wtorek, 24 grudnia 2019

Od Naidy "Kokosowe grzechotki" cz. 3

Marzec 2025 r.
Naida przyglądała się przez chwilę dwójce szczeniaków. Ładnie ze sobą wyglądali. Może nawet pasowaliby do siebie.
– Bylibyście uroczą parą... chyba.
– Mogę być kapłanem albo zaśpiewam na ślubie! – ogłosił radośnie Morti.
– Czy wy słyszeliście, co ja mu powiedziałam? – zapytała z irytacją Isa.
– Też chcę być kapłanem! – zawołała Naida ignorując wypowiedź waderki.
W tym czasie, do grupy szczeniaków podszedł jeden z nauczycieli. Naidzie trudno było zapamiętać jak miał na imię. On i jego brat mieli imiona zaczynające się na tę samą literkę. Ciągle ich myliła. Ten uczył sztuk kreatywnych, więc chyba nazywał się Dernet.
– Macie już coś przygotowane? – zapytał basior odkładając kokosy na piasek.
– Planujemy ślub – odpowiedział mu Morti.
– Ja i Morti będziemy kapłanami! – dodała Naida z uśmiechem.
Dernet spojrzał na nich uważnie. Wyglądał na lekko zdziwionego. Pewnie zazwyczaj szczeniaki nie planują swoich ślubów na jego lekcjach.
– Kto się żeni? – zapytał ostrożnie.
– Isa – powiedział Morti, wskazując łapą na waderkę.
– Infinite – dodała Elanor.
Nauczyciel znowu wyglądał na zdziwionego. Zerknął na białego basiorka, po czym odwrócił się do Mortiego.
– Z tego co mi wiadomo – zaczął niepewnie – to żenić się można tylko z samicą, a Infinite nie jest...
– Nikt się nie żeni – przerwała mu Isa. – To oni sobie coś wymyślili.
– Bo pasujecie do siebie – odpowiedział z uśmiechem Morti.
Naida zamyślona spojrzała na basiora. Uśmiechał się tak pięknie... Jego futerko wyglądało na bardzo miękkie i ciepłe... Chociaż w takim słońcu wszystko było ciepłe w dotyku. Czasami nawet gorące. Przykładem mógł być parzący w łapy piasek na plaży.
– A ja? Do kogo pasuję? – zapytała z nadzieją zerkając na Mortiego.
– Do Gluta – zaśmiała się Isa.
– Co to za wyzwisko? – zwrócił jej uwagę Dernet.
– Glücka – poprawiła się szybko.
– Fuj! Nie chcę się żenić z miłośnikiem patyków!
Naida skrzywiła się i spojrzała na basiora, który siedział kawałek dalej ze swoją grupą. W momencie, kiedy go zobaczyła akurat rozmawiał ze swoim przyjacielem Stickym.
– To przygotuj ślub z jego patykiem – powiedziała Isa, która także patrzyła na zajętego "rozmową" Glücka.
– Ale ja nie chcę mieć dzieci z patykiem! Niech Glück się z nim ożeni, jeśli chce! – zdenerwowała się Naida.
– No o tym mówię.
– A kto się ożeni ze mną? – zapytał nagle Morti.
– Skoro nikt mnie nie chce... Może ja? – odpowiedziała pytaniem Naida.
– Nikt nie powiedział, że nikt nie chce – wtrąciła się Elanor.
Naida odwróciła się do waderki z morderczym spojrzeniem. Czy ona nie widzi, że zależy jej na ślubie z tym, a nie innym basiorem? On należy do niej.
– Ale nikt się nie zgłosił. Kto pierwszy ten lepszy! – prychnęła z irytacją.
– Ja – odezwał się nagle Infinite.
Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Naida nie wiedziała jak na to zareagować. Czy on właśnie zgłosił się do ślubu z nią czy może z Mortim?
– Za późno – powiedziała powoli.
– Ale nic nie powiedziałaś – zaprotestował.
– Przecież jesteś moim chłopakiem! – wykrzyknęła oburzona Isa.
– A jednak! – ucieszyła się Naida. – Musimy zrobić wam ślub!
– Żadnego ślubu – odpowiedziała szybko waderka.
– Jesteś pewna? Możemy to załatwić! – zaśmiała się Naida. – Prawda, Morti?
Basior wyglądał jakby nie do końca rozumiał co się właśnie wydarzyło. Kiedy usłyszał swoje imię drgnął lekko i spojrzał na Naidę. Jego oczy były takie piękne. Mogłaby patrzeć na nie do końca życia, jednak odwróciła szybko wzrok i wbiła go w swoje łapy.
– Tak, tak – mruknął basior odpowiadając na pytanie.
– Możecie dokończyć rozmowę później? – westchnął nauczyciel. – Jest lekcja.
Naida podskoczyła. Zapomniała już o obecności nauczyciela.
– Tak, oczywiście! – zawahała się chwilę, po czym dodała – Ale to lekcja sztuk kreatywnych... organizacja ślubu jest bardzo kreatywna!
– Malujcie kokosy – rzucił tylko Dernet.
Zanim ktoś zdążył zareagować, nauczyciel już był daleko. Szczeniaki spojrzały na leżące na ziemi kokosy.
– Zróbmy z nich grzechotki – zaproponował Morti.
– Zagramy nimi na ślubie! – ucieszyła się Naida.
Zaczęła podskakiwać radośnie wokół grupy. Nie mogła się już doczekać, aż będzie mogła być kapłanem. Nie wiedziała do końca kim on jest, ale najważniejsze, że będzie nim razem z Mortim.
– Ślubie Gluta z badylem – prychnęła Isa.
Naida zatrzymała się i spojrzała z powagą na waderkę.
– Na tym też, ale raczej miałam na myśli twój ślub.
– Jestem młoda i chcę się cieszyć życiem.
– Moi rodzice są po ślubie i żyją – powiedział Morti.
– A to może zabić? – zapytała Naida. – Jak romantycznie! Umierasz dla miłości!
– To ja wolę bez ślubu... – pisnął cicho Infinite.
– Nie umiesz się poświęcić? – zdziwiła się Naida.
– Chyba nie...
– Ha! Boisz się! – zawołała i spojrzała w stronę Mortiego. – Co robisz?
Basior siedział razem z Elanor przy jednym z kokosów i próbował go podzielić na dwie części. Waderka starała się mu pomóc. Chwilę im zajęło zanim zorientowali się, że kokos jest już przekrojony w połowie. Morti zadowolony z siebie odwrócił się w stronę stojącej nad nimi Naidy.
– Przyniesiesz jakieś kamyczki? – zapytał.
– Dobra! Idzie ktoś ze mną?
Miała nadzieję, że basiorek zgłosi się na ochotnika i będą mogli pobyć trochę razem. Tylko we dwoje.
– Zależy co jest jeszcze do zrobienia – odezwała się Isa.
– Kojarzysz takie krzaczki z fioletowymi kuleczkami, których nie możemy jeść? – spytał Morti. – Mocno barwią, więc możemy pokolorować skorupę.
– A to będzie bezpieczne? ­– spanikowała Naida.
– Nie wiem.
– Dobra, to niech ktoś idzie po te kuleczki. Ja idę poszukać kamieni! – zerknęła na basiora z wahaniem. – Mam iść sama?
– Morti, nie możesz szefować, bo ja od tego jestem – wtrąciła się Isa. – Za karę idziesz z Naidą.
Waderka spojrzała na tymczasową liderkę grupy z uśmiechem.
– Ja jestem za! Morti zasłużył na taką karę! – zaśmiała się. – Dzięki!
Od razu poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Elanor wpatrywała się w waderkę z widoczną nienawiścią. Naidę przeszył dreszcz.
– Ale ja nie chciałem źle... – Morti spuścił uszy.
– Zrobiłeś, co zrobiłeś. A teraz chodź ze mną – odpowiedziała już mniej radośnie Naida.
Odwróciła się i ruszyła powoli w stronę brzegu. Chciała jak najszybciej pobyć sam na sam z Mortim. Jak najdalej od morderczych spojrzeń waderki.
– Mogę iść z nimi? – zapytała nagle Elanor.
Naida zatrzymała się nagle. Miała nadzieję, że Isa jej na to nie pozwoli. Nie mogła pozwolić.
– Ty zbierasz kulki – powiedziała Isa.
– A ty i Infinite? Co będziecie robić? – dopytywała.
– Jesteśmy szefami, więc nic.
Naida postanowiła skorzystać z okazji i opuścić towarzystwo razem z basiorkiem.
– Szybciej, Morti! Chodźmy zebrać te kamienie!
Basior podszedł do niej powoli. Naida starając się nie patrzeć w stronę Elanor, spojrzała na dwójkę pozostałych szczeniaków.
– Wy też powinniście coś robić.
– Szefujemy – odpowiedziała Isa.
– Randkujemy – dodał Infinite.
– No... niech wam będzie.
Morti szedł już w stronę wody. Naida szybko go dogoniła. Nie chciała zostać w tyle. Byli sami. W końcu będą mogli porozmawiać ze sobą bez stojącej obok Elanor. Pomimo nudnego zadania lekcja zapowiadała się bardzo ciekawie.

<C.D.N.>

Uwagi: Przecinki.

Wesołych świąt!

(źródło: pexels.com)

Hej!

Dobra, misiaczki, nadeszły święta. Przygotowania idą pełną parą. Ostatnie porządki, mniej lub bardziej nerwowe przygotowywanie smakowitych potraw, u niektórych z was może wspólne ubieranie choinki. Czujecie ten klimat Bożego Narodzenia?

Pewnie usłyszeliście już dzisiaj wiele życzeń i jeszcze więcej usłyszycie. Nic nadzwyczajnego, co roku te same słowa, które większość z nas mówi bardziej z przyzwyczajenia, niż faktycznych chęci. Musicie mi jednak uwierzyć, że szczerze życzę wam najlepszego, co może was spotkać w tym świątecznym czasie. Nie znajdziecie tutaj nic o smacznym karpiu (co nie znaczy, że ma być ohydny) czy wymyślnych prezentach, gdyż nie o to tutaj chodzi. 
Chciałabym, żeby ten i kilka najbliższych dni, były wypełnione niezapomnianymi momentami (i to w pozytywnym znaczeniu tego słowa!). Spędźcie cudowny czas z rodziną, podyskutujcie ogniście o polityce, jeśli was to kręci, śmiejcie się i cieszcie każdą jedną chwilą. Miejcie w swoich małych serduszkach ciepło i dzielcie się nim z innymi. To samo życzę waszym bliskim, chociaż nigdy się o tym nie dowiedzą. Po prostu bądźcie szczęśliwi, moi drodzy. Niczego więcej nie chcę.

Jeśli chodzi o blog, to jak ciężko nie zauważyć, mamy teraz mocny zastój. Jest nas zaledwie szóstka, jak niedawno zdałam sobie sprawę. Każdy z nas ma swoje własne obowiązki, rzeczy, które odciągają nas od pisania. Ostatnie tygodnie były tygodniami poprawek, powolnych przygotowań do świąt lub do całkiem innych rzeczy. Nadal ciężko mi uwierzyć, że został zaledwie tydzień tego roku. Dni mijały i mijają z zawrotną prędkością, oszałamiając nas, biednych ludzi. Pamiętacie nasz cel? Czterysta postów na ten rok. Wliczając ten post z życzeniami brakuje nam stu. Oczywiście pewnie do końca roku pojawi się kilka opowiadań, które wstawię tak, żeby nie było wielkiej dziury. Wtedy obliczenia będą błędne. Jednak teraz - brakuje nam stu. Cel nie zostanie osiągnięty, ale nie martwcie się, misiaczki! Było dobrze. Wataha w tym roku mocno odżyła, nawet jeśli koniec końców została nas jedynie szóstka. W święta nie wymagam od was pisańska, spokojnie. Życzyłam czasu spędzonego z rodziną, nie przed ekranem komputera bądź telefonu.  W związku z tym życzę wam (i sobie) wkroczenia w nową dekadę z wielkim zapałem i weną. Wszystkiego najlepszego. Szczęścia w każdej sferze życia. Spełniania marzeń...
Huh, chyba skończyły mi się pomysły na życzenia. Wybaczcie.

Dobra, to była naprawdę długa paplanina. Wrona, mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła. Ty masz podsumowania, żeby pisać głupoty, pozwól mi też czasem się wykazać na tym polu, okej? Trzeba w końcu zbierać jakieś doświadczenie.

Kocham was, ludziki, serio
Thor

środa, 18 grudnia 2019

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 4

- Co o niej myślicie? - spytała Eunice, kiedy oddaliliśmy się na tyle, żeby mieć chociażby nadzieję, że nauczycielka nas nie słyszy.
- Przerażająca - odpowiedziałem, nerwowo zerkając za siebie. Yuki usiadła na piasku. Ogon owinęła sobie wokół łap. Jaskrawozielone oczy wbijała w naszą grupkę. Wzdrygnąłem się. - Patrzy się.
Kaiju od razu obrócił się w jej stronę. Przez kilka chwil walczył z nią na spojrzenia. Dopiero gdy Eunice szturchnęła go w bok, ponownie spojrzał na nas.
- Noo... Straszna jest - stwierdził w końcu. - I niemiła.
Mimowolnie też ponownie zerknąłem w stronę nauczycielki. Zdawała się całkiem zastygnąć w bezruchu. Przypominała mi w tym momencie Grivinę, gdy udawała, że jest zwykłym posągiem. Z tym, że Yuko wyglądała o wiele straszniej. 
- Może... Może zaczniemy szukać tych... -  Zamilkłem. Całkiem wyleciało mi z głowy, jak to coś się nazywało. - Brązowych muszelek...?
Eunice pokiwała łbem.
- Dobry pomysł. Nie chcę jej zdenerwować - powiedziała. - Kaiju, ty pójdziesz poszukać w wodzie. Ja i Morgan zostaniemy na piasku.
- Czemu to ja muszę iść do wody? - burknął samiec. - Może wolałbym szukać w piachu?
Eunice zacisnęła ząbki. Wyraźnie widziałem jak jej mięśnie się napięły. Pusty wzrok wbiła w ocean. Przekrzywiłem łebek. Nie rozumiałem skąd ta reakcja. Zwykle zbywała w takich sytuacjach Kaiju zwykłym szturchnięciem.
- Masz najdłuższe łapy, a ja...
Urwała. Czekałem na jej dalsze słowa, lecz te nie nadeszły. Kaiju mierzył ją przez moment wzrokiem, po czym westchnął ciężko.
- Niech ci będzie, ale Morgan ma się ze mną potem zmienić.
Eunice uśmiechnęła się słabo.
- Dzięki.
Basiorek odpowiedział uśmiechem i wszedł ostrożnie do wody. Opiekunki zawsze przestrzegały nas przed wchodzeniem zbyt głęboko. Ja i Eunice przystąpiliśmy do poszukiwań w piasku. Chodziłem ze wzrokiem wbitym w ziemię. Ze wszystkich sił starałem się odnaleźć brązową muszlę. Nadaremnie. Nie miałem szczęścia. Znalazłem kilka zwykłych, białych muszelek, lecz nic poza tym. Po chwili zastanowienia zdecydowałem się zebrać je w niewielką kupkę. Od dzisiaj miały być moim skarbem. Pamiątką z pierwszej lekcji. 
Kaiju nie miał takich problemów jak ja. Samiec co jakiś czas krzykiem obwieszczał, że znalazł kolejną brązową muszlę.
- Patrzcie! Znalazłam tutaj sto małży! - zawołała nagle Eunice.
Zaciekawiony porzuciłem wodorost, który fale wyrzuciły na brzeg i podbiegłem do wilczycy. Kaiju również wyszedł z wody i z zainteresowaniem przyjrzał się znalezionym przez samicę muszlom. Było ich naprawdę mnóstwo, jednak byłem pewien, że mniej niż sto. 
- To nie jest sto - powiedziałem dumny z siebie, że wiedziałem coś, czego ona nie wiedziała.
Eunice zmarszczyła nosek i przekrzywiła łebek.
- Nie? To ile?
- Nie wiem... - przyznałem po chwili ciszy. - Ale mniej.
- Może tysiąc? - zapytał Kaiju.
Zmrużyłem oczy. Nie wiedziałem, ile to tysiąc. Właściwie to nigdy nawet nie słyszałem tego słowa.
- Tak, pewnie tak - stwierdziła wilczyca - Znalazłam tysiąc małży. Ale mam szczęście!
Na jej pysku widniał pełen samozadowolenia uśmiech.
- Ja pewnie znalazłem już sto! Jestem lepszy - powiedział Kaiju.
Eunice uderzyła go w łapę. Samiec pokazał jej język.
Nie chciałem przyznawać się, że nic jeszcze nie znalazłem, więc po cichu się wycofałem i wróciłem do poszukiwań. Szczeniaki nie zwróciły na mnie uwagi zbyt zajęte swoją przepychanką. Kiedyś może bym im przerwał, ale już dawno nauczyłem się, że w ich wypadku nie miało to sensu. Za bardzo się lubili, żeby naprawdę coś sobie zrobić. Nie musiałem się o nich obawiać.
Po niewyobrażalnie długim czasie udało mi się. Zerknąłem w stronę Kaiju i Eunice, gotowy pochwalić się ich znaleziskiem. Może nie miałem nawet tysiąca, ale nawet te kilka to już było coś, prawda?
Jak się okazało, szczeniaki zdążyły skończyć już swoją walkę i teraz każde z nich wróciło do poszukiwań. Nie chciałem im przeszkadzać, więc po prostu wziąłem swoje małże i zostawiłem przy wcześniej znalezionych muszlach.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Od Theodore'a "Jesteś ładna jak kokos" cz. 3

marzec 2025
Naida opuściła nagle wzrok i westchnęła ciężko.
- Ona ma szczęście... Mnie nikt nie chce pocałować!
Podniosła łeb i spojrzała w moją stronę. Odebrałem to jako idealny sygnał by przejść do działania.
- Ja bym chciał - powiedziałem bez większego namysłu. Naida spojrzała mi prosto w oczy i zmarszczyła brwi. Czułem jak mnie ocenia. Skuliłem się pod naporem jej spojrzenia - Znaczy... Nie ciebie, tylko...
Zamilkłem. Nie miałem najmniejszego pomysłu jak z tego wybrnąć. Spojrzałem z nadzieją na Mortimera, ale ten tylko patrzył się na mnie jak na wyjątkowo trudną zagadkę z lekcji logiki.
- Zaczynam się o ciebie martwić - powiedział.
W tej samej chwili odezwała się Naida:
- Co? Ty byś chciał?
Zaśmiałem się niepewnie.
- Coś ty. Żartowałem. Kto by chciał cię po... - Urwałem w pół słowa, zdając sobie sprawę, że mogłem ją obrazić. - To ja się zamknę.
Naida spuściła łeb.
- Nikt nie chce mnie pocałować... - poskarżyła się.
Miałem ochotę ponownie powiedzieć, że tak naprawdę chciałem. Nie miałem jednak wystarczająco odwagi. Poza tym i tak Morti patrzył na mnie jak na szaleńca. Wolałem nie pogarszać sytuacji.
Nagle z oddali nadszedł krzyk. Exan słysząc nasz spór nie mógł przepuścić okazji do pognębienia mnie.
- Prędzej zjem własne pazury niż ty pocałujesz waderę!
Tym razem miałem pewność, że to była obraza. Odwróciłem pysk w jego kierunku i pokazałem mu język.
- A kogo innego mam całować? Chyba nie ciebie! - zawołałem, krzywiąc się wymownie.
- Fuj - stwierdził Morti.
Odwróciłem pysk w jego stronę i przytaknąłem gorliwie. To byłoby bardzo fuj.
- Możesz patyk Glücka - zaproponowała Naida.
Wilczyca zdawała się mówić poważnie. Mimowolnie się wzdrygnąłem. Nie chciałem wyobrażać sobie uniesień miłosnych z patykiem basiorka.
- Nie, dzięki - odparłem, nadal się krzywiąc.
- Jeszcze się czymś zarazisz - wtrąciła nagle Elanor.
Dotychczas wilczyca stała w pełnej odległości od nas i widocznie wszystkiemu się przysłuchiwała. Teraz zdałem sobie sprawę, że stoi tuż za Mortimerem. Basiorek słysząc jej głos, odskoczył. Nie dziwiłem mu się. Na jego miejscu też bym uciekał. Elanor bywała... przerażająca.
- A ty co tu robisz? - spytała Naida. Wpatrywała się w Elanor, mrużąc oczy. Starsza samica całkiem ją zignorowała.
- To się nazywa kazirodztwo.
Morti przekręcił główkę.
- Co?
- Całowanie brata.
- A całowanie siostry? 
- Też.
- Można tak robić? - wtrąciłem. To całe "kazirodztwo" było bardzo dziwne. W końcu kto tak na poważnie chciałby całować się ze swoim rodzeństwem? To nie miało sensu!
- Nie.
Naida przestała na moment mordować wzrokiem Elanor. W jej oczach błysnęło zainteresowanie, jak zwykle kiedy spotykała się z czymś, czego nie znała.
- Kozie... rodztwo? - powtórzyła niepewnie.
- Kazirodztwo - poprawiła ją Elanor. Tym razem (jakby to była jakaś wielka odmiana...) to ona wbiła w łaciatą samicę spojrzenie, wręcz przesycone chęcią mordu.
- No przecież mówię!
Przekrzywiłem głowę w zamyśleniu. Kazirodztwo było czymś zakazanym i grzeczne szczeniaki nie powinny tego robić. Przyjrzałem się Elanor. Wilczyca nadal stała blisko Mortiego. Zawsze starała się być jak najbliżej niego... Lubiłem dokuczać samcowi, że pewnie się w nim podkochuje. Mortimer nigdy nie był z tego zbytnio zadowolony.
- Szkoda, że nie jesteś naszą siostrą... - stwierdziłem.
Elanor od razu przeniosła na mnie wzrok. Na jej pysku wymalowało się zdezorientowanie. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Naida głośno przyznała mi rację.
- Dzięki temu nie mogłabyś być z Mortim - dodał Exan.
Wilczyca przeniosła mordercze spojrzenie na mojego brata.
- I ty, Exanie, przeciwko mnie? - zapytała. Miałem wrażenie, że w jej głosie wybrzmiała ostrzegawcza nuta. Jednak Exan nic sobie z tego nie zrobił.
- Tak.
Morti spróbował odsunąć się od Elanor, jednak ta szybko udaremniła jego próby, stanowczo przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Basiorek rozejrzał się i zajrzał w oczy każdego z nas, bezsłownie prosząc o pomoc. Biorąc pod uwagę, że chodziło o Elanor, Naida natychmiastowo zdecydowała się mu jej udzielić.
- Zostaw go!
- Bo co mi zrobisz? 
Naida warknęła ostrzegawczo. Elanor uniosła brwi z pewnego rodzaju... politowaniem? I irytacją. Och, tak. Irytacja była aż zbyt mocno widoczna.
- Tylko się o niego nie pobijcie, dziewczyny! - zawołał Exan.
- Elanor chce pocałować Mortiego! - stwierdziłem głośno.
Wilczyca uśmiechnęła się delikatnie i faktycznie nachyliła się w stronę samca. Nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, pocałowała go w nosek. Morti cofnął pysk najbardziej jak mógł, przez co fałdy skóry na jego szyi ułożyły się w bardzo zabawny sposób. Roześmiany wydałem z siebie głośne "uuu".
- Fuj! Zaraza! - krzyknął Exan.
- Ej!
Naida zaczęła warczeć jeszcze głośniej. Przybrała pozycję do ataku i zaczęła powoli przysuwać się do Elanor. Złapałem ją i przyciągnąłem do siebie, nim zdążyła skoczyć. Jej bliskość oszołomiła mnie do tego stopnia, że omal jej nie puściłem. Na szczęście szybko się opanowałem i wzmocniłem uścisk.
- Zostaw mnie!
- Czemu?
- Bo... Ona nie może!
Naida szarpnęła się mocniej, ciągnąc mnie do przodu. Zachwiałem się i upadłem, a wraz ze mną i ona. Nasze łapy splątały się. Dotarło do mnie, że chyba jeszcze nigdy nie znajdowałem się tak blisko niej. Zaszumiało mi w głowie. Serce zabiło odrobinę szybciej.
- Uuu! Teraz wy będziecie się całować? - spytał Exan.
- Nie, fuj! 
Naida wstała chyba najszybciej jak potrafiła. Mimowolnie opuściłem uszy. Exan parsknął z rozbawieniem i właśnie wtedy w mojej głowie narodziło się pytanie, którym idealnie mógłbym mu dokuczyć.
- Exan, a ty kogo pocałujesz?
- No właśnie! - Poparła mnie Naida.
- Ja... Ja nie całuję się z nikim!
Przekrzywiłem łeb, próbując opanować rozbawiony uśmiech, który cisnął mi się na pysk.
- Boisz się.
- Nie, ja po prostu... - zaczął Exan, ale przerwało mu warknięcie Naidy. Spojrzałem na nią. Wpatrywała się w Elanor, jednak nie sprawiała wrażenia, jakby miała ją za moment zaatakować. Wobec tego wróciłem do dokuczania bratu.
- Może z Ruby? - zaproponowałem.
- Co? Nie... Nie ma mowy! - zawołała Ruby. Albo nas podsłuchiwała, albo mówiliśmy o wiele głośniej, niż sądziłem...
Exan skulił się.
- Czemu nie robicie zadania? - zapytał nagle nauczyciel.
Podskoczyłem. Nie zauważyłem, kiedy do nas podszedł.
- A było jakieś? - spytał Morti.
Basior zrobił minę, której nawet nie potrafiłem opisać. Emocje zmieszały się na jego pysku, tworząc coś trudnego do zinterpretowania. Miałem jednak wrażenie, że przeważało coś na wzór... Zrezygnowania?
- Nic pan nie mówił o zadaniu - powiedział Exan.
- Właśnie! Chyba... - dodałem.
Dernet przymknął na moment oczy. Kiedy się odezwał, jego głos był jak zwykle spokojny.
- Mówiłem... Macie przygotować taniec.
- Ja nie umiem tańczyć! - zawołała Naida.
- Ćwiczymy - powiedziała Elanor.
Nauczyciel uniósł brwi, jakby nie mógł uwierzyć. Pokiwałem głową, starając się nie sprawiać wrażenia, że usłyszałem o tym dopiero teraz.
- W tym kroku siedzę pod łapę z Mortim - dodała.
Mortimer popatrzył na nią z niezrozumieniem. Z jego pyska wyrwało się krótkie "co?". Na szczęście nauczyciel nie zwrócił na to uwagi. Zamrugał dziwnie oczami, pokiwał głową i odszedł gnębić kogoś innego.
- To było niezłe, Elanor - przyznałem niechętnie.
- Ta... Niezłe - burknęła Naida, piorunując wilczycę wzrokiem. Ta nie zaszczyciła jej nawet spojrzeniem.

<c.d.n.>

sobota, 14 grudnia 2019

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 3

Delikatnie uderzyłem Helgę łapką, próbując zwrócić na siebie jej uwagę. Wilczyca odwróciła się i spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie. Jakby była zaskoczona.
- Morgan? - spytała. Przekręciłem łebek. Chyba powinna wiedzieć jak mam na imię, prawda? - Czegoś potrzebujesz?
Pokiwałem poważnie główką.
- Kiedy jest wieczór?
Helga zmarszczyła brwi i zerknęła na niebo. Podążyłem za nią spojrzeniem. Słońce znajdowało się bardzo wysoko na niebie. Żeby spojrzeć w jego stronę, musiałem odchylić głowę tak, że prawie upadłem. Pisnąłem cichutko i szybko przechyliłem się do przodu, żeby odzyskać równowagę.
- Kiedy słońce będzie znikać za wodą.
Spojrzałem na opiekunkę. Minęła chwila, nim zrozumiałem o czym mówiła. Pokręciłem głową.
- To wiem - stwierdziłem z pewną dumą - ale ile trzeba czekać? Długo czy krótko?
Ponowne zerknięcie na niebo. Niecierpliwie przestąpiłem z łapki na łapkę.
- Długo.
Jęknąłem. Nie chciałem czekać. Chciałem zacząć lekcję już teraz, natychmiast. Miałem już odwrócić się i pobiec do reszty szczeniaków, które też musiały zostać pod opieką Helgi i Peggy, kiedy przypomniałem sobie o słowie, które powinienem powiedzieć do wilczycy. Tacie byłoby przykro, gdyby dowiedział się, że o nim zapomniałem.
- Dziękuję.
Helga uśmiechnęła się i skinęła głową. Odpowiedziałem tym samym i pobiegłem do Eunice i Kaiju. Byli jedynymi maluchami oprócz mnie. Reszta szczeniaków odkąd pamiętam była wystarczająco duża, by się uczyć, więc nie miałem śmiałości, żeby do nich podejść. Poza tym Eunice i Kaiju byli fajni. Lubiłem się z nimi bawić.
Kiedy tylko znalazłem się obok, wilki przerwały zapasy i wbiły we mnie wyczekujące spojrzenie.
- I? Ile zostało do wieczora? - spytała Eunice.
- Dużo.
Kaiju zmarszczył brwi niezadowolony z uzyskanej odpowiedzi.
- Spytałeś ile dokładnie?
Spuściłem wzrok i powoli pokręciłem głową. Basiorek westchnął.
- Nie wpadłem na to - przyznałem.
Poczułem jak ktoś szturcha mnie w bok. Od razu poderwałem głowę, by zobaczyć, że to Eunice. Strząsnąłem jej łapkę z siebie. Nie miałem ochoty na przepychanki. Wilczyca spojrzała mi w oczy i niemal od razu odwróciła wzrok. Nim zdążyłem się nad tym zastanowić, odskoczyła ode mnie, wołając:
- Berek!
Zaśmiałem się. Spryciara.
Skoczyłem w stronę Kaiju, jednak basiorek był szybszy. Goniłem za nimi, omal nie wpadając na starsze szczeniaki. Krzycząc "przepraszam", nie przerywałem biegu. Rozpoczęła się walka, w której atakujący zmieniał się w chwili dotknięcia. Lubiłem tę zabawę.

W końcu nadszedł wieczór. Tata przyszedł po mnie, Kaiju i Eunice. Miał nas zaprowadzić na lekcję polowań. Skakałem wokół niego, nie mogąc się tego doczekać. Byłem ciekaw tego, czy nauczycielka była naprawdę taka straszna, jak mówiły niektóre starsze szczeniaki. No i ciekawiło mnie jak będzie wyglądać sama lekcja. Kaiju i Eunice również nie mogli opanować podekscytowania.
W końcu, po tym jak obiecałem tacie, że będę uważać na siebie, zostaliśmy sami. Oprócz nas na zajęcia przyszedł Gorn. Kiedy tylko przywitał się z nauczycielką, ta wstała.
- W porządku. Gorn, postaraj się tym razem upolować coś, co wystarczy na więcej niż dwa gryzy. Unikaj żółwi. Pracujesz dzisiaj bez mojego nadzoru, bo muszę zająć się tymi gówniarzami - Wskazała na nas. Zmarszczyłem brwi.
- Co to znaczy gówniarzami? - spytałem szeptem Eunice.
Wzruszyła ramionami.
- To chyba inaczej uczniowie.
Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Zrobiło mi się trochę wstyd, że nie wpadłem na coś tak oczywistego.
- Cisza! - krzyknęła nagle nauczycielka.
Nim zdążyłem pomyśleć, już stałem skulony za Kaiju. Basiorek spojrzał na mnie z mieszaniną strachu i rozbawienia. W odpowiedzi zerknąłem na czarną waderę, która wpatrywała się w nas z pełnym zadowolenia uśmiechem.
- Wyjaśnijmy sobie jedno. Nie obchodzi mnie jak mali nie jesteście. Przyszliście tutaj się czegoś nauczyć i oczekuję, że będziecie pracować, a nie się bawić. To już nie jest przedszkole u tych dwóch przygłupich opiekunek. Jeśli wam się nie podoba, nikt nie każe wam przychodzić - Każde słowo było osobnym, mrożącym krew w żyłach warknięciem. - Jednak nie radzę wam opuszczać w przyszłości obowiązkowych zajęć - dodała, uśmiechając się nieco szerzej. Idealnie białe kły błysnęły. - Rozumiecie?
Skuliłem się jeszcze bardziej.
- Spytałam czy rozumiecie - warknęła.
Gorliwie pokiwałem głową.
- T-tak - powiedział słabo Kaiju.
Eunice podobnie jak ja ograniczyła się jedynie do skinięcia łbem.
- Świetnie. To skoro uprzejmości mamy za sobą, czas zabrać się do roboty.
Uważnie obserwowałem, jak wilczyca podnosi z piasku brązową muszlę. Ruchem łapy wskazała nam, żebyśmy podeszli. Niepewnie wyminąłem Kaiju'ego i przyjrzałem się muszelce. Nauczycielka postawiła ją ponownie na ziemi. Nic z tego nie rozumiałem. Tata zakazywał mi bawienia się muszlami. Podobno można było tak sobie zranić pyszczek... Czemu samica wzięła ją do pyska? Czemu w ogóle nam ją pokazywała?
- To są małże. Przeważnie żyją w wodzie, jednak fale wynoszą je czasem na brzeg. Waszym zadaniem jest znaleźć ich jak najwięcej. Potem powiem wam, jak dostać się do mięsa - wyjaśniła nauczycielka.
- Tam jest mięso? - spytał nieprzekonany Kaiju.
- Masz problemy ze słuchem? 
- Nie, ale... - zaczął ponownie basiorek.
- Żadnego ale. Znikajcie stąd - poleciła wadera.
Położyłem łapę na łapie przyjaciela.
- Chodź już - szepnąłem. 
Basiorek mrużył jeszcze przez moment zaciekle oczy, jednak szybko się zreflektował i posłusznie odszedł. Odetchnąłem z ulgą. Ostatnie czego potrzebowaliśmy to, wykłócający się z tą przerażającą wilczycą Kaiju...