środa, 17 kwietnia 2019

EVENT WIELKANOCNY

Połowa lipca 2023. Pogoda wyjątkowo nie sprzyjała, więc wilki postanowiły o wylądowaniu i zarządziły dłuższy postój, dokładniej aż do odwołania, póki tylko sytuacja się nie uspokoi. Może to potrwać od dwóch do trzech dni. Wilki chowały się pod gęstymi drzewami z dużymi liśćmi, opuszczonych jamach, pod klifami z zadaszeniem...
Aż do momentu, gdy do Alf nie przybiegł pewien dość spłoszony królik. Nie był to jednak zwykły królik. Nazwał siebie Aratris, nosił łuk i kołczan ze strzałami i przewyższał wzrostem niemal dwukrotnie Suzannę. Chodził na dwóch łapach, miał brązowe futerko i jasnoniebieskie oczy. Za pasem miał sakiewkę z monetami, jakieś zioła, a w łapce całkowicie pustą płócienną torbę. Szybko objaśnił w czym rzecz - jest opiekunem setek jaj, które porzucili rodzice. Maluje je, żeby uczynić je piękniejszymi, a małe ptaki i gady mogły przyjść na świat w nieco radośniejszym i bardziej uroczystym nastroju. Problem tkwił w tym, że ktoś rozrzucił jego maluchy po całej okolicy i nie poradzi sobie w szybkim uzbieraniu ich w pojedynkę. Postanowił, że poradzi się wędrowców o pomoc. Alfy przystały na tę propozycję. Aratris obiecywał nagrodę dla stada za pomoc. Suzanna oświadczyła, że podaruje ją komuś, kto najbardziej pomoże i uzbiera najwięcej zagubionych jaj.
Wcześniej wspomnianą nagrodą był medalion. Na pozór prosty, bo wykonany z drewna oraz piór, lecz niebieski kamień na środku daje poczucie, że ów przedmiot ma magiczną moc. Otóż powoduje on, że... posiadacz może uzyskać kompletną odporność na jeden dowolny żywioł.
Ponadto dla osób, które uzbierają ponad 50 jaj przeznaczona jest nagroda w postaci bonusowych 10 pkt, za ponad 100 jaj jest 20 pkt, za ponad 200 jest 30 pkt. itd.

Jajka otrzymuje się poprzez pisanie opowiadań. Ilość jaj jest losowa oraz uzależniona od długości opowiadania. Wzmianka o nagrodzie pojawi się na końcu każdego op. eventowego.
1-3 tys znaków: 1-5 jajek
4-7 tys znaków: 4-9 jajek
8-11 tys znaków: 7-13 jajek
12-15 tys znaków: 10-17 jajek
16-19 tys znaków: 13-21 jajek
20-23 tys znaków: 16-25 jajek

Event ma miejsce w przeciągu 3 dni. Lądowanie jest w okolicach przedpołudnia pierwszego dnia, Artris przybywa po południu, więc zbierają przez pół pierwszego dnia, cały drugi, aż do wylotu w okolicach południa dnia trzeciego.
Czas na pisanie opowiadań jest do 01.05.2019.

Cały ten opis możecie przeczytać raz jeszcze w zakładce z eventami. Spis ile kto jajek uzbierał będzie się pojawiać na lewym marginesie strony.

Od Joela "Pomyłka" cz. 9

Wrzesień 2022 r.
Nie wiem już jak dużo czasu spędziliśmy w Mieście. Dni mijały szybko, nawet nie liczyłem. Tego wieczora z powodu zerwanych przez wiatr przewodów nie było prądu, więc wpadłem na pomysł romantycznej randki przy blasku świec. Wykorzystałem moment, kiedy Yuki ucinała sobie drzemkę, by wszystko przygotować. Co prawda niezbyt wysiliłem się jeśli chodzi o kolację, bo kucharz ze mnie marny, ale pocieszałem się, że lepsze to niż nic. Padło na parówki przyrządzone tak, aby przypominały ośmiorniczki. Te w moim wykonaniu nie wypadły tak, jak na zdjęciu w przepisie. Były trochę krzywe i przez to, jak je przypiekłem ich uśmiechy nieco się przekrzywiły. Miałem nadzieję, że Yuki nie zwróci na to większej uwagi. Cichutko westchnąłem i ostrożnie przełożyłem je na talerze, tuż obok jajecznicy ze szczypiorkiem, bekonem i pomidorem. Yuki bardzo smakowała taka mieszanka, więc uznałem, że to dobry pomysł... Mimo że wciąż nieszczególnie ambitny. Ułożyłem parówkowe ośmiorniczki tak, aby były ustawione przodem i odłożyłem na stół. Już wcześniej ozdobiłem go papierowymi serwetkami i zapalonymi świeczkami, nie wspominając już o lampkach czerwonego wina. Ulubionego Yuki. Z uśmiechem podziwiałem moje dzieło i dopiero wtedy postanowiłem się skierować do sypialni.
Dziewczyna leżała krzywo na łóżku z rękami rozrzuconymi po niemal całej szerokości. Tego dnia znowu uważała, że jest zbyt ciepło na ubrania, więc była w samej bieliźnie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Od samego początku miała problemy z przyjęciem do wiadomości, że ludziom nie wypada chodzić nago przy innych, dlatego uznała to ostatecznie bez sensu i nosiła coś w moim towarzystwie tylko gdy było jej chłodno. Ponadto chyba bawił ją mój wzrok, gdy się tak przechadzała nie mając na sobie nic prócz majtek i stanika. Choć przyznam, że ona też się we mnie wpatrywała jak sęp w padlinę, gdy nie chciało mi się ubierać koszulki. Można zatem uznać, że mieliśmy remis.
Nachyliłem się do niej i aby było mi wygodniej wsparłem się kolanem o łóżko. Jeszcze chwilkę patrzyłem na jej niewinny wyraz twarzy, a później zabrałem się za realizowanie jednego z moich sposobów pobudki. Były to łaskotki. Czując dotyk moich dłoni na bokach natychmiast się zerwała i zaczęła uciekać na drugi koniec łóżka. Skuliła się.
- Masz zimne ręce! - krzyknęła oburzona. Parsknąłem śmiechem na widok jej fryzury i wyrazu twarzy. Prychnęła niby to obrażona, a zaraz potem pociągnęła nosem, jakby kompletnie zapominając o tym jak brutalnie ją obudziłem.
- Czy ja czuję jedzenie? - zapytała.
- Tak. Zapraszam cię na randkę - stwierdziłem z uśmiechem. Wyglądała na zadowoloną. Gdy zgramoliła się z łóżka zawędrowała do mojego biurka. Poprzedniego dnia zostawiłem na niej mój T-shirt i zupełnie o nim zapomniałem. Jak zwykle. To Yuki zazwyczaj sprzątała i w jej obowiązku było krzyczeć na mnie za nieporządek.
- Przez ciebie teraz mi zimno - burknęła, wciągając na siebie moje ubranie. Wywróciłem oczami wcale się tym nie przejmując. Już skierowałem się do wyjścia z sypialni. Odczekałem aż Yuki do mnie dołączy i razem poszliśmy do kuchni. Chciałem widzieć jej minę.
Najpierw jej wzrok przykuły świeczki, a dopiero później przyrządzone przeze mnie danie. Ostrożnie się zbliżyła i z olbrzymim zaciekawieniem nachyliła się, aby zobaczyć więcej szczegółów mojej nieco koślawej ośmiorniczki.
- Co to takiego? - zapytała.
- Um... Parówka. Ale pokrojona tak, żeby przypominała ośmiornicę. Z ciastem francuskim - objaśniłem nadal cicho się bojąc, że mnie wyśmieje za mój brak zdolności gotowania. Ona zaś z uśmiechem wyprostowała się i usiadła. Odetchnąłem w duchu.
- Niech to, nie zdążyłem ci odsunąć krzesła - skomentowałem udając zrezygnowanie. Roześmiała się  nieco złowieszczo i chwyciła za widelec. Dopiero wtedy usiadłem i obserwując ją ukradkiem, sprawdzałem jak jej smakuje. Ku mojej uldze jadła ochoczo, więc nie miałem o co się martwić.
Kiedy kończyliśmy pić wino, ktoś bardzo głośno załomotał do drzwi. Spojrzałem ciut przestraszony na Yuki, ale ona wyglądała na nie mniej zdumioną. Nie spodziewaliśmy się gości o tej porze. Nikt nas raczej nie odwiedzał w ten czas. Powiedziałem jej cicho, że otworzę, a później tak właśnie zrobiłem. Nim dotarłem przybysz załomotał po raz kolejny. Był bardzo zniecierpliwiony. Pomyślałbym, że to komornik lub ktoś od gazu, ale raczej nie przychodziłby tak późno.
Ku mojemu zdumieniu w progu stał Magnus. Niezbyt zachwycony Magnus.
- Cześć, Joel. Cała wataha cię szuka.
Zaśmiałem się nerwowo. To coś nowego. Szukali? Mnie? Nigdy tak nie było...
- A raczej nie ciebie, tylko ciebie i... - tu urwał, wbijając wzrok w kogoś za mną. Obejrzałem się przez ramię i ujrzałem nieśmiało wychylającą się z kuchni Yuki. Orientując się, że to Magnus pośpiesznie się ulotniła. Może również przypominając sobie, że dla obcych ludzi taki ubiór może być niezręczny. Zresztą jak spojrzałem na Magnusa to rzeczywiście miał wypieki na twarzy. Kusiło mnie, by zapytać czy nigdy nie widział tak rozebranej kobiety, ale szybko zmieniłem zdanie, bo pewnie by się zdenerwował jeszcze bardziej. Za bardzo go lubiłem aby to powiedzieć na głos.
- I Yuki? - dopytałem, unosząc brew - Tak, to ona. Znaleźliście.
Wyglądał jakby uleciało z niego całe powietrze, choć na początku miałem wrażenie, że był tego pewien.
- Wygląda na to, że Bezumstvo podrzucił wam jeden ze swoich eliksirów - tłumaczył, odwracając ode mnie wzrok - Zrobił niezły raban w watasze. Znaleźliśmy słoik w twojej jaskini. W dodatku pusty. Yuki również zniknęła, więc uznaliśmy, że możecie być razem...
- Razem? Co to był za eliksir? - zmarszczyłem brwi. Magnus westchnął.
- Eliksir Miłości.
Czułem się tak, jakby cały świat wywrócił się do góry nogami, a ja jakbym miał upaść na podłogę. Musiałem się aż przytrzymać ściany. Dopiero wówczas zaczęło do mnie docierać, że poczuliśmy coś do siebie trochę wbrew naszej woli, a ona wcale nie skrywała jakiegoś uczucia do mnie przez cały ten czas, jak mi się wydawało do tej pory.
Tylko... czy ten związek to coś naprawdę tak złego i warto z niego rezygnować?
Obróciłem się w stronę wejścia do kuchni, w którym stała nie mniej zszokowana Yuki. Uśmiechnąłem się przepraszająco. Chyba domyślała się, że nie zrobiłem tego celowo.
- Tak mi przykro... - westchnął cicho Magnus - Kai mówił, że nie znamy antidotum na to.
- Nie musimy. Jest w porządku - wykrztusiła Yuki, zerkając na mnie. Powoli skinąłem głową, czując jeszcze większy szok z powodu tego, że była podobnego zdania co ja. W końcu bardzo miło spędziliśmy cały ten czas... 
Może pasowaliśmy do siebie od samego początku, ale wcześniej nie mogliśmy tego przyjąć do wiadomości?

wtorek, 16 kwietnia 2019

ZAPOZNANIE, KWIECIEŃ 2019

Tak dla przypomnienia - aby otrzymać bonus, należy napisać op. do osoby wskazanej przez strzałkę.
Za op. należy się bonus + 3 pkt. do wszystkich umiejętności i + 1 pkt. do mocy (liczy się tylko za pierwsze op., ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kontynuować serię dalej. Ba! To jest nawet wskazane). Temat na op. jest absolutnie dowolny.
Aby zaliczyć op. do tej oto "promocji", wystarczy napisać pod skończonym op. "ZAPOZNANIE, KWIECIEŃ 2019". :)

  1. Kai → Magnus
  2. Dante → Cess
  3. Suzanna → Beherit
  4. Navri → Edel
  5. Torance → Joel
  6. Leah → Suzanna
  7. Lind → Natanael
  8. Joel → Asgrim
  9. Magnus → Lind
  10. Asgrim → Kai
  11. Cess → Leah
  12. Natanael → Torance
  13. Edel → Luna
  14. Beherit → Navri
  15. Luna → Dante

W razie pytań... poprzednie zapoznanie wciąż jest aktualne. Jego ważność zakończy się dopiero w momencie ogłoszenia kolejnego zapoznania, więc wciąż można na nie pisać op.

Od Luny "Moja historia"

Lipiec 2023 r.
W mojej watasze robiło się bardzo niebezpiecznie. Każdy dzień był walką o przetrwanie. Brakowało jedzenia a staw, z którego piliśmy wodę zniknął. Moja mama i tato kazali mi uciekać i szukać nowego domu, ale ja nie chciałam ich zostawić. Kochałam ich.
- Luna, musisz uciekać - powiedziała moja mama pewnego wieczoru.
- Ale mamo, nie mogę cię opuścić - odparłam
- Możesz i to zrobisz, Lulu.
Dała mi swoją srebrną bransoletkę i pocałowała w serduszko na moim pysku. Zrozumiałam wtedy, że muszę to zrobić.
Uciekłam nocą, żeby nikt nie widział. Wiedziałam, że inne wilki nie będą zadowolone jak się dowiedzą, że uciekam.
Długo chodziłam po terenach szukając swojego miejsca na ziemi. Nie umiałam polować, więc powoli przymierałam głodem. A nie chciałam umierać!!! Lubiłam żyć!!
Było mi zimno i byłam głodna i zmęczona, więc położyłam się na ziemi i cicho skomlałam. Wtedy obok mnie wylądowały śliczne stworzenia, jakich nigdy nie widziałam. Nosiły na sobie wilki, które zeszły z nich i stanęły wokół mnie. Wilki patrzyły na mnie i o czymś mówiły, ale nie rozumiałam o czym, bo słabo słyszę.
W końcu ktoś mną się zaopiekował i dał mi jeść. Zjadłam wszystko tak szybko, że trzęsły mi się uszy.
- Dziękuję - powiedziałam.
- Jak masz na imię? - spytała jakaś wilczyca.
- Luna, a ty?
- Suzanna. Jestem Alfą tej watahy. Podróżujemy na smokach i szukamy nowych terenów.
- Aha. A mogę dołączyć? - spytałam z nadzieją.
Wilczyca zastanowiła się i po chwili wyraziła zgodę.
Jestem taka szczęśliwa, że mam teraz swoją watahę! Nie mogę się doczekać moich nowych przygód.

Uwagi: Nieprawidłowo zapisany tytuł (pamiętaj o schemacie imię postaci + tytuł + opcjonalnie numer części + opcjonalnie kto to ma dokończyć)! Brak daty! Nie zapominaj o polskich znakach. Nie pomijaj Spacji przy wypowiedziach. Zwróć uwagę w jaki sposób je poprawiłam. "Możesz" piszemy przez "ż". Pisząc "może" przez "rz" wychodzi "morze", czyli zbiornik wodny. "Bransoletka" piszemy przez "s". "Położyłam" piszemy przez "ż". "Wylądowały" piszemy przez "ą". Forma "lubiałem" i "lubiałam" wyszły już z obiegu, więc jedyna prawidłowa forma to "lubiłem" i "lubiłam". "Alfa" w WMK piszemy wielką literą. "Dołączyć" piszemy przez "ą". "Aha" piszemy przez "h".

Od Dante "Pożegnania i powitania" cz. 1

Czerwiec 2023 r.
Przeprowadzka. Takie hasło zostało rzucone wcale nie aż tak dawno przez nasze Alfy. Zmieniamy tereny. To była dla mnie szokująca i jednocześnie naprawdę przykra wiadomość... Urodziłem się tutaj, spędziłem całe życie. Na dobrą sprawę nigdy nie byłem nigdzie indziej i jakoś nie odczuwałem większej potrzeby aby to kiedykolwiek zmieniać. Było mi tutaj dobrze. Czułem, że to miejsce ma dusze i historię. Bardzo się przywiązałem. Patriota mojej małej ojczyzny, można by rzec.
Z drugiej jednak strony widziałem, że zaczyna robić się niebezpiecznie, a takie przenosiny stały się właściwie niezbędne. Dla dobra wspólnego i każdej pojedynczej jednostki. Nikt nie wie co by się z nami stało, gdybyśmy zostali. Doszłoby do kolejnej powodzi? Wszystko zostałoby zrujnowane? A może wszyscy byśmy zmutowali? Doszły do mnie plotki o jakichś naroślach na zwierzynie łownej, ale nie wiem ile w tym prawdy. Właściwie to chyba nawet wolałem nie wiedzieć.
Chciałem się jeszcze ostatni raz przejść po terenach, ale nam zabroniono. Pozostało nam jedynie budować skrzynie i chłonąć widok Zielonego Lasu. Po przeniesieniu ich na Mniejszy Szczyt pakowaliśmy do środka nasz dobytek, który koniecznie chcieliśmy ze sobą zabrać. Wtedy również patrzyłem na naszą już nieco zniekształconą przez liczne opady dolinę. Ten dzień był wyjątkowo mało wietrzny, jak to ujęła Suzanna, jednak w oddali błyskało. Sytuację dało się określić jako niestabilną. Taka pora zaczęła się raptem dwie godziny temu. Tak przynajmniej mówił Joel, który nosił na ręce zegarek. Nie wiedzieliśmy dokładnie kiedy to się zmieni, dlatego zarządzono szybkie pakowanie. Należałem do tego grona szczęśliwców (albo i nie), którzy zostali przydzieleni również jako pomoc w pakowaniu się do skrzyń. O ile da się tak to nazwać. Zdecydowano, aby zajęli się tym członkowie stada płci męskiej ze zdolnościami zmiany ciała w człowieka, czy też wilki z przydatnymi do tego umiejętnościami. Nie wiem, czy moja córka sama się do tego zgłosiła, czy też był to w połowie przymus, ale układając cudze pakunki ciągle na nią zerkałem. Starałem się do niej uśmiechać kojąco, żeby nie czuła, że te zmiany to coś złego, ale nie odpowiadała tym samym. Nic nowego właściwie. Choć w sumie... sam nie wierzyłem w to, że to będzie dobra zmiana. Bałem się, jeśli mam być szczery. Może tymi uśmiechami chciałem dodać otuchy samemu sobie? Wszystko możliwe. Dopiero po czasie całkiem odpuściłem z uśmiechaniem się jak głupek i całkowicie poświęciłem się pracy. Dopilnowanie, aby nic się nie stłukło w trakcie podróży nie było wcale aż takie proste. Stale musiałem dopraszać się o wykładanie trawą pustych przestrzeni... W końcu znużony zleciłem to kilku i tak nudzącym się wilkom, którym to wszystko było na dobrą sprawę obojętne. Było to widać po wyrazach twarzy, czy też pyska. Większość jednak była bardzo przejęta, smętna lub całkiem płakała. To wszystko nie napawało mnie optymizmem, ale i tak starałem się im dodawać jakoś otuchy. Sam tego potrzebowałem...
Hitam i Suzanna uwijali się, badając czy wszystko działa jak należy. Regularnie też ktoś do nich podchodził i zadawał pytania. Sądząc po zniecierpliwionej Suzannie były to te same pytania. Poniekąd rozumiałem. Sam też bym się w końcu zirytował. Nie wspominając już o stresach, które towarzyszyły takim akcjom...
Sam miałem ochotę zapytać, czy istnieje możliwość powrotu tutaj, jeśli jednak sytuacja się poprawi. Stale miałem nadzieję na powrót Astrid... Odeszła tak nagle. Wciąż uważałem, że żyje i ma się dobrze, ale trochę się zagubiła, a póki nas odnajdzie może minąć trochę czasu. Nawet jeśli już i ja, i ona zdążyliśmy się zestarzeć, a Navri dorosnąć. Miałem nadzieję na ponowne spotkanie. Nawet jeżeli będzie mieć to miejsce "po tamtej stronie"...
– Nie myśl o niej tak intensywnie. To nie ma sensu – usłyszałem nagle. Zwróciłem głowę w kierunku głosu, a konkretniej w stronę wadery, która chwilę temu podała mi doniczkę z jakąś bliżej nieokreśloną rośliną z intensywnie różowymi płatkami.
– Proszę? – zapytałem zdziwiony.
– Czuję, że rozważasz o swojej ukochanej, której tutaj nie ma. Mam dostęp do powierzchownej warstwy aury i silniejszych myśli – objaśniła lekkim tonem wadera i wzruszyła ramionami. Patrzyłem na nią całkiem ogłupiały, wciąż trzymając w dłoniach glinianą doniczkę. Nie znałem tej wadery, to było pewne. Szaro-czarne futro przechodzące z tyłu w biel wskazywało na to, że to może być członkini tej części stada, która niegdyś była Watahą Czarnego Kruka... Znaki o tym również dawał kolor jej oczu, a dokładniej dzikie czerwone tęczówki. Coś zawsze było w tych wilkach takiego, co dawało jakieś trudne do określenia poczucie nieobliczalności. Ponadto musiała być niewiele młodsza ode mnie.
– Janey – przedstawiła się nagle. Dumnie uniosła podbródek, a ja mogłem dostrzec jej cienką bliznę przecinającą brodę. Wyglądała jak po jakimś starciu.
– Dante – odpowiedziałem, w końcu odkładając do skrzyni jej własność.
– Powinieneś się cieszyć dalej z życia, a nie myśleć o tym co było. Może spróbować miłości na nowo i przeżyć dobrze te ostatnie lata.
Uniosłem brwi z drobnym zaskoczeniem.
– Mówisz?
– Oczywiście – oznajmiła dobitnie – Co ma być po drugiej stronie, to będzie. Mnie zostały tylko dwa lata i nie mam zamiaru tego zmarnować. Nie wiem jak ty. Nie wyglądasz mi na wilka pierwszej młodości.
– Jestem młody duchem – odparłem udając oburzenie. Roześmiała się.
– W to nie wątpię.
Oparłem się łokciem o skrzynię. Smok, do którego została przymocowana zdawał się na to kompletnie nie zważać. Był zbyt przejęty zjadaniem przyniesionej przez ekipę polowań sarny. Tym razem nie zmutowanej.
– Jestem opiekunką smoków – dodała.
– Fajna profesja – skomentowałem. Zamrugała oczami, a po chwili namysłu wywróciła nimi.
– No, uznajmy. Póki nie marudzą jest nawet sympatycznie. Niektóre za to narzekają gorzej niż moja, świętej pamięci, babka.
Parsknąłem śmiechem.
– Zaczynam się cieszyć, że się nie zgłosiłem do tej roboty. Chyba bym tego nie zniósł.
– A ty? Czym się zajmujesz? – zapytała ze szczerym zaintrygowaniem.

<C.D.N.>

Uwagi: brak