wtorek, 9 czerwca 2020

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 6 (cd. Naida)

Ostatnią lekcją tego dnia miały być sztuki walki. Ostatnio (choćby ze względu na dobre wyniki w nauce) Eterna poprawiła swoje relacje z nauczycielem. Nadal nie był to jej ulubiony przedmiot, lecz miała świadomość, że dość ważny. Ponadto tego dnia Morti postanowił się jej trzymać. Kiedy po raz pierwszy spędził z nią z własnej woli całą przerwę, Eternie trudno było powstrzymać nerwy i szybsze bicie serca. Właściwie stało się to niewykonalne.
Nie mogła przestać na niego patrzeć i komplementować w myślach. Co prawda cały czas przebywał z nimi Theo, ale za to Exana nie było w zasięgu wzroku. Eterna cały czas powtarzała sobie w myślach jedno pytanie: czy to przez Exana Morti nie chciał z nią rozmawiać? Co jeśli tak naprawdę mu się podobała, ale nie chciał tego po sobie poznać ze względu na brata?
– Koniec przerwy! – powiedział nagle Dannan.
Eterna uśmiechnęła się słodko do Mortiego, po czym zwróciła się do nauczyciela przodem. Morti usiadł nieopodal, co wprawiło Eternę w jeszcze lepszy nastrój.
– Jak myślisz, o czym będzie dzisiejsza lekcja? – zapytał cicho Theo.
– Ciosy karate? – zażartował Morti.
– Haja! – pisnął Theo, robiąc zamach tylną łapką. Siedząca nieopodal Naida aż podskoczyła ze strachu, na co Theo zareagował pospiesznym przepraszaniem. Robił to tak długo, że Eterna aż zaśmiała się do siebie.
– Śmiejecie się ze mnie, ale Theo chyba zwariował na punkcie Naidy.
Morti wyglądał na zaskoczonego. Dopiero wtedy zaczął się baczniej przyglądać bratu.
– No co? – zapytał Theo, zauważywszy wzrok Mortiego.
– Inne wadery też tak przepraszasz?
Theo zamarł. Na ten widok Morti wybuchnął śmiechem.
– Jakbyś był teraz człowiekiem, idę o zakład, że byłbyś czerwony.
– Wcale nie!
– Udowodnisz?
Theo zacisnął usta w wąską kreskę, na co Morti śmiał się jeszcze głośniej.
– Co się stało? – zainteresowała się Naida.
– Theo się w tobie zabujał!
Naida wytrzeszczyła oczy, zaś Theo rzucił się na brata.
– Zgłupiałeś?!
Morti nadal się śmiał. Theo zaś tylko udawał, że chce mu zrobić krzywdę. Eterna nieźle rozbawiona siedziała tuż obok. Ani myślała o przeszkadzaniu im.
– Zabujał? – powtórzyła Naida – To pójdziemy na randkę?!
Theo zaprzestał prób pogryzienia brata.
– Czekaj, co...? Chcesz iść ze mną... na randkę?
Naida merdała ogonem. Na jej pyszczku malował się szeroki uśmiech. Nim Theo zdążył odpowiedzieć, w słowo wszedł mu Dannan:
– Koniec tych miłostek. Umówicie się po lekcji.
Theo przeprosił cicho, zlazł z brata i usadowił się tak, by móc obserwować kątem oka Naidę. Starał się nie uśmiechać, ale przechodziło mu to z trudem. Eterna w międzyczasie, kiedy Dannan zaczął prowadzić lekcję, szturchnęła lekko Mortiego.
– A my? Pójdziemy na randkę?
Morti wyglądał na zagubionego.
– N-nie wiem. Może kiedyś...
Eterna była zawiedziona taką odpowiedzią. Pocieszała się, że to przynajmniej nie było "nie". Może coś z tego będzie, pomyślała.
– Dzisiaj będziemy uczyć się jak skutecznie wdrapywać się na drzewa – oświadczył Dannan – I zeskakiwać z nich.
– Pasjonujące – mruknęła pod nosem Eterna.
– A co jak już ktoś umie? – zapytała Sino.
– Udowodnij mi to, a wtedy dam ci inne zadanie.
To nieco zmotywowało szczeniaki. Przystąpiły do działania. Dannan tłumaczył, gdzie można się wybić na nawet gładkim konarze i jak wślizgnąć się na wysokie drzewa.
– Naida, a pamiętasz jak utknęłaś na drzewie? – zapytał ktoś ironicznie. Theo od razu rzucił się w jej obronę. Eterna potrząsnęła głową i przyspieszyła kroki, by nie mieć nic z tym wspólnego.
Ku jej rozczarowaniu Morti gdzieś zniknął jej z pola widzenia. Nie mogli trenować obok siebie. Westchnęła cicho, zaczepiając się pazurami o najbliższe drzewo. Próbowała się wybić, ale nie było to takie proste, jak myślała. Niedługo potem pojawił się Dannan, który trochę ją popchnął w górę. Udało się jej dostać na sam szczyt dopiero pod koniec lekcji. W tym samym czasie Sino zdążyła wejść i zejść dwa razy, a Theo trzy. Naida znowu zaklinowała się na samej górze. Do zeskoczenia dopingował ją Theo i Dannan, ale bezskutecznie. Stali tak nawet, kiedy lekcja się już skończyła.

<Naida? Może twój nowy Romeo cię uratuje>

Zdobyto: 15 czerwonych⎹ 4 pomarańczowych⎹ 2 zielonych⎹ 24 niebieskich⎹ 19 granatowych⎹ 23 fioletowych⎹ 4 różowych odłamków

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 5

Szczeniaki obserwowały odchodzacą Adorę.
– To jaki mamy plan? – zapytał Theo.
– Morti mówi, że masz talent literacki, więc wymyśl coś.
– Hej, to trochę wredne – wtrącił Morti z oburzeniem.
– Co jest wredne?
– To co powiedziałaś. To że ma talent nie znaczy, że ma robić wszystko za nas!
– Ale jemu to przechodzi najłatwiej, czyż nie?
– To tak nie działa! – upierał się Morti.
– Skoro tak mówisz...
– Um... No to... – zaczął Theo, którego zawstydziła cała ta rozmowa. Starał się tego nie okazywać po sobie, ale z marnym skutkiem – Może zacznijmy od wymyślenia morału?
– Najłatwiej będzie z jakimś banalnym. Może "nie kradnij"? – zaproponowała Eterna. Theo z sykiem wypuścił powietrze.
– Jakieś inne propozycje?
– Pomagaj rodzicom? – rzucił Morti.
– Chyba wolę już to z kradzieżą. Może coś o... smokach?
Eterna popatrzyła w niebo. Pamiętała niewiele z czasu, kiedy latali smokiem. Jej wspomnienia sprowadzały się głównie do wycieczek do Białego Królestwa. W obecnych warunkach widują smoka dosłownie raz do roku. Jeśli wierzyć Kai'emu – te tereny nie są zamieszkałe przez smoki.
– Kradzież smoczego jaja? – zaproponował po chwili namysłu Morti.
– Dobre. Chyba smoki bzikują na tym punkcie.
– Też tak słyszałam – potaknęła Eterna.
– To nasz bohater ukradnie smocze jajo. Po co mu smocze jajo?
– Żeby sprzedać? W Białym Królestwie jest mnóstwo straganów z tego typu rzeczami. Nie mam pojęcia na co komu smok, skoro nie ma tam na to miejsca, ale wiem, że na pewno jakieś było – powiedziała Eterna.
– Główny bohater to wilk z Białego Królestwa, który chce się łatwo dorobić, bo jest biedny. Może być?
– Skoro jest biedny, to brzmi jak materiał na historię o tym, co robi się w przypadku biedy. Drastyczne kroki podejmowane przez wilki, w tym kradzież... – Theo zmarszczył nos – Morał nam nie pasuje.
– No to bogaty wilk – poprawił się Morti.
– A może właśnie biedny? Ktoś będzie chciał go okraść, a wtedy... wtedy... – Theo urwał – Dobra, nie mam morału. Niech będzie ten bogacz. Jaką karę poniesie za kradzież?
– Aresztują go...?
– Może smoczyca go pożre? – dodała Eterna.
– Banalne. Macie coś innego? – zapytał Theo.
– A może... Może smok go pożre, a smoka aresztują za morderstwo. Co ty na to?
Theo z wrażenia aż zatkało. Eterna patrzyła pustym wzrokiem na Mortiego, zastanawiając się, czy żartuje. Nie chciała wierzyć w to, że jej ulubiony basior na świecie mógł palnąć coś tak głupiego.
– No co? Zawsze możemy napisać komedię.
Theo aż potarł się po pyszczku.
– Macie coś innego?
Eterna chciała coś dodać, ale Morti ją wyprzedził:
– A może kiedy zabierze je do domu, to się wyklują? I go zjedzą. Albo w środku będzie coś zupełnie innego? Na przykład gigantyczny wąż. I też go zje.
– Co ty masz z tym jedzeniem?
– Nie wiem. Chyba przez ten morał zaczyna mi lekko odwalać – Morti wzruszył ramionami – Faktycznie historie z morałem są głupie.
– Można poruszyć tak wiele wątków, ale musi być ten durny morał – ubolewał Theo.
– Nie narzekajmy, tylko działajmy – wtrąciła Eterna – Niech będzie, że wykluje się ten wąż.
– A może nie zje go, tylko okaże się, że... – Theo urwał – Nie, to bez sensu.
Zapadła cisza.
– Po prostu zostańmy przy już ustalonej wersji wydarzeń – stwierdziła Eterna – Tak będzie najłatwiej. To i tak jakieś głupie zadanie na lekcję logiki, a nie materiał na powieść, więc nie musimy się aż tak starać. I tak to skomentuje tak samo, i tak.
– No w sumie... – mruknął pod nosem Theo – Coś w tym jest.
– Co o tym sądzisz, Morti? – zwróciła się do basiorka.
– Że popieram. To co, Theo, teraz ty chcesz opowiadać?
– Mogę – odpowiedział po chwili wahania.
– No to super. Eterna, pójdziesz po Adorę?
Eterna skinęła głową. Wymieniając kilka zdań z nauczycielką, zauważyła że bracia o czymś rozmawiali. Dyskretnie, szeptem. O niej? Na samą taką myśl humor się jej popsuł.
– To ja opowiem naszą historię – zaczął Theo jak gdyby nigdy nic, gdy już Adora przyszła – Legendy powiadają, że niegdyś żył obrzydliwie bogaty wilk. Był on poszukiwaczem nagród. Gromadził najcenniejsze na świecie dobra i kruszce, po czym sprzedawał na rynku. Któregoś dnia usłyszał legendy o złotych jajach złotego smoka. Widząc w tym niezwykły biznes, udał się na szczyt góry, na której zamieszkiwał ów smok. Dostanie się do jamy okazało się dziecinnie proste. Wilkowi udało się zabrać jedynie jedno jajo, gdyż wszystkie były niemal jego wielkości. Wróciwszy do domu usadził je w najciemniejszym zakątku swojego pokoju. Wieczorem, tuż przed pójściem spać, poszedł ocenić wartość zdobyczy. Wtedy zobaczył, że jajo zaczęło się poruszać. Z środka wystrzelił stwór o długiej szyi i ciemnych łuskach. Wąż rzucił się na wilka i pożarł go w całości. Smok bowiem umiał przepowiadać przyszłość. Podmienił jedno jajo na wilkożernego węża, aby miał nauczkę... na całe życie.
Adora przy ostatnim zdaniu lekko zmarszczyła brwi, ale i tak pokiwała głową.
– Ładnie opowiedziane, ale... nie uważasz że trochę zbyt krwawe?
– Nie – odparł Theo bez zastanowienia. Na pysku Eterny pojawił się mały uśmieszek.
– Cóż, ja nie lubię takich historii. Następnym razem mniej krwi, Theo – oświadczyła na odchodnym. Theo był niepocieszony.

<C.D.N.>

Zdobyto: 12 czerwonych⎹ 15 pomarańczowych⎹ 16 zielonych⎹ 10 niebieskich⎹ 24 granatowych⎹ 43 fioletowych⎹ 12 różowych odłamków

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Od Exana "Proste jak banany" cz. 2

Styczeń 2026 r.
Lekcja powoli dobiegała końca. Uczniowie zaczynali się już niecierpliwić. Kiedy As tłumaczył im ostatnie pojęcia, niektóre szczeniaki zaczynały szeptać między sobą. Grupa wydawała się być coraz głośniejsza, lecz nauczyciel najwyraźniej postanowił to zignorować. Exan obserwował wszystko ze spokojem. Wiedział, że nie ma sensu tak się ekscytować końcem lekcji. Po każdej przerwie, musieli przecież wrócić na inną, czasami nawet gorszą, lekcję. Bardziej ucieszyłaby go wiadomość, że to koniec nauki na dzisiaj. Jednakże czekała go jeszcze logika i sztuki walki. Na myśl o biciu się, Exan skrzywił się lekko.
– A ty dlaczego jesteś taki ponury? Boli cię coś? – zapytała Ruby, mierząc go wzrokiem.
– Nic mi nie jest. Dzięki za troskę – rzucił Exan, mając nadzieję, że na tym zakończy się ich rozmowa.
– Skoro tak mówisz... – Ruby wyglądała na zamyśloną. – Masz czas w czasie przerwy?
Exan spojrzał na nią zdziwiony. Nie spodziewał się od niej takiego pytania. Rozejrzał się dookoła, zastanawiając się, co mógłby jej odpowiedzieć. Pomyślał o swoich braciach, którzy będą zapewne spędzać nadchodzącą przerwę w towarzystwie dwóch irytujących waderek.
– Masz na myśli tą teraz? Po tej lekcji? – spojrzał na koleżankę. – Chyba nie mam nic ciekawszego w planach.
– To dobrze! – odpowiedziała od razu. – No to może... Chciałbyś z kimś spędzić ten czas?
– To zależy kogo masz na myśli.
– Mnie! O ile... – Waderka zawahała się. – Jeśli wolisz spędzić ten czas z braćmi, zrozumiem.
– Co? Chyba podziękuję, nie mam dzisiaj nastroju na te ich problemy! Dlaczego myślisz, że chciałbym spędzać z nimi czas?
– Zawsze z nimi chodzisz. Pewnie jesteście ze sobą bardzo blisko! – waderka uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę siedzącego obok Theo.
Exan patrzył na nią zdziwiony. Pomimo tych wszystkich uśmiechów, Ruby wydawała się być czymś bardzo zestresowana. Basior nie miał pojęcia co lub kto mógłby działać na nią w ten sposób. Może stało się jej coś poważnego i chce się komuś zwierzyć? To wyjaśniałoby tą nagłą propozycję spędzenia wspólnie przerwy. Może ktoś ją zastraszał? Nie tłumaczyłoby to jednak, dlaczego wybrała akurat jego. Exan odwrócił się nagle w stronę Theo. Ruby nie bez powodu wspomniała coś o jego braciach. Morti był zbyt miły, aby przestraszyć kogoś takiego jak ona. Reszta jego rodziny też raczej odpada. Jednak Theo? Ten chudy basiorek z pozoru nie wyglądał szkodliwie. Jednak może dokuczał jakoś waderce? Chociaż to wydawało się raczej niemożliwe, jaki mógłby być inny powód dla którego Ruby się tak stresuje? Exan pomyślał o Mortim i jego trójkącie. Czyżby Ruby zakochała się w którymś z jego braci? Jeśli tak, oznaczałoby to więcej problemów niż z zastraszaniem.
– Co się tak na mnie patrzysz? – zapytał nagle Theo.
Exan podskoczył przestraszony. Zamyślił się tak bardzo, że aż nie zauważył, kiedy lekcja dobiegła końca. Zmierzył brata uważnym spojrzeniem. Musiał go jakoś spławić, aby móc pobyć trochę sam na sam z Ruby.
– Wiesz co, Theo? Tak sobie myślę, że to twoje udawanie, że Naida cię nie obchodzi...
– Bo nie obchodzi! – wtrącił się basiorek.
– To może być niezdrowe – dokończył ignorując jego wypowiedź. – Powinieneś zrobić pierwszy krok! Zaproś ją na randkę albo coś... Może zjecie coś razem w samotności. Widziałem jak wiele par tak robiło!
Theo nie wyglądał na przekonanego. Wstał i z rozbawieniem spojrzał na brata.
– Ona ma Mortiego, a ja nic do niej nie czuję. To tylko przyjaciółka! 
Exan chciał coś mu odpowiedzieć. Może powinien wymyślić więcej argumentów i pomysłów na ich randkę? Jednak nie zdążył nawet się odezwać, a Theo już był daleko. Oczywiście basiorek skierował się prosto do Naidy. Exan odetchnął z ulgą. Pozbył się niechcianego towarzysza zaskakująco szybko.
– Przejdziemy się gdzieś? – zapytała trochę niepewnie Ruby.
– Jasne! Może tam, do cienia? – Basiorek wskazał łapą miejsce znajdujące się najdalej od reszty szczeniaków.
– Może być – odpowiedziała wzruszając ramionami.
Ruszyli powoli na wyznaczone przez basiorka miejsce. Zapanowała między nimi niezręczna cisza, a przynajmniej była taka dla Exana, który nie miał pojęcia jak rozpocząć rozmowę z waderką. Ruby w tym czasie szła obok niego jakby weselsza. Co jakiś czas zerkała na basiorka nieudolnie starając się ukryć triumfalny uśmiech. Exan zaczął się zastanawiać, czy waderka cieszy się dlatego, że udało się spławić Theo. Jeśli tak, to może naprawdę to on tak ją stresował? Może chciała zapytać kogoś w jaki sposób mu się przypodobać? W takiej sytuacji nie chciała zapewne, aby Theo był tuż obok. To miałoby sens. Exan poczuł ukłucie zazdrości na myśl, że Ruby mogłaby zakochać się w jego bracie. Pokręcił głową z rozbawieniem. Pewnie dostaje już kompleksów przez tych wszystkich zakochanych. Po krótkim czasie dotarli na miejsce i Exan musiał odłożyć te przemyślenia na później. Usiadł wygodnie w chłodnym cieniu i spojrzał w niebo. Postanowił jakoś przerwać tą denerwującą ciszę.
– Ładna dzisiaj pogoda.
Ruby zerknęła na niego rozbawiona tak nieudolną próbą rozpoczęcia rozmowy. Przekrzywiła lekko głowę i z uśmiechem wpatrzyła się w horyzont.
– Lubisz spędzać czas ze swoimi braćmi?
– To zależy – odpowiedział lekko zmieszany.
– Od czego?
– Może bardziej bym to polubił, gdyby nie Naida i Elanor. Ostatnio przyczepiły się do nich jak piasek do mokrego futerka. Strasznie działają mi na nerwy. Same z nimi problemy.
– Ale futerko może wyschnąć. Wtedy piasek od ciebie odpada.
– Ale nie cały. One są tymi ziarenkami, które nie chcą się odczepić i tylko cię drażnią – Exan warknął cicho i spojrzał z rozdrażnieniem na Ruby.
– Więc dlaczego się z nimi zadajesz?
Basiorek otworzył pyszczek, chcąc jej na to w jakiś sposób odpowiedzieć. Jednak nie potrafił wymyślić żadnego logicznego powodu. Dlaczego ciągle za nimi chodził? Czy był jakiś konkretny powód?
– To moi bracia – Exan uśmiechnął się nieznacznie. – No i... chyba się już do tego przyzwyczaiłem. Bez tych kłótni, problemów i krzyków byłoby nudno. Ciągle na to narzekam, ale... To stało się już częścią mojego życia. Codziennością, która sprawia, że każdy dzień ma dla mnie jakąś nową niespodziankę.
– Wow – Ruby wyglądała na zachwyconą. – Myślałam, że powiesz coś o braku innych przyjaciół, albo o radości z powodu cierpienia innych... Nie sądziłam, że odpowiesz w taki ckliwy sposób.
– To źle? – Basiorek zgarbił się nieco i wbił wzrok w swoje łapy.
– Nie! Oczywiście, że nie! Wręcz przeciwnie!
Exan rozluźnił się nieco. Przypomniał sobie jednak o tym, jak zestresowana była waderka jeszcze przed chwilą, kiedy pytała go o wspólne spędzenie czasu. Prawie zapomniał, że jego koleżanka może być przez kogoś zastraszana i gnębiona. Albo wręcz przeciwnie – zakochana po uszy w jednym z jego braci. Basiorek wziął głęboki wdech. Musiał się jakoś upewnić, że ma rację. Nie wiedział jednak jak się do tego zabrać.
– Em, Ruby?
– Tak?
– Dlaczego byłaś taka zestresowana jak pytałaś mnie o przerwę? Bałaś się czegoś?
Waderka zaczęła z uwagą przyglądać się pobliskim drzewom. Jej ogon trząsł się nerwowo. Zdawało się, że wśród liści i pni drzew, waderka szuka jakiejś podpowiedzi. Exan zaczął podejrzewać najgorsze.
– Czy ktoś cię gnębi? – zapytał z przejęciem. – Theo? Albo ktoś inny?
– Co? – waderka parsknęła śmiechem. – Oczywiście, że nie! Skąd ten pomysł?
– To może się zakochałaś? W którymś z moich braci.
– Prędzej zjem palmę niż do tego dojdzie!
Exan odwrócił wzrok i wbił go w te same drzewa, w których jego koleżanka szukała przed chwilą odpowiedzi. Palmy jednak i jemu nie podpowiedziały niczego ciekawego. Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu zerkając na siebie niepewnie.
– To... – zaczął niepewnie. – To dlaczego byłaś taka zestresowana?
– Dowiesz się w swoim czasie, Exanie.
– Ale to nic poważnego? Nikt cię nie gnębi?
– To tylko tymczasowy problem, który mam nadzieję jakoś rozwiązać. Będziesz mi w tym bardzo potrzebny, ale lepiej, abyś na razie nie wiedział, na czym on polega.
– A kiedy będę mógł się o tym dowiedzieć? – zapytał.
– Jak uda mi się go rozwiązać.
Exan spojrzał na nią nie rozumiejąc znaczenia tych słów. W czym może przydać się osoba, która nawet nie wie co ma robić? Chciał zadać jej jeszcze tak wiele pytań, jednak patrząc w jej zagubione oczy, zdał sobie sprawę, że lepiej będzie, jeśli zostawi ją na jakiś czas samą z tym problemem. Wstał powoli i otrzepał się z piasku. Ruby spojrzała na niego pytająco.
– Zaraz zacznie się następna lekcja. Powinniśmy wracać do reszty – wytłumaczył Exan.
Waderka kiwnęła głową i ruszyła z Exanem w stronę innych uczniów. Szli w ciszy, jednak tym razem ta cisza była dla Exana czymś w rodzaju przerwy od ciągłego hałasu i rozmów. Idąc tak obok koleżanki miał czas uporządkować sobie wszystko w głowie. Może życie w tej niewiedzy będzie trudne, ale zrobi wszystko, aby jakoś pomóc Ruby w rozwiązaniu go. Nie zamierzał zostawić jej samej w potrzebie. Z taką decyzją usiadł obok Mortiego i z uśmiechem spojrzał na siedzące obok niego trzy inne szczeniaki. Przez chwilę panował spokój, jednakże nie minęła chwila, a Naida zauważyła, że nie siedzi obok Mortiego. Pomiędzy szczeniakami znajdował się nikt inny jak Elanor, która z wyższością spoglądała na kudłatą rywalkę. Exan zamknął oczy i z uśmiechem zaczął wsłuchiwać się w kolejną, bezsensowną kłótnię. 



<C.D.N.>

Uwagi: "Masz czas w przerwę?" brzmi dziwnie i trochę nienaturalnie. Przecinki.

Zdobyto: 60 czerwonych⎹ 93 pomarańczowych⎹ 103 zielonych⎹ 82 niebieskich⎹ 95 granatowych⎹ 112 fioletowych⎹ 37 różowych odłamków

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 4

Kolejną lekcją, na jakiej przyszło Eternie przebywać, była logika. Po raz kolejny postanowiła usiąść tuż obok Mortiego. Tym razem nie kładła głowy na jego ramieniu, z obawy, że znowu uśnie. Adora tego naprawdę nie lubiła.
– Waszym dzisiejszym zadaniem będzie wymyślenie historii – oznajmiła, przeliczywszy całą grupę – Musicie w niej uwzględnić występowanie jakiegoś pradawnego stwora. Ma być straszny – Zrobiła dramatyczną przerwę – Pracujecie w grupach trzyosobowych. Dobierzcie się wedle uznania.
Szczeniaki były podekscytowane. Isa i Infinite natychmiast doskoczyli do siebie, zaś Theo do Mortiego.
– Wychodzi na to, że jesteśmy razem, comrade – zażartował Morti.
– I w towarzystwie senorita Elanor.
– Nie mam pojęcia o czym wy wygadujecie – Eterna potrząsnęła głową. Bracia wybuchnęli śmiechem.
– Macie jakiś pomysł? – zapytał Theo, wbijając wyczekujące spojrzenie w Mortiego.
– Cóż... Musimy zdecydować, gdzie chcemy żeby to miało miejsce.
– O, ja mam pomysł – Theo zamerdał ogonem – Co powiesz na bitwę pod wodą?
– Dobree! – podekscytował się Morti – Co powiesz o takim długonogim stworze, który pływa odbijając się od kamieni pod wodą?
– O jaa...!
– Z taką wielką paszczą!
Bracia dalej przekrzykiwali się ze swoimi pomysłami. Eterna przysłuchiwała się temu z uniesionymi brwiami. W życiu nie wpadłaby na podobne kombinacje. Była stanowczo zbyt mało kreatywna, aby na to wpaść. Theo i Morti zaś wymyślali to z taką łatwością, że aż sama nie mogła się temu nadziwić...
– Kto będzie protagonistą? – zapytał Theo.
– Protago... co?
– Protagonista to główny bohater – objaśnił z dumą Theo.
– Och. Nie wiem, może jakiś nurek?
– Co powiecie na syrenę? – wtrąciła Eterna.
– Dobreee! – powiedzieli chórem bracia. Zaraz potem znowu zaczęli się śmiać. Eterna uśmiechnęła się do siebie. Choć raz wymyśliła coś dobrego.
– Niech walczy takim trójząbem – Morti tak zamachnął się łapką, że nieomal upadł.
– I kto wygra?
– Syrenka! Jest mniejsza, zgrabniejsza i szybsza. Wrzuci potworowi trójząb do paszczy – Morti odpowiedział bratu z dumą – Czyli już skończyliśmy?
– Chyba tak – potaknął Theo – Kto będzie opowiadał?
– Mogę ja – Morti pomerdał ogonem tak mocno, że obsypał piaskiem Eternę. – Wybacz!
– Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się.
– Powiem pani, że skończyliśmy – zaproponował Theo. Przystali na tę propozycję. Eterna odprowadziła go wzrokiem, po czym zwróciła się do Mortiego:
– Masz naprawdę bujną wyobraźnię.
– Theo też. Też pomagał. Wymyślił połowę.
– No tak...
– I sądzę, że ma talent! Ma bardzo fajne pomysły. Mógłby nawet napisać książkę. Nie sądzisz?
Theo akurat wrócił, wraz z zaintrygowaną nauczycielką u boku.
– Tak – odpowiedziała niechętnie Eterna. Nie wierzyła w słuszność swoich własnych słów, ale nie chciała się kłócić z Mortim.
– Morti, opowiadaj – poprosił Theo.
– A więc... – zaczął basiorek – W podmorskich toniach żył sobie długonogi potwór. Odbijał się od skał i pożerał bezbronne rybki. Któregoś razu pożarł również syrenkę. Inne syrenki się o tym dowiedziały i wpadły w gniew. Potwór był straszny i wielki, więc musieli się naradzić, co z nim zrobić. W końcu zgłosiła się pewna odważna syrenka. Wręczono jej trójząb i uzbrojono. Ruszyła do walki. Odnalezienie potwora było trudne. Poznała go dopiero, kiedy wypatrzyła wielkie, złote oko na tle skał. Potwór otworzył paszczę, aby ją pożreć, ale wtedy syrenka rzuciła trójzębem. To zabiło potwora, a dno oceanu znowu było bezpieczne.
Na pyszczku Theo malowała się mieszanka rozczarowania i zainteresowania. Eterna zaś była całkowicie pochłonięta obserwowaniem Mortiego podczas jego opowieści.
– Bardzo ciekawa historia – pokiwała głową Adora – Brzmi zupełnie jak jakaś legenda. Nie ma jednak morału. Czy umiecie wymyślić historię z morałem?
Bracia wymienili spojrzenia. Theo wyglądał na wręcz zawiedzionego.
– Coś nie tak? – zapytała Adora.
– Nie lubię historii z morałem.
– Spróbujcie. Na pewno się wam uda. To nie takie trudne, jak się wydaje – odpowiedziała z uśmiechem – Dobrze sobie radzicie.

<C.D.N.>

Zdobyto: 20 czerwonych⎹ 8 pomarańczowych⎹ 5 zielonych⎹ 8 niebieskich⎹ 18 granatowych⎹ 3 fioletowych⎹ 5 różowych odłamków

niedziela, 7 czerwca 2020

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 3

– Nic. Wszystko w należytym porządku. Tylko molestujesz mojego brata, jednocześnie będąc znacznie od niego starszą. Wszystko jest okej.
Eterna zmrużyła ślepia.
– Licząc od urodzenia, Mortimer jest raczej starszy...
– Wiesz jak dorastamy, prawda? Więc nie zgrywaj głupiej – parsknął Exan – Mnie też zagryziesz, tak jak Yngvi? Bo coś ci nie pasuje?
– Exan! – wtrącił z oburzeniem Theo.
– Mówię prawdę. Najprawdziwszą prawdę – wycedził Exan, nie spuszczając wzroku z Eterny. Verker przysłuchiwał się temu z najszczerszym przerażeniem.
– Nikogo nie zagryzłam.
– Ale uszkodziłaś. Myślałaś, że nikt się nie dowie?
– Ani przez moment – oznajmiła bez mrugnięcia okiem – Widziało to kilka osób, więc to oczywiste, że przekażą to dalej.
– A więc to prawda? – zapytał osłupiały Theo.
Eterna nie odpowiedziała. Morti zaś siedział ze spuszczoną głową.
– Możemy przestać do tego wracać? Mamy coś do zrobienia – oznajmiła w końcu Eterna. Z jej głosu emanował chłód.
Zaraz potem, zupełnie jak na zawołanie, zjawiła się Naida wraz z Infinite.
– Macie nietęgie miny... Coś się stało? – zmartwił się Infinite. Exan i Eterna nadal patrzyli sobie w oczy. Exan z uporem, a Eterna iście morderczo.
– Nie – odparła krótko Eterna.
– Na pewno?
– Na pewno.
Infinite przygryzł wargę, ale nic już nie dodał. Naida za to położyła stertę suchych patyków, liści i bambusów tuż pod łapy Exana.
– Mogą być takie? – zapytała podekscytowana.
– Tak. Infinite, mógłbyś?
Basiorek rozumiejąc sugestię, sprawnie ułożył patyki, liście i bambusy w nieco zgrabniejszą kupkę. Dookoła obłożył ją kamieniami. Dopiero wtedy zapłonął na nich ogień. Exan w tym czasie wraz z Theo skosntruowali rusztowanie, na którym można było zawiesić garnek.
– To teraz wrzucamy? – zapytała nieśmiało Naida.
– Musimy poczekać aż zacznie wrzeć – odparł powoli Exan.
– Czyli?
– Musi zacząć bulgotać.
– Och. Mogę przypilnować!
– Jak chcesz – odpowiedział Exan, ponownie zerkając na Eternę. Teraz opierała głowę o ramię Mortiego. Miała zamnięte oczy, a jej pierś miarowo unosiła się i opadała. Morti siedział z nieco zrezygnowanym wyrazem pyska.
– Musisz się nauczyć jej stawiać – syknął Exan – Takie podejście doprowadzi cię do grobu. Albo kogoś innego.
Eterna nie dała po sobie poznać, że usłyszała to. Przy boku Mortiego poczuła jednak takie ukojenie, że ogarnęła ją senność. Teraz nawet nie miała siły odpyskować Exanowi. Po prostu cieszyła się z chwili, jednocześnie nasłuchując, co robi jej grupa.
Kilka minut później woda zaczęła bulgotać, o czym poinformowała ich Naida. Infinite z sykiem zgasił ogień, zaś Verker poszedł po Asgrima.
– Spójrzmy... – powiedział, kiedy już przybył na miejsce. Eterna zamrugała oczami. Poczuła się, jakby rzeczywiście zasnęła.
– Kolor w porządku, zapach również.
Exan dumnie wypiął pierś.
– Zgaduję, że ty dowodziłeś grupą?
– Tak. Tylko Elanor nic nie robiła.
Eterna pod wpływem spojrzenia Asgrima zacisnęła szczęki tak mocno, że zabolałby ją zęby.
– I Morti – wtrącił Verker.
– Dlaczego?
– Nie było dość zajęć na tyle osób, proszę pana – odparł potulnie Morti. Eternie natychmiast zrobiło się lżej na duszy.
– Właśnie! Następnym razem to oni coś porobią – wtrąciła Naida.
– Albo podzielę was na mniejsze grupy.
Dalsza rozmowa zeszła na całkowicie inny tor. Młodsza grupa dopiero za kilka kolejnych minut skończyła swoje zadanie. Cały ten czas Asgrim przesiadywał ze starszymi, od czasu do czasu do czasu zerkając w stronę młodszych. Rozmawiali o rzeczach całkowicie trywialnych, jak to, co chcieliby robić w przyszłości. W ten sposób Eterna dowiedziała się, że Morti chciałby zostać muzykiem lub piosenkarzem.
– Chcę być jak tata – objaśnił – Też lubię muzykę, węc myślę, że to do mnie pasuje.
– Miałeś coś zaśpiewać – przypomniała sobie Naida.
Morti uśmiechnął się zawstydzony. Eternę aż serce zamarło na ten widok. Był wtedy taki uroczy...
– No nie wiem... Pan Asgrim będzie się śmiać.
– Nie będę. Obiecuję – mówiąc to, kącik jego ust nieznacznie powędrował w górę – Jeśli jest coś lepszego od tworzenia eliksirów, to robienie tego przy dobrej muzyce.
– Nie jest dobra – mówił dalej zawstydzony Morti.
– Na pewno masz piękny głos – wtrąciła Eterna.
– I jak chcesz zostać piosenkarzem musisz nauczyć się występować przed innymi – dodał Infinite.
– Jak byłem młodszy wszystko było łatwiejsze... nie bałem się aż tak – Zaśmiał się nerwowo – Niech będzie.
I zaczął śpiewać. Nieświadomie przez to skupił uwagę nawet młodszej grupy. Śpiewał ładnie, dźwięcznie i bardzo rytmicznie. Eterna z przyjemności aż zamknęła ślepia. Nie znała tego języka. Zgadywała, że była to kolejna ludzka piosenka, podobna do wcześniej wspomnianej Szeri szeri lejdi. Dobrze pasowała do wysokiego (lecz nie kobiecego) głosu Mortiego.
– Bardzo ładnie – podsumował Asgrim.
– No właśnie! – pisnęła Naida – Ja bym tak nie umiała.
– Pewnie pokręciłem słowa. Trochę się stresowałem, więc nie wyszło tak jak bym chciał...
– Było dobrze – upierała się Naida.
– A ja uważam, że jak poćwiczysz trochę, to przestaniesz się bać i będzie lepiej. Jak będziemy pracować razem w grupie lub w parach na lekcji, możesz nawet śpiewać jak będziemy coś robić. Masz ładny głos – mówił Infinite.
– Ze mną też – dodała pospiesznie Eterna.
– I ze mną – dorzuciła Naida.
Morti zawstydzony spuścił głowę. Chciał ukryć uśmiech. To dla Eterny okazało się być kolejną przecudownie słodką rzeczą w tym basiorku.
– No dobrze, koniec tego dobrego – Asgrim wstał z piasku – Trzeba sprawdzić jak sobie radzą nasze maleństwa.
– Nie jesteśmy mali! – Pisnęła Nikaella.
– Kto tu niby jest mały?! – ryknęła Isa, która najwyraźniej nie usłyszała słów Asgrima. Infinite z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem.

<C.D.N.>

Zdobyto: 26 czerwonych⎹ 43 pomarańczowych⎹ 43 zielonych⎹ 37 niebieskich⎹ 26 granatowych⎹ 48 fioletowych⎹ 14 różowych odłamków