś dodać, ale w ostatnim momencie zrezygnowała. Powolnym krokiem zmierzał w ich stronę Hitam.
– I jak? Co wymyśliliście? – zapytał.
– No więc my... – zaczął niepewnie Exan. – Pomyśleliśmy, że najpierw należy sprawdzić, czy wilk jest ranny.
– I czy nie tylko nie udaje nieprzytomnego! – dodała Naida.
– Więc można go... czymś szturchnąć...
– Na przykład patykiem! – zawołała waderka.
– Tak... – westchnął lekko zirytowany Exan. – Jeśli tylko udawał, należy uciec i sprowadzić jakiegoś dorosłego. Jeśli jednak coś mu jest, jeden z nas powinien przy nim zostać...
– A drugi pobiec po kogoś dorosłego! – przeszkodziła mu Naida.
Exan spojrzał na nią lekko zdenerwowany. Ciągle mu przerywała i nie pozwalała dokończyć zdania. Rozumiał, że chciała dodać coś od siebie, ale musiała przy tym tak krzyczeć.
– Dobrze, zaliczyliście zadanie. Możecie teraz iść na przerwę – odezwał się Hitam i odszedł do innej pary.
– Super! Idę poszukać Mortiego! – ucieszyła się waderka.
Exan patrzył jak biega pomiędzy szczeniakami szukając swojego Romeo. Basior wstał i ruszył w stronę drzew. Nie miał już ochoty na rozmowy. Marzył o chwili spokoju. Usiadł wygodnie w cieniu i zamknął oczy.
– Słyszałem, że poradziliście sobie z zadaniem.
Exan podskoczył. Tuż przed nim stał Morti wraz ze swoją świtą.
– Znalazłam Mortiego! – zawołała radośnie Naida.
– Jakoś daliśmy radę – odpowiedział basiorowi.
Naida spojrzała na Exana z chytrym uśmieszkiem, po czym odwróciła się w stronę Elanor. Basior z przerażeniem uświadomił sobie, co zamierza zrobić.
– Naida, nie...
– Exan zakochał się w Elanor! – wykrzyknęła głośno.
Wszystkie oczy zwróciły się na niego.


<C.D.N.>


Uwagi: "Nie" z czasownikami piszemy oddzielnie.

sobota, 28 grudnia 2019

Od Glücka "Pali się!" cz. 1

Kwiecień 2025
Glück od dłuższego czasu próbował odkryć swoją moc. Nie szło mu to jednak najlepiej. Najpierw spróbował zrobić coś z wodą, ale nie zadziałało. Następnie miał zamiar czytać w myślach Aresowi, jednakże i tu nie odniósł sukcesu. Ostatecznie usiadł na piasku i ze skupieniem wpatrywał się w drzewa z nadzieją, że zdoła chociaż lekko poruszyć liście za pomocą wiatru.
– Nic z tego, Sticky – Glück spojrzał z rozczarowaniem na przyjaciela. – Już nigdy nie uda mi się odkryć żadnej mocy.
Basior rozejrzał się dookoła siebie. Wiele szczeniaków już odkryło swoją moc. Niestety Glück nie należał do tego grona.
– Wiem, że muszę w siebie uwierzyć, Sticky. Setny raz mi to powtarzasz... – westchnął szczeniak.
Siedział tak przez chwilę zastanawiając się nad tą całą sytuacją.
– W takim razie spróbuję zrobić coś z ziemią. – postanowił szczeniak.
Glück stanął na piasku i patrzył na niego w oczekiwaniu. Tak jak się spodziewał - nic się nie wydarzyło. Po chwili bezsensownego wpatrywania się w piasek, znowu zdenerwował się, że nigdy nie odkryje swojej mocy.
– To nie działa! – krzyknął oburzony Glück.
Niespodziewanie stanął za nim Gerrant. Szczeniak aż podskoczył na jego widok.
– Może spróbuj inaczej. Nie wystarczy patrzeć i liczyć na to, że coś się stanie – doradził nauczyciel.
– Łał mówi pan dokładnie tak jak Sticky.
Nauczyciel spojrzał ze zdziwieniem na patyk i odszedł. Glück zastanawiał się jak inaczej ma to zrobić. Tupnął łapą w nadziei że ziemia się zatrzęsie czy coś. Znowu się nic nie stało. Basiorowi została tylko jedna moc jaką znał. Glück sprężył się i całym wysiłkiem spróbował wzniecić ogień. Po kilku sekundach poczuł ciepło na łapach. Wyleciała z nich malutka iskierka. Glück uradowany zaczął skakać i się cieszyć.
– Widziałeś to Sticky? Wyczarowałem iskrę! – wykrzyknął Glück. – Udało mi się! Mam moc ognia!
Słysząc radosne wołanie szczeniaka, na miejsce przyszedł Gerrant. Nauczyciel spojrzał na rozemocjonowanego basiorka.
– Brawo – powiedział z lekkim uśmiechem. – A teraz spróbuj jeszcze raz.
Glück znowu skupił się na wyczarowaniu choćby najmniejszego płomienia. Po chwili pojawiło się kilka iskier.
– Dobrze, ale postaraj się wyczarować coś więcej niż kilka marnych iskier – rzekł nauczyciel.
Gerrant odwrócił się i odszedł. Basior skupił teraz całą swoją uwagę na tym, żeby wyczarować płomień. Poleciało kilka iskier. Było ich coraz więcej. Prawe oko Glücka zaczęło migać na kolor ognia. Basior uśmiechnął się radośnie. Pojawił się mały płomień, ale od razu zgasł, a wraz z tym oko przestało migać. Z twarzy Glücka znikł uśmiech.
– Czemu to zgasło? – zapytał Sticky'ego Glück. – Muszę mieć coś, żeby ogień się utrzymał – powiedział sam do siebie.
Rozejrzał się dookoła, ale jedyne co mógł by zapalić był Sticky i drzewo. Przez chwilę wpatrywał się w swojego przyjaciela, po czym podszedł do drzewa, żeby je spalić. Stanął tuż przed nim i skupił się na podpaleniu go. Poleciało pełno iskier. Oko basiora zamigało. Pojawił się płomień, który poleciał na drzewo. Ogień zaczął się po nim rozprzestrzeniać. Uradowany Glück przestał podpalać, ale drzewo nie zgasło. Glück zadowolony ze swojego osiągnięcia pobiegł do Gerranta.
– Proszę pana, udało mi się. Podpaliłem drzewo! – zawołał z uśmiechem.
Gerrant spojrzał na niego ze zdziwieniem.


<C.D.N.>



Uwagi: Przecinki.

czwartek, 26 grudnia 2019

Od Exana "Przestańcie się wreszcie kłócić!" cz. 1

Czerwiec 2025 r.
Hitam usiadł na gorącym piasku naprzeciwko grupy szczeniaków. Wilczki zaczęły się powoli uciszać. Exan siedział spokojnie obok swoich braci. Kawałek za nimi słychać było dwie kłócące się wilczyce.
– Sinope, Ismanise – zawołał Hitam. – Spokój!
Waderki ucichły nagle, aby po chwili wrócić do kłótni. Exan westchnął cicho i spojrzał na nauczyciela. Miał już na dzisiaj dosyć hałasu. Nie mógł spać w nocy, a już od samego rana te dwie strasznie hałasowały. Nie wiedział, o co tym razem poszło, ale wolał się w to nie mieszać. Jedyne czego dzisiaj chciał to trochę spokoju. Nie pogardziłby też odrobiną snu. Na tę myśl basiorek ziewnął przeciągle.
– Dobrze, więc na początek prosiłbym, abyście podzielili się w pary – powiedział zerkając z rezygnacją na Isę i Sino.
Exan rozejrzał się dookoła. Nie minęła chwila, a obok Mortiego już siedziała Naida z Elanor. Obie chciały za wszelką cenę być w parze z basiorem. Theo podszedł do nich i starał się namówić Naidę na bycie z nim.
– Morti, chcesz być ze mną w parze? – zawołał bez zastanowienia Exan.
Basiorek odwrócił się do brata z nadzieją. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, ponieważ przeszkodziła mu w tym Naida.
– Ale ja pierwsza go o to zapytałam! – zawołała ze złością. – Morti jest w parze ze mną!
– Nie widziałem, żeby się na to zgodził... – zaczął Exan.
– Nie zdążył, bo ona mu przeszkodziła! – wymamrotała wskazując łapą na Elanor.
– Ja tylko chciałam, aby Morti miał jakiś wybór – Elanor wzruszyła ramionami z obojętnością.
– To może pozwolicie mu coś powiedzieć? – zapytał ich Theo.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Mortiego. Exan błagał go w duchu, aby nie zrobił teraz czegoś głupiego. Basiorek rozejrzał się po trójce kandydatów. Theo wpatrywał się z nadzieją w brata. Jeśli Morti nie wybrałby Naidy, on mógłby być z nią w parze. Exan wiedział, że taki obrót spraw bardzo by go zadowolił.
– Gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta – stwierdził Morti odwracając się w stronę Theo. – Wybieram ciebie!
Exan wiedział czym może się skończyć ten wybór. Z cichym jękiem przygotował się na kolejny wybuch protestów.
– Nikt nie chce być ze mną w parze! – zawyła nagle zrozpaczona Naida.
– Ja chcę! – zareagował od razu Theo.
– Ale ty już masz parę! – zaprzeczył Morti.
– Jeśli Theo cię zostawia... Ja mogę być z tobą w parze, Morti – odparła z lekkim uśmiechem Elanor.
– Nic z tego! Nie możesz być z nim w parze! – warknęła Naida.
– A to niby dlaczego?
– Bo ja chcę być z nim parą!
– Ale jesteś już moją parą! – zawołał zdezorientowany Theo.
Exan patrzył na nich z rezygnacją. Najlepiej byłoby, gdyby Morti wybrał jego. Wtedy Theo mógłby być z Naidą, a Elanor znalazłaby pewnie kogoś innego do pary. Nie zamierzał jednak powiedzieć tego na głos, bo rozpętałaby się jeszcze większa kłótnia. O ile mogła być większa.
– Cisza! – uciszył ich Hitam. – Co tu się dzieje?
Basior podszedł do przekrzykujących się szczeniaków. Exan rozejrzał się po reszcie. Wszyscy się w nich wpatrywali. Nawet Isa i Sino przerwały swoją kłótnię i obserwowały całe wydarzenie z zainteresowaniem.
– Bo Morti miał być moją parą, ale Elanor i Exan mu zabronili! – zawyła z rozpaczą Naida.
– Czy to prawda? – Hitam rozejrzał się po szczeniakach.
– Nie, po prostu Morti nie mógł się zdecydować z kim chce być w grupie, więc wybrał Theo – zaczął wyjaśniać Exan. – Dziewczynom się to nie spodobało i zaczęły się kłócić.
– Skoro Morti chce być w parze z Theo, niech tak będzie – westchnął Hitam. – Reszta musi się jakoś dogadać.
– Ale ja chcę być z... – zaczął niepewnie Theo.
– Ja chcę być z Mortim! – zawołała Naida.
– Ja też! – dodała Elanor.
– Morti będzie z Theo, Naida z Exanem, a Elanor... – Hitam rozejrzał się po szczeniakach – z Infinite. I proszę się więcej nie kłócić!
– Dobrze... – odpowiedział Theo.
– Skoro trzeba – mruknęła cicho Naida.
– Oczywiście! – zawołał Exan.
Hitam uśmiechnął się lekko i wyszedł na środek grupy. Exan usłyszał za sobą ciche warknięcie Isy.
– To ja miałam być w parze z Infinite...
– Waszym dzisiejszym problemem do rozwiązania będzie... – zaczął Hitam.
– Co zrobić, kiedy wszyscy chcą być w parze z Mortim! – wypaliła Sino.
Szczeniaki zaczęły się śmiać.
– Cisza! – zawołał zirytowany Hitam. – Znajdujecie na brzegu dżungli nieznajomego wilka, który wygląda jakby był nieprzytomny. Co robicie?
Exan spojrzał na waderkę, która usiadła z rezygnacją obok niego.
– No to chyba jestem z tobą w parze... – jęknęła Naida.
– Tak, a to źle? – zapytał Exan.
– Wolałabym Mortiego.
– Ja też.

<C.D.N.>

Uwagi: brak.