środa, 25 grudnia 2019

Białe Królestwo: "Nigdy nie wiesz, co się wydarzy" cz. 13

Sierpień 2024 r.
Patrick w milczeniu wbijał spojrzenie w kilkumetrowe zdobione wrota prowadzące na korytarz. Jego moc dawała mu wyraźne znaki, że coś jest nie tak, ale nie był zdolny doprecyzować, co dokładnie. Zerknął na Glorego, który przechadzał się po sali tronowej. Od kilkunastu minut dzielił się ze swoim wnukiem planami na wystrojenie jej na jego Święto Przejścia, znane Patrickowi raczej jako "osiemnastka".
Gdyby naprawdę coś było nie tak, Glory już by o tym wiedział.
– Zielone czy niebieskie?
– Czarne – bąknął Willcan. Jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Patricka. Pospiesznie je odwrócił. Patrick wrócił do obserwowania drzwi.
– To kolor pogrzebowy. Co powiesz na fiolet i czerwień?
– Chcę czarny.
– Będzie fioletowy.
Willcan cichutko westchnął. Patrick poczuł na plecach jego wzrok.
– Generale? – zaczął Glory.
Patrick obrócił się do niego przodem.
– Tak?
– Czy coś cię niepokoi?
Patrick patrzył mu prosto w oczy. Nie mrugnąwszy ani razu, odpowiedział:
– Nie.
Glory wrócił do planowania wystroju. Willcan smętnie snuł się tuż za nim. Strażnicy obsadzeni pod ścianami znużeni obserwowali króla lub szeptem rozmawiali między sobą. Od czasu do czasu ktoś się zaśmiał, ale Glory puszczał to mimo uszu. Atmosfera była dość napięta, ale zdołał już do tego przywyknąć.
Kiedy wyczuł niepokojąco znajomą aurę bijącą od drzwi, położył dłoń na zatkniętą za pas broń. Musiał się upewnić, że na pewno tam jest.
Glory stanął przy przeszklonej ścianie sali i tam dalej tłumaczył Willcanowi, co chciałby tam powiesić. Szkiełka ogromnego witrażu łabędzia z rozpostartymi skrzydłami rzucały na nich obu bladoniebieskie, fioletowe i czerwone światło. Willcan mrugał oślepiony, a król zgrabnie wskazał coś łapą. Wnuk od czasu do czasu mu potakiwał.
Patrick odwrócił od nich spojrzenie, tym razem słysząc wyraźnie głosy zza drzwi. Elektryzująca aura nakłoniła go do ponownego położenia dłoni na chwycie.
Tym razem król również obrócił się pyskiem do drzwi.
– Generale?
Do ich uczu dobiegły wrzaski strażników pilnujących zewnętrzną część drzwi. Patrick nie drgnął, jedynie otworzył szerzej oczy. Straż siedząca pod ścianą poderwała się z miejsc, ale bez jego rozkazu nie mogła podjąć działania.
– Generale!
Patrick wciąż ani drgnął.
W momencie, kiedy Glory zmieniwszy się w postać ludzką, popchnął go, Patrick zrobił ostry zwrot. Wykonał zamach nogą. Kiedy zetknęła się z głową króla, rozległ się cichy chrupot, a później plask ciała uderzającego o podłogę.
Willcan wrzasnął i padł na kolana tuż obok, a Patrick oszołomiony patrzył na zwijającego się z bólu władcę.
Zaraz potem trzasnęły drzwi. Raz, drugi, trzeci.
Zamki pękły.
Im szerzej otwierały się drzwi, tym większą widzieli grupę wilków, ludzi i lisów. Wlewali się do środka. Patrick chciał postąpić kilka kroków do tyłu, ale nastąpił na Glorego.
– I coś ty zrobił?! – wrzasnął, chwytając generała za kostkę.
Patrick jednak był zbyt wpatrzony w doskonale znaną mu wychudzoną, bladą twarz. Stał na czele, ubrany w powiewający czarny płaszcz. Buntownicy wlewali się do środka zza jego pleców. Nie był uzbrojony. Patrzył prosto na Patricka i uśmiechał się, a jego jasnobrązowe oczy błyszczały złośliwie. Generał zacisnął stalową dłoń w pięść.
Glory podniósł się z podłogi. Strażnicy próbowali w tym czasie ostrzelać intruzów.
Wtedy dowódca buntowników ruszył biegiem naprzód, wyprzedzając wszystkich swoich sojuszników.
Cisnął zaklęciem.
W sali nagle zrobiło się oślepiająco jasno, a Patrick nieomal nie upadł na podłogę. Do jego uszu dotarł huk pękającego szkła. Kiedy światło zaczynało blednąć, biało-czarna sylwetka króla mignęła wraz z odłamkami niebiesko-fioletowo-czerwonego witrażu i zniknęła gdzieś w dole.
Willcan wrzasnął coś, biegnąc do wyjącej wyrwy.
Dowódca buntowników zniknął wraz z rzuconym zaklęciem.
– Medalion, został medalion! – lamentował Willcan, lecz Patrick słyszał go jak zza szyby.
Patrick ponownie zwrócił twarz ku buntownikom, których nie było już podobnie wiele jak wcześniej. Mogło ich być raptem kilku.
– Iluzja – stwierdził cicho.
Wtedy mignęła mu niebieska grzywka, a zaraz potem nóż. Kolejny był przeszywający śmiech.
Wycofał się w ostatniej chwili. Ostrze mignęło znowu, i znowu, i znowu.
Patrick za każdym razem wykonywał unik. Dopiero po piątym zamachu chwycił stalową ręką za dłoń rozszalałego Carla i kopnął w brzuch. Niebieskowłosy krzyknął.
Patrick odskoczył do tyłu. Kiedy odbiegł jeszcze kawałek, wyciągnął w końcu broń.
Wzrok Carla nagle złagodniał.
"Carlo" – to była ostatnia myśl Patricka przed oddaniem strzału.

wtorek, 24 grudnia 2019

Od Naidy "Kokosowe grzechotki" cz. 3

Marzec 2025 r.
Naida przyglądała się przez chwilę dwójce szczeniaków. Ładnie ze sobą wyglądali. Może nawet pasowaliby do siebie.
– Bylibyście uroczą parą... chyba.
– Mogę być kapłanem albo zaśpiewam na ślubie! – ogłosił radośnie Morti.
– Czy wy słyszeliście, co ja mu powiedziałam? – zapytała z irytacją Isa.
– Też chcę być kapłanem! – zawołała Naida ignorując wypowiedź waderki.
W tym czasie, do grupy szczeniaków podszedł jeden z nauczycieli. Naidzie trudno było zapamiętać jak miał na imię. On i jego brat mieli imiona zaczynające się na tę samą literkę. Ciągle ich myliła. Ten uczył sztuk kreatywnych, więc chyba nazywał się Dernet.
– Macie już coś przygotowane? – zapytał basior odkładając kokosy na piasek.
– Planujemy ślub – odpowiedział mu Morti.
– Ja i Morti będziemy kapłanami! – dodała Naida z uśmiechem.
Dernet spojrzał na nich uważnie. Wyglądał na lekko zdziwionego. Pewnie zazwyczaj szczeniaki nie planują swoich ślubów na jego lekcjach.
– Kto się żeni? – zapytał ostrożnie.
– Isa – powiedział Morti, wskazując łapą na waderkę.
– Infinite – dodała Elanor.
Nauczyciel znowu wyglądał na zdziwionego. Zerknął na białego basiorka, po czym odwrócił się do Mortiego.
– Z tego co mi wiadomo – zaczął niepewnie – to żenić się można tylko z samicą, a Infinite nie jest...
– Nikt się nie żeni – przerwała mu Isa. – To oni sobie coś wymyślili.
– Bo pasujecie do siebie – odpowiedział z uśmiechem Morti.
Naida zamyślona spojrzała na basiora. Uśmiechał się tak pięknie... Jego futerko wyglądało na bardzo miękkie i ciepłe... Chociaż w takim słońcu wszystko było ciepłe w dotyku. Czasami nawet gorące. Przykładem mógł być parzący w łapy piasek na plaży.
– A ja? Do kogo pasuję? – zapytała z nadzieją zerkając na Mortiego.
– Do Gluta – zaśmiała się Isa.
– Co to za wyzwisko? – zwrócił jej uwagę Dernet.
– Glücka – poprawiła się szybko.
– Fuj! Nie chcę się żenić z miłośnikiem patyków!
Naida skrzywiła się i spojrzała na basiora, który siedział kawałek dalej ze swoją grupą. W momencie, kiedy go zobaczyła akurat rozmawiał ze swoim przyjacielem Stickym.
– To przygotuj ślub z jego patykiem – powiedziała Isa, która także patrzyła na zajętego "rozmową" Glücka.
– Ale ja nie chcę mieć dzieci z patykiem! Niech Glück się z nim ożeni, jeśli chce! – zdenerwowała się Naida.
– No o tym mówię.
– A kto się ożeni ze mną? – zapytał nagle Morti.
– Skoro nikt mnie nie chce... Może ja? – odpowiedziała pytaniem Naida.
– Nikt nie powiedział, że nikt nie chce – wtrąciła się Elanor.
Naida odwróciła się do waderki z morderczym spojrzeniem. Czy ona nie widzi, że zależy jej na ślubie z tym, a nie innym basiorem? On należy do niej.
– Ale nikt się nie zgłosił. Kto pierwszy ten lepszy! – prychnęła z irytacją.
– Ja – odezwał się nagle Infinite.
Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Naida nie wiedziała jak na to zareagować. Czy on właśnie zgłosił się do ślubu z nią czy może z Mortim?
– Za późno – powiedziała powoli.
– Ale nic nie powiedziałaś – zaprotestował.
– Przecież jesteś moim chłopakiem! – wykrzyknęła oburzona Isa.
– A jednak! – ucieszyła się Naida. – Musimy zrobić wam ślub!
– Żadnego ślubu – odpowiedziała szybko waderka.
– Jesteś pewna? Możemy to załatwić! – zaśmiała się Naida. – Prawda, Morti?
Basior wyglądał jakby nie do końca rozumiał co się właśnie wydarzyło. Kiedy usłyszał swoje imię drgnął lekko i spojrzał na Naidę. Jego oczy były takie piękne. Mogłaby patrzeć na nie do końca życia, jednak odwróciła szybko wzrok i wbiła go w swoje łapy.
– Tak, tak – mruknął basior odpowiadając na pytanie.
– Możecie dokończyć rozmowę później? – westchnął nauczyciel. – Jest lekcja.
Naida podskoczyła. Zapomniała już o obecności nauczyciela.
– Tak, oczywiście! – zawahała się chwilę, po czym dodała – Ale to lekcja sztuk kreatywnych... organizacja ślubu jest bardzo kreatywna!
– Malujcie kokosy – rzucił tylko Dernet.
Zanim ktoś zdążył zareagować, nauczyciel już był daleko. Szczeniaki spojrzały na leżące na ziemi kokosy.
– Zróbmy z nich grzechotki – zaproponował Morti.
– Zagramy nimi na ślubie! – ucieszyła się Naida.
Zaczęła podskakiwać radośnie wokół grupy. Nie mogła się już doczekać, aż będzie mogła być kapłanem. Nie wiedziała do końca kim on jest, ale najważniejsze, że będzie nim razem z Mortim.
– Ślubie Gluta z badylem – prychnęła Isa.
Naida zatrzymała się i spojrzała z powagą na waderkę.
– Na tym też, ale raczej miałam na myśli twój ślub.
– Jestem młoda i chcę się cieszyć życiem.
– Moi rodzice są po ślubie i żyją – powiedział Morti.
– A to może zabić? – zapytała Naida. – Jak romantycznie! Umierasz dla miłości!
– To ja wolę bez ślubu... – pisnął cicho Infinite.
– Nie umiesz się poświęcić? – zdziwiła się Naida.
– Chyba nie...
– Ha! Boisz się! – zawołała i spojrzała w stronę Mortiego. – Co robisz?
Basior siedział razem z Elanor przy jednym z kokosów i próbował go podzielić na dwie części. Waderka starała się mu pomóc. Chwilę im zajęło zanim zorientowali się, że kokos jest już przekrojony w połowie. Morti zadowolony z siebie odwrócił się w stronę stojącej nad nimi Naidy.
– Przyniesiesz jakieś kamyczki? – zapytał.
– Dobra! Idzie ktoś ze mną?
Miała nadzieję, że basiorek zgłosi się na ochotnika i będą mogli pobyć trochę razem. Tylko we dwoje.
– Zależy co jest jeszcze do zrobienia – odezwała się Isa.
– Kojarzysz takie krzaczki z fioletowymi kuleczkami, których nie możemy jeść? – spytał Morti. – Mocno barwią, więc możemy pokolorować skorupę.
– A to będzie bezpieczne? ­– spanikowała Naida.
– Nie wiem.
– Dobra, to niech ktoś idzie po te kuleczki. Ja idę poszukać kamieni! – zerknęła na basiora z wahaniem. – Mam iść sama?
– Morti, nie możesz szefować, bo ja od tego jestem – wtrąciła się Isa. – Za karę idziesz z Naidą.
Waderka spojrzała na tymczasową liderkę grupy z uśmiechem.
– Ja jestem za! Morti zasłużył na taką karę! – zaśmiała się. – Dzięki!
Od razu poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Elanor wpatrywała się w waderkę z widoczną nienawiścią. Naidę przeszył dreszcz.
– Ale ja nie chciałem źle... – Morti spuścił uszy.
– Zrobiłeś, co zrobiłeś. A teraz chodź ze mną – odpowiedziała już mniej radośnie Naida.
Odwróciła się i ruszyła powoli w stronę brzegu. Chciała jak najszybciej pobyć sam na sam z Mortim. Jak najdalej od morderczych spojrzeń waderki.
– Mogę iść z nimi? – zapytała nagle Elanor.
Naida zatrzymała się nagle. Miała nadzieję, że Isa jej na to nie pozwoli. Nie mogła pozwolić.
– Ty zbierasz kulki – powiedziała Isa.
– A ty i Infinite? Co będziecie robić? – dopytywała.
– Jesteśmy szefami, więc nic.
Naida postanowiła skorzystać z okazji i opuścić towarzystwo razem z basiorkiem.
– Szybciej, Morti! Chodźmy zebrać te kamienie!
Basior podszedł do niej powoli. Naida starając się nie patrzeć w stronę Elanor, spojrzała na dwójkę pozostałych szczeniaków.
– Wy też powinniście coś robić.
– Szefujemy – odpowiedziała Isa.
– Randkujemy – dodał Infinite.
– No... niech wam będzie.
Morti szedł już w stronę wody. Naida szybko go dogoniła. Nie chciała zostać w tyle. Byli sami. W końcu będą mogli porozmawiać ze sobą bez stojącej obok Elanor. Pomimo nudnego zadania lekcja zapowiadała się bardzo ciekawie.

<C.D.N.>

Uwagi: Przecinki.

Wesołych świąt!

(źródło: pexels.com)

Hej!

Dobra, misiaczki, nadeszły święta. Przygotowania idą pełną parą. Ostatnie porządki, mniej lub bardziej nerwowe przygotowywanie smakowitych potraw, u niektórych z was może wspólne ubieranie choinki. Czujecie ten klimat Bożego Narodzenia?

Pewnie usłyszeliście już dzisiaj wiele życzeń i jeszcze więcej usłyszycie. Nic nadzwyczajnego, co roku te same słowa, które większość z nas mówi bardziej z przyzwyczajenia, niż faktycznych chęci. Musicie mi jednak uwierzyć, że szczerze życzę wam najlepszego, co może was spotkać w tym świątecznym czasie. Nie znajdziecie tutaj nic o smacznym karpiu (co nie znaczy, że ma być ohydny) czy wymyślnych prezentach, gdyż nie o to tutaj chodzi. 
Chciałabym, żeby ten i kilka najbliższych dni, były wypełnione niezapomnianymi momentami (i to w pozytywnym znaczeniu tego słowa!). Spędźcie cudowny czas z rodziną, podyskutujcie ogniście o polityce, jeśli was to kręci, śmiejcie się i cieszcie każdą jedną chwilą. Miejcie w swoich małych serduszkach ciepło i dzielcie się nim z innymi. To samo życzę waszym bliskim, chociaż nigdy się o tym nie dowiedzą. Po prostu bądźcie szczęśliwi, moi drodzy. Niczego więcej nie chcę.

Jeśli chodzi o blog, to jak ciężko nie zauważyć, mamy teraz mocny zastój. Jest nas zaledwie szóstka, jak niedawno zdałam sobie sprawę. Każdy z nas ma swoje własne obowiązki, rzeczy, które odciągają nas od pisania. Ostatnie tygodnie były tygodniami poprawek, powolnych przygotowań do świąt lub do całkiem innych rzeczy. Nadal ciężko mi uwierzyć, że został zaledwie tydzień tego roku. Dni mijały i mijają z zawrotną prędkością, oszałamiając nas, biednych ludzi. Pamiętacie nasz cel? Czterysta postów na ten rok. Wliczając ten post z życzeniami brakuje nam stu. Oczywiście pewnie do końca roku pojawi się kilka opowiadań, które wstawię tak, żeby nie było wielkiej dziury. Wtedy obliczenia będą błędne. Jednak teraz - brakuje nam stu. Cel nie zostanie osiągnięty, ale nie martwcie się, misiaczki! Było dobrze. Wataha w tym roku mocno odżyła, nawet jeśli koniec końców została nas jedynie szóstka. W święta nie wymagam od was pisańska, spokojnie. Życzyłam czasu spędzonego z rodziną, nie przed ekranem komputera bądź telefonu.  W związku z tym życzę wam (i sobie) wkroczenia w nową dekadę z wielkim zapałem i weną. Wszystkiego najlepszego. Szczęścia w każdej sferze życia. Spełniania marzeń...
Huh, chyba skończyły mi się pomysły na życzenia. Wybaczcie.

Dobra, to była naprawdę długa paplanina. Wrona, mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła. Ty masz podsumowania, żeby pisać głupoty, pozwól mi też czasem się wykazać na tym polu, okej? Trzeba w końcu zbierać jakieś doświadczenie.

Kocham was, ludziki, serio
Thor

środa, 18 grudnia 2019

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 4

- Co o niej myślicie? - spytała Eunice, kiedy oddaliliśmy się na tyle, żeby mieć chociażby nadzieję, że nauczycielka nas nie słyszy.
- Przerażająca - odpowiedziałem, nerwowo zerkając za siebie. Yuki usiadła na piasku. Ogon owinęła sobie wokół łap. Jaskrawozielone oczy wbijała w naszą grupkę. Wzdrygnąłem się. - Patrzy się.
Kaiju od razu obrócił się w jej stronę. Przez kilka chwil walczył z nią na spojrzenia. Dopiero gdy Eunice szturchnęła go w bok, ponownie spojrzał na nas.
- Noo... Straszna jest - stwierdził w końcu. - I niemiła.
Mimowolnie też ponownie zerknąłem w stronę nauczycielki. Zdawała się całkiem zastygnąć w bezruchu. Przypominała mi w tym momencie Grivinę, gdy udawała, że jest zwykłym posągiem. Z tym, że Yuko wyglądała o wiele straszniej. 
- Może... Może zaczniemy szukać tych... -  Zamilkłem. Całkiem wyleciało mi z głowy, jak to coś się nazywało. - Brązowych muszelek...?
Eunice pokiwała łbem.
- Dobry pomysł. Nie chcę jej zdenerwować - powiedziała. - Kaiju, ty pójdziesz poszukać w wodzie. Ja i Morgan zostaniemy na piasku.
- Czemu to ja muszę iść do wody? - burknął samiec. - Może wolałbym szukać w piachu?
Eunice zacisnęła ząbki. Wyraźnie widziałem jak jej mięśnie się napięły. Pusty wzrok wbiła w ocean. Przekrzywiłem łebek. Nie rozumiałem skąd ta reakcja. Zwykle zbywała w takich sytuacjach Kaiju zwykłym szturchnięciem.
- Masz najdłuższe łapy, a ja...
Urwała. Czekałem na jej dalsze słowa, lecz te nie nadeszły. Kaiju mierzył ją przez moment wzrokiem, po czym westchnął ciężko.
- Niech ci będzie, ale Morgan ma się ze mną potem zmienić.
Eunice uśmiechnęła się słabo.
- Dzięki.
Basiorek odpowiedział uśmiechem i wszedł ostrożnie do wody. Opiekunki zawsze przestrzegały nas przed wchodzeniem zbyt głęboko. Ja i Eunice przystąpiliśmy do poszukiwań w piasku. Chodziłem ze wzrokiem wbitym w ziemię. Ze wszystkich sił starałem się odnaleźć brązową muszlę. Nadaremnie. Nie miałem szczęścia. Znalazłem kilka zwykłych, białych muszelek, lecz nic poza tym. Po chwili zastanowienia zdecydowałem się zebrać je w niewielką kupkę. Od dzisiaj miały być moim skarbem. Pamiątką z pierwszej lekcji. 
Kaiju nie miał takich problemów jak ja. Samiec co jakiś czas krzykiem obwieszczał, że znalazł kolejną brązową muszlę.
- Patrzcie! Znalazłam tutaj sto małży! - zawołała nagle Eunice.
Zaciekawiony porzuciłem wodorost, który fale wyrzuciły na brzeg i podbiegłem do wilczycy. Kaiju również wyszedł z wody i z zainteresowaniem przyjrzał się znalezionym przez samicę muszlom. Było ich naprawdę mnóstwo, jednak byłem pewien, że mniej niż sto. 
- To nie jest sto - powiedziałem dumny z siebie, że wiedziałem coś, czego ona nie wiedziała.
Eunice zmarszczyła nosek i przekrzywiła łebek.
- Nie? To ile?
- Nie wiem... - przyznałem po chwili ciszy. - Ale mniej.
- Może tysiąc? - zapytał Kaiju.
Zmrużyłem oczy. Nie wiedziałem, ile to tysiąc. Właściwie to nigdy nawet nie słyszałem tego słowa.
- Tak, pewnie tak - stwierdziła wilczyca - Znalazłam tysiąc małży. Ale mam szczęście!
Na jej pysku widniał pełen samozadowolenia uśmiech.
- Ja pewnie znalazłem już sto! Jestem lepszy - powiedział Kaiju.
Eunice uderzyła go w łapę. Samiec pokazał jej język.
Nie chciałem przyznawać się, że nic jeszcze nie znalazłem, więc po cichu się wycofałem i wróciłem do poszukiwań. Szczeniaki nie zwróciły na mnie uwagi zbyt zajęte swoją przepychanką. Kiedyś może bym im przerwał, ale już dawno nauczyłem się, że w ich wypadku nie miało to sensu. Za bardzo się lubili, żeby naprawdę coś sobie zrobić. Nie musiałem się o nich obawiać.
Po niewyobrażalnie długim czasie udało mi się. Zerknąłem w stronę Kaiju i Eunice, gotowy pochwalić się ich znaleziskiem. Może nie miałem nawet tysiąca, ale nawet te kilka to już było coś, prawda?
Jak się okazało, szczeniaki zdążyły skończyć już swoją walkę i teraz każde z nich wróciło do poszukiwań. Nie chciałem im przeszkadzać, więc po prostu wziąłem swoje małże i zostawiłem przy wcześniej znalezionych muszlach.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Od Theodore'a "Jesteś ładna jak kokos" cz. 3

marzec 2025
Naida opuściła nagle wzrok i westchnęła ciężko.
- Ona ma szczęście... Mnie nikt nie chce pocałować!
Podniosła łeb i spojrzała w moją stronę. Odebrałem to jako idealny sygnał by przejść do działania.
- Ja bym chciał - powiedziałem bez większego namysłu. Naida spojrzała mi prosto w oczy i zmarszczyła brwi. Czułem jak mnie ocenia. Skuliłem się pod naporem jej spojrzenia - Znaczy... Nie ciebie, tylko...
Zamilkłem. Nie miałem najmniejszego pomysłu jak z tego wybrnąć. Spojrzałem z nadzieją na Mortimera, ale ten tylko patrzył się na mnie jak na wyjątkowo trudną zagadkę z lekcji logiki.
- Zaczynam się o ciebie martwić - powiedział.
W tej samej chwili odezwała się Naida:
- Co? Ty byś chciał?
Zaśmiałem się niepewnie.
- Coś ty. Żartowałem. Kto by chciał cię po... - Urwałem w pół słowa, zdając sobie sprawę, że mogłem ją obrazić. - To ja się zamknę.
Naida spuściła łeb.
- Nikt nie chce mnie pocałować... - poskarżyła się.
Miałem ochotę ponownie powiedzieć, że tak naprawdę chciałem. Nie miałem jednak wystarczająco odwagi. Poza tym i tak Morti patrzył na mnie jak na szaleńca. Wolałem nie pogarszać sytuacji.
Nagle z oddali nadszedł krzyk. Exan słysząc nasz spór nie mógł przepuścić okazji do pognębienia mnie.
- Prędzej zjem własne pazury niż ty pocałujesz waderę!
Tym razem miałem pewność, że to była obraza. Odwróciłem pysk w jego kierunku i pokazałem mu język.
- A kogo innego mam całować? Chyba nie ciebie! - zawołałem, krzywiąc się wymownie.
- Fuj - stwierdził Morti.
Odwróciłem pysk w jego stronę i przytaknąłem gorliwie. To byłoby bardzo fuj.
- Możesz patyk Glücka - zaproponowała Naida.
Wilczyca zdawała się mówić poważnie. Mimowolnie się wzdrygnąłem. Nie chciałem wyobrażać sobie uniesień miłosnych z patykiem basiorka.
- Nie, dzięki - odparłem, nadal się krzywiąc.
- Jeszcze się czymś zarazisz - wtrąciła nagle Elanor.
Dotychczas wilczyca stała w pełnej odległości od nas i widocznie wszystkiemu się przysłuchiwała. Teraz zdałem sobie sprawę, że stoi tuż za Mortimerem. Basiorek słysząc jej głos, odskoczył. Nie dziwiłem mu się. Na jego miejscu też bym uciekał. Elanor bywała... przerażająca.
- A ty co tu robisz? - spytała Naida. Wpatrywała się w Elanor, mrużąc oczy. Starsza samica całkiem ją zignorowała.
- To się nazywa kazirodztwo.
Morti przekręcił główkę.
- Co?
- Całowanie brata.
- A całowanie siostry? 
- Też.
- Można tak robić? - wtrąciłem. To całe "kazirodztwo" było bardzo dziwne. W końcu kto tak na poważnie chciałby całować się ze swoim rodzeństwem? To nie miało sensu!
- Nie.
Naida przestała na moment mordować wzrokiem Elanor. W jej oczach błysnęło zainteresowanie, jak zwykle kiedy spotykała się z czymś, czego nie znała.
- Kozie... rodztwo? - powtórzyła niepewnie.
- Kazirodztwo - poprawiła ją Elanor. Tym razem (jakby to była jakaś wielka odmiana...) to ona wbiła w łaciatą samicę spojrzenie, wręcz przesycone chęcią mordu.
- No przecież mówię!
Przekrzywiłem głowę w zamyśleniu. Kazirodztwo było czymś zakazanym i grzeczne szczeniaki nie powinny tego robić. Przyjrzałem się Elanor. Wilczyca nadal stała blisko Mortiego. Zawsze starała się być jak najbliżej niego... Lubiłem dokuczać samcowi, że pewnie się w nim podkochuje. Mortimer nigdy nie był z tego zbytnio zadowolony.
- Szkoda, że nie jesteś naszą siostrą... - stwierdziłem.
Elanor od razu przeniosła na mnie wzrok. Na jej pysku wymalowało się zdezorientowanie. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Naida głośno przyznała mi rację.
- Dzięki temu nie mogłabyś być z Mortim - dodał Exan.
Wilczyca przeniosła mordercze spojrzenie na mojego brata.
- I ty, Exanie, przeciwko mnie? - zapytała. Miałem wrażenie, że w jej głosie wybrzmiała ostrzegawcza nuta. Jednak Exan nic sobie z tego nie zrobił.
- Tak.
Morti spróbował odsunąć się od Elanor, jednak ta szybko udaremniła jego próby, stanowczo przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Basiorek rozejrzał się i zajrzał w oczy każdego z nas, bezsłownie prosząc o pomoc. Biorąc pod uwagę, że chodziło o Elanor, Naida natychmiastowo zdecydowała się mu jej udzielić.
- Zostaw go!
- Bo co mi zrobisz? 
Naida warknęła ostrzegawczo. Elanor uniosła brwi z pewnego rodzaju... politowaniem? I irytacją. Och, tak. Irytacja była aż zbyt mocno widoczna.
- Tylko się o niego nie pobijcie, dziewczyny! - zawołał Exan.
- Elanor chce pocałować Mortiego! - stwierdziłem głośno.
Wilczyca uśmiechnęła się delikatnie i faktycznie nachyliła się w stronę samca. Nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, pocałowała go w nosek. Morti cofnął pysk najbardziej jak mógł, przez co fałdy skóry na jego szyi ułożyły się w bardzo zabawny sposób. Roześmiany wydałem z siebie głośne "uuu".
- Fuj! Zaraza! - krzyknął Exan.
- Ej!
Naida zaczęła warczeć jeszcze głośniej. Przybrała pozycję do ataku i zaczęła powoli przysuwać się do Elanor. Złapałem ją i przyciągnąłem do siebie, nim zdążyła skoczyć. Jej bliskość oszołomiła mnie do tego stopnia, że omal jej nie puściłem. Na szczęście szybko się opanowałem i wzmocniłem uścisk.
- Zostaw mnie!
- Czemu?
- Bo... Ona nie może!
Naida szarpnęła się mocniej, ciągnąc mnie do przodu. Zachwiałem się i upadłem, a wraz ze mną i ona. Nasze łapy splątały się. Dotarło do mnie, że chyba jeszcze nigdy nie znajdowałem się tak blisko niej. Zaszumiało mi w głowie. Serce zabiło odrobinę szybciej.
- Uuu! Teraz wy będziecie się całować? - spytał Exan.
- Nie, fuj! 
Naida wstała chyba najszybciej jak potrafiła. Mimowolnie opuściłem uszy. Exan parsknął z rozbawieniem i właśnie wtedy w mojej głowie narodziło się pytanie, którym idealnie mógłbym mu dokuczyć.
- Exan, a ty kogo pocałujesz?
- No właśnie! - Poparła mnie Naida.
- Ja... Ja nie całuję się z nikim!
Przekrzywiłem łeb, próbując opanować rozbawiony uśmiech, który cisnął mi się na pysk.
- Boisz się.
- Nie, ja po prostu... - zaczął Exan, ale przerwało mu warknięcie Naidy. Spojrzałem na nią. Wpatrywała się w Elanor, jednak nie sprawiała wrażenia, jakby miała ją za moment zaatakować. Wobec tego wróciłem do dokuczania bratu.
- Może z Ruby? - zaproponowałem.
- Co? Nie... Nie ma mowy! - zawołała Ruby. Albo nas podsłuchiwała, albo mówiliśmy o wiele głośniej, niż sądziłem...
Exan skulił się.
- Czemu nie robicie zadania? - zapytał nagle nauczyciel.
Podskoczyłem. Nie zauważyłem, kiedy do nas podszedł.
- A było jakieś? - spytał Morti.
Basior zrobił minę, której nawet nie potrafiłem opisać. Emocje zmieszały się na jego pysku, tworząc coś trudnego do zinterpretowania. Miałem jednak wrażenie, że przeważało coś na wzór... Zrezygnowania?
- Nic pan nie mówił o zadaniu - powiedział Exan.
- Właśnie! Chyba... - dodałem.
Dernet przymknął na moment oczy. Kiedy się odezwał, jego głos był jak zwykle spokojny.
- Mówiłem... Macie przygotować taniec.
- Ja nie umiem tańczyć! - zawołała Naida.
- Ćwiczymy - powiedziała Elanor.
Nauczyciel uniósł brwi, jakby nie mógł uwierzyć. Pokiwałem głową, starając się nie sprawiać wrażenia, że usłyszałem o tym dopiero teraz.
- W tym kroku siedzę pod łapę z Mortim - dodała.
Mortimer popatrzył na nią z niezrozumieniem. Z jego pyska wyrwało się krótkie "co?". Na szczęście nauczyciel nie zwrócił na to uwagi. Zamrugał dziwnie oczami, pokiwał głową i odszedł gnębić kogoś innego.
- To było niezłe, Elanor - przyznałem niechętnie.
- Ta... Niezłe - burknęła Naida, piorunując wilczycę wzrokiem. Ta nie zaszczyciła jej nawet spojrzeniem.

<c.d.n.>