sobota, 25 kwietnia 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 4

<< Poprzednia część <<

Luty 2026 r.
Szczeniaki wpatrywały się w Navri milcząco. Eterna znowu pozwoliła sobie na zerknięcie na Mortiego. Już wrócił do swojej wilczej wersji.
– Zacznijmy od najprostszego. Jak pewnie wiecie, w razie poparzeń należy natychmiast schłodzić ranę. W takiej sytuacji wyjście jest proste – należy wejść do oceanu lub najbliższego strumienia. Sytuacja się komplikuje w kwestii ran. Wówczas nie należy wchodzić do oceanu. Woda jest słona, zatem spowoduje silne szczypanie i ból. Jeśli rana jest brudna, a mamy dostęp do słodkiej wody, powinniśmy skorzystać właśnie z niej i w minimalnych ilościach. W razie możliwości można usunąć ziarenka piasku za pomocą pęsety. Czy wiecie, czym jest pęseta?
– Takie szczypce...? – zapytał nieśmiało Morti.
– Tak. Jednak obsługiwanie ich w wilczych łapach może być niemożliwe. Ta opcja jest zalecana dla tych, którzy zmieniają się w ludzi. Kolejnym krokiem będzie zatamowanie krwawienia za pomocą opartunku z liści i lian. Jeśli jednak rana jednak jest większa, należy udać się natychmiast do lekarza. W przypadku silnych krwotoków nie należy zawracać sobie głowy oczyszczaniem rany. W pierwszej kolejności należy zrobić opatrunek uciskowy. Najlepiej z materiału, ale liście w ostateczności też się przydadzą. Dopiero po zatamowaniu krwotok należy wezwać pomoc. W przeciwnym wypadku poszkodowany może się wykrwawić – urwała na chwilę – Czy wiecie jakie liście możecie wykorzystywać jako opatrunek?
– Bananowca...? – zapytała cicho Nikaella.
– Tak – potaknęła Navri – Jest to najbezpieczniejsza opcja. Liście nie zatruwają naszego organizmu. Ponadto mają właściwości antybakteryjne. Minusem jest śliska powierzchnia, zatem nie sprawdza się przy wchłanianiu krwi. Z tego właśnie powodu nie jest najlepszą opcją do tamowania krwotoków. Jakie jeszcze liście możemy wybrać?
– Liście palmowe – bardziej stwierdził, niż zapytał Emerald.
– Prawda. Są bardziej giętkie i nie tak śliskie, jak liście bananowca. Dodajmy do tego, że są różne typy liści palmowych. Prawdopodobnie sami zdołalibyście ocenić, który się nada, a który nie. Powinny być miękkie lub śliskie. Odrzucamy bezwarunkowo opcje, gdzie liście sprawiają wrażenie ostrych. Może to poczynić tylko więcej szkód. Ważne jest również pamiętanie o tym, żeby wszystko, co ma kontakt z raną było czyste. I liście, i materiał, i woda. Zastosowanie brudnych obiektów oraz cieczy może doprowadzić do zakażenia. Czy jest to dla was zrozumiałe?
Wilki pokiwały głową. Wtedy łapka Sino wystrzeliła w górę:
– Co jeśli nie ma nigdzie w pobliżu liści ani materiałów?
– Możemy próbować uciskać łapą po bokach. Tak, aby wydobywało się z rany jak najmniej krwi. Samej rany w ostateczności może dotykać sam poszkodowany. Jeśli jednak nie ma nikogo do pomocy... Musimy się liczyć ze zgonem.
Zapanowało mrożące krew w żyłach milczenie.
– Skoro nie macie pytań, zaprezentuję wam teraz przykładowe opatrunki – Tu, zmieniwszy się w postać wilka, wskazała na swoją łapę – Zatem uznajmy, iż mam ranę w takim miejscu. Co powinniście zrobić?
– Iść po liść bananowca! – wyrwała się Nikaella.
– Właśnie! – potaknęła jej żywo Naida.
– Zróbcie to – skinęła głową Navri.
– To ja i Chase pójdziemy po liany i liście – powiedział leniwie Verker. Zaraz potem zgarnął ze sobą kolegę i równie powoli oddalili się w stronę dżungli.
– I trzeba odkazić! – rzuciła Naida.
– Czym?
– E... wodą!
– Jesteś pewna? – uniosła brew Navri.
– Em... nie...?
– Dlaczego zatem uważasz, że woda ma właściwości odkażające?
– Bo ma sól!
Navri pokręciła głową.
– Wspominałam o tym dobrą chwilę temu. Sól podrażnia rany otwarte. Powinno się ją stosować tylko kiedy mamy do czynienia z czystą wodą słodką, i to w niewielkich ilościach. Nie w celu odkażenia, a oczyszczenia rany.
– Och – wyrwało się Naidzie.
Arrow zaczął zaczepiać Exana, ale ten zbywał to milczeniem. Eterna nie wiedziała, o czym rozmawiają. Zauważyła to tylko dlatego, że Morti od czasu do czasu zerkał w tamtym kierunku, gotów do interwencji.
– Czy macie jeszcze jakieś pytania? – zapytała doniosłym głosem Navri.

<C.D.N.>

piątek, 24 kwietnia 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 7

Adora zerknęła na niebo i skrzywiła się nieznacznie.
- Zanim zaczniemy, przenieśmy się do cienia. Nie ma sensu narażać się na udar słoneczny.
- Co to udar słoneczny? - spytałem, wychwytując wyrażenie, którego nigdy wcześniej nie słyszałem. - To coś złego?
Nauczycielka pokiwała głową.
- To stan występujący, kiedy zbyt długo przebywamy na słońcu. Reakcja na przegrzanie organizmu - wyjaśniła krótko. Nie mówiło mi to zbyt wiele, jednak nim zdążyłem zadać kolejne pytanie, wstała. Kilka powolnych, lecz długich kroków i już siedziała w cieniu. - Pospieszcie się.
Zerknąłem na Nikaellę. Parsknęła cichutko, odgarniając w ten sposób jasnoniebieską grzywkę z oczu. Kiedy zauważyła, że na nią patrzę, spuściła wzrok. Futerko na jej ogonie nastroszyło się. Zmrużyłem oczka, ale wilczyca nic nie powiedziała. Szybko pobiegła do swojej mamy i wtuliła w jej pierś. Od razu ruszyłem za nią, jednak ja nie przytuliłem pani Adory. To byłoby dziwne.
- To o czym chcieliście rozmawiać, nazywamy językiem ciała lub mową niewerbalną. Sygnały takie stanowią one znaczną część naszej komunikacji. Korzystamy i odczytujemy wiele z nich nawet nie zdając sobie sprawy - zaczęła pani Adora.
- Mowa... Nie-wel-bag-na - mruknąłem, próbując przyswoić to trudne słowo. A myślałem, że ten cały udar słoneczny brzmi dziwnie!
- Niewerbalne - poprawiła mnie od razu nauczycielka. Widocznie musiałem mówić o wiele głośniej, niż sądziłem. Zrobiło mi się wstyd. - Mowa werbalna to wszystko co mówimy, każde wypowiedziane słowo. Czym wobec tego jest niewerbalna?
- Językiem ciała - odpowiedziała Nikaella. 
Chciałem powiedzieć to samo!
- A dokładniej? 
- Tym, co nie mówimy i co pani mi wytknęła - powiedziałem szybko, nim zdążyłaby mnie ubiec Nikaella. Spojrzałem na nią przepraszająco, ale wilczyca tego nie zobaczyła. Wzrok wlepiała w oczy Adory.
- Dobrze. Do najbardziej podstawowych sygnałów należy płacz czy uśmiech. Ich znaczenie pojmuje już malutki szczeniak, obserwując rodziców. Wszelkie skrzywienia, marszczenie brwi, wyciąganie języka. Słowem - wszystko, co możemy zaobserwować na pyszczku innego wilka należy do mimiki. 
Zmarszczyłem brwi. Kolejne trudne słowo. Powoli zaczynała mnie boleć głowa od prób zapamiętania ich wszystkich od razu. A to był dopiero początek!
- Kolejnym ważnym elementem jest postawa, układ uszu oraz ogona. Wilk, który opuści uszy, podkuli ogon oraz wygnie grzbiet w łuk będzie przestraszony. Uśmiech na pysku i merdanie ogonem oznacza zadowolenie. Ciągłe rozglądanie się i napięte mięśnie czujność. Rozumiecie?
Przytaknęliśmy czym prędzej. Uważnie słuchałem każdego słowa. Były to dość oczywiste rzeczy, ale - tak jak mówiła pani Adora - wcześniej niespecjalnie zdawałem sobie sprawy z ich istnienia. Odbierałem je, nie zastanawiając się nad nimi tak dokładnie jak teraz.
- Warto też zwrócić uwagę na oczy. Nie bez powodu nazywane są zwierciadłem duszy...
- Co to zwierciadło? - wtrąciłem.
Adora spojrzała prosto na mnie. Nie wyglądała na zadowoloną, że jej przerwałem. Mroziła mnie przez kilka chwil wzrokiem. Skuliłem się, wysyłając jej sygnał, że to było naprawdę straszne. Ta cała mowa ciała była naprawdę przydatna. 
- Rzecz, która odbija świat rzeczywisty - Otworzyłem pyszczek, żeby zadać kolejne pytanie. To nic mi nie powiedziało! - Zwierciadłem może być na przykład kałuża. Mógłbyś mi ciągle nie przerywać? - warknęła, nim cokolwiek się odezwałem. Zapragnąłem być o wiele mniejszy. Pani Adora potrafiła być równie straszna co pani Yuko.
- Przepraszam - powiedziałem, kładąc się na piasku. Kilka razy oblizałem swój pyszczek. Czy nauczycielka wiedziała, co w ten sposób chciałem przekazać? Jeśli tak, to nie dała tego po sobie poznać. Bez kontynuowania dyskusji, powróciła do przerwanego wcześniej tematu.
- Kłamcy często unikają wzroku swojego rozmówcy. Zdarza się jednak, że wręcz natarczywie go szukają. Chcą w ten sposób przekonać rozmówcę, że nie kłamią. Jeśli ktoś jest zawstydzony, często będzie patrzeć w ziemię. Zakochani natomiast szukają okazji do kontaktu wzrokowego. Czy wszystko jasne?
Nadal trochę obawiałem się odezwać, więc jedynie pokiwałem głową. Nikaella przytaknęła normalnie.
- W porządku. Teraz przejdziemy do drugiej części lekcji. Będę przyjmować różne postawy oraz robić miny. Waszym zadaniem będzie określenie, co one oznaczają. Każdą odpowiedź macie uzasadnić, dlaczego tak sądzicie. Nie o wszystkich sygnałach mówiłam. Musicie zdać się na siebie.

czwartek, 23 kwietnia 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 6

Kiedy tata powiedział mi, że niedługo będę mógł rozpocząć kolejne lekcje, byłem zachwycony. Polowania - choć interesujące - bywały naprawdę okropne. Yuki nie należała do najmilszych wader. Wolałbym, żeby to tata mnie uczył. Z pewnością potrafił polować. Był przecież niesamowity!
Nie chciałem jednak rezygnować z lekcji. Może kiedy naprawdę zacząłbym chodzić na te prawdziwe... Ze wszystkimi szczeniakami, a nie tylko Eunice i tym rodzeństwem, które do nas ostatnio dołączyło.
- Tatooo... - Szturchnąłem starszego basiorka w łapkę. Ostatnio sporo urosłem i mój nosek znajdował się już prawie w jej połowie! - Jak myślisz co będziemy robić na tej całej logice?
Tata potrząsnął delikatnie głową i uśmiechnął się nieznacznie. Chyba wyrwałem go z jakiegoś zamyślenia, ale nie wyglądał na złego. Tak właściwie wyglądał o wiele weselej. Kiedy myślał, miał często bardzo smutną minę. Ciekawiło mnie o czym myślał, ale zawsze mówił tylko, że to nic ważnego. Wierzyłem mu, ale nie rozumiałem czemu nieważne sprawy tak bardzo go smuciły. To nie miało sensu!
- Nie wiem, Morgan. To już zależy od waszej nauczycielki.
- A jaka ona jest? Podobno trochę dziwna. I pani Navri jej nie lubi. Emerald mi mówił, że Chase mu mówił, kiedy on zaczynał naukę.
Tata pokiwał głową. Wyglądał jakby mnie nawet nie słuchał, więc szturchnąłem go jeszcze raz łapkę.
- Niestety, ale jej nie znam. Będziesz musiał sam ocenić.
Uśmiech zamarł na moim pysku. Wolałem wiedzieć już teraz!
- Na pewno nie jest taka zła - dodał i spojrzał w niebo. Również zerknąłem w tamtą stronę. Słoneczko zbliżało się do miejsca, które według taty oznaczało rozpoczęcie lekcji.
- Idziemy już? Nie spóźnimy się, prawda?
- Nie spóźnimy - Basior rozciągnął się. - Ktoś z twoich kolegów też idzie na lekcję?
Przekrzywiłem łeb.
- Emerald na pewno nie, a Kaiju i Eunice wczoraj mówili, że nie wiedzą... - Zamilkłem na moment. Wyobrażałem sobie pyszczki wszystkich moich znajomych, którzy mogli już chodzić na takie zajęcia - Nikaella chyba... Pani Adora jest jej mamą.
Tata pokiwał z powagą głową i ruszył w odpowiednią stronę. Czym prędzej pobiegłem za nim. Jak zwykle moje łapy zakopywały się w gorącym piasku. Zapragnąłem wejść do wody i schłodzić nagrzane ciało. Nie lubiłem tej pory dnia. Było okropnie gorąco!
Szybko dotarliśmy w to samo miejsce, gdzie zwykle spotykaliśmy się z panią Yuki. Jednak tym razem to inna wilczyca nad nami górowała. Obok niej stała już Nikaella. Poza nimi nie było nikogo. Skoczyłem na tatę i polizałem jego pyszczek. Samiec przejechał językiem pomiędzy moimi uszkami.
- Uważaj na siebie - powiedział. - Powodzenia.
Skinąłem głową. Miałem zamiar sobie poradzić. Chciałem, żeby tata był ze mnie bardzo dumny.
- Do potem! - zawołałem jeszcze i czym prędzej pobiegłem w stronę wilczyc. Na moim pyszczku widniał uśmiech. Nie mogłem się doczekać!
Zatrzymałem się tuż przed nimi i szybko się przywitałem, kłaniając się nauczycielce.
- Dzień dobry. Jesteś Morgan, tak? - spytała Adora.
Przytaknąłem niepewnie. Nie wiedziałem, skąd znała moje imię. Ciekawiło mnie, czy to dzięki temu, że tak zna się na tej całej logice... Nim jednak zdążyłem zadać jakiekolwiek pytanie, wilczyca ponownie się odezwała.
- Nikaella mi powiedziała, że przyjdziesz.
- Czyta pani w myślach?
- Nie. Niektóre rzeczy da się wyczytać z wyrazu pyska bądź drobnych gestów. Kiedy wypowiedziałam twoje imię zamarłeś i otworzyłeś szerzej oczy. Po chwili je zmrużyłeś, najpewniej zastanawiając się nad tym, że użyłam go, chociaż nigdy nie rozmawialiśmy. To jasne jak słońce - wyjaśniła wilczyca. 
Otworzyłem pyszczek. Chłonąłem każde słowo jak mech wodę. To było niesamowite!
- Jest takich znaków więcej? 
- Oczywiście - Adora pokiwała głową. - Otwarcie pyszczka sugeruje zdziwienie bądź zafascynowanie danym tematem.
- To też wchodzi w skład logiki? - wtrąciła Nikaella.
Dobre pytanie.
- Jak najbardziej. 
Nie zdołałem opanować uśmiechu. Ta logika coraz bardziej mi się podobała.
- A będziemy się o tym uczyć teraz? - zapytałem. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Byłoby super wiedzieć, co znaczą takie drobne gesty. To było jak czytanie w myślach, ale bez magii!
- Mamo, możemy? - poparła mnie Nikaella.
- Miałam zamiar zadać wam kilka zagadek - Pani Adora spojrzała to na mnie, to na swoją córkę. Milczała przez kilka chwil, aż w końcu westchnęła. - Niech wam będzie. To lekcja dodatkowa, więc mogę sobie pozwolić na zmianę harmonogramu.

Od Eterny "Zazdrość" cz. 2

– Pospiesz się – parsknęła zniecierpliwiona Yuki.
Eterna nie spuszczając wzroku z rudej waderki odłożyła pod łapy nauczycielki kilka krótkich nożyków, które kilkanaście minut temu przekazał jej Bezumstvo.
– Nie jest to wiele, ale powinno wystarczyć – mruknęła pod nosem Yuki – Nie chce mi się czekać na resztę grupy, zatem zaczynajmy!
Mortimer pogalopował czym prędzej do grupy. Sprawiło to Eternie nie lada satysfakcję. Rzuciła ostatnie, pełne wyższości, spojrzenie w stronę rudej wadery, po czym wróciła wzrokiem do nauczycielki.
– Dzisiaj będziecie się uczyć jak używać noży do rozcinania jedzenia. Zajęcia te są skierowane głównie do tych szczeniąt, które potrafią się zmieniać w człowieka. Kto umie?
Spojrzenia wszystkich szczeniąt powędrowały w stronę Treunisów. Była to kolejna okazja dla Eterny, aby powpatrywać się w Mortiego. Wyglądał tak niewinnie... W dodatku kompletnie nie zdawał sobie sprawy ze spojrzenia wadery.
 – W takim razie będzie to dla was lekcja pokazowa. Wasi koledzy pokażą wam jak trzymać nóż, a ja im powiem jak kroić. Waszym zadaniem jest to zapamiętać i wykorzystać w razie takiej konieczności. (I jeśli kiedykolwiek się nauczycie przemiany...) Lub poinstruować waszych opiekunów, jeśli by się okazało, że tego nie potrafią – ostatnie zdanie powiedziała pospiesznie. Jej zabiegany wzrok zasugerował Eternie, że większość wilków w stadzie jednak nie potrafi rozcinać za pomocą noża własnego jedzenia...
– M-my? Nóż? – wydukał Morti. Theo jak zwykle podzielał obawy brata. Exan zaś nie wyglądał na szczególnie przejętego tym zadaniem.
– Co jak zrobimy sobie krzywdę? – wtrącił Theo.
– Jesteście już dużymi chłopcami, więc nie zrobicie – odparła twardo Yuki.
– No właśnie! – pisnęła Naida. Eterna przyjęła jej obecność z pewną dozą zniesmaczenia. Niemal zapomniała o jej istnieniu. Przynajmniej chciała zapomnieć.
Miała nadzieję, że w dorosłym życiu już nigdy nie będzie musiała mieć z nią kontaktu.
Mortimer, Exan i Theodore niechętnie zmienili się w ludzi. Yuki wepchnęła im do rąk noże. Morti wyglądał z całej trójki na najmniej uszczęśliwionego. Eterna patrzyła na niego, chcąc go jakoś zachęcić do działania, ale nadal nawet na nią nie patrzył.
Jako ludzi chłopiec Morti miał bardzo puszystą burzę loków. Miały kolor zbliżony do brązowych odcieni na futrze. Może odrobinę bledsze i bardziej pochodzące pod złoto. Twarz miał całkiem okrągłą, a oczy zielono-szare. Theo zaś miał włosy koloru ciemnego blond, a Exan podobne do Mortiego, ale proste i bardziej rudawe. Morti też był najmasywniejszy z chłopców. Miał pulchne rączki. Eternę najbardziej zainteresowała jego koszulka - tym razem miał na niej jakiegoś zielonego gada o długiej szyi. Co to dokładnie było? Nie miała pojęcia.
– Bardzo dobrze – mruknęła Yuki, zmuszając ostatniego z braci do trzymania noża – Naida, Emerald Infinite i Nikaella – idźcie coś upolować. Nie ważne co, byle szybko!
Szczeniaki rozbiegły się. Eternie ulżyło z powodu braku Naidy w pobliżu. Ostatnie zagrożenie dla niej i Mortiego minęło.
– Nóż trzeba w większości przypadków trzymać mocno. Do rozcięcia skóry wystarczy jedno stanowcze pociągnięcie. Problem zaczyna się w przypadku krabów oraz łuskania ryb.
W tym momencie wrócił dumny Emerald. Yuki rzuciła mu krótką pochwałę, po czym uniosła jego zdobycz – dość grubą rybę o srebrnych łuskach.
– Wspominałam o łuskaniu ryb. Możemy od tego zacząć naszą lekcję.
Usiadła na piasku i podstawiła swój ostatni, czwarty nóż "pod łuskę". Pociągnęła raz, a łuski zaczęły schodzić. Krew, która lała się z ryby od kiedy Emerald ją nadgryzł zalewała teraz ludzkie dłonie Yuki. Zdawała się nie zwracać na to uwagi.
– Należy trzymać rybę mocno, bo pokryta jest śluzem. Jeśli się nam wyślizgnie z ręki, możemy sobie uciąć palce – Nie podniósłszy głowy, skrobała dalej – Musimy się też upewnić, że jest martwa. Jeśli zacznie wierzgać, również możemy się przypadkiem zamachnąć i drasnąć palce.
Szczeniaki obserwowały poczynania nauczycielki. Jedne ze zgrozą w oczach, inne z czystym zainteresowaniem.

<C.D.N.>

>> Następna część >>

środa, 22 kwietnia 2020

Od Exana „Proste jak banany” cz. 1

Styczeń 2026 r.
Exan z uwagą wpatrywał się w podłużne owoce leżące na ziemi. As objaśniał właśnie zastosowanie bananów. Basiorek starał się zapamiętać jak najwięcej informacji. Nie miał jednak pojęcia, do czego może mu się przydać zdobyta wiedza na temat tej żółtej roślinki. Niektóre szczeniaki wydawały się być znudzone. Wszyscy siedzieli cicho. Gdzieś na tyłach grupy słychać było regularne ziewanie. W pewnym momencie, zza pleców Exana dobiegł czyiś głos.
– A dlaczego te banany są takie krzywe? – zapytał Theo.
Wśród uczniów dało się słyszeć pojedyncze śmiechy i parsknięcia. Exan niepewnie spojrzał na brata. Basiorek zgarbił się nieco pod wpływem spojrzeń. Odchrząknął cicho i spojrzał na Asa, który chyba nie zrozumiał zadanego mu pytania.
– Niektóre banany, jakie widziałem, były bardziej proste, a te są tak mocniej krzywe. Dlaczego?
– Och, o to ci chodziło! – zaśmiał się As. – Już tłumaczę! A więc... jakby to... Banany są jak drzewa! Tak. Każde drzewo jest trochę inne. Banany także mogą się od siebie różnić tym, jak bardzo są zakrzywione.
– Ale tamte drzewa są identyczne! – zawołał jakiś szczeniak, wskazując rosnące nieopodal palmy.
– Nie do końca! Tamte po prawej jest bardziej krzywe – stwierdził Exan.
– Jak banany! – zawołał Theo.
Szczeniaki zaczęły z zaangażowaniem wymieniać inne różnice pomiędzy palmami, porównując je jednocześnie do żółtych owoców. Niektórzy zaczęli przekrzykiwać innych twierdząc, że dostrzegają więcej niż reszta. Wkrótce lekko zdezorientowany As podchwycił temat i starając się uciszyć narastający hałas, opisywał krzywiznę pobliskich drzew. Exan uśmiechnął się lekko i spojrzał na Theo.
– Chyba trochę rozruszałeś grupę – zaśmiał się.
– Przypadkowo, ale i tak cieszę się z efektu!
– Ale to ty zauważyłeś różnicę pomiędzy palmami, Exan – stwierdziła Ruby, zbliżając się do nich.
– Cześć, Ruby! – Theo uśmiechnął się przyjaźnie.
Waderka zignorowała basiorka i z westchnięciem opadła na piasek obok Exana.
– Zauważenie różnicy nie było takie trudne...
– Ale jednak niektórzy jej nie dostrzegli.
Exan nie wiedział czy uznać słowa waderki za komplement, czy za sarkazm. Spojrzał na nią i z pewną ulgą stwierdził, że to na pewno nie była pochwała. Ruby wpatrywała się w nauczyciela ze znudzeniem. Pewne było, że ta lekcja jej się nie podobała. Waderka ziewnęła przeciągle i położyła się wygodnie na piasku. Exan odwrócił wzrok i skierował go na banany. Siedzieli tak w ciszy, wsłuchując się w lekcję. W pewnym momencie Theo jęknął cicho. Exan spojrzał na niego pytająco, jednak basiorek ignorując go, wpatrywał się z lekkim rozdrażnieniem w jakiś punkt. Basior podążył za jego spojrzeniem i dostrzegł dwie waderki siedzące obok Mortiego. Nie dało się nie dostrzec, że obie starały się siedzieć jak najbliżej młodego wilczka. Biedak zbyt miły, aby zwrócić im uwagę, siedział wciśnięty pomiędzy rywalki.
– Nie przejmuj się nimi – wymamrotał cicho Exan.
Theo spojrzał z przerażeniem na brata, po czym zerknął na leżącą obok Ruby. Uspokoił się dopiero, gdy waderka chrapnęła cicho. Najwidoczniej zasnęła znudzona lekcją.
– Jak mam się nie przejmować. Biedny Morti zaraz zostanie zgnieciony! – wyszeptał.
– Morti wcale cię nie obchodzi. Wiem, że martwisz się o coś innego.
– O Elanor? Tak, jeśli przegra z Naidą będzie smutna...
– Nie udawaj! Ona ci się podoba!
– Elanor? Jest ładna, ale nie w moim typie – zaczął się tłumaczyć.
– Theo! – Exan spojrzał na niego zirytowany. – Chodziło mi o Naidę!
– Och, o nią... Ona jest tylko moją przyjaciółką...
Theo zawstydzony odwrócił wzrok, udając nagle bardzo zainteresowanego budową banana. Exan wpatrywał się w niego przez dłuższy czas. Miał nadzieję, że brat przyzna mu się w końcu do prawdy. Z daleka było widać, że Naida mu się podoba! Jego rozmyślania przerwało ciche chrapnięcie. Exan spojrzał na śpiącą Ruby. Waderka wyglądała nawet ładnie, kiedy tak spała skąpana w promieniach słońca. Jej włosy wydawały się jakby jaśniejsze i żywsze. Wpatrywał się w nie jak zahipnotyzowany. Gdy lekko falowały na wietrze, wyglądały jak tańczące płomienie. Spojrzał na jej pyszczek i aż podskoczył przerażony. Ruby wcale nie spała. Wpatrywała się w Exana z dziwnym zainteresowaniem. Basiorek zawstydzony wbił wzrok w ziemię, mając nadzieję, że nie zauważyła jak jej się przyglądał. Mogła to uznać za coś dziwnego. Nie każdy przecież wpatruje się w ciebie, kiedy śpisz. Zaskoczony usłyszał jednak, że waderka śmieje się z niego.
– Czego się tak śmiejesz? – rzucił Exan.
– Z niczego – wzruszyła ramionami. – Po prostu nie wiedziałam, że tak cię onieśmielam.
– Jeszcze czego! Po prostu się zamyśliłem, a ty mnie wystraszyłaś!
– Na randki będziecie umawiać się po lekcjach. Teraz proszę o ciszę albo rzucę w was bananem! – zawołał do nich As
Exan ze strachem stwierdził, że nawet nie zauważył, kiedy podniósł głos. Pokiwał powoli głową i zawstydzony zerknął na resztę grupy. Niektórzy już zaczynali szeptać. Exan nie mógł sobie pozwolić na takie ośmieszenie! Wyprostował się z dumą i jakby od niechcenia zerknął na Ruby. Waderka uśmiechała się lekko, ale już nic nie mówiła. Exan odetchnął w cicho z ulgą. Skarcił się w duchu za tak dziecinną reakcję. Czuł na sobie spojrzenie rzucane mu przez Theo. Basiorek z rozbawieniem przyglądał się całej sytuacji.


<c.d.n.>

Uwagi: brak.