niedziela, 31 maja 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 6 (cd. Yngvi)

Navri nie zareagowała na tę informację w żaden sposób. Bez słowa poprawiła opatrunek na łapie Eterny, po czym odeszła. Waderka beznamiętnie podniosła łapę, by popatrzeć na wiązania. W życiu nie nauczę się robić takich supełków, pomyślała. Na samą myśl, że czekały ją jeszcze kolejne lekcje, odechciewało się jej żyć. Co prawda wychodziło na to, że mieli mieć teraz dłuższą przerwę między zajęciami, ale nie poprawiało to jej nastroju ani trochę. Nadal miotała się między irytacją a czystą nienawiścią. Miała ochotę powyrywać całe futro Naidy i rudej waderki. Wtedy już na pewno nikt nawet by nie pomyślał, że są ładne.
Podniesienie się na równe łapy zajęło jej dobre kilkanaście minut. W zasięgu wzroku już nie było żadnych szczeniaków. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nadal trudno było jej zebrać myśli po tym wszystkim. Miała ochotę iść do Kai'ego i powiedzieć to wszystko mu prosto w pysk, ale gdzieś z tyłu głowy świtała jej świadomość, że to raczej słaby pomysł. Kai nie popierał nienawiści i przemocy. Miał z tego powodu jakiś uraz, ale nigdy nie dowiedziała się, co to spowodowało.
Zaczęła krążyć po plaży, usiłując "rozchodzić" gniew. Kai mawiał, że to pomaga. Eterna rzadko to przyznawała, ale było w tym trochę racji. Trochę, bo nie zawsze przynosiło oczekiwanych skutków.
Zatrzymała się dopiero, kiedy zobaczyła Dannana. On też najwyraźniej się nudził, a szczeniakom nadal nie było spieszno do zbiórki na lekcje. Eterna po chwili namysłu potruchtała w jego stronę.
– Proszę pana – zaczęła – Zna pan jakieś sztuczki, aby nie być tak rozgniewanym?
Dannan wyglądał na zaskoczonego. Eterna zaś zadawała sobie w myślach pytanie, co ona właściwie robi. Zaraz potem sobie odpowiedziała, że tak naprawdę nie chciała poznawać żadnych tajemnych technik uspokajania się, a miała nastrój na porządne przetrzepanie czyjegoś zadka.
– Można zrobić sobie kukłę treningową, albo worek. Ty się chyba nie zmieniasz w człowieka, więc skuteczniejsza będzie kukła. Musisz ją tylko dobrze wkopać w ziemię, aby nie przewróciła się od twojego ciężaru.
Eterna nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
– Sporo z tym roboty...
– Choć właściwie jesteś chyba spokojnym wilkiem, więc medytacja... – zaczął, ale Eterna mu brutalnie przerwała:
– Nie. Nie chcę nikomu zrobić krzywdy, ale chcę się też wyżyć.
Dannan się zamyślił.
– Sądzę, że jako, że do lekcji jeszcze trochę zostało, możemy poćwiczyć razem... Atakuj do woli, a ja będę robić uniki.
– Walka na serio?
Dannan potaknął. Eternę taka odpowiedź usatysfakcjonowała. Co prawda wolałaby rozszarpać jakąś małą waderkę, ale od biedy nauczyciel też mógł być.
Odsunęła się na kilka kroków i przygotowała do pierwszego ataku. Odczekała, aż Dannan również przybierze pozę gotową do rozpoczęcia sparingu. Wtedy wzięła rozbieg i rzuciła się na niego z odsłoniętymi zębami. On jednak zdołał odskoczyć i popchnąć Eternę w bok. Podjęła kolejną próbę, jeszcze brutalniejszą, ale wtedy sprawnym ciosem ramienia wypchnął ją w górę. Fiknęła koziołka i wylądowała na piasku z drugiej strony. Dannan odczekał aż Eterna wstanie, krążąc dookoła. Skoczyła znowu, a Dannan po raz kolejny ją odrzucił. Zaczynało się jej trochę kręcić w głowie, więc odczekała aż minie, nim wróciła do atakowania nauczyciela.
Moment kiedy Eterna się zmęczyła nastąpił już po kilkunastu minutach sparingu. Leżała ciężko dysząc na piasku. Wymieniła kilka zdań z Dannanem, nim postanowił odejść na jakiś czas. Nie była pewna o co chodzi, bo jej zmęczony umysł nie zarejestrował pełni informacji, jakie otrzymała.
Otworzyła oczy dopiero, kiedy usłyszała nad sobą głos. Irytujący żeński głos.
– Hejka. Co robisz? Śpisz?
Eterna zerwała się z piasku jak poparzona. Przed nią stała znienawidzona ruda waderka, wpatrująca się w nią skrzącymi wesoło błękitnymi ślepiami. Na nowo ogarnął ją gniew, ale była zbyt zmęczona, by chcieć zrobić jej krzywdę. Patrzyła tylko nienawistnie na rudą, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.
– Halo, halo? – wyszczerzyła się ruda.
– Czego chcesz? – powiedziała w końcu Eterna. Te słowa przeszły jej z wyjątkowym trudem przez gardło.

<Yngvi? Do bojuuu>

Zdobyto: 27 czerwonych⎹ 29 pomarańczowych⎹ 23 zielonych⎹ 6 niebieskich⎹ 1 granatowy⎹ 5 fioletowych⎹ 3 różowych odłamków

EVENT: Odłamki

Z okazji siódmej rocznicy istnienia WMW/WMK postanowiłyśmy zorganizować event!
Wybrałam akurat taki temat, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo lubicie nabijać punkty i konkurować ze sobą. Mam nadzieję, że to Was zachęci do pisania opowiadań. Jest to sposób na bardzo łatwe wzmocnienie swoich postaci! :)

Od tej pory (począwszy od dzisiaj) za KAŻDE opowiadanie (nie ważne na jaki temat) otrzymasz losową ilość kolorowych odłamków odpowiadających danej umiejętności.
Thor będzie pisać pod Twoimi opowiadaniami, ile uzyskujesz za nie odłamków danego koloru. Za uzbieranie 100 odłamków otrzymujesz 1 pkt. danej umiejętności, które będą sumowane i dodawane co 10 dni trwania eventu (jeśli masz np. 123, to do kolejnej tury zostaje ci 23, a dodaje do statystyk 1 pkt. umiejętności).
Dla osób które uzbierają ŁĄCZNIE najwięcej odłamków (od wszystkich ich postaci) są przewidziane również nagrody:
  • 50 SG za pierwsze miejsce
  • 30 SG za drugie
  • 20 SG za trzecie
Jeśli event się przedłuży - za każdy miesiąc obowiązuje nagroda o 20 SG większa za pierwsze, 15 SG za drugie i o 10 SG za trzecie miejsce.


MOŻNA wymieniać się odłamkami, ale do 300 odłamków na 10 dni za każdą postać (można np. wymienić się na 200 odłamków z jedną osobą, na 50 z drugą, na 50 z trzecią).

Event póki co umownie trwa miesiąc, ale jeśli napiszecie 30 opowiadań przez ten czas, mogę przedłużyć event o 15 dni.

Póki co data zakończenia jest szacowana na 30 lipca 2020 roku.

Długość opowiadaniaMożliwa ilość uzyskanych odłamków danej umiejętnościMożliwa ilość uzyskanych odłamków mocy
3 tys. znaków 0-30 0-10
5 tys. znaków 10-50 3-15
7 tys. znaków 20-80 5-25
9 tys. znaków 40-120 10-40
11 tys. znaków 60-160 20-50
13 tys. znaków 80-220 30-70
15 tys. znaków i wzwyż 100-300 40-100

Powodzenia!




Tabela Thora, czyli ile uzbieraliście punktów przez ostatnie 10 dni:
 Imię
 wilka/Ilość odłamków
Czerwone
(szybkość)
Pomarańczowe
(wytrzymałość)
Zielone
(siła)
Niebieskie
(zwinność)
Granatowe
(skoki)
Fioletowe
(inteligencja)
Różowe
(moc)
Łącznie
Kai 216 203 224 189 226 131 70 1259
Dante 0 0 0 0 0 0 0 0
Navri 0 0 0 0 0 0 0 0
Torance 99 118 91 147 128 118 30 731
Leah 0 0 0 0 0 0 0 0
Lind 1077 15011207 1195 1093 1283 481 7837
Joel Treunis 0 0 0 0 0 0 0 0
Magnus Arvid Eriksen 0 0 0 0 0 0 0 0
Asgrim 33 44 10 21 19 26 8 161
Eterna Alvarelle Venris 279 269 23087 171 381 80 1397
Mortimer Treunis 0 0 0 0 0 0 0 0
Exan Treunis 60 93 0 82 95 215 37 582
Ismanise 81 53 76 69 77 47 17 320
Sinope 116 137 157 163 144 102 35 335
Gwidon Treunis 0 0 0 0 0 0 0 0
Erastus Treunis 0 0 0 0 0 0 0 0
Morgan660443 320 882 532 604 181 3622
Naida 349 383 505 379 411 134 114 2275
Yvar 781 530 885 495 573 618 188 4070
Sileenthar 295 321 393 191 270 332 89 1891
Infernum 0 0 0 0 0 0 0 0
Wilat 30 45 36 40 42 34 5 232
Gavriel 120 89 232167195 330 88 1221
Viola 0 0 0 0 0 0 0 0
Firia 91 99 75 99 99 77 29 569

niedziela, 26 kwietnia 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 5

– Co ze złamaniami? – zainteresowała się Nikaella.
– Dobre pytanie – pokiwała głową Navri – W większości przypadków nie należy robić nic i wezwać pomoc. Jednak kiedy sytuacja jest trudna, należy usztywnić kończynę. Nie wolno nam jednak ruszać poszkodowanego w wypadku uszkodzeń kręgosłupa. Szczególnie trudne do zaradzenia są także obrażenia czaszki. Mogą na nie wskazywać zawroty głowy, utraty przytomności i wymioty. Nie możemy też nic zaradzić na uszkodzenia miednicy oraz żeber. Jest to rzecz przeznaczona wyłącznie dla lekarza.
Nikaella chłonęła każde słowo wypowiadane przez Navri z oczami wielkimi jak monety.
Kilka pytań później przybiegł Chase wraz z Verkerem. Navri oceniła przyniesiony przez nich liść jako odpowiednio czysty. Przedarła go na pół, po czym przycisnęła swoją łapę do liścia ułożonego na piasku. Za pomocą pyska zdołała owinąć go dookoła kilkakrotnie. Następnie sprawnie zawiązała na supeł lianę.
Szczeniaki patrzyły na to z otwartmi ustami.
– Kto jest chętny, aby przetestować to na koledze lub koleżance?
– Ja chcę! – wyrwała się Sino.
– Kogo wybierasz jako swojego partnera?
– Eee... – jej wzrok powędrował po pyskach zebranych wilków – Możee... Naida?
– Yay! – pisnęła łaciata waderka. Eterna usunęła się jej z przejścia.
Usadowiły się na samym środku. Reszta uczniów usiadła w kręgu, aby móc obserwować poczynania waderek. Naida była tak podekscytowana, że ledwo mogła usiedzieć. Sino zaś przyjęła materiały od Navri i zabrała się do pracy.
Początki były tak nieporadne, że nawet Eterna czuła irytację. Miała poczucie, że sama zrobiłaby to lepiej. Ba, była tego zwyczajnie pewna. Navri w pewnym momencie podeszła bliżej i pomogła Sino, przytrzymując koniuszek liścia łapą. Sino cicho podziękowała i z zaangażowaniem kontynuowała robotę.
Eterna zerknęła na Mortiego. Patrzył na to z nikłym zainteresowaniem. Myślami musiał być gdzieś hen daleko. Nie poruszał go widok zagubionej Sino z drżącymi łapami, ani szczerzącej się głupio Naidy.
Navri musiała również zawiązać supeł na opatrunku, bo Sino nie potrafiła tego zrobić. Odsunęła się wówczas od uczennic, po czym oświadczyła:
– Przechodzi to oporniej, niż sądziłam. Z tego względu proszę was wszystkich o przyniesienie sobie zestawu liścia bananowca oraz liany. Spotykamy się tutaj za kilka minut. Musicie mi pokazać jak czyste są znalezione przez was materiały.
Wszyscy się rozeszli. Eterna miała w zamiarze podejść do Mortiego i go zagadać, lecz wyprzedziła ją Naida oraz Sino. Eternie aż zjeżyło się futro na szyi. Z trudem powstrzymywała warknięcie. Jeszcze tylko w tym zestawie brakowało jej drugiej rudej, której imienia wciąż nie znała.
– Co jest? Zazdrosna? – zapytał ironicznie Exan, który najwyraźniej postanowił się do niej doczepić.
– Nie twój interes – odparła, dumnie unosząc brodę.
– Po prostu mam rację – zaśmiał się. Eterna przyspieszyła kroku. Exan nawet nie próbował się z nią zrównać. Warknęła kilka nieprzyjemnych słów pod nosem, po czym zgarnęła pierwszy lepszy liść, wzięła rzuconą gdzieś lianę i wróciła. Chciała mieć to jak najszybciej z głowy.
– Liana jest za krótka, a liść musiał leżeć na ziemi już od kilku dni... – powiedziała Navri, widząc jej zestaw. Eterna warknęła z poirytowaniem i zawróciła. Przeklinała wszystkich. Exana, Naidę, Sino, rudą waderkę, a nawet Navri i Yuki. Miała naprawdę paskudny nastrój. Wystarczyło tylko, aby ktoś ją jeszcze zirytował jednym niepotrzebnym słowem, a gotowa była wybuchnąć.
Kilka minut później w końcu zebrała dla siebie liść i świeżą, długą lianę. Tym razem Navri oceniła ją jako za długą i kazała podzielić na pół oraz oddać komuś innemu. Eterna wepchnęła ją pierwszej lepszej osobie, nie przejmując się zupełnie, że miała ona już swój kawałek.
Robienie opatrunku jej nie wychodziło. Została jako jedna z ostatnich. Powarkiwała z poirytowaniem, a na końcu zrezygnowana położyła się na rozgrzanym od słońca piasku.
Wszyscy zdążyli się już rozejść, a ona została ze zrobionym do połowy opatrunkiem na łapie.
– Coś się stało, panno Venris? – zapytała Navri, kiedy zbliżyła się tak bardzo, że jej sylwetka zasłoniła południowe światło padające na głowę Eterny.
– Nie umiem tego zrobić – odburknęła Eterna.
– Coś pannę raczej zestresowało.
– Nie chcę o tym rozmawiać.

<C.D.N.>

sobota, 25 kwietnia 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 4

<< Poprzednia część <<

Luty 2026 r.
Szczeniaki wpatrywały się w Navri milcząco. Eterna znowu pozwoliła sobie na zerknięcie na Mortiego. Już wrócił do swojej wilczej wersji.
– Zacznijmy od najprostszego. Jak pewnie wiecie, w razie poparzeń należy natychmiast schłodzić ranę. W takiej sytuacji wyjście jest proste – należy wejść do oceanu lub najbliższego strumienia. Sytuacja się komplikuje w kwestii ran. Wówczas nie należy wchodzić do oceanu. Woda jest słona, zatem spowoduje silne szczypanie i ból. Jeśli rana jest brudna, a mamy dostęp do słodkiej wody, powinniśmy skorzystać właśnie z niej i w minimalnych ilościach. W razie możliwości można usunąć ziarenka piasku za pomocą pęsety. Czy wiecie, czym jest pęseta?
– Takie szczypce...? – zapytał nieśmiało Morti.
– Tak. Jednak obsługiwanie ich w wilczych łapach może być niemożliwe. Ta opcja jest zalecana dla tych, którzy zmieniają się w ludzi. Kolejnym krokiem będzie zatamowanie krwawienia za pomocą opartunku z liści i lian. Jeśli jednak rana jednak jest większa, należy udać się natychmiast do lekarza. W przypadku silnych krwotoków nie należy zawracać sobie głowy oczyszczaniem rany. W pierwszej kolejności należy zrobić opatrunek uciskowy. Najlepiej z materiału, ale liście w ostateczności też się przydadzą. Dopiero po zatamowaniu krwotok należy wezwać pomoc. W przeciwnym wypadku poszkodowany może się wykrwawić – urwała na chwilę – Czy wiecie jakie liście możecie wykorzystywać jako opatrunek?
– Bananowca...? – zapytała cicho Nikaella.
– Tak – potaknęła Navri – Jest to najbezpieczniejsza opcja. Liście nie zatruwają naszego organizmu. Ponadto mają właściwości antybakteryjne. Minusem jest śliska powierzchnia, zatem nie sprawdza się przy wchłanianiu krwi. Z tego właśnie powodu nie jest najlepszą opcją do tamowania krwotoków. Jakie jeszcze liście możemy wybrać?
– Liście palmowe – bardziej stwierdził, niż zapytał Emerald.
– Prawda. Są bardziej giętkie i nie tak śliskie, jak liście bananowca. Dodajmy do tego, że są różne typy liści palmowych. Prawdopodobnie sami zdołalibyście ocenić, który się nada, a który nie. Powinny być miękkie lub śliskie. Odrzucamy bezwarunkowo opcje, gdzie liście sprawiają wrażenie ostrych. Może to poczynić tylko więcej szkód. Ważne jest również pamiętanie o tym, żeby wszystko, co ma kontakt z raną było czyste. I liście, i materiał, i woda. Zastosowanie brudnych obiektów oraz cieczy może doprowadzić do zakażenia. Czy jest to dla was zrozumiałe?
Wilki pokiwały głową. Wtedy łapka Sino wystrzeliła w górę:
– Co jeśli nie ma nigdzie w pobliżu liści ani materiałów?
– Możemy próbować uciskać łapą po bokach. Tak, aby wydobywało się z rany jak najmniej krwi. Samej rany w ostateczności może dotykać sam poszkodowany. Jeśli jednak nie ma nikogo do pomocy... Musimy się liczyć ze zgonem.
Zapanowało mrożące krew w żyłach milczenie.
– Skoro nie macie pytań, zaprezentuję wam teraz przykładowe opatrunki – Tu, zmieniwszy się w postać wilka, wskazała na swoją łapę – Zatem uznajmy, iż mam ranę w takim miejscu. Co powinniście zrobić?
– Iść po liść bananowca! – wyrwała się Nikaella.
– Właśnie! – potaknęła jej żywo Naida.
– Zróbcie to – skinęła głową Navri.
– To ja i Chase pójdziemy po liany i liście – powiedział leniwie Verker. Zaraz potem zgarnął ze sobą kolegę i równie powoli oddalili się w stronę dżungli.
– I trzeba odkazić! – rzuciła Naida.
– Czym?
– E... wodą!
– Jesteś pewna? – uniosła brew Navri.
– Em... nie...?
– Dlaczego zatem uważasz, że woda ma właściwości odkażające?
– Bo ma sól!
Navri pokręciła głową.
– Wspominałam o tym dobrą chwilę temu. Sól podrażnia rany otwarte. Powinno się ją stosować tylko kiedy mamy do czynienia z czystą wodą słodką, i to w niewielkich ilościach. Nie w celu odkażenia, a oczyszczenia rany.
– Och – wyrwało się Naidzie.
Arrow zaczął zaczepiać Exana, ale ten zbywał to milczeniem. Eterna nie wiedziała, o czym rozmawiają. Zauważyła to tylko dlatego, że Morti od czasu do czasu zerkał w tamtym kierunku, gotów do interwencji.
– Czy macie jeszcze jakieś pytania? – zapytała doniosłym głosem Navri.

<C.D.N.>

piątek, 24 kwietnia 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 7

Adora zerknęła na niebo i skrzywiła się nieznacznie.
- Zanim zaczniemy, przenieśmy się do cienia. Nie ma sensu narażać się na udar słoneczny.
- Co to udar słoneczny? - spytałem, wychwytując wyrażenie, którego nigdy wcześniej nie słyszałem. - To coś złego?
Nauczycielka pokiwała głową.
- To stan występujący, kiedy zbyt długo przebywamy na słońcu. Reakcja na przegrzanie organizmu - wyjaśniła krótko. Nie mówiło mi to zbyt wiele, jednak nim zdążyłem zadać kolejne pytanie, wstała. Kilka powolnych, lecz długich kroków i już siedziała w cieniu. - Pospieszcie się.
Zerknąłem na Nikaellę. Parsknęła cichutko, odgarniając w ten sposób jasnoniebieską grzywkę z oczu. Kiedy zauważyła, że na nią patrzę, spuściła wzrok. Futerko na jej ogonie nastroszyło się. Zmrużyłem oczka, ale wilczyca nic nie powiedziała. Szybko pobiegła do swojej mamy i wtuliła w jej pierś. Od razu ruszyłem za nią, jednak ja nie przytuliłem pani Adory. To byłoby dziwne.
- To o czym chcieliście rozmawiać, nazywamy językiem ciała lub mową niewerbalną. Sygnały takie stanowią one znaczną część naszej komunikacji. Korzystamy i odczytujemy wiele z nich nawet nie zdając sobie sprawy - zaczęła pani Adora.
- Mowa... Nie-wel-bag-na - mruknąłem, próbując przyswoić to trudne słowo. A myślałem, że ten cały udar słoneczny brzmi dziwnie!
- Niewerbalne - poprawiła mnie od razu nauczycielka. Widocznie musiałem mówić o wiele głośniej, niż sądziłem. Zrobiło mi się wstyd. - Mowa werbalna to wszystko co mówimy, każde wypowiedziane słowo. Czym wobec tego jest niewerbalna?
- Językiem ciała - odpowiedziała Nikaella. 
Chciałem powiedzieć to samo!
- A dokładniej? 
- Tym, co nie mówimy i co pani mi wytknęła - powiedziałem szybko, nim zdążyłaby mnie ubiec Nikaella. Spojrzałem na nią przepraszająco, ale wilczyca tego nie zobaczyła. Wzrok wlepiała w oczy Adory.
- Dobrze. Do najbardziej podstawowych sygnałów należy płacz czy uśmiech. Ich znaczenie pojmuje już malutki szczeniak, obserwując rodziców. Wszelkie skrzywienia, marszczenie brwi, wyciąganie języka. Słowem - wszystko, co możemy zaobserwować na pyszczku innego wilka należy do mimiki. 
Zmarszczyłem brwi. Kolejne trudne słowo. Powoli zaczynała mnie boleć głowa od prób zapamiętania ich wszystkich od razu. A to był dopiero początek!
- Kolejnym ważnym elementem jest postawa, układ uszu oraz ogona. Wilk, który opuści uszy, podkuli ogon oraz wygnie grzbiet w łuk będzie przestraszony. Uśmiech na pysku i merdanie ogonem oznacza zadowolenie. Ciągłe rozglądanie się i napięte mięśnie czujność. Rozumiecie?
Przytaknęliśmy czym prędzej. Uważnie słuchałem każdego słowa. Były to dość oczywiste rzeczy, ale - tak jak mówiła pani Adora - wcześniej niespecjalnie zdawałem sobie sprawy z ich istnienia. Odbierałem je, nie zastanawiając się nad nimi tak dokładnie jak teraz.
- Warto też zwrócić uwagę na oczy. Nie bez powodu nazywane są zwierciadłem duszy...
- Co to zwierciadło? - wtrąciłem.
Adora spojrzała prosto na mnie. Nie wyglądała na zadowoloną, że jej przerwałem. Mroziła mnie przez kilka chwil wzrokiem. Skuliłem się, wysyłając jej sygnał, że to było naprawdę straszne. Ta cała mowa ciała była naprawdę przydatna. 
- Rzecz, która odbija świat rzeczywisty - Otworzyłem pyszczek, żeby zadać kolejne pytanie. To nic mi nie powiedziało! - Zwierciadłem może być na przykład kałuża. Mógłbyś mi ciągle nie przerywać? - warknęła, nim cokolwiek się odezwałem. Zapragnąłem być o wiele mniejszy. Pani Adora potrafiła być równie straszna co pani Yuko.
- Przepraszam - powiedziałem, kładąc się na piasku. Kilka razy oblizałem swój pyszczek. Czy nauczycielka wiedziała, co w ten sposób chciałem przekazać? Jeśli tak, to nie dała tego po sobie poznać. Bez kontynuowania dyskusji, powróciła do przerwanego wcześniej tematu.
- Kłamcy często unikają wzroku swojego rozmówcy. Zdarza się jednak, że wręcz natarczywie go szukają. Chcą w ten sposób przekonać rozmówcę, że nie kłamią. Jeśli ktoś jest zawstydzony, często będzie patrzeć w ziemię. Zakochani natomiast szukają okazji do kontaktu wzrokowego. Czy wszystko jasne?
Nadal trochę obawiałem się odezwać, więc jedynie pokiwałem głową. Nikaella przytaknęła normalnie.
- W porządku. Teraz przejdziemy do drugiej części lekcji. Będę przyjmować różne postawy oraz robić miny. Waszym zadaniem będzie określenie, co one oznaczają. Każdą odpowiedź macie uzasadnić, dlaczego tak sądzicie. Nie o wszystkich sygnałach mówiłam. Musicie zdać się na siebie.