niedziela, 27 października 2019

Od Lind „Jak można spędzać czas na plaży” cz. 4

Luty 2025
Z jakiegoś powodu Lind nie mogła zapomnieć o słowach Magnusa. Po krótkiej rozmowie ze wspomnianym wilkołakiem, myśl o zmianach formy, uporczywie wracała do umysłu wadery. Do zachodu słońca Lind jakoś dawała radę ją tłumić; odwracać swoją własną uwagę jakimikolwiek zajęciami; głównie rozmowami z przyjaciółmi. Natomiast kiedy zapadła noc, Lind nie mogła już w żaden sposób uciec od tematu przechodzenia z wilka w człowieka. Nie była w stanie zasnąć; myślała tylko i wyłącznie o tym.
Nadal bała się bólu. Był to jedyny ból, którego Medalion Nieśmiertelności nie był w stanie stłumić. Lind nurtowało pytanie, dlaczego tak jest. Zastanawiała się, czy wiele wilków to spotyka.
Wilczyca podniosła się do siadu. Przypomniała sobie, jak powiedziano jej, że może z czasem ból zniknie. Pomyślała, czy jest możliwość, że sytuacja już uległa zmianie. Jednak jedynym sposobem, by się o tym przekonać...
– Dlaczego nie śpisz, Pierzasta?
Wilczyca drgnęła i odwróciła się w stronę źródła głosu. Była święcie przekonana, że jeszcze chwilę temu sylwetka odmieńca również spoczywała na ziemi. Mogłaby przysiąc, że spał.
– Myślałam... – odparła Lind.
– O czym? – kontynuował odmieniec.
– Musisz wiedzieć? – W jednej chwili znów zdjął ją paniczny strach. W jej głowie zawrzała myśl, że z całą pewnością skończy się to tak samo - tylko i wyłącznie bólem. Wilczyca mimowolnie przyspieszyła oddech.
– Tak mi się wydaje – mruknął Ting. – Jak mi powiesz, co chcesz zrobić, będę wiedział, dokąd biec, jak będziesz potrzebować mojej pomocy – wyjaśnił.
– Dzięki za troskę – westchnęła Lind. – I tak już straciłam ochotę.
– Hm, coś zbyt szybko zmieniłaś zdanie – podsumował Strażnik Wichury. Po tych słowach zmierzył ją dokładnie wzrokiem, jakby czegoś szukał.
– O co ci chodzi? – spytała wadera.
Odmieniec nie odpowiedział nic. Usiadł tylko z powrotem na piasku, oparł się o pień palmy i spojrzał w górę. Wadera zrobiła coś zupełnie odwrotnego; spuściła smętnie wzrok. Po chwili Ting to zauważył.
– Nie przyłączysz się? – spytał. Miał teraz na myśli oglądanie gwiazd. – Wolisz całą noc skupić się tylko i wyłącznie na piasku i swoich przygnębiających myślach?
Lind uznała, że jego wypowiedź nie była pozbawiona sensu. Szurając nogami, podeszła bliżej i usiadła obok swojego towarzysza.
Podniosła wzrok na nocne niebo. Fakt faktem, nadal trudno było jej wyjść z podziwu, jak bardzo różniło się ono od tego, które widywali podczas podróży. Konstelacje nadal były zawieszone w tych samych miejscach, a jednak tutaj sklepienie nieba miało w sobie jakieś nowe piękno. Ten widok pozwolił wkrótce Lind ochłonąć nieco i zebrać się w sobie, by wyjaśnić Tingowi, co ją dręczyło:
– Chciałam znów zmienić się w człowieka – oznajmiła cicho wadera. – Ale boję się, że znów będzie temu towarzyszył ten straszny ból...
– Boisz się bólu? Tylko i wyłącznie tego? – spytał odmieniec, nie spuszczając wzroku z nieba.
– W zaistniałej sytuacji; tak – przyznała z ciężkim sercem Lind. – Dziwisz mi się? Odkąd mam Medalion Nieśmiertelności nie musiałam w ogóle go odczuwać. Jest to...
– Wygodne – dokończył za nią Ting.
– N... nie to chciałam powiedzieć – oznajmiła Właścicielka Wichury, nieco zmieszana.
– Ale taka jest prawda. Wytęż ślepia i spójrz jej w oczy, Pierzasta – rzucił odmieniec. – Próbujesz uniknąć czegoś, co i tak zawsze będzie częścią twojego życia.
– Przecież...
Ting znów jej przerwał:
– Odzwyczajasz się od bólu, a potem boisz się go znów doświadczyć – oznajmił jednym tchem. –Nie jest tak?
Lind nie odpowiedziała nic. Sama nie wiedziała, czy chce przyznać rację towarzyszowi.
– Robisz się słabsza przez ten Medalion, Pierzasta – westchnął odmieniec. – Gorzej znosisz ból fizyczny, a co za tym idzie, psychiczny.
– Myślisz...? – mruknęła cicho wadera.
– Takie odnoszę wrażenie, obserwując cię – odparł Ting. – Ale nie będę cię nakłaniał, żebyś go zdjęła – dodał. – W prawdziwie kryzysowej sytuacji, jest naprawdę przydatny. Czasem masz wyjątkowe szczęście do takich... „przygód”.
Lind zmarszczyła czoło. Nie miała pewności, co należałoby odpowiedzieć. Czuła, że odmieniec ma swoje racje, ale z drugiej strony, chciała je negować. Tak właściwie nie podobały jej się obserwacje Tinga.
Wilczyca spróbowała skupić myśli z powrotem na rozgwieżdżonym niebie. Niestety już nie zdołała. Narastała w niej potrzeba ruszenia z miejsca. Wreszcie, pozwoliła sobie ulec temu napięciu i wstała
– Jesteś strasznie niezdecydowana – stwierdził odmieniec.
– Idę tylko na mały spacer. Może potem będę w stanie zasnąć – rzuciła sucho Lind i oddaliła się od drzewa, pod którym dotychczas siedzieli.
Liczyła, że Ting nie pójdzie za nią; nie miała ochoty na kolejne rozmowy. Sama nie wiedziała, czego konkretnie teraz potrzebowała, żeby być znów spokojna. Miała jedynie nadzieję, że idąc przed siebie po plaży, znajdzie to.
***
Lind wędrowała prawie pół godziny. Poruszała się przy samym brzegu, pozwalając falom raz po raz podmyć swoje łapy. Nocą woda zdawała się być znacznie zimniejsza, niż za dnia.
Wadera wsłuchała się w odgłosy nocy. Poza szumem morza i liści, czułe uszy Lind wyłapały także odległe krzyki ptaków. Słysząc nawoływania tych stworzeń, wilczyca przystanęła i spojrzała na czarną ścianę lasu. Zupełnie jakby wierzyła, że dostrzeże chociaż jednego z właścicieli głosów. Wkrótce jednak zrozumiała, że to na nic. Ptaki nie zamierzały opuścić bezpiecznego, znanego sobie terytorium. Lind ruszyła więc dalej.
W pewnym momencie wilczyca poczuła pod łapami coś ostrego; prawie skaleczyła sobie poduszki. Cofnęła się, by sprawdzić, co fale mogły odsłonić spod piasku. Okazało się, że na brzegu leżała połyskująca, kanciasta bryłka. Już na pierwszy rzut oka oczywistym było, iż to skrawek jakiegoś metalu. W pierwszej chwili Lind pomyślała, że znów ma do czynienia ze srebrem. Jednak pod osłoną nocy trudno było określić dokładniej.
Kiedy wadera podniosła odłamek za pomocą wiatru, w oczy rzucił jej się kolejny; bardzo podobny. Nie zastanawiając się wiele, zdecydowała, że spakuje oba do torby i zabierze ze sobą. Jej nawyk zbieractwa trwał już dosyć długo i nic nie wskazywało, że szybko zniknie.

<C. D. N.>

Uwagi: brak.

piątek, 25 października 2019

Od Lind „Jak można spędzać czas na plaży” cz. 3

Luty 2025
Ktokolwiek czytał poprzednią część tej serii, zapewne już wie, że zbieranie kokosów nie pozwoliło Lind zaspokoić głodu. Tak więc, zdecydowała poszukać lepszego źródła pożywienia nad wodą. Ting już wiele razy dawał jej do zrozumienia, że nie podejdzie do brzegu, więc w tym momencie się rozdzielili. Odmieniec zabrał ze sobą oba kokosy (jednego całego i jednego w kawałkach), po czym poszedł odszukać Baldora. Zapewne nie sprawiło mu to problemów, skoro jego „kuzyn” nie miał w zwyczaju często włóczyć się po okolicy.
W tak zwanym międzyczasie, Lind wybrała sobie miejsce, gdzie zacznie połów ryb. Przejrzystość wody po raz kolejny pozwoliła wilczycy szybko namierzyć wzrokiem kilku przedstawicieli tego gatunku. Próbowała się zbliżyć, ale fale powstałe z każdego kolejnego kroku, skutecznie odstraszały łuskowate stworzenia. Za każdym razem instynkt podpowiadał rybom ucieczkę, zanim Lind znalazła się dostatecznie blisko, by faktycznie zaatakować.
Wadera zatrzymała się, kiedy woda sięgnęła jej brzucha. Po raz kolejny nie wiedziała, jak powinna wyglądać jej strategia. Największe doświadczenie miała w łapaniu ryb w potokach. Warto jednak wspomnieć, że wówczas siedziała na brzegu. Nie pamiętała, kiedy ostatnio próbowała podejść zdobycz w wodzie. Podawała w wątpliwość, czy kiedykolwiek miało to w ogóle miejsce.
Mam tutaj stać aż ryba sama do mnie podpłynie? - pomyślała Lind.
Nie można powiedzieć, że wilczycy bardzo podobała się taka perspektywa. Jednak po krótkim namyśle, uznała, że na razie to jedyna opcja. Westchnęła i postawiła jeszcze kilka kroków ku głębszej wodzie. Odczekała jedną minutę, potem drugą. Wreszcie dostrzegła parę metrów od siebie kilka większych ryb. Zaczęła prosić je w myślach, by podpłynęły nieco bliżej. Łuskowate stworzenia nie paliły się jednak do spełniania żądań Lind. Przynajmniej nie od razu. Tymczasem wadera czuła, jak jej żołądek coraz bardziej uciążliwie domagał się pożywienia.
Wilczyca czekała kolejne minuty. Nareszcie jedna ryba popłynęła w tę stronę. Lind miała już absolutną pewność, że lada chwila będzie mogła zaatakować.
Wtem czułych uszu wadery dobiegły miarowe pluśnięcia. Ich właścicielka ze zgrozą zauważyła, że kolejne uderzenia o taflę były coraz głośniejsze. Chwilę później, pod wodą niedaleko od Lind śmignęła Cess. Pół-wilk z szerokim uśmiechem raz po raz wynurzał się, po czym nurkował z powrotem. Sama obecność tej wadery nie byłaby wielkim problemem. To znaczy, nie byłaby, gdyby każde wystawienie rogatej głowy nad wzburzoną taflę, nie skutkowało rozchlapywaniem wody na wszystkie strony. To zamieszanie ostatecznie wypłoszyło z okolicy wszystkie ryby, które chciała upolować Lind.
Opierzona wadera myślała, że zaraz wybuchnie ze złości. Zaszurała zębami i zawróciła w kierunku brzegu. Chociaż nie miała tego w zwyczaju; odpuściła. Tę sytuację uznała za wystarczający wyjątek. Była zbyt głodna, by tracić kolejne minuty na wyczekiwanie w wodzie. Zdecydowała poszukać czegoś innego do zaspokojenia głodu.
Zobaczyła, jak dwie grupki szczeniąt ganiały coś po plaży. Dostrzegła, że w obu przypadkach maluchy próbowały schwytać stworzenie, które wyglądało, jak jakiś czerwonawy owad. Lind przez chwilę pomyślała o poszukaniu innego osobnika tego dziwnego gatunku. Potem jednak uznała, że nie jest na tyle zdesperowana. Sam wygląd stworzenia dostatecznie ją odpychał.
Wilczyca skierowała wzrok na pogranicze plaży z lasem. Dokładnie naprzeciwko niej, wyrastały inne odmiany „plam” (tak Lind zapamiętała podaną przez Tinga nazwę); nie-kokosowe.
Co ciekawsze, przy jednym z tych drzew, wadera wypatrzyła Magnusa w formie ludzkiej. Wilkołak akurat sięgał do jednej z niżej zawieszonych, żółtych kiści owoców. Lind rozpoznała, że jej kolega zbierał te żółte, zakrzywione przedmioty; one również zaliczały się do przysmaków, które ekipa polowań zaserwowała watasze pierwszego dnia. Wilczyca podbiegła bliżej.
– Cześć Magnus – zaczęła. – Czy to są te... te jadalne? – nieudolnie ułożyła pytanie odnośnie interesującego jej pożywienia. Zbyt cieszyła się wizją zaspokojenia tego długotrwałego głodu, by skupić myśli.
Wilkołak spojrzał na znajomą wilczycę. Potem, zerknął na trzymany w dłoni owoc, następnie znów na koleżankę.
– Masz na myśli banany, tak...?
– Um... tak myślę – odparła Lind. – To jest to samo, co przyniosła nam niegdyś ekipa polowań, tak? – powtórzyła pytanie, licząc, że tym razem zabrzmiało zrozumiale.
– Mhm – przytaknął Magnus. Złapał długimi palcami czubek banana i zaczął obierać go ze skórki.
W międzyczasie Lind wspięła się na tylne łapy i spróbowała dosięgnąć owoców. Niestety w formie wilczej była na to za niska. Opadła z powrotem na cztery nogi, po czym odsunęła się odrobinę od pnia. Następnie, podskoczyła, pomagając sobie wichrem. W ten sposób zdołała złapać w zęby jeden owoc i oderwać go od kiści. Rzuciła zdobycz na ziemię i spróbowała rozerwać zębami. Udała jej się ta sztuka, chociaż efektem ubocznym takiej taktyki, było zmiażdżenie większości słodkiego wnętrza na papkę. Lind jednak nie zraziła się tym i zaczęła jeść.
Magnus przyglądał się wszystkiemu z boku. Po chwili mruknął:
– Byłoby ci łatwiej, gdybyś zmieniła formę na ludzką. Słyszałem, że to potrafisz.
Lind zastygła w bezruchu. Miesiącami nie wykorzystywała tej umiejętności. Pamiętając, jak straszny ból jej to sprawiało, po prostu zrezygnowała. Co więcej, nie myślała już nawet o wykorzystaniu owej zdolności. To jest, do teraz.
– Lind? – odezwał się znów Magnus, widząc, że jego koleżanka nie odpowiada.
– Bardzo to smaczne... – oznajmiła, kiwając na skórkę po bananie.
– Coś nie tak? – spytał wilkołak.
– Nie, skądże. Co mogłoby być nie tak? – mruknęła wadera.
Po tych słowach, zerwała w ten sam sposób, jak poprzednio, kolejny owoc. Powtórzyła to jeszcze parę razy, dopóki nie poczuła, że w miarę zaspokoiła dokuczający jej od jakiegoś czasu głód.

<C. D. N.>

Uwagi: brak.

czwartek, 24 października 2019

Od Glücka "Nie taka nudna szkoła" cz. 1

Styczeń 2025 r.
Glück przyszedł na lekcję polowania. Obok niego usiadła Naida.
- Skoro wiecie już jak polować na kraby, to podzielcie się na dwójki. Każda para ma upolować co najmniej jednego kraba - powiedziała Yuki.
Co to są kraby? Zastanowił się Glück. Po chwili przypomniał sobie, że Naida mówiła mu coś o krabach. Nie mógł sobie przypomnieć co, więc postanowił zapytać Sticky'ego. Może on pamięta.
- Co to są kraby, Sticky?
Patyk nie odpowiedział.
- No to mi pomogłeś - powiedział z sarkazmem.
- Kraby to małe opancerzone stworzenia ze szczypcami - wtrąciła Nadia.
- Aha.
Glück zobaczył jak Nadia się oddala i idzie w kierunku jakiegoś wilka. Chwilę później do waderki podeszła różowo-fioletowa wilczyca.
- Ja idę z Mortim - powiedziała Naida.
- Ja byłam pierwsza, możesz iść z kimś innym - odpowiedziała druga.
Basior ominął kłócące się wilki i podszedł do Glücka.
- Cześć, jestem Morti.
- Cześć, ja jestem Glück.
- Po co ci ten patyk?
- To jest mój najlepszy przyjaciel - Sticky. Chcesz iść ze mną polować na kraby?
- Okej.
Glück zobaczył zawiedzione spojrzenia dwóch waderek. Wilki poszły polować na kraby. W trakcie poszukiwań basior dowiedział się od Mortiego jak dokładnie wyglądają kraby i jak je zabić. Po dłuższej chwili Morti zapytał:
- Dlaczego ten patyk to twój przyjaciel?
- To jest Sticky! - oburzył się. - Kiedy byłem mały, musiałem uciekać z watahy. Byłem sam przez kilka tygodni... może nawet miesięcy, aż znalazłem Sticky'ego. Od tej pory to mój jedyny przyjaciel...
Basiory szły dalej. W końcu zobaczyli poruszenie za wydmą. Morti skoczył, jednak zamiast kraba złapał Naidę.
- Uważaj!
- Przepraszam, myślałem że jesteś krabem - powiedział basior.
Wtedy Glück zobaczył prawdziwego kraba. Pobiegł do niego i nie mając wyboru, wbił Stickyego prosto w sam środek głowy kraba. Glück wyjął ze zwierzęcia swojego przyjaciela. Następnie wziął trupa i zaniósł go do Mortiego i Naidy.
- Brawo! - pochwalił go Morti.
- Z kim jesteś w parze? - zapytał Naidę.
- Jestem sama.
- Czemu? - spytał Morti.
- Bo została mi tylko Elanor.
- To czemu nie poszłaś z nią? - zapytał Glück.
- Bo jej nie lubię!
- Możemy ci pomóc... - zaproponował Morti.
- Dzięki!
Trzy szczeniaki poszły dalej szukać krabów. Po drodze spotkali parę wilków, które wracały już z krabem do Yuki.
- Cześć - powiedzieli.
- Łał, wy też złapaliście kraba! - krzyknęła Naida.
Szli dalej przez plażę. Po krótkim czasie nareszcie zobaczyli swoją kolejną ofiarę. Glück odłożył Sticky'ego i trupa, a Naida pobiegła po patyk. Morti i Glück rzucili się na kraba, jednak ten zrobił unik. Zaczęli go gonić. Po chwili Naida wróciła z patykiem i chcąc zabić kraba trafiła Glücka w nos. Kij wbił się głęboko w piasek. Glückowi łzy pociekły z bólu. Morti gonił kraba jeszcze przez chwilę, ale ten umknął.
- Jak on mógł nam uciec - powiedziała sfrustrowana.
Wilki zabrały patyki i trupa. Zawiedzeni ostatnią porażką poszli dalej. Szukali ich przez długi czas. Po kilku minutach zobaczyli kraba, Morti wziął patyk i trafił w zwierzę. Kiedy basior wyjął patyk, poruszając przy tym lekko krabem, Naida wyrwała mu go i dźgnęła go jeszcze raz.
- Zabiłam go!
- Nie, ja go zabiłem! - zirytował się Morti.
- Jeszcze się ruszał - odpowiedziała.
- Ta, na pewno - burknął.
Szczeniaki wzięły swój łup i ruszyli w drogę powrotną. Szli przez chwilę, aż dotarli do watahy. Zanieśli trupy do Yuki i skończyli lekcję.

<c.d.n.>

Uwagi: Jeśli od kogoś nie ma odpowiedzi, nie zapisujemy tego z pomocą kropek. Zamiast tego mówimy o tym w narracji. Powtórzenia.

Od Lind „Jak można spędzać czas na plaży” cz. 2

Luty 2025
Lind spoglądała na owoce wiszące u podstawy „korony” paprocio-drzewa. Rosły ściśnięte razem w kilku kiściach. Patrząc na nie z tej perspektywy, wadera nabierała wątpliwości, czy w ogóle chce próbować je zdobyć. Szczególnie zniechęcał zielony kolor; Lind kojarzył się tylko i wyłącznie z niedojrzałymi owocami. Wadera przypomniała sobie jednak, że ekipa polowań przyniosła watasze ów przysmak we właśnie takiej formie. Wszystko wskazywało, że są gotowe do zbiorów już teraz.
Pierwszą myślą wadery, było rzucenie czymś w „koronę” drzewa. Kiedy była szczenięciem, tak samo podchodziła do kwestii zbierania jabłek i gruszek, które czasem można było znaleźć niedaleko jej rodzinnego domu. Rozejrzała się dookoła, ale pogranicze lasu i plaży nie obfitowało w nic, co mogłoby być odegrać rolę pocisku.
Wtedy wilczycy przyszło do głowy, że może wystarczy zwykłe uderzenie wiatru. Sama się sobie dziwiła, że nie pomyślała od razu o tak prostym rozwiązaniu, Przywołała energię magiczną i wycelowała nią w podstawę paprocio-podobnych liści. Nieproporcjonalne drzewo od razu wygięło się pod naporem wichru. Kiedy chudy pień odzyskiwał swój pierwotny kształt, z jego czubka spadły dwa owoce, na których zależało Lind. Wadera w ostatnim momencie uskoczyła z trajektorii lotu jednego z nich.
Obie zdobycze wylądowały na piasku. Wilczyca wzięła jeden z owoców w łapy i obróciła. Zaczęła się zastanawiać, jaki jest następny krok. Nie pamiętała już, jak inni się zabierali się do zjedzenia czegoś takiego. Owoc był stanowczo zbyt duży, żeby tak po prostu go rozgryźć.
Lind poskrobała pazurem powierzchnię owocu. Skorupa wydawała się być bardzo twarda. Wadera pomyślała, że może dałoby się to czymś przeciąć na mniejsze kawałki. Ewentualnie, rozbić.
Z pewnej odległości jej poczynaniom przyglądał się Ting. Nadal co prawda dostrajał banjo, ale kolejne akrobacje Właścicielki Wichury z czasem odciągały uwagę odmieńca od instrumentu. Przyglądał się z zainteresowaniem, jak Lind uderzała kokosy łapami. Niezbyt wiedziała, co robi, także jedyne, co udało jej się w ten sposób osiągnąć, to zakopać swoją zdobycz głębiej w piasku. Ting pokręcił głową i zawołał do niej:
– Pierzasta, znajdź lepiej jakiś głaz. Tak to spędzisz nad tym kokosem jeszcze parę godzin.
– Po co mi głaz? – zdziwiła się Lind. Potrzebowała kilku sekund, żeby zrozumieć, o co chodziło jej towarzyszowi.
Na jej szczęście „paprotko-drzewo”, które obrała wcześniej na cel, znajdowało się niedaleko ledwie wystającej z ziemi, szerokiej skały. Lind podeszła do niego, turlając kokos ze sobą. Dotarłszy na miejsce, wzięła owoc w łapy i zaczęła uderzać nim o powierzchnię głazu. Musiała użyć całkiem dużo siły, żeby wreszcie dostrzec jakieś efekty. W zielonej skorupie powstały głębokie pęknięcia. Wystarczyły, żeby Lind mogła ich się uczepić zębami i już samodzielnie rozerwać tę część owocu na pół.
W ten sposób odsłoniła coś, co wyglądało raczej jak włochaty, przerośnięty orzech, a nie owoc. Wilczyca wyglądała na bardzo zdziwioną, że to jeszcze nie koniec walki o przekąskę.
Ta skorupa wygląda na jeszcze twardszą od poprzedniej. Wtedy Lind wpadła na lepszy pomysł, jak można rozbić orzech. Położyła go na szczycie skały, potem ponownie skumulowała energię magiczną w jednym miejscu i uderzyła w skorupę wichrem od góry.
Ta strategia okazała się oszczędzić jej naprawdę wiele czasu. Cel roztrzaskał się na kilka części, odsłaniając białe wnętrze. Lind obwąchała uważnie swoje dzieło. Zdaje się wreszcie dotarła do tego, co było jadalne.
Złapała zębami kawałek białej warstwy i z łatwością oderwała od skorupy. Zaczęła przeżuwać zdobyty przysmak. Wkrótce jednak zrozumiała, że nie będzie nawet w stanie przełknąć tego czegoś. Smak skojarzył jej się z przesiąkniętym wodą sianem i niczym więcej. Wypluła odgryziony kawałek i potrząsnęła głową, wykrzywiając pyszczek.
– Jest niedojrzały? – spytał Ting, podchodząc bliżej. Wskoczył na skałę i wziął w łapy największy kawałek rozłupanego orzecha.
– Nie wiem – parsknęła z niesmakiem wadera. – Jest paskudny.
Odmieniec powąchał wnętrze brązowej skorupy. Zauważył w niej jeszcze resztki wody, która znajdowała się w środku. Wychłeptał jej trochę swoim cienkim językiem. 
– Według mnie wszystko jest z nim w porządku, Pierzasta – Oblizał kły.
– To życzę smacznego – mruknęła Lind. Na jej pyszczku malowało się szczere niezadowolenie. W swoim mniemaniu, zmarnowała tylko czas i energię. Była najzwyczajniej w świecie zawiedziona.
Ting nie miał jednak w planach jeść wnętrza rozbitego orzecha. Wyglądał teraz, jakby zastanawiał się nad jego innymi możliwymi wykorzystaniami. Tymczasem Lind trąciła od niechcenia łapą drugi, jeszcze ukryty w zielonej skorupie. Westchnęła głośno.
– Ciekawe, czy ktoś zechce to kupić – mruknęła, próbując pocieszyć samą siebie.
– Z całą pewnością. Zwłaszcza jak zaproponujesz dobrą cenę – rzucił Ting. – Widziałaś, że pozyskanie ich nie jest trudne. Do tego na tej plaży jest tyle palm, ze starczyłoby kokosów dla całej watahy – Machnął niedbale łapą. – Przez cały okrągły rok.
– Czekaj, co mówiłeś? – Wadera spojrzała na swojego towarzysza. – Czego jest tyle na tej plaży?
– Palm – powtórzył Odmieniec. – Palma; takie drzewo, co rośnie tuż za tobą, Pierzasta.
<C. D. N.>

Uwagi: brak.

środa, 23 października 2019

Od Glücka "Nie chcę do watahy!"

Styczeń 2025 r.
Glück zatrzymał się zdyszany. Nie wiedział gdzie jest. Wczoraj w nocy szedł przez jakiś las, aż doszedł do plaży, na której postanowił się przespać. Spał sobie, aż uszczypnęło go dziwne sześcionogie stworzenie. Zaczął przed nim uciekać i nagle wpadł na niego jakiś wilk.
- Au! - powiedziała czarno-biała waderka. - Przepraszam, kim jesteś? - spytała.
- Cz-cześć, jestem Glück - odpowiedział.
- Co tu robisz?
- Sam nie wiem.
- Po co ci ten patyk? - zapytała, wskazując na patyk w ustach Glücka.
- To jest Sticky. Jak się nazywasz? - powiedział zawstydzony.
- Jestem Naida. Jesteś stąd?
- Nie - odpowiedział.
- Proszę pani! - krzyknęła niespodziewanie.
Glück wymienił zakłopotane spojrzenie ze Sticky'm.
- Czego znowu chcesz? - krzyknęła jakaś waderka.
- Znalazłam nowego!
Glück przeraził się wizją, że znowu będzie należał do watahy. Chwycił mocno Sticky'ego i zaczął uciekać.
- Wracaj! - krzyknęła Naida.
Basior uciekał ile sił w łapach. Słyszał za sobą odgłosy pościgu. Wilczyca rzuciła się na niego. Chwilę później leżał przygwożdżony na ziemi.
- Uciekaj, Sticky! - krzyknął Glück, rzucając patyk metr dalej. - Uciekaj! - krzyczał wilk, jednak Sticky ani drgnął.
- Nie chcemy ci zrobić krzywdy - powiedziała Naida.
Krzaki obok zadrżały i wyszła z nich ciemnoszara wilczyca.
- Czego uciekasz? Ona nie jest taka straszna - powiedziała.
- Aaaa! Chcą mnie zabić! - krzyknął Glück.
- Może do nas dołączyć? - zapytała podekscytowana Naida.
- No niech ci będzie - odpowiedziała druga wilczyca.
- Ale ja nie chcę! - krzyknął.
- Czemu? - zapytała Naida.
- Bo nie chcę - odpowiedział basior.
- Chodź już - rzuciła waderka.
Naida zeszła z niego. Glück wstał i podniósł Sticky'ego.
- Czemu mam iść z wami?
- Bo jak nie, to ona nie da mi spokoju - powiedziała starsza wilczyca.
- Nie jestem jedyna, nie jestem jedyna... - cieszyła się Naida.
- W czym nie jesteś jedyna? - zapytał.
- Ja też nie jestem stąd. A przy okazji to jest Yuki, moja nauczycielka.
Glück poszedł za Naidą i Yuki. Szli, a w tym czasie Naida opowiadała mu o latających krabach, kłótniach z pewną wilczycą i topieniu się jakiegoś Mortiego. Ale Glücka to nie interesowało. Był zbyt zestresowany, aby się na czymś skupić.

Uwagi: Kiedy odmieniasz imię Sticky'ego raczej powinieneś robić to z apostrofem. Kiedy każemy komuś iść, mówimy "chodź", nie "choć".