środa, 4 grudnia 2019

Od Asgrima "Zawirowanie liczb" cz. 2

Marzec 2025
Wilczyca zaczęła znowu przesuwać agrest, tworząc jeszcze mniejsze kupeczki. Kilka kuleczek było szczególnie opornych, przez co samica warczała podirytowana.
- Czemu nie zmienisz formy na ludzką?
Zamarła.
- Nie wpadłam na to.
Odsunęła się od miejsca naszej nauki i już po chwili stała przede mną młoda kobieta. Założyła niesforne loki za uszy i usiadła, krzyżując nogi. Ludzie chyba nazywali ten sposób boreckim, aczkolwiek nie miałem pewności.
Szczeniaki wyraziły nagłe zainteresowanie nienaturalnie wysoką postacią, która zastąpiła ich matkę. Chyba pierwszy raz widziały ją w tej postaci. Przybiegły i zaczęły obwąchiwać gołe nogi Torance, na co ta zachichotała. Po chwili podniosła po kolei każde z nich. Yngvi polizała ją po twarzy.
- Pachniesz jak mama - stwierdził Yvar.
Roześmiałem się. Basiorek przeniósł na mnie skołowane spojrzenie.
- Gdzie mama? - spytał.
Wskazałem ruchem głowy na kobietę. Yvar zmarszczył brwi, po czym niepewnie wtulił się w koszulkę swojej matki.
- Dziwne - mruknął.
- Mama się wydłużyła! - zawołała nagle Yngvi. Ponownie przejechała noskiem po skórze Tori - I wyłysiała.
Torance nie powstrzymała wybuchu śmiechu. Yngvi wyszczerzyła ząbki zadowolona, że znalazła się w centrum uwagi. Yvar mruczał coś pod nosem, trąc pyszczkiem brzuch Tor. Z mojego pyska nie schodził uśmiech. Uwielbiałem takie chwile. Ukochana przechwyciła moje spojrzenie i wskazała dłonią na porzucony agrest.
- Nie licz, że uciekniesz od lekcji. Musisz dzisiaj załapać chociażby podstawy.
- A szczeniaki?
- Nie stanowią problemu.
Nachyliła się, żeby skończyć ustawiać kupki. Włosy wypadły zza jej uszu, co natychmiastowo wykorzystała Yngvi i złapała je w pyszczek. Tor pisnęła głośno. Yvar uciekł z jej brzucha, potykając się o własne łapy. Vi zrobiła wielkie oczy, nadal trzymając w ząbkach rudy lok. Szybko zmieniłem postać i wyciągnąłem go z jej pyszczka.
- Nic nie mów - syknęła Torance.
Uniosłem dłonie w poddańczym geście, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Jakżebym śmiał? - Zerknąłem w stronę Yngvi, która właśnie próbowała się cichutko wymknąć. Delikatnie uniosłem kosmyk włosów. - Vi, nie wolno gryźć sierści mamusi, kiedy tak wygląda.
Wilczyca pokiwała energicznie główką i zerknęła w stronę ziemi. Skinąłem, a wtedy zeskoczyła i od razu pobiegła w stronę brata.
- Atak z zaskoczenia! - krzyknęła, powalając go na ziemię.
- Kiedy krzyczysz, nie jest z zaskoczenia - zauważył Yvar, szybko uwalniając się spod łap waderki.
Obserwowałem ich przez moment, kiedy nagle poczułem, że ktoś stuka mnie w ramię. Odwróciłem się tak gwałtownie, że niemal uderzyłem głową o czoło Torance. Kobieta pisnęła cicho i wycofała na bezpieczną odległość.
- Uważaj trochę, co?
W odpowiedzi jedynie wyszczerzyłem kiełki. Tor westchnęła głośno. Wlepiła wzrok w kuleczki i przez chwilę przyglądała się im w skupieniu.
- Zapomniałam, co chciałam z nimi zrobić - stwierdziła w końcu.
Nie zdołałem powstrzymać parsknięcia śmiechem. Tak właściwie to nawet nie próbowałem.
- To nie jest zabawne - mruknęła. Uniosłem brwi. Na twarz Torance wkroczył uśmiech - Dobra, może trochę.
Jeszcze przez moment wpatrywała się w agrest, aż w końcu coś zaskoczyło w jej małej główce.
- Patrz uważnie - nakazała i zaczęła przesuwać kuleczki. Przy każdej z nich głośno mówiła jakąś liczbę. - Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Przerwała. Poczułem na sobie jej spojrzenie, więc niepewnie uniosłem wzrok. Na razie nie było w tym nic trudnego. Miałem jednak przeczucie, że wystarczy kilka chwil, by wszystko się skomplikowało.
Czemu dałem się na to namówić?
Tori wskazała palcem na powstałą kupkę.
- Tutaj jest dziesięć kulek. Domyśliłeś się raczej, że z każdą kuleczką rosła ich liczba - powiedziała, a ja pokiwałem energicznie głową - Spróbuj to wszystko powtórzyć, dobrze?
Westchnąłem i tak jak przed chwilą Tor zacząłem przesuwać agrest. Początek był dobry, co do tego nie miałem wątpliwości. Biorąc jednak pod uwagę ciężkie westchnięcie Tor, gdy dotarłem do "osiemiu", koniec nie był taki piękny.
- Przed ósemką jest jeszcze siedem.
Złapała mnie za dłoń i z pomocą moich palców zaczęła ponownie przesuwać owoce, odliczając przy tym głośno. Zmarszczyłem czoło, próbując zapamiętać prawidłową kolejność.
Ćwiczyliśmy tak całą wieczność. Otrzeźwiła nas dopiero Yngvi, która przypadła do nas, narzekając, że jest głodna. Yvar stał kawałek dalej i gorliwie kiwał głową, potwierdzając słowa siostry. Wobec tego oświadczenia nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy przerwać lekcję liczenia. Nawet nie miałem sił udawać, że mnie to nie cieszy. Posiadanie dzieci bywało czasem prawdziwym wybawieniem.

<c.d.n.>

wtorek, 3 grudnia 2019

PODSUMOWANIE LISTOPADA 2019

Ten czas leci stanowczo za szybko.
Matulu, za kilka dni święta. Nie czujecie tego? Ja też nie.
Generalnie coś mi się zdaje, że przez to samo zamotanie w czasie też nie piszecie. Wow, odwlekałam poprawienie swoich opowiadań całe 2 tygodnie, choć myślałam, że to tydzień. Na czacie pustki, wszyscy zajęci nauką, przygotowaniami do świąt i innymi takimi.
(Właśnie się zorientowałam, że zapomniałam odpowiedzieć na wiadomości zainteresowanych moim ogłoszeniem, którzy napisali... 3 tygodnie temu. No pięknie.)
Mam nadzieję, że wszyscy jakoś stopniowo się ponownie wbijemy do rzeczywistości i odpowiedniej czasoprzestrzeni, bo póki co słabo to widzę. Wszyscy musimy wziąć się w garść i wrócić do pisania na czacie, bo to chyba główne, co nas zachęca do pisania. To, że inni też coś w tym samym czasie tworzą.
W sumie doszliśmy do tego już dość dawno.
Kolejną sprawą, jaką chciałam dorzucić od siebie, to że właściwie aktualnie trwa event, a część z Was mogła o tym zapomnieć. Otóż pragnę przypomnieć, że co 4 miesiące WMK wybiera się do BK, a raczej grupa chętnych. Także jeśli ktoś jest zainteresowany to zapraszam do umówienia serii opowiadań. Ja postaram się machnąć coś niebawem, a konkretniej opowiadanie zamykające poprzednią serię fabularną z BK (tak, nadal tego nie zrobiłam. Kolejny argument za tym, że jestem adminem roku), a następnie... wow, ciąg dalszy historii naszego ulubionego bohatera, a mianowicie Elvina.
Chyba powinnam stworzyć oddzielną zakładkę do opisów wszystkich bohaterów z BK, z racji tego, że możemy lądować tam co roku. Nowi mogliby się nie zorientować o co chodzi i o czym my wygadujemy.
O ile jacyś nowi by się znaleźli.
Miejmy nadzieję, że jednak się znajdą.

To już chyba wszystko co miałam do powiedzenia. Życzenia świąteczne dostaniecie później, więc jedyne czego mogę Wam teraz życzyć, to powrotu do prawidłowej czasoprzestrzeni i pisania. Mamy maluuutko op. na grudzień. Nadal nie porzuciłam czelendżu, że musicie mnie przegonić. W listopadzie wygrałam. Hehe.

Administratorka bloga
Navri/Kai/Dante/Joel/Hitam/Mortimer/Eterna/Ismanise/Sinope/Gwidon/Erastus/Trevenic
WCK
Crane: 3+1 = 10
Hitam: 0+0 = 0
---------------------------------------------
Lind: 10+0 = 10 <--- Beta
Naida: 4+4 = 8
Mortimer Treunis: 1+4 = 5
Gluck: 2+3 = 5
Eterna Alvarelle Venris: 2+2 = 4
Ismanise: 3+1 = 4
Morgan: 1+2 = 3
Magnus Arvid Eriksen: 1+1 = 2 <--- Gamma
Leah: 1+1 = 2 <--- Delta
Sileenthar: 1+1 = 2
Sinope: 2+0 = 2
Torance: 2+0 = 2 
Theodore Treunis: 0+1 = 1
Kai: 0+1 = 1
Asgrim: 1+0 = 1
Navri: 1+0 = 1
Dante: 1+0 = 1
Joel Treunis: 0+0 = 0
Exan Treunis: 0+0 = 0
Trevenic Treunis: 0+0 = 0
Gwidon Treunis: 0+0 = 0
Erastus Treunis: 0+0 = 0
Yvar: 0+0 = 0
Yngvi: 0+0 = 0
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.
---------------------------------------------
OKRES PRÓBNY
Eterna Alvarelle Venris (próbny od 20.04): 10/18 okres próbny ukończony!
Mortimer Treunis (próbny od 20.06): 7/16 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 1 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Theodore Treunis (próbny od 20.06): 2/16 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 1 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Exan Treunis (próbny od 20.06): 2/16 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 2 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Ismanise (próbny od 11.07): 4/12 okres próbny ukończony!
Sinope (próbny od 05.08): 2/10 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 5 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Trevenic Treunis (próbny od 16.09): 0/5 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 2 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Gwidon Treunis (próbny od 16.09): 0/5 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 3 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Erastus Treunis (próbny od 16.09): 0/5 (maksymalnie do końca miesiąca do napisania 3 op. Jeśli się nie wyrobisz z co najmniej połową – nad Twoim losem zastanowi się wataha poważnie uwzględniając wyrzucenie.)
Morgan (próbny od 28.09): 3/4 okres próbny ukończony!
Naida (próbny od 12.10): 8/3 okres próbny ukończony!
Yvar (próbny od 14.10): 0/3 (czas na nadrobienie do 14.01! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 2 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Yngvi (próbny od 14.10): 0/3 (czas na nadrobienie do 14.01! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 2 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Sileenthar (próbny od 12.10): 2/3 (czas na nadrobienie do 12.01! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 2 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Gluck (próbny od 27.10): 5/3 okres próbny ukończony!
---------------------------------------------
Aktywność właścicieli postaci:
Nagroda w postaci 5 SG, 4 SG oraz 3 SG dla każdej z postaci [od których pojawiło się op.] najaktywniejszych osób w watasze.
Wrona: 8 (po 5 SG dla Joela, Kai'ego, Mortimera, Eterny, Navri, Ismanise, Sinope, Gwidona, Trevenica i Erastusa)
Altanka: 4 (po 4 SG dla Naidy i Exana)
Thor: 3 (po 3 SG dla Torance, Edel, Asgrima i Morgana)
Sticky: 3 (po 3 SG dla Glucka)
Lejek: 3 (po 3 SG dla Leah, Magnusa i Sileenthar)
Lindor: 1

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

Od Lind „Los zawsze daje szansę” cz. 2

– Nie powiadomisz o zajściu Srebrzystej, ani nawet Rudej? – zapytał mnie Ting, oglądając się przez ramię. – Tylko Przywódcę?
– Nie ma na to czasu – wymamrotałam. – Haslaye wyraziła się jasno!
– Doceniam, że wyjaśniłaś mi, co ci powiedziała przez ten kamień – rzucił odmieniec, mrużąc oczy.
– Szczegóły nie są ważne – prychnęłam. – Grunt, że muszę przenieść się do rodzinnego domu. Jak najszybciej – dodałam. – Resztę opowiem ci po powrocie.
– Trzymam za słowo, że powrócisz w jednym kawałku, Pierzasta – mruknął Strażnik Wichury. 
– Przyśpieszyłbyś nieco kroku – ponagliłam, ignorując ostatni komentarz.
– Już jesteśmy na miejscu – oznajmił Ting.
Zatrzymaliśmy się. Zlokalizowanie Hitama pośród innych wilków z watahy Czarnego Kruka zajęło mi chwilę. Dostrzegłam, że Alfa rozmawiał z kilkoma wojownikami. Ignorując wszelkie zasady dobrych manier (nie miałam na nie wówczas czasu), wcięłam się w środek ich konwersacji. Wyjaśniłam pokrótce Hitamowi sprawę mojej wyprawy. Wspomniałam, że nie mam pewności ile ona potrwa. 
Przywódca zmarszczył nieco czoło. Tymczasem jeden ze wspomnianych wojowników rzucił jakiś złośliwy komentarz pod moim adresem. Nie mogę powiedzieć, że mnie to ruszyło. Oczekiwałam tylko z niecierpliwością na werdykt Alfy. Nie jestem pewna ile Hitam kontemplował moje słowa; wiem tylko, iż z każdą chwilą coraz bardziej się niepokoiłam. A co jeśli w ogóle nie uzyskam zgody na to przedsięwzięcie?
Wreszcie przywódca stada otworzył pysk, żeby coś powiedzieć. Zagłuszył go jednak kolejny komentarz tego samego wojownika. Podirytowana użyłam wiatru, żeby zacisnąć gębę tamtego wilka. Wtedy usłyszałam, że samiec Alfa wyznaczy kogoś, kto zastąpi mnie na patrolu. Więc mogę wyruszyć!
Wybełkotałam coś na kształt słów podziękowania i uwolniłam pysk wojownika z drugiego stada. Następnie, oddaliłam się od tej grupy. Usłyszałam, jak Ting drepce tuż za mną.
Znalazłszy na plaży odrobinę wolnej przestrzeni, zrzuciłam torbę i wydobyłam z niej kamień, w którym zawarto zaklęcie teleportacji. Odłożyłam go na piasek przed sobą. Towarzyszący mi odmieniec, uważnie obserwował każdy mój ruch. Otrzepałam się; zupełnie jakbym liczyła, iż to pozwoli chociaż trochę uspokoić dygoczące ze stresu ciało.
Miałam szczerą nadzieję, że pamiętam, jak użyć energii magicznej zawartej w przedmiocie. Ostatni raz ćwiczyłam tę sztukę lata temu; kiedy jeszcze mieszkałam w domu Babci. Postanowiłam zacząć od położenia łapy na kamieniu. Zacisnęłam oczy i skupiłam wszystkie myśli na swoim zadaniu. Pewnie całość będzie podobna do sięgania po moc wichru; jedyną różnicę stanowi umiejscowienie źródła energii magicznej.
Po chwili poczułam, jak specyficzna aura otacza moje ciało. Miałam pewność, że właśnie uzyskałam nad nią całkowitą kontrolę. Była gotowa do wykorzystania; jedynie czekała na moją ostateczną zgodę. Nabrałam w płuca więcej powietrza i skupiłam się na uwolnieniu zaklęcia. 
Usłyszałam szum i dziwne rzężenie. Potem grunt pod moimi łapami rozpłynął się w nicość. Nie śmiałam otworzyć oczu. Nie chciałam rozkojarzyć się i zakłócić działanie energii magicznej.
Czy to groziło czymś poważnym w przypadku tego typu zaklęć? Nie pamiętam. Wiem tylko, że nie chcę niczego sprawdzać na własnej skórze.
Nagle moje łapy zatonęły w czymś niewyobrażalnie zimnym. Momentalnie cała zesztywniałam. Po ciele przebiegły mi dreszcze. Moich nozdrzy dosięgnął lodowaty zapach igliwia. Zdecydowałam się wreszcie otworzyć oczy. Pierwszym, co dostrzegłam, była lśniąca biel. W mig zrozumiałam, że stoję po łokcie w śniegu. Więc istotnie jest teraz zima.
Podniosłam wzrok. Znalazłam się na małej łące tuż przed chatą Babci. Wszystko było dokładnie takie samo, jak zapamiętałam. Dach budynku nadal chylił się minimalnie na lewo, a kawałek za ogrodem wciąż rosły te same trzy sosny. Nie mógł być to sen. 
Podniosłam łapę i postawiłam pierwszy krok naprzód. Zaczęłam się już przyzwyczajać do zimna. Zauważyłam, iż na dłuższą metę jest ono łatwiejsze do zniesienia, niż upał plaży. Chociaż nikomu się do tego nie przyznałam, na nowym terenie często doskwierał mi fakt, że grube futro zatrzymywało zbyt dużo dużo ciepła.
Nagle śnieg za mną zaskrzypiał. Zanim zdążyłam się odwrócić, coś uderzyło o mój grzbiet. Podskoczyłam, ledwo utrzymując równowagę. Dopiero po kilku sekundach zrozumiałam, kto był przyczyną tego zjawiska.
– B-błagam, Pierzasta... W-wejdźmy już do środ-dka – wymamrotał Ting, chowając łapy w mojej sierści.
– Co ty tutaj robisz?! – rzuciłam, odwracając głowę. – Myślałam, że doszliśmy do porozumienia, że ty zostajesz z watahą!
– Nie pytałem cię, cz-czy mogę iść z tobą, bo wiedziałem, że się n-nie z-zgodzisz.
Otworzyłam pyszczek, ale nie wiedziałam, co powinnam mu powiedzieć. Strażnik Wichury po raz kolejny wykazał się brakiem szacunku do zdania Właścicielki Wichury. Po tylu latach znajomości przestało mnie to już dziwić, jednak nadal straszliwie denerwowało.
– Jak to w ogóle zrobiłeś? – spytałam, marszcząc czoło.
– S-specyfika takich zak-klęć. Wystarczy stać odpow-wiednio b-blisko – mruknął odmieniec. – Idź-dź już do t-tej chaty!

<C.D.N>

Uwagi: Nie musisz przy każdej wypowiedzi komentować, co kto mówi. Szczególnie gdy są tylko dwie postacie. Można się wówczas bardzo łatwo domyślić. Takie ciągłe wtrącenia nieco utrudniają czytanie. Jakby było tego mało - nie musisz zawsze informować, że ktoś powiedział coś ze złością, czy też nie. Często wynika to z kontekstu i sposobu, w jaki zdanie zostało wypowiedziane.


poniedziałek, 2 grudnia 2019

Od Glücka "Nie taka nudna szkoła" cz.6

Kwiecień 2025
 Zaczęła się lekcja logiki. Glück rozmawiał akurat z Aresem. Hitam zaczął mówić.
– Macie samodzielnie rozwiązać problem. Wyobraźcie sobie, że wasz przyjaciel jest ciężko chory. Musicie coś zrobić żeby jak najszybciej został wyleczony – powiedział Hitam.
Glück zaczął się zastanawiać. Po chwili basior zapytał Sticky'ego, ale on nie odpowiedział. Szczeniak rozejrzał się po okolicy, może na coś wpadnie. Jego wzrok zatrzymał się na jakichś ziołach. Trzeba podać mu leki, ale skąd będzie wiedział jakie mu dać?
– Za chwilę kończymy ­– powiedział Hitam.
Zdenerwowany Glück zaczął się zastanawiać, kto zna się na leczeniu. Wpadł na pomysł, lekarz się na tym zna. W samą porę, ponieważ Hitam już zaczął się pytać pierwszego szczeniaka o odpowiedź. Glücka zapytał jako drugiego.
– Co wtedy powinniśmy zrobić?
– Iść z tym do graba... To znaczy do lekarza – odpowiedział Gück.
Osoby siedzące obok niego zachichotały.
– Dobrze.
Kiedy wszyscy odpowiedzieli Hitam zadał kolejne pytanie.
– Nie macie jedzenia, jedyne co zostało to te dziwne owoce – Wskazał na zieloną kulę na drzewie – jak je zdobędziecie?
Wilki zaczęły się zastanawiać. Dla Glücka było to bardzo trudne pytanie. Owoce był wysoko, a drzewo nie nadawało się do tego żeby się po nim wspinać. Glück spojrzał na kamień. Rzucenie nim w owoc mogłoby pomóc, ale basior nie miał tyle siły. Raczej by tam nie doskoczył. Szczeniak przyjrzał się drzewu. Może udałoby się je przewalić, jednak basior szczerze w to wątpił. Kiedy tak na nie patrzył pomyślał sobie, że jest to niemożliwe. Jednak gdyby uderzyć w drzewo odpowiednio mocno owoc spadłby wtedy na ziemię.
– Za chwilę kończymy – powiedział Hitam.
Glück zaczął się zastanawiać czym można uderzyć w drzewo. Po niedługim czasie wpadł na pomysł, że może je kopnąć, wtedy wszystkie owoce spadłyby na ziemię. Od razu po tym jak znalazł rozwiązanie podszedł do niego Hitam.
– Gdyby kopnąć mocno drzewo owoce spadłyby na ziemię – powiedział Glück.
– Bardzo dobrze – odpowiedział nauczyciel.

Uwagi: Podczas odmieniania imienia "Glück" raczej niepotrzebny jest apostrof. Cząstkę "by" piszemy z czasownikami łącznie. "Od razu" piszemy oddzielnie. Przed "że" stawiamy przecinek. Literówki.

niedziela, 1 grudnia 2019

Od Asgrima "Zawirowanie liczb" cz. 1

Marzec 2025
- Mam dość.
Moja łapa zawisła w połowie drogi w stronę tułowia Yvara. Zerknąłem na Tori, która gromiła wzrokiem niebieski agrest. Kiedy tylko poczuła na sobie moje spojrzenie, uniosła łeb. W jej oczach tliła się lekka irytacja.
- Czego?
Wilczyca ponownie spojrzała na niebieskawe kulki, po czym wymownym spojrzeniem na mnie oraz Yvara. Następnie, pewnie z przyzwyczajenia, spojrzała w stronę, gdzie powinna stać Yngvi. Mimowolnie przeniosłem wzrok na białą waderkę, która wyśpiewywała coś wysokim głosikiem. Obok niej leżała Elena i chyba przysypiała. Torance odchrząknęła, więc czym prędzej ponownie skierowałem na nią uwagę.
- Czas nauczyć się liczyć - oznajmiła.
Yvar jakimś cudem podskoczył na tyle wysoko, by dotknąć pyszczkiem mojej łapy. Odłożyłem ją z roztargnieniem na piach. Wilczek od razu do niej przypadł i zaczął ją podgryzać.
- Dzieciaki są chyba trochę zbyt małe - stwierdziłem niepewnie.
- Miałam na myśli ciebie.
Uniosłem brwi.
- Mnie?
Przytaknęła.
- Ale... Czemu?
- Jesteś nauczycielem tworzenia eliksirów, a nawet nie znasz dokładnych dawek składników.
Wstałem odpychając od siebie delikatnie Yvara.
- Tatoo - jęknął - Zapasy.
- Poczekaj moment, mały. Mama właśnie obraża tatusia.
Yvar spojrzał to na mnie, to na Torance.
- Stwierdzam tylko fakty.
- Świetnie sobie radzę, dodając rzeczy na oko. No i umiem liczyć.
Tori parsknęła śmiechem. Yvar znudził się obserwowaniem nas i podbiegł w stronę siostry, którą od razu zaczął namawiać na walkę. Między szczeniakami wywiązała się drobna sprzeczka. Nie warto było nawet reagować. Tym bardziej, że miałem teraz na głowie własną.
- Do ilu?
- Do wielu - burknąłem.
Wilczyca pokonała dzielący nas dystans i usiadła tuż naprzeciw mnie. Zadarła łeb najwyżej jak mogła i spojrzała mi prosto w oczy. Mimowolnie się uśmiechnąłem. W takiej sytuacji nie wyglądała na nauczycielkę. Przypominała raczej szczeniaka, który z zaangażowaniem słucha słów opiekuna.
- Zademonstruj - zażądała tonem, który z kolei aż za bardzo skojarzył mi się z Yuki. Powstrzymałem wzdrygnięcie.
- Nie muszę ci niczego udowadniać.
Uniosła brwi. Na jej pyszczek wstąpił lekko drwiący uśmieszek.
- Chcę ci tylko pomóc.
Ugryzłem się w język przed burknięciem czegoś niemiłego. Nie lubiłem, gdy wilczyca wypominała mi rzeczy, których nie opanowałem pomimo upływu lat. Potrafiłem zorientować się, który jest miesiąc i to mi wystarczało. Moje eliksiry były całkiem dobre i bez tej umiejętności. Nie musiałem umieć liczyć, żeby sobie radzić.
Byłem świadomy, że kiedyś, jako maleńki szczeniak, nie miałem większych problemów z nauką tej sztuki. Nawet Zielony przemógł swoją niechęć i mnie pochwalił. Jednak teraz... Znałem jedynie kilka wyrwanych z kontekstu liczb, które zawarte były w przepisach różnych mikstur. Z jakiegoś powodu te pozostały w mojej pamięci nienaruszone, kiedy umiejętności czytania, pisania czy właśnie liczenia zanikły. Wściekłość wściekłością, ale czar Wielkiego Mistrza mógłby być chociaż trochę mniej wybiórczy...
Nauka czytania była frustrująca. Miałem ochotę wyć, czując dziwne wrażenie, że znam znaczenie każdej z liter. Kiedy próbowałem je jednak uchwycić, te odlatywało daleko poza mój zasięg. Nie miałem wątpliwości, że z liczeniem będzie tak samo.
Z drugiej strony... Torance miała rację. Odzyskanie tej zdolności pomogłoby mi tworzyć jeszcze doskonalsze eliksiry i łatwiej wprowadzać w nich poprawki. Słyszałem, że szczeniaki uczyły się podstaw liczenia na lekcjach logiki. Nie było to wiele, ale potrafiły zawstydzić mnie znajomością czysto matematycznych zwrotów, które dla mnie, ich nauczyciela, były całkiem niezrozumiałe.
- Niech ci będzie. Nauczysz mnie? - poprosiłem, unikając jej wzroku.
Na pysk wilczycy wkroczył uśmiech. W tej chwili skojarzyła mi się z przebiegłą lisicą i to nie tylko ze względu na rude futro.
- Z chęcią.
Odwróciła się i złapała delikatnie w pyszczek chustkę z niebieskim agrestem. Położyła ją tuż przede mną. Kulki przesuwały się przez moment wedle własnej woli, jednak Tori szybko poustawiała je z pomocą nosa.
- Ile widzisz kupek? - spytała.
Odetchnąłem z ulgą. Akurat na to pytanie znałem odpowiedź.
- Dwie.
Tori skinęła z zadowoleniem głową.
- O Losie, dobrze, że nie jesteś aż tak głupi.
Prychnąłem.
- Jeśli masz zamiar mnie obrażać, to...
- Przepraszam - wtrąciła, ponownie przesuwając jagody. - A teraz?
- Trzy.
- W porządku. Ile jagód jest w tej? - Wskazała łapą na najmniejszą z nich.
Słaby uśmiech zamarł na moim pysku. Oto nadeszła chwila, w której się pogrążę. Nachyliłem się nad agrestem i z uwagą przyjrzałem kuleczkom.
- Za mało, żeby zrobić z tego cokolwiek - stwierdziłem w końcu.
Moja partnerka westchnęła głośno.
- Miałeś policzyć.
- Ale nie umiem - burknąłem.
- Spróbuj.
Tym razem ja westchnąłem.
- Jeden, dwa, trzy, cztery... - zamilkłem. Do tego momentu byłem prawie pewien, że miałem rację. Jednak co było dalej? - Dziesięć, piętnaście, osiemdziesiąt...?
- Początek był dobry - stwierdziła wilczyca. Nie musiałem jednak zbyt wiele czekać na jakieś "ale" - ale po czwórce jest pięć.
Skinąłem łbem, udając, że zrozumiałem. I nici z miłego popołudnia...

<c.d.n.>