wtorek, 3 września 2019

Od Lind "Trzecia albo piąta doba" cz. 4

Styczeń 2024
Następne dni Freeze poświęcał nauczeniu mnie "dodawania" i "odejmowania". Polegało to głównie na zadaniach typu "Jeden wilk upolował dwa zające, kolejny cztery. Ile zajęcy mają razem?" oraz "Gospodarz miał w kurniku dwanaście kur. Lisy ukradły stamtąd osiem kur. Ile ptaków zostało gospodarzowi?". Na początku pomagałam sobie, licząc na palcach, ale wkrótce coraz rzadziej sięgałam po tę technikę. Zwłaszcza, że nie można było jej użyć na liczbach większych niż dwadzieścia. 
Nigdy nie wiedziałam, że mam konkretnie tyle palców. Ni mniej, ni więcej. Ciekawe odkrycie. 
Kilka dni później, mój sąsiad wreszcie wprowadził liczby powyżej setki. Znów musiałam wkuwać na pamięć nowe nazwy; tym razem kończące się na "-set". Na szczęście bazą nadal były numery od dwóch do dziewięciu; także poszło jeszcze łatwiej niż z liczbami z grupy "naście". 
Po jakimś czasie już w zupełności opanowałam tworzenie nazw wartości większych od stu. (Polegało to głównie na poprzedzaniu znanej liczby wyrazem "sto", "dwieście" albo "pięćset". Łatwizna.) Wówczas Freeze zapoznał mnie z pojęciem "mnożenia" i "dzielenia". Zadania robiły się coraz bardziej skomplikowane, ale nadal wykonalne. Wystarczyło dalej ćwiczyć. No i przede wszystkim nie zapomnieć nazwy żadnej liczby, co na początku (aż wstyd przyznać) zdarzało mi się całkiem często. 
Jak na ironie, skupiona na nauce matematyki, straciłam rachubę czasu. Przestałam zwracać uwagę na to, ile dni upłynęło odkąd tu jestem. Nie byłam pewna, czy Freeze zaczął przekazywać mi wiedzę na temat liczenia, tydzień, dwa, czy może cały miesiąc temu. Teraz przynajmniej miałam jakieś zajęcie, ale mimo to wszystkie chwile między wschodami i zachodami słońca zlewały mi się w jedno. 
Cela nic się nie zmieniła, odkąd tutaj jestem. Nadal była ciasna, zimna i niewygodna. Jedynym jej plusem było to, że z więzienia odprowadzano wszelkie nieczystości. Więc przynajmniej zapach był znośny. 
Znałam już każdy kąt przydzielonego mi kawałka przestrzeni. Nawet gdybym zamknęła oczy, byłabym w stanie wyminąć wiadro z wodą, miskę na jedzenie i stertę kości w kącie. Znalazłabym też na ślepo ubytek w ścianie z krat, przez który co dzień przekładałam wspomniane drewniane naczynie. 
Za każdym razem, jak mieliśmy przerwę od nauki (niezależnie czy przez nastanie ciszy nocnej, czy dlatego, że znów pożarłam się ze swoim nauczycielem) w mojej głowie roiły się na nowo różnorakie myśli. Najczęściej odwoływały się one do moich przyjaciół, watahy, a także Tinga. Najczęściej zatrzymywałam się nad wspomnieniami związanymi z tym Odmieńcem. Im więcej czasu tak spędzałam, tym częściej miałam przed oczami też jego "kuzyna" - Baldora. Co za tym szło, kontemplowałam także nad trzema artefaktami i Trzecią Strażniczką. 
Do tej pory nie miałam odwagi spytać Freeze'a, skąd w ogóle wiedział o Kamiennym Lesie. Nie dociekałam też kto teraz ma ten przedmiot, dokąd basior odesłał swoją "podwładną" i jaką część historii artefaktów naprawdę poznał mój sąsiad. Zasady, klucze, spadkobiercy... Zastanawiałam się, ile z tego będzie skłonny mi w ogóle zdradzić.
I tak zastanawiałam się, zastanawiałam... Kolejne godziny i dni... Ale nie mogłam się zebrać w sobie, by faktycznie zacząć którykolwiek temat. 


Początek marca 2024
Jestem zmęczona. Potwornie zmęczona. 
A przecież nic tu tak naprawdę nie robię. Ot, tkwię w miejscu. Śpię, jem, piję i znów śpię. 
Ewentualnie jeszcze od czasu do czasu rozmawiam z Freeze'm. Dotychczas głównym tematem naszych rozmów była matematyka. A kiedy to wreszcie się nam przejadło, zaczęliśmy prowadzić konwersacje o przeszłości. Dowiedziałam się wówczas, że Stary Juan nie żyje, mój wuj, a ojciec Freeze'a też, że Hasley zniknęła w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach... Słysząc te wieści zdałam sobie sprawę, iż ledwie już pamiętałam, jak te wilki w ogóle wyglądały.
Nikogo jednak nie zdziwiłby fakt, że wciąż przynajmniej raz na kilka dni dochodziło do kłótni między mną, a moim sąsiadem. Przy paru okazjach nawet współwięźniowie darli się, żebyśmy zamknęli już pyski. 
Co poradzę? Nadal żywiłam dozgonną urazę do tego basiora. 


Maj 2024
Słońce wschodzi i zachodzi. Wschodzi i zachodzi. Codziennie. 
Zegar bije i bije... Liczy godziny... Pierwsza, drugą, trzecią... I tak codziennie.
Strażnik chodzi tam i z powrotem... Tam i z powrotem... I tak codziennie. 
A ja siedzę w miejscu. Siedzę albo leżę. Kończyny mam już zupełnie zesztywniałe przez brak ruchu. Mięśnie wiecznie spięte przez niewygodę. Żołądek wiecznie ściśnięty przez głód, którego te maleńkie porcje nigdy nie zaspokoją. Tkwię w tej celi. Czuję się, jakbym ledwie żyła. 
Z czasem przestałam w ogóle rozmawiać z Freeze'm. Miałam absolutnie dosyć jego widoku, jego zapachu, jego głosu. Basior przyjął moją decyzję bez protestów. Od teraz w porach, kiedy zwykliśmy rozmawiać, po prostu patrzył przed siebie. Podczas tych kontemplacji, w ogóle się nie poruszał. Zupełnie, jakby już cały zmienił się w bryłę lodu. 
Przed moimi oczami majaczyły sylwetki moich przyjaciół. Zdawało mi się, że kilka razy niektórzy z nich zjawili się tutaj. Chyba, że to był tylko piękny sen, który przez głód i wyczerpanie wyglądał dla mnie jak jawa. Jednak z jakiegoś powodu pośród tych sylwetek ani razu nie widziałam Tinga.

Uwagi: W połowie opowiadania zmieniłaś czas narracji z przeszłego na teraźniejszy.

poniedziałek, 2 września 2019

Od Cess "Zapisane przeznaczenie" cz. 3

Styczeń 2024 r.
Zaglądałam mu przez rękę i śledziłam ruchy jego dłoni. Dziwnie było mi z myślą, że siedział koło mnie w postaci człowieka, a ja natomiast - wilka. Co by było, gdybym dała radę się przemienić? Poczułabym się jakoś lepiej? Czy może jeszcze bardziej niezręcznie? Postanowiłam jednak się tym nie przejmować. Byłam ciekawa, co teraz mi wyjaśni. 
- Teraz litera "b". Jakie znasz słowa na literę "b"? - spojrzał na mnie kątem oka.
- Bułka, Białe Miasto, Burza… - zaczęłam wymieniać wyrazy, które pierwsze przyszły mi do głowy. Zanotował to, co powiedziałam.
- Któreś z tych literek już znasz? - w odpowiedzi pokazałam na „a”, „e”, „b” oraz „r”. Pokiwał głową. Dla pewności, aby nie podpatrywała starych notatek, zgniótł poprzednią kartkę w kulkę.
- Któraś z tych liter, których nie znasz, zainteresowała cię? - spojrzałam smutno na zgniecione kartki. Westchnęłam cicho i zaczęłam patrzeć na wyrazy. Moją uwagę przyciągnęło „u” , które pokazałam Elvinowi końcówką pióra.
- Domyślasz się, jak to przeczytać?
- Nie wiem... Może „uuuy” lub coś w tym kierunku? - Mój pysk przyjął śmieszny wyraz, gdy starałam się wymówić literkę. Zgadywanie było naprawdę trudne. 
- Po prostu „u” - również się uśmiechnął i zapisał duże oraz małe „u”. Nie różniły się one zbyt bardzo. - A jakieś słowa?
- Uroczy uśmiech, ukochany... - spojrzałam na niego, a po chwili na mojej mordce pojawił się uśmiech zakłopotania - Ul, u... u ten no... - zaczęłam się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu jeszcze jakiegoś słowa - ulica! - Elvin i tak zapisał wszystkie z tych słów.
- Ciekawy dobór.
- Trudno je tak na zawołanie znaleźć... - stwierdziłam i poczułam jak moje poliki pieką. Nie planowałam tego. Nie było to w moim stylu. Poczułam się podle i nie rozumiałam czemu. 
- Strasznie się speszyłaś. Czyżbyś była rekinem-romantykiem i plamiło to dumę twojego gatunku? - zerknął na mnie rozbawiony. Wzięłam wdech. Otworzyłam oczy szeroko i jeszcze bardziej się zawstydziłam słysząc to co powiedział. Czyżbym się ośmieszyła? 
- Ja-a... ja przepraszam. Nie powinnam w ogóle tego robić. Nawet nie wiem co ja robię. Jakieś głupoty plotę. I-i no... - powiedziałam szybko na jednym tchu. Szukałam ratunku, zerkając co jakiś czas w kąty czytelni. Spanikowałam. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Chciałabym cofnąć czas o te kilka chwil. Teraz już tylko na mnie patrzył, mrużąc oczy w głębokim skupieniu, i stukając piórem o stolik. Czułam na sobie jego wzrok. Poczułam się niekomfortowo. Skupienie, które wkradło się na twarz Elvina, przeszywało mnie na wylot. 
- Idiotka ze mnie... - mruknęłam zrezygnowana, a moje spojrzenie utkwiło na podłodze. Położyłam uszy wzdłuż karku i lekko się zgarbiłam. 
- Coś nie w porządku? - w jego głosie można było wyczuć małe zmartwienie. 
- Nic... Po prostu jestem mistrzynią wpadek, jak pewnie zdążyłeś już zauważyć oraz poczuć... - przyglądałam się swoim łapom. - Mam wrażenie, że robię z siebie idiotkę, nie umiem składać zdań i się jąkam…
- Czyli po prostu mam udawać, że nic się nie stało i kontynuować lekcję? - jego reakcja sprawiła, że mi ulżyło. 
- Proszę... jeśli byś mógł... - powiedziałam, błagalnie wpatrując się teraz na kartki. Skręcało mnie w środku. - Czasami powiem o słowo za dużo…
- Zatem... wiesz, istnieje coś takiego jak alfabet. Alfabet to zbiór wszystkich literek w odpowiedniej kolejności. W słownikach hasła pojawiają się w kolejności alfabetycznej... Co prawda ja zacząłem nie po kolei, ale to głównie po to, abyś mogła dostrzec, że każda słowo składa się z powtarzających się w innych wyrazach liter. Kolejność alfabetyczna to: a, b, c, d, e, f... - mówiąc to, notował na kartce. Starałam się skupić na fali informacji, w duchu dziękując mu, że przeszliśmy dalej. Słuchałam uważnie i próbowałam zapamiętać brzmienie oraz kolejność liter. Obrałam sobie cel - nauczenie się alfabetu. Tym razem, nie skupiając się na jego osobie. 
- Możesz powtórzyć wszystkie z tych sześciu liter, które powiedziałem i napisałem? 
- Aa, bee, ce, te, ee, eww - wydukałam - Było dobrze, czy znów coś pokręciłam?
- Prawie, ale nie do końca... to jest "de", a to "ef" - wskazał na literki, przy których się pomyliłam - Teraz powtórz je wszystkie jeszcze raz.
- Aa, be, ce, de, ee, elf - powtórzyłam, poprawiając dwie błędnie wymówione chwile wcześniej litery.
- Nie "elf", tylko "ef" - znów wytknął mi pomyłkę. 
- Ef - ponowiłam próbę, a następnie powiedziałam wszystkie szybciutko i tym razem poprawnie - Aa, be, ce, de, ee, ef.
- Dobrze... - napisał kolejne litery w kolejności alfabetycznej - A teraz?
- Oh, teraz trudnej... - wymamrotałam pod nosem, patrząc uparcie w zapisane symbole.
- Mam ci pomóc? - spytał. Kiwnęłam lekko głową, co miało oznaczać że chętnie przyjmę pomoc. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogłabym mu się później odwdzięczyć. Pomoc za pomoc? Było to naprawdę miłe z jego strony. Szarpałam jego nerwy i cierpliwość. Zajmowałam mu czas. On jednak trwał tu przy mnie i starał się czegoś mnie nauczyć. - Gie, ha, i, jot, ka, el, eł... teraz ty
- Gie, ha, i, jot, kael, el - rzekłam, lecz sądząc po jego wzroku, pomieszałam coś. 
- Ka i el to dwie literki. Widzisz? - wskazał na nie.
- Oh, zmyliła mnie ta ostatnia - wskazałam na nią. Jeździłam wzrokiem po wszystkich zapisanych literkach. - Gie, ha, i, jot, ka, el, el
- El, eł - poprawił mnie po raz któryś.
- El, eł - przymknęłam oczy i zmarszczyłam brwi, bardzo się skupiając. - Aa, be, ce, de, ee, ef, gie, ha, i, jot, ka, el, eł - uniosłam brew i delikatnie otworzyłam lewe oko. - Było dobrze?
- Dobrze - pokiwał głową. - A teraz pokaż mi która literka to była litera „f”
Końcówkę pióra skierowałam początkowo na literkę „g”, po chwili jednak gdy powtórzyłam w myślach początek alfabetu, poprawiłam się i wskazałam na „f”, które znajdowało się tuż obok „e”. A je rozpoznałam od razu.
- A litera "k"?
- To chyba ta - pokazałam na „k” i uśmiechnęłam się. Zapamiętałam ją, ponieważ Elvin chwilę wcześniej poprawił mnie, gdy mówiłam alfabet.
- Dobrze - skinął głową - Mam podawać wyrazy zaczynające się na te litery, czy wypisywać dalej?
- Lepiej wypisać dalej, w ten sposób chyba lepiej oswoję się z literami. Znaczy, moim zdaniem...
Pokiwał głową i po prostu zaczął pisać wszystkie litery alfabetu jedna pod drugą, aż do samego końca. Gdy skończył, odchylił się w fotelu i oznajmił:
- To już wszystkie - zaniemówiłam patrząc na nie wszystkie. Wiele z nich nie różniło się prawie niczym. Zapewne tylko wymową, jak to już zdążyłam zauważyć. Westchnęłam, rozpoznając niewiele z nich. - Chciałabyś może spróbować coś przeczytać z książek? - odparł po chwili zastanowienia. 
- Jasne, jeśli będziesz mi pomagał. - uśmiechnęłam się lekko, spoglądając cały czas na zapisane symbole.
- To zostań tutaj, możesz poprzeglądać te literki i powtarzać te, które już znasz. Przyniosę ci coś z obrazkami, aby było łatwiej - zdecydował, po czym wstał z fotela, zmienił się znowu w wilka i zniknął między regałami. Podążyłam wzrokiem za znikającą sylwetką. Westchnęłam cicho, przez dłuższy moment wpatrując się w pustą przestrzeń. Otrząsnęłam się jednak po chwili, wracając do literek. Randomowo patrzyłam na różne z nich. "E jak Elvin. U jak uroczy." - plątało mi się przez myśli. - „Tej nie znam, ale pewnie nazywa rzecz, która kojarzy mi się z Elvinem…”. W upływie tego rozważania, zupełnie nie skupiłam się na faktycznym powtórzeniu literek. Nie chciałam ośmieszyć się przed samcem. Był on pierwszą osobą, z którą bardzo lubiłam rozmawiać. Choć zaczęliśmy dopiero jakiś czas temu...
- Co z tobą jest nie tak? - warknęłam do siebie cicho pod nosem.
Elvina nie było dość długo. Gdy wrócił, zmienił się w człowieka, usiadł na fotelu, a następnie wyciągnął kilka kolorowych książeczek... Otworzył pierwszą i przysunął pod mój nos. Ilustracja przedstawiała arbuza oraz wiele innych przedmiotów, które jak się mogłam domyślić - zaczynały się na tę samą literę. Wszystkie z nich były jakoś dziwnie podpisane. Rozpoznałam literkę, która była tam podkreślona - była to litera "A".
- Możesz sobie zobaczyć pisownię każdego z tych słów i spróbować przeczytać podpisy pod tymi rzeczami, których nie znasz - oglądałam kolorowe obrazki na jednej ze stron książki, którą przyniósł mi Elvin. Były bardzo ładne i pomagały w zrozumieniu słów. Po tym, gdy mi wszystko wytłumaczył, kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Widziałam obrazek arbuza oraz podpis pod nim. Znajdowały się tam też inne przedmioty, a z częścią z nich miałam nawet styczność. - Jakbyś miała wątpliwości to możesz pytać... A wyrazy czytać na głos, bym miał pewność, że rozumiesz. Byle nie za głośno. 
- Dobra… - ponownie kiwnęłam głową. Poprawiłam postawę i wgapiałam się w pojedyncze słowa. 
- Aa, el, ee, jot... - zaczęłam czytać pierwszy wyraz, a konkretniej mówić po literce. Na szczęście wszystkie w nim, były mi znane. - ka... aa!
- Więc co to za słowo? Spróbuj je złożyć.
- Alejotka… Aelejkaaa... Alejka! 
- Bardzo dobrze. Jak chcesz możesz dalej próbować czytać z tej strony albo kolejnej. - uśmiechnął się do mnie. Postanowiłam spróbować z następną stroną, czyli kolejną literką z alfabetu. Nosem starałam się przerzucić na następną stronę, próbując przy tym nie zniszczyć kartek. Elvin nieco mi z tym pomógł, przesuwając swoimi ludzkimi palcami delikatnie po papierze. Podziękowałam mu skinieniem łba.
- Spójrz na obrazki. Na jaką literę się one zaczynają? 
- Be - mruknęłam, przekręcając łeb w lewo. Mój entuzjazm osłabł, zmarszczyłam brwi. - „Bee” to się to małych dzieci mówi, gdy coś przeskrobią… - spojrzałam na niego z lekko skrzywionym wyrazem pyska. - Bachory… 
- Tak, bachory - parsknął śmiechem, nie mogąc już najwyraźniej wytrzymać. Otępiale popatrzyłam na niego.
- Czemu się śmiejesz? - nie rozumiałam jego nagłego wybuchu. Przeszyłam go niepokojącym wzrokiem praktycznie na wylot. - Powiedziałam coś nie tak?

<c.d.n.>

Uwagi: Przecinki.

Od Torance "Pragnienie walki"

Lipiec 2024
Od czasu, kiedy pierwszy raz zmierzyłam się z innym wilkiem podczas ulicznych walk, nie mogłam przestać o tym myśleć. Dziesiątki razy roztrząsałam błędy, które popełniłam. Zastanawiałam się, co mogłam zrobić inaczej. Marzyłam o powrocie.
Asgrim oczywiście zauważył rozkojarzenie, któremu się poddałam. Wielokrotnie pytał mnie o jego powód, jednak nie podałam mu go. Za bardzo obawiałam się jego reakcji. W końcu walki były nielegalne, a mój partner mimo wszystko uczciwy. Nie, zdecydowanie wolałam, żeby nic nie wiedział na ten temat.
Starałam się o tym zapomnieć. Ze wszystkich sił próbowałam nie myśleć. Nic nie mogłam jednak poradzić. Moje ciało gotowało się do walki, umysł nie mógł wyrzucić z pamięci tych kilku krótkich chwil podekscytowania, zanim dałam się przyszpilić do ziemi.
Zamierzałam wrócić i wygrać.
Niestety nie było to takie łatwe, jak myślałam. Minęło kilka długich dni, nim udało mi się ponownie trafić na tamtą uliczkę. Ze względu na zmęczenie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, nie zapamiętałam drogi zbyt dobrze.
Dołączyłam do tłumu w chwili, kiedy szukano drugiego ochotnika. Szybkim spojrzeniem zmierzyłam mojego przyszłego przeciwnika. Krótkie, ciemnoszare futro poprzecinane było białymi bliznami. Oznaki przeprowadzonych wielu bitew. Wilczyca miała spore doświadczenie, jednak to niekoniecznie oznaczało, że była dobra. Albo lepsza ode mnie.
Wyszłam na środek.
- Czy posiadacie medaliony lub eliksiry, które mogłyby wspomóc was w walce?
To samo pytanie, co poprzednim razem. Widocznie była to standardowa formułka.
- Nie - powiedziałam niemal równo z moją przeciwniczką. 
Samica posłała mi chmurne spojrzenie. Odpowiedziałam jej słodkim uśmiechem.
- Zaczynacie, kiedy doliczę do dziesięciu - poinstruował nas prowadzący. 
Skinęłam łbem i oddaliłam się od wadery na bezpieczną odległość. 
Basior rozpoczął odliczanie. Tym razem nie miałam żadnych wątpliwości. Nie mogłam doczekać się tej walki.
- Dziesięć! - zawołał i wycofał się, umożliwiając nam rozpoczęcie bójki.
Podobnie jak wtedy, teraz też krążyłam wokół mojej przeciwniczki. Przyglądałam się jej sylwetce, szukając słabych stron. Szybko zauważyłam, że prawą łapę trzymała możliwie jak najdłużej w powietrzu. Widniała na niej na oko dość świeża blizna. Musiała niedawno doznać jakiegoś urazu.
Mijały sekundy, a ja nadal nie atakowałam. W końcu wilczycy musiało znudzić się zwykłe krążenie. Jednym susem doskoczyła do mnie i zamachnęła się łapą w mój pysk. Długie pazury niemal dosięgnęły mojego nosa. Odsunęłam się jak najdalej mogłam.
Samica coś warknęła. Zrobiła to jednak na tyle niewyraźnie, że nie zrozumiałam ani słowa. Wyczułam jednak drwiący ton. Posłałam jej wesoły uśmiech.
Ciemnoszara przewróciła oczami. Wykorzystałam to, że nie patrzyła w moją stronę i jak najszybciej umiałam, doskoczyłam do niej. Uderzyłam pazurami prosto w łapę, którą tak zaciekle chroniła. Z jej gardła wydobył się pisk. Nachyliła się w moją stronę, kłapiąc głośno zębami. Uchylałam się przed atakami, jednak w którymś momencie straciłam równowagę. Upadłam, co samica od razu wykorzystała. Przyszpiliła mnie do ziemi. Na jej pysku widniał triumfujący uśmiech.
Widownia już zaczynała odliczanie. Ja jednak nie miałam zamiaru przegrać. Nie tym razem.
Wykrzywiłam pysk w taki sposób, by ugryźć przeciwniczkę w tę cudowną łapę. Zadziałało. Samica odskoczyła ode mnie z głośnym sykiem. 
- Koniec tego dobrego - burknęła.
W moją stronę poleciał ognisty pocisk. Upadłam na ziemię, starając się go uniknąć.
Ogień. Dobrze. Nie powinna zdołać obronić się przed moim atakiem.
Wilczyca wystrzeliła w powietrze kolejne płomienie. Ogniste bicze falowały, nadpalając sierść. Widownia wycofała się w obawie przed poparzeniem. Byłam zmuszona ciągle się poruszać, jednak to nie zdołało wytrącić mnie z rytmu. Posłałam w stronę samicy strumień magii. Nie minęła chwila, a w oczach samicy pojawiły się łzy. Ogień stracił na intensywności. Kolejna fala smutku trafiła w jej ciało. Łzy zaczęły spływać, ograniczając tym samym jej pole widzenia. Została zmuszona do przerwania magicznego ataku. Choćby dla własnego bezpieczeństwa.
Ledwo ogień zniknął, pobiegłam w jej stronę. Zapłakana samica nawet w pełni nie zdała sobie sprawy, że została przyszpilona do ziemi. Posłałam do niej iskierkę szoku, co całkiem pozbawiło jej zdolności walki.
Widownia rozpoczęła odliczanie, a ja z uśmiechem przywitałam moją ukochaną piątkę. Udało mi się zwyciężyć.

niedziela, 1 września 2019

Od Eterny "Małe-duże śledztwo" cz. 3

Sierpień 2024 r.
Mijały minuty a pomoc nie nadchodziła. Wilki nadal ich śledziły. Nie miała nikogo do pomocy prócz kompletnie naćpanego Kashiela. Próbowała się porozumieć z Kai'm, ale nawet nie odpowiadał. Nie miała pewności, czy jej wiadomości w ogóle do niego dotarły. Próbowała coś wymyślić, lecz wiedziała, że jej moc jest zbyt słaba, aby poradzić z dwoma dorosłymi wilkami.
Kashiel skręcił w kierunku rzeki. Zalatywało od niej rybami. Nawet w tej ciemności widziała, że do najczystszych nie należała. Dla zasady podała ponownie swoją lokalizację Kai'emu. Tym razem za punkt orientacyjny posłużył jej sklep rybny, nieopodal którego właśnie przechodzili.
– Jesteśmy już prawie na miejscu – oświadczył pogodnie Kashiel.
– To fajnie... – mruknęła. Jeszcze raz zerknęła przez ramię. Te wilki nadal za nimi szły... Wtedy rozpoznała, kto to dokładnie był. Z przerażeniem wciągnęła cuchnące powietrze do płuc.
– Nie brzmisz jakbyś się cieszyła – powiedział powoli.
– Czy nie uważasz za dziwne, że twoja mama nas śledzi?
– Co? – spojrzał na Eternę nieco zbity z tropu.
– Twoja. Mama. Nas. Śledzi – powiedziała, podkreślając każde słowo. Coraz bardziej narastało w jej napięcie, a Kashiel wzbudzał w niej wyłącznie większą irytację.
– No spoko.
Warknęła zaciekle, ale on wyglądał, jakby wcale tego nie usłyszał. Nie przejmowała się już tym, że miała udawać, że nie powinna mu dawać znaków, że wcześniej rozmawiała z jego mamą. Tyle słów cisnęło się jej na usta, ale żadnego z nich nie wypowiedziała. Zbyt się w niej gotowało, aby zdecydować się na odpowiednią opcję rozmowy. Zdawała sobie sprawę z bezcelowości tego.
Znowu zarejestrowała kątem oka jakiś ruch. Ktoś ich nadal śledził. Pilnował, aby się nie wymsknęła.
Zaczęli schodzić w dół wylanego betonem punktu cumowania łodzi, która na końcu przeszła w wąską ścieżkę. Kashiel liczył zardzewiałe kratki, prawdopodobnie służące jako miejski system rynien. Były dość duże, aby wejść do środka.
Nagle się zatrzymał. Chwycił zębami jedną z nich i pociągnął do siebie. Otworzyła się z brzdękiem.
– Panie przodem – wymamrotał. Eterna spojrzała po raz ostatni na Urthię i basiora, którego mijali wcześniej i dopiero wtedy weszła w tunel. Kashiel zrobił to zaraz potem i zatrzasnął kratkę.
– Idź prosto.
Z trudem powstrzymując drżenie łap, ruszyła tunelem prosto. Im dalej, tym ciemniej i bardziej klaustrofobicznie się stawało. Niespodziewanie między ich nogami przebiegł szczur. Wzdrygnęła się. Kashiel zaś zaczął z nim rozmawiać, zupełnie jakby sądził, że to jego dobry przyjaciel. Mimo że szczur już od dawna był na zewnątrz.
– Masz halucynacje – powiedziała w końcu.
Kashiel ją zignorował, dalej relacjonując ze szczegółami co zjadł na śniadanie i jak przebiegała jego poranna kąpiel. Znudził się dopiero po kilku minutach. Na tamtym etapie nie widziała zbyt wiele, prócz czubku własnego nosa w momentach, kiedy przechodzili pod kratkami jakiejś z miejskich studzienek. Nawet wilczy wzrok niewiele jej w tym pomagał. Szli w milczeniu, słuchając jedynie swoich własnych oddechów. Eterna zaczęła myśleć, że Kashiel się pomylił i weszli w złą kratkę. W tym stanie wszystko było możliwe. Od czasu do czasu potykał się nawet o jej ogon. Wtedy rzucała się na niego i groziła, że go zagryzie, ale on tylko się śmiał. Przyrzekła sobie, że za którymś razem to naprawdę zrobi.
Nagle zarejestrowała, że zaczyna się robić odrobinę jaśniej. Spojrzała wyczekująco na Kashiela, ale on znowu niemal potknął się o jej ogon. Postanowiła więc iść bez rzucania jakimikolwiek komentarzami lub pytaniami. Z każdym metrem stawało się coraz bardziej widno, aż w końcu zobaczyła zarys skrzyżowania i jakieś głosy. Dobiegały z lewej. Była tego pewna. Przyspieszyła kroku. Miała już dość ciasnej przestrzeni. Po raz kolejny postarała się zameldować Kai'emu swoją lokalizację.
Kiedy skręciła w lewo Kashiel nie zaprotestował, więc uznała, że jednak idzie w dobrym kierunku. Im dalej się zapuszczała, tym pewniejsza była, że było to światło świec. Wielu świec. Kiedy skręcili po raz kolejny, zobaczyła zarys jakiegoś przestrzennego pomieszczenia i wilczych sylwetek. Nie widziała ich pysków, bo tunel był zbyt niski. Nawet ona, pomimo szczenięcego wzrostu, musiała się garbić.
Jeden z wilków się nachylił. Zobaczyła jego smukły, szary pysk poprzecinany wieloma srebrnymi runami... a może to były blizny? Kilka kroków później zauważyła również jego znużone spojrzenie. Identyczne, jakie miał naćpany Kashiel. Zwolniła.
– Kaaashiel... – odezwał się wilk. Patrzył na nią z krzywym uśmieszkiem jeszcze przez moment, a kiedy jej pysk lepiej oświetlił blask świec, zmarszczył brwi – To nie Kashiel.
Do tunelu nachylił się inny wilk. Prychnął z dezaprobatą.
– Kashiel jest za nią, durniu. Urthia miała nam sprowadzić nową... – Urwał, bo trzeci wilk zatkał mu usta łapą. Eterna niemal słyszała łomotanie swojego serca. Spodziewali się jej. Zatrzymałaby się, ale wiedziała, że inaczej Kashiel nadepnie na jej ogon i zaleje ją kolejna fala uporczywego bólu.
– Nie bój się – wyszczerzył się trzeci wilk. Zabłysnął jego złoty ząb. Tak jak wszyscy pozostali miał szare futro z jaśniejszym brzuchem.
– Dość ładna – skomentował pierwszy.
– No nie? Nada się – pokiwał głową drugi.
– Do czego? – wtrąciła Eterna. Podkuliła ogon, tak by był jak najdalej od Kashiela i zupełnie się zatrzymała. Od wilków dzielił ją tylko metr.
– Dowiesz się za moment... Chcesz trochę zioła? Pierwsza dawka za darmo – powiedział trzeci z wilków, zanurzając głowę w tunelu. Dostrzegła wtedy jeszcze jego złote kolczyki.
– Tak! – zakrzyknął Kashiel takim głosem, jakby miał zaraz zasnąć.
– N-nie – wyjąkała, nadal próbując się wycofać.
Nagle Kashiel ją popchnął. Prosto na tego trzeciego basiora. Natychmiast ją objął łapą i pociągnął do środka. Próbowała mu się wyrwać, ale trzymał mocno.
– Nie denerwuj się tak, spodoba ci się... – zapewniał, mówiąc kojącym głosem. Eterna wciąż się miotała. Kiedy nie miała akurat pyska w jego futrze na piersi, dostrzegła stojące wszędzie donice z roślinami podobnymi do tej, którą dała Kashielowi wcześniej. Były tam również inne kwiaty, ale wyglądały równie niepokojąco.
– Ja chcę być pierwszym klientem – powiedział pierwszy z wilków.
Eterna z wrzaskiem zamachnęła się łapą i wymierzyła cios tylną łapą w stolik ze świecami. Stojące tuż obok drewniane pudło natychmiast zaprószyło się ogniem. W pomieszczeniu było coraz więcej dymu. Dopiero wtedy pierwszy i drugi wilk zauważył, że coś jest nie tak. Basior, z którym się szarpała, zaczynał zwalniać uścisk i właśnie wtedy dostrzegła kratkę nad ich głowami. Ktoś na zewnątrz musiał to zauważyć. Coraz więcej donic z kwiatami płonęła. Przelotnie spojrzała na tunel. Kashiel się wycofywał.
Wysłała do Kai'ego kolejną informację: W okolicach portu. Dym ze studzienki.
Spróbowała uciekać, ale wtedy na jej ogonie zacisnęły się szczęki któregoś z wilków. Z wrzaskiem upadła. Na oślep machała łapami i kłapała zębami, starając się zranić napastnika, ale przez gęsty dym niewiele widziała.
Nagle rozległ się wybuch. Skuliła się z przerażeniem. Ledwo oddychała. Czuła, jakby w jej płucach był żywy ogień. Uścisk na jej ogonie osłabł, a zaraz potem zupełnie ją opuścił. Usłyszała więcej głosów. Męskich, żeńskich... i więcej powietrza.
– Elanor! – ktoś krzyknął, ale obraz już się jej zbyt rozmazał przed oczami. Nie umiała nawet doprecyzować kto to był. Nie mogąc zwalczyć zawrotów głowy, całkiem się im poddała. Jej głowa opadła.
***
Ocknęła się kiedy zaczynało się już robić widno. Opierała się o ścianę jednego z budynków. Zamrugała kilka raz wciąż zapuchniętymi od dymu ślepiami. Dopiero po chwili rozpoznała, że naprzeciwko niej siedział Kai. Wyglądał na porządnie zatroskanego.
– Co się stało? – zapytał. Patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami. Nie była pewna co mu odpowiedzieć. Westchnął cicho.
– No tak. Jesteś jeszcze zbyt zmęczona...
Jej wzrok powędrował do krzątających się w pobliżu jakichś kotowatych ubranych w srebrne zbroje. Dalej pokornie stała nie trójka, a szóstka wilków zakutych w kajdanki. Dopiero po chwili rozpoznała w nich Urthię, Kashiela i basiora, który mijał ich wcześniej.
– Poszedłem razem z Cess cię szukać i trafiliśmy na straż... Najwyraźniej miałaś kłopoty, więc poprosiliśmy o pomoc. Tak w razie czego. Mieliśmy sporo problemów z namierzeniem cię, dlatego tyle to zajęło... – mówił szczerze załamany.
– Dlaczego akurat Cess? – wychrypiała.
– Siedziała z Redem w karczmie i dokańczała robotę. Reszta już zdążyła się położyć, nie chciałem im przeszkadzać...
Eterna się rozejrzała. Nie widziała nigdzie Cess.
– Musiała już wracać do pracy – objaśnił pospiesznie basior – Ale jak już wrócimy to musisz się jej pokazać, że nic ci nie jest. Póki co muszę cię zabrać na jakieś badania, żeby upewnić się, że nic ci nie dolega...
– Ogon... – zaczęła.
– Już zabandażowany. Trochę krwawiłaś, ale to nic poważnego. Zagoi się i nie będzie śladu – uśmiechnął się pokrzepiająco.
– Kim oni byli...? – zapytała wciąż zagubiona.
– Jakaś szajka narkotykowa... Będą jeszcze sprawdzać, co i jak. Pewnie dotrą do większej ilości zainteresowanych. Straż jest ci bardzo wdzięczna. Od miesięcy nie mogli znaleźć ich siedziby.
Spuściła wzrok, skupiając się na zabandażowanej końcówce ogona. Czuła, jakby zmarnowała całą noc.
– Nie stresuj się, nie będę ci robić afery... – Zrobił krótką pauzę – A straż zaoferowała małe wynagrodzenie za twoje poświęcenie.
Popatrzyła na niego z drobną iskierką nadziei w oczach.
– Możemy iść do całkiem dobrej restauracji coś zjeść... a później masz się zgłosić do ich siedziby, aby odebrać nieco Bellos i jakiś prezent.
– Jaki?
– Kamień Umiejętności.
Niemrawo przypomniała sobie, że to właśnie ten dziwny przedmiot obiecywała jej na początku Urthia.
– To ja... chcę spróbować naleśników. Możemy iść do jakiejś naleśnikarni? – powiedziała powoli, a zaraz potem zaniosła się kaszlem. Kai poklepał ją po plecach.
– Może być naleśnikarnia... Ale to dopiero po badaniach i po przesłuchaniu u straży.
Powoli pokiwała głową. Nadal bolała ją głowa, a oczy się kleiły.
– I chcę się umyć.
– Może załatwią ci wejściówkę do jakiejś łaźni – zastanowił się Kai.
Eterna wróciła do obserwowania Kashiela, Urthii i całej reszty zgrai.

PODSUMOWANIE WAKACJI 2019

Tym razem podsumowanie jest na czas!
Co prawda mieliśmy w lipcu nieco zgrzytów, co wpłynęło dość mocno na ilość opowiadań (chyba głównie dlatego, że ja nie pisałam, heh), ale w sierpniu sytuacja nieco się poprawiła, a my wspólnie odzyskaliśmy siły, chęci i przede wszystkim motywację do tworzenia. Sądzę, że jest to wynikiem wzajemnej inspiracji... i tak właśnie powinno być. Nie wiem, czy powinnam na Was krzyczeć, bo wszyscy doskonale wiecie, jak dużo pracy i jak dużo problemów było w tym okresie. Choć szczerze pewnie część z Was już nawet tego dobrze nie pamięta... Ja akurat zapamiętam to jako mój największy watahowy kryzys. Była to też okazja do wyznania Wam prawdy co do podstaw istnienia WMK – a mianowicie, że zawsze miałam o te kilka postaci więcej. Sądzę, że to wyszło wszystkim na dobre, bo ostatecznie przyczyniło się do ponownego związania naszego squadu.

A teraz już koniec tego niemiłego akcentu. Przechodzimy na nowe tereny! Co prawda event z BK był wielokrotnie przedłużany, lecz jest to wynikiem głównie Waszego zaangażowania w atrakcje, które postanowiłam dla Was przygotować. I to się ceni... Sądzę jednak, że teraz już wszyscy nie mogą się doczekać nowej miejscówki. Co prawda wrócimy jeszcze do BK, ale nastąpi to dopiero za jakiś czas (pewnie po to, aby odebrać Lind). Tak czy owak – nic nie jest stracone. Teraz tak jak było wcześniej mówione – macie 15 dni (bo 15.09 lądujemy!) na popisanie nieco o podróży i dokończenie wszystkich wątków zaczętych w BK. Dzisiaj jeszcze możecie brać udział w walkach oraz questach z nadzieją wynagrodzenia. Później już wszystko, co wiązało się z BK nie będzie Wam dawać punktów. Wciąż pozostanie kilka dni (około tydzień) na wszelakie rozliczenia w Bellos.
Na czas podróży (czyli przez te 15 dni) możecie łapać takich towarzyszów jak Wam się żywnie podoba (oczywiście za oszacowaną przeze mnie opłatą), odnajdywać rzadkie przedmioty jakie były na dawnych terenach WMK oraz wszystkie rośliny oraz surowce, z jakimi do tej pory mieliśmy styczność.
Postaram się również o aktywowanie alchemii we wrześniu (miała być w lipcu... no ale wiecie jak to wyszło) i dokończenie opisów magicznych roślin... Trzymajcie za mnie kciuki, bo to jednak trochę babrania.
Mam nadzieję, że mimo że zaczyna się nowy rok szkolny wszyscy znajdziemy czas i motywację do pisania. Wiecie, że mam ambitne plany i mam również nadzieję, że się przyłączycie do realizowania ich. Tak naprawdę znalezienie tej godzinki (czy nawet pół) na naskrobanie czegokolwiek nie jest tak trudne jak by się wydawało. Pamiętajcie, że zakuwanie reakcji chemicznych to nie wszystko. Puszczam również oczko do Cess, Exana oraz Leah, których stać na dużo więcej w pisańsku, niż widzieliśmy w ostatnich dwóch miesiącach. Mam nadzieję, że ciężka praca reszty ekipy nieco Was zachęci i zmotywuje do działania. ;)


Życzę miłego dnia, dużo weny i te sprawy
Administratorka bloga
Navri/Kai/Dante/Joel/Hitam/Mortimer/Eterna/Ismanise/Sinope

Leniwe Alfy:
Suzanna: 0+0+0 = 0
Hitam: 0+0+1=1
---------------------------------------------
WCK
Crane: 3+1+2=6
---------------------------------------------
Lind: 9+1+6 = 16 <--- Beta
Edel: 2+1+3 = 6 <--- Gamma
Cess: 5+1+0 = 6 <--- Delta
Joel Treunis: 3+0+1 = 4
Eterna Alvarelle Venris: 1+0+2 = 3
Asgrim: 2+0+1 = 3
Magnus Arvid Eriksen: 2+0+1 = 3
Torance: 0+1+1 = 2
Leah: 1+0+1 = 2
Navri: 1+1+0 = 2
Alexander: 1
Exan Treunis: 0+1+0 = 1
Dante: 1+0+0 = 1
Mortimer Treunis: 1+0+0 = 1
Theodore Treunis: 1+0+0 = 1
Sinope: 0
Ismanise: 0
Kai: 0+0+0 = 0
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.
---------------------------------------------
OKRES PRÓBNY
Eterna Alvarelle Venris (próbny od 20.04): 3/12 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęta; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 3 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Mortimer Treunis (próbny od 20.06): 1/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Theodore Treunis (próbny od 20.06): 1/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Exan Treunis (próbny od 20.06): 2/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Ismanise (próbny od 11.07): 0/6 (czas na nadrobienie do 11.09! Wtedy od razu będzie przyjęta)
Alexander (próbny od 03.08): 1/4 (Jeśli do dnia 03.08 będzie mieć łącznie 5 op., zostanie przedwcześnie przyjęty)
Sinope (próbny od 05.08): 0/4 (Jeśli do dnia 05.08 będzie mieć łącznie 5 op., zostanie przedwcześnie przyjęta)
---------------------------------------------
Aktywność właścicieli postaci:
Wprowadzam nagrodę w postaci 5 SG, 4 SG oraz 3 SG dla każdej z postaci [od których pojawiło się op.] najaktywniejszych osób w watasze. W związku z tym, że jest to podsumowanie dwóch miesięcy, nagroda będzie podwojona.
Wrona: 4+9=13 (po 10 SG dla Joela, Kai'ego, Mortimera, Eterny, Navri, Ismanise i Sinope)
Lindor: 10 (po 8 SG dla Lind i Crane'a)
Thor: 7 (po 6 SG dla Torance, Edel i Asgrima)
Lejek: 2
Sharky: 1
Mysza: 1
Egzamin: 0

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa.