niedziela, 1 września 2019

Od Eterny "Małe-duże śledztwo" cz. 3

Sierpień 2024 r.
Mijały minuty a pomoc nie nadchodziła. Wilki nadal ich śledziły. Nie miała nikogo do pomocy prócz kompletnie naćpanego Kashiela. Próbowała się porozumieć z Kai'm, ale nawet nie odpowiadał. Nie miała pewności, czy jej wiadomości w ogóle do niego dotarły. Próbowała coś wymyślić, lecz wiedziała, że jej moc jest zbyt słaba, aby poradzić z dwoma dorosłymi wilkami.
Kashiel skręcił w kierunku rzeki. Zalatywało od niej rybami. Nawet w tej ciemności widziała, że do najczystszych nie należała. Dla zasady podała ponownie swoją lokalizację Kai'emu. Tym razem za punkt orientacyjny posłużył jej sklep rybny, nieopodal którego właśnie przechodzili.
– Jesteśmy już prawie na miejscu – oświadczył pogodnie Kashiel.
– To fajnie... – mruknęła. Jeszcze raz zerknęła przez ramię. Te wilki nadal za nimi szły... Wtedy rozpoznała, kto to dokładnie był. Z przerażeniem wciągnęła cuchnące powietrze do płuc.
– Nie brzmisz jakbyś się cieszyła – powiedział powoli.
– Czy nie uważasz za dziwne, że twoja mama nas śledzi?
– Co? – spojrzał na Eternę nieco zbity z tropu.
– Twoja. Mama. Nas. Śledzi – powiedziała, podkreślając każde słowo. Coraz bardziej narastało w jej napięcie, a Kashiel wzbudzał w niej wyłącznie większą irytację.
– No spoko.
Warknęła zaciekle, ale on wyglądał, jakby wcale tego nie usłyszał. Nie przejmowała się już tym, że miała udawać, że nie powinna mu dawać znaków, że wcześniej rozmawiała z jego mamą. Tyle słów cisnęło się jej na usta, ale żadnego z nich nie wypowiedziała. Zbyt się w niej gotowało, aby zdecydować się na odpowiednią opcję rozmowy. Zdawała sobie sprawę z bezcelowości tego.
Znowu zarejestrowała kątem oka jakiś ruch. Ktoś ich nadal śledził. Pilnował, aby się nie wymsknęła.
Zaczęli schodzić w dół wylanego betonem punktu cumowania łodzi, która na końcu przeszła w wąską ścieżkę. Kashiel liczył zardzewiałe kratki, prawdopodobnie służące jako miejski system rynien. Były dość duże, aby wejść do środka.
Nagle się zatrzymał. Chwycił zębami jedną z nich i pociągnął do siebie. Otworzyła się z brzdękiem.
– Panie przodem – wymamrotał. Eterna spojrzała po raz ostatni na Urthię i basiora, którego mijali wcześniej i dopiero wtedy weszła w tunel. Kashiel zrobił to zaraz potem i zatrzasnął kratkę.
– Idź prosto.
Z trudem powstrzymując drżenie łap, ruszyła tunelem prosto. Im dalej, tym ciemniej i bardziej klaustrofobicznie się stawało. Niespodziewanie między ich nogami przebiegł szczur. Wzdrygnęła się. Kashiel zaś zaczął z nim rozmawiać, zupełnie jakby sądził, że to jego dobry przyjaciel. Mimo że szczur już od dawna był na zewnątrz.
– Masz halucynacje – powiedziała w końcu.
Kashiel ją zignorował, dalej relacjonując ze szczegółami co zjadł na śniadanie i jak przebiegała jego poranna kąpiel. Znudził się dopiero po kilku minutach. Na tamtym etapie nie widziała zbyt wiele, prócz czubku własnego nosa w momentach, kiedy przechodzili pod kratkami jakiejś z miejskich studzienek. Nawet wilczy wzrok niewiele jej w tym pomagał. Szli w milczeniu, słuchając jedynie swoich własnych oddechów. Eterna zaczęła myśleć, że Kashiel się pomylił i weszli w złą kratkę. W tym stanie wszystko było możliwe. Od czasu do czasu potykał się nawet o jej ogon. Wtedy rzucała się na niego i groziła, że go zagryzie, ale on tylko się śmiał. Przyrzekła sobie, że za którymś razem to naprawdę zrobi.
Nagle zarejestrowała, że zaczyna się robić odrobinę jaśniej. Spojrzała wyczekująco na Kashiela, ale on znowu niemal potknął się o jej ogon. Postanowiła więc iść bez rzucania jakimikolwiek komentarzami lub pytaniami. Z każdym metrem stawało się coraz bardziej widno, aż w końcu zobaczyła zarys skrzyżowania i jakieś głosy. Dobiegały z lewej. Była tego pewna. Przyspieszyła kroku. Miała już dość ciasnej przestrzeni. Po raz kolejny postarała się zameldować Kai'emu swoją lokalizację.
Kiedy skręciła w lewo Kashiel nie zaprotestował, więc uznała, że jednak idzie w dobrym kierunku. Im dalej się zapuszczała, tym pewniejsza była, że było to światło świec. Wielu świec. Kiedy skręcili po raz kolejny, zobaczyła zarys jakiegoś przestrzennego pomieszczenia i wilczych sylwetek. Nie widziała ich pysków, bo tunel był zbyt niski. Nawet ona, pomimo szczenięcego wzrostu, musiała się garbić.
Jeden z wilków się nachylił. Zobaczyła jego smukły, szary pysk poprzecinany wieloma srebrnymi runami... a może to były blizny? Kilka kroków później zauważyła również jego znużone spojrzenie. Identyczne, jakie miał naćpany Kashiel. Zwolniła.
– Kaaashiel... – odezwał się wilk. Patrzył na nią z krzywym uśmieszkiem jeszcze przez moment, a kiedy jej pysk lepiej oświetlił blask świec, zmarszczył brwi – To nie Kashiel.
Do tunelu nachylił się inny wilk. Prychnął z dezaprobatą.
– Kashiel jest za nią, durniu. Urthia miała nam sprowadzić nową... – Urwał, bo trzeci wilk zatkał mu usta łapą. Eterna niemal słyszała łomotanie swojego serca. Spodziewali się jej. Zatrzymałaby się, ale wiedziała, że inaczej Kashiel nadepnie na jej ogon i zaleje ją kolejna fala uporczywego bólu.
– Nie bój się – wyszczerzył się trzeci wilk. Zabłysnął jego złoty ząb. Tak jak wszyscy pozostali miał szare futro z jaśniejszym brzuchem.
– Dość ładna – skomentował pierwszy.
– No nie? Nada się – pokiwał głową drugi.
– Do czego? – wtrąciła Eterna. Podkuliła ogon, tak by był jak najdalej od Kashiela i zupełnie się zatrzymała. Od wilków dzielił ją tylko metr.
– Dowiesz się za moment... Chcesz trochę zioła? Pierwsza dawka za darmo – powiedział trzeci z wilków, zanurzając głowę w tunelu. Dostrzegła wtedy jeszcze jego złote kolczyki.
– Tak! – zakrzyknął Kashiel takim głosem, jakby miał zaraz zasnąć.
– N-nie – wyjąkała, nadal próbując się wycofać.
Nagle Kashiel ją popchnął. Prosto na tego trzeciego basiora. Natychmiast ją objął łapą i pociągnął do środka. Próbowała mu się wyrwać, ale trzymał mocno.
– Nie denerwuj się tak, spodoba ci się... – zapewniał, mówiąc kojącym głosem. Eterna wciąż się miotała. Kiedy nie miała akurat pyska w jego futrze na piersi, dostrzegła stojące wszędzie donice z roślinami podobnymi do tej, którą dała Kashielowi wcześniej. Były tam również inne kwiaty, ale wyglądały równie niepokojąco.
– Ja chcę być pierwszym klientem – powiedział pierwszy z wilków.
Eterna z wrzaskiem zamachnęła się łapą i wymierzyła cios tylną łapą w stolik ze świecami. Stojące tuż obok drewniane pudło natychmiast zaprószyło się ogniem. W pomieszczeniu było coraz więcej dymu. Dopiero wtedy pierwszy i drugi wilk zauważył, że coś jest nie tak. Basior, z którym się szarpała, zaczynał zwalniać uścisk i właśnie wtedy dostrzegła kratkę nad ich głowami. Ktoś na zewnątrz musiał to zauważyć. Coraz więcej donic z kwiatami płonęła. Przelotnie spojrzała na tunel. Kashiel się wycofywał.
Wysłała do Kai'ego kolejną informację: W okolicach portu. Dym ze studzienki.
Spróbowała uciekać, ale wtedy na jej ogonie zacisnęły się szczęki któregoś z wilków. Z wrzaskiem upadła. Na oślep machała łapami i kłapała zębami, starając się zranić napastnika, ale przez gęsty dym niewiele widziała.
Nagle rozległ się wybuch. Skuliła się z przerażeniem. Ledwo oddychała. Czuła, jakby w jej płucach był żywy ogień. Uścisk na jej ogonie osłabł, a zaraz potem zupełnie ją opuścił. Usłyszała więcej głosów. Męskich, żeńskich... i więcej powietrza.
– Elanor! – ktoś krzyknął, ale obraz już się jej zbyt rozmazał przed oczami. Nie umiała nawet doprecyzować kto to był. Nie mogąc zwalczyć zawrotów głowy, całkiem się im poddała. Jej głowa opadła.
***
Ocknęła się kiedy zaczynało się już robić widno. Opierała się o ścianę jednego z budynków. Zamrugała kilka raz wciąż zapuchniętymi od dymu ślepiami. Dopiero po chwili rozpoznała, że naprzeciwko niej siedział Kai. Wyglądał na porządnie zatroskanego.
– Co się stało? – zapytał. Patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami. Nie była pewna co mu odpowiedzieć. Westchnął cicho.
– No tak. Jesteś jeszcze zbyt zmęczona...
Jej wzrok powędrował do krzątających się w pobliżu jakichś kotowatych ubranych w srebrne zbroje. Dalej pokornie stała nie trójka, a szóstka wilków zakutych w kajdanki. Dopiero po chwili rozpoznała w nich Urthię, Kashiela i basiora, który mijał ich wcześniej.
– Poszedłem razem z Cess cię szukać i trafiliśmy na straż... Najwyraźniej miałaś kłopoty, więc poprosiliśmy o pomoc. Tak w razie czego. Mieliśmy sporo problemów z namierzeniem cię, dlatego tyle to zajęło... – mówił szczerze załamany.
– Dlaczego akurat Cess? – wychrypiała.
– Siedziała z Redem w karczmie i dokańczała robotę. Reszta już zdążyła się położyć, nie chciałem im przeszkadzać...
Eterna się rozejrzała. Nie widziała nigdzie Cess.
– Musiała już wracać do pracy – objaśnił pospiesznie basior – Ale jak już wrócimy to musisz się jej pokazać, że nic ci nie jest. Póki co muszę cię zabrać na jakieś badania, żeby upewnić się, że nic ci nie dolega...
– Ogon... – zaczęła.
– Już zabandażowany. Trochę krwawiłaś, ale to nic poważnego. Zagoi się i nie będzie śladu – uśmiechnął się pokrzepiająco.
– Kim oni byli...? – zapytała wciąż zagubiona.
– Jakaś szajka narkotykowa... Będą jeszcze sprawdzać, co i jak. Pewnie dotrą do większej ilości zainteresowanych. Straż jest ci bardzo wdzięczna. Od miesięcy nie mogli znaleźć ich siedziby.
Spuściła wzrok, skupiając się na zabandażowanej końcówce ogona. Czuła, jakby zmarnowała całą noc.
– Nie stresuj się, nie będę ci robić afery... – Zrobił krótką pauzę – A straż zaoferowała małe wynagrodzenie za twoje poświęcenie.
Popatrzyła na niego z drobną iskierką nadziei w oczach.
– Możemy iść do całkiem dobrej restauracji coś zjeść... a później masz się zgłosić do ich siedziby, aby odebrać nieco Bellos i jakiś prezent.
– Jaki?
– Kamień Umiejętności.
Niemrawo przypomniała sobie, że to właśnie ten dziwny przedmiot obiecywała jej na początku Urthia.
– To ja... chcę spróbować naleśników. Możemy iść do jakiejś naleśnikarni? – powiedziała powoli, a zaraz potem zaniosła się kaszlem. Kai poklepał ją po plecach.
– Może być naleśnikarnia... Ale to dopiero po badaniach i po przesłuchaniu u straży.
Powoli pokiwała głową. Nadal bolała ją głowa, a oczy się kleiły.
– I chcę się umyć.
– Może załatwią ci wejściówkę do jakiejś łaźni – zastanowił się Kai.
Eterna wróciła do obserwowania Kashiela, Urthii i całej reszty zgrai.

PODSUMOWANIE WAKACJI 2019

Tym razem podsumowanie jest na czas!
Co prawda mieliśmy w lipcu nieco zgrzytów, co wpłynęło dość mocno na ilość opowiadań (chyba głównie dlatego, że ja nie pisałam, heh), ale w sierpniu sytuacja nieco się poprawiła, a my wspólnie odzyskaliśmy siły, chęci i przede wszystkim motywację do tworzenia. Sądzę, że jest to wynikiem wzajemnej inspiracji... i tak właśnie powinno być. Nie wiem, czy powinnam na Was krzyczeć, bo wszyscy doskonale wiecie, jak dużo pracy i jak dużo problemów było w tym okresie. Choć szczerze pewnie część z Was już nawet tego dobrze nie pamięta... Ja akurat zapamiętam to jako mój największy watahowy kryzys. Była to też okazja do wyznania Wam prawdy co do podstaw istnienia WMK – a mianowicie, że zawsze miałam o te kilka postaci więcej. Sądzę, że to wyszło wszystkim na dobre, bo ostatecznie przyczyniło się do ponownego związania naszego squadu.

A teraz już koniec tego niemiłego akcentu. Przechodzimy na nowe tereny! Co prawda event z BK był wielokrotnie przedłużany, lecz jest to wynikiem głównie Waszego zaangażowania w atrakcje, które postanowiłam dla Was przygotować. I to się ceni... Sądzę jednak, że teraz już wszyscy nie mogą się doczekać nowej miejscówki. Co prawda wrócimy jeszcze do BK, ale nastąpi to dopiero za jakiś czas (pewnie po to, aby odebrać Lind). Tak czy owak – nic nie jest stracone. Teraz tak jak było wcześniej mówione – macie 15 dni (bo 15.09 lądujemy!) na popisanie nieco o podróży i dokończenie wszystkich wątków zaczętych w BK. Dzisiaj jeszcze możecie brać udział w walkach oraz questach z nadzieją wynagrodzenia. Później już wszystko, co wiązało się z BK nie będzie Wam dawać punktów. Wciąż pozostanie kilka dni (około tydzień) na wszelakie rozliczenia w Bellos.
Na czas podróży (czyli przez te 15 dni) możecie łapać takich towarzyszów jak Wam się żywnie podoba (oczywiście za oszacowaną przeze mnie opłatą), odnajdywać rzadkie przedmioty jakie były na dawnych terenach WMK oraz wszystkie rośliny oraz surowce, z jakimi do tej pory mieliśmy styczność.
Postaram się również o aktywowanie alchemii we wrześniu (miała być w lipcu... no ale wiecie jak to wyszło) i dokończenie opisów magicznych roślin... Trzymajcie za mnie kciuki, bo to jednak trochę babrania.
Mam nadzieję, że mimo że zaczyna się nowy rok szkolny wszyscy znajdziemy czas i motywację do pisania. Wiecie, że mam ambitne plany i mam również nadzieję, że się przyłączycie do realizowania ich. Tak naprawdę znalezienie tej godzinki (czy nawet pół) na naskrobanie czegokolwiek nie jest tak trudne jak by się wydawało. Pamiętajcie, że zakuwanie reakcji chemicznych to nie wszystko. Puszczam również oczko do Cess, Exana oraz Leah, których stać na dużo więcej w pisańsku, niż widzieliśmy w ostatnich dwóch miesiącach. Mam nadzieję, że ciężka praca reszty ekipy nieco Was zachęci i zmotywuje do działania. ;)


Życzę miłego dnia, dużo weny i te sprawy
Administratorka bloga
Navri/Kai/Dante/Joel/Hitam/Mortimer/Eterna/Ismanise/Sinope

Leniwe Alfy:
Suzanna: 0+0+0 = 0
Hitam: 0+0+1=1
---------------------------------------------
WCK
Crane: 3+1+2=6
---------------------------------------------
Lind: 9+1+6 = 16 <--- Beta
Edel: 2+1+3 = 6 <--- Gamma
Cess: 5+1+0 = 6 <--- Delta
Joel Treunis: 3+0+1 = 4
Eterna Alvarelle Venris: 1+0+2 = 3
Asgrim: 2+0+1 = 3
Magnus Arvid Eriksen: 2+0+1 = 3
Torance: 0+1+1 = 2
Leah: 1+0+1 = 2
Navri: 1+1+0 = 2
Alexander: 1
Exan Treunis: 0+1+0 = 1
Dante: 1+0+0 = 1
Mortimer Treunis: 1+0+0 = 1
Theodore Treunis: 1+0+0 = 1
Sinope: 0
Ismanise: 0
Kai: 0+0+0 = 0
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.
---------------------------------------------
OKRES PRÓBNY
Eterna Alvarelle Venris (próbny od 20.04): 3/12 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęta; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 3 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Mortimer Treunis (próbny od 20.06): 1/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Theodore Treunis (próbny od 20.06): 1/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Exan Treunis (próbny od 20.06): 2/10 (czas na nadrobienie do 15.09! Wtedy od razu będzie przyjęty; jeśli nie – maksymalny czas jest do końca miesiąca; jeśli będzie brakować 4 op. lub mniej mogę dać czas do kolejnego miesiąca)
Ismanise (próbny od 11.07): 0/6 (czas na nadrobienie do 11.09! Wtedy od razu będzie przyjęta)
Alexander (próbny od 03.08): 1/4 (Jeśli do dnia 03.08 będzie mieć łącznie 5 op., zostanie przedwcześnie przyjęty)
Sinope (próbny od 05.08): 0/4 (Jeśli do dnia 05.08 będzie mieć łącznie 5 op., zostanie przedwcześnie przyjęta)
---------------------------------------------
Aktywność właścicieli postaci:
Wprowadzam nagrodę w postaci 5 SG, 4 SG oraz 3 SG dla każdej z postaci [od których pojawiło się op.] najaktywniejszych osób w watasze. W związku z tym, że jest to podsumowanie dwóch miesięcy, nagroda będzie podwojona.
Wrona: 4+9=13 (po 10 SG dla Joela, Kai'ego, Mortimera, Eterny, Navri, Ismanise i Sinope)
Lindor: 10 (po 8 SG dla Lind i Crane'a)
Thor: 7 (po 6 SG dla Torance, Edel i Asgrima)
Lejek: 2
Sharky: 1
Mysza: 1
Egzamin: 0

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

sobota, 31 sierpnia 2019

Od Torance "Ból jest taki zabawny"

Lipiec 2024
Zabłądziłam. Wiedziałam to od momentu, kiedy zabrakło porozstawianych w równych odstępach latarni. Ciemną ulicę z dwóch stron ograniczały wysokie ściany budynków. Gdzieś w oddali tliło się niewielkie światełko i to ono skusiło mnie, żebym szła dalej. Byłam ciekawa tego, co znajdę na końcu tej drogi.
Płomień co jakiś czas znikał. Nieregularny czas światła i ciemności. Marszczyłam brwi, zastanawiając się nad tym. W końcu zbliżyłam się na tyle, by zauważyć, że to wilki kłębiły się wokół ognia niczym ćmy. Już z oddali wyczuwałam wielkie podekscytowanie, satysfakcję i... strach.
Podeszłam jeszcze bliżej i przepchałam się między nimi.
Zapach krwi uderzył w moje nozdrza. W centrum koła, które stworzyły wilki, stała jakaś wadera. Obok niej, na brudnej ziemi leżał basior. Ciemnoczerwona krew spływała z jego piersi. Patrzyłam na tę scenę jak zahipnotyzowana.
Tłum rozpoczął odliczanie. Kiedy dotarł do pięciu, a basior nadal nie wstał, oczywistym się stało, że przegrał w tej walce.
Przez myśl przeszło mi, jakby skończyła się moja własna bójka. Od czasów szkolnych nie walczyłam. Nigdy też nie robiłam tego dla pieniędzy. Ciekawość kotłowała się pod moją skórą. Mięśnie paliły gotowe do walki.
Wojownicy zeszli ze środka i wmieszali się w tłum. Ich miejsce zajął dość stary samiec o siwej sierści.
- Czy ktoś jeszcze chciałby się zmierzyć? - spytał.
Do basiora podszedł jakiś wilk. Złota sierść zalśniła w ognistym świetle. Nie musiał nic mówić. Oczywistym było, że to on chciał walczyć.
Zawahałam się. Samiec był ode mnie znacznie większy i zapewne silniejszy. Czy powinnam zaryzykować?
Ktoś zaczął przepychać się w stronę środka. Podjęłam szybką decyzję i podeszłam do wilków. Ci od razu zmierzyli mnie spojrzeniem. Odwdzięczyłam się tym samym. Oceniałam mojego przeciwnika, szukając ewentualnych słabych stron.
Momentalnie rozpoczęły się zakłady. 
- Posiadacie medaliony lub eliksiry wspomagające w walce?
Pokręciłam łbem.
- Nie - powiedział basior. Miał wysoki głos, całkiem niepasujący do jego sylwetki.
- Dobrze.
Prowadzący odsunął się od nas.
- Zaczynacie, kiedy doliczę do dziesięciu - powiedział - Uwaga, zaczynam. Jeden, dwa, trzy...
Głęboki oddech. Czy ja naprawdę za moment wezmę udział w ulicznej walce? 
- Cztery, pięć, sześć...
Czy mogłabym się teraz wycofać? Nie chcę walczyć. Nie chcę czuć bólu. Nie chcę przegrać.
- Siedem, osiem, dziewięć...
Uspokój się, Tor. Będzie dobrze. Dasz radę.
- Dziesięć!
Wysłałam w swoją stronę iskrę magii. Dodałam sobie pewności siebie, izolując całe przerażenie, które kłębiło się w moim podbrzuszu i wywoływało mdłości. Będzie dobrze.
Krążyłam wokół mojego przeciwnika. Co jakiś czas któreś z nas podbiegało do drugiego i próbowało zaatakować. Nadaremnie. Uniki były idealne. Zarówno moje, jak i jego.
Widownia zachęcała nas wiwatowaniem. Basior był dla nich Złotym, a ja Rudą. Proste nazewnictwo od koloru futra. Nie dało się nas pomylić.
Wysłałam w jego stronę pierwsze uczucie, które przyszło mi do głowy. Nie było zbyt wyrafinowane, ale rozbawienie miałam opanowane do perfekcji. Kiedy byłam szczeniakiem, wywoływałam je dość często.
Samiec uśmiechnął się delikatnie. Czekałam na gromki wybuch śmiechu, który wybiłby go z rytmu. I otrzymałam go. Tylko nie u tej osoby, co chciałam.
Śmiech wydobył się z mojego gardła, a w oczach momentalnie pojawiły się łzy rozbawienia. Zaklęcie musiało odbić się od niego rykoszetem i trafić we mnie. 
Basior skorzystał z okazji. Poczułam jak jego łapy przygwożdżają mnie do ziemi. Zaśmiałam się głośniej.
Och, ta sytuacja jest taka zabawna! 
Zęby wbiły się w moje ciało.
Nie. Chwila. Wcale nie jest.
Momentalnie otrzeźwiałam. Spróbowałam wyswobodzić się spod jego łap, jednak samiec trzymał mnie mocno.
Przerażenie. Zęby wbijające się mocniej w różne części mojej szyi. Piekący ból. Powolne odliczanie widowni.
Spróbowałam wysłać w stronę przeciwnika falę mrożącego krew w żyłach lęku. Nie minęła chwila, a już z mojego gardła wydobył się wrzask.
- Nie ze mną te numery, skarbie - mruknął samiec.
Zdałam sobie sprawę, że miał żywioł pokrewny mojemu. Może umysłu, może dosłownie uczuć. Odesłanie ataku nie było trudne, a przy tym zabójczo skuteczne. Nie miałam szans. Nie po moim głupim ruchu. 
Znieruchomiałam. Poczucie porażki zwiększało się z każdym kolejnym słowem tłumu.
- Pięć.
Wilk się odsunął. To koniec. Przegrałam.

Białe Królestwo: "Nigdy nie wiesz, co się wydarzy" cz. 11

Uwaga! To opowiadanie ze względu na przedstawioną w niej przemoc jest kierowane dla osób w wieku powyżej 16 lat.

Czerwiec 2024 r.
W celi rozległ się szczęk zamka. Dawno nie oliwione drzwi zaskrzypiały przeraźliwie. Elvin patrzył pustym wzrokiem przed siebie. Obserwował kamienne cegły ściany. Spędził w tym miejscu ostatnie kilka godzin. Nie mógł podnieść ręki, ani ruszyć nogą. Jego kończyny były przymocowane metalowymi blachami do podłokietników i nóg krzesła. Gdzieś krzątał się kat, ale Elvin już kompletnie stracił nim zainteresowanie.
– Dzień dobry.
Elvin ani drgnął.
– Dzień dobry – powtórzył mężczyzna.
Elvin wciąż milczał.
– Wciąż sądzisz, że możesz mnie ignorować? – zapytał doskonale mu znanym lodowatym tonem. Stanął centralnie przed nim. Elvin leniwie podniósł wzrok do jego twarzy. Nie widział jej wyraźnie. Już w pierwszych dniach pobytu w więzieniu odebrano mu okulary. Bez nich niewiele widział, a przynajmniej nie w ludzkiej formie. Wiedział jednak kto to na podstawie samego głosu.
– Dzień dobry, generale – powiedział cicho.
– Głośniej.
– Dzień dobry, generale...! – powtórzył, ale jego osłabiony z odwodnienia głos nie pozwolił mu na osiągnięcie większej głośności. Kat parsknął z rozbawieniem, nie przerywając czyszczenia swoich ulubionych zabawek.
– Bardzo dobrze – pochwalił go Patrick. Położył stalową dłoń na łysej głowie Elvina. Prócz chłodu metalu poczuł również ból. Miał w tamtym miejscu siniaki.
– Co ja mam z tobą zrobić? – powiedział jakby do siebie Patrick.
– Może wytrącanie rzepek? – zasugerował kat.
Patrick przykucnął tuż przy Elvinie. Teraz miał twarz na wysokości jego kolan.
– Co na to powiesz? – zapytał Patrick
– Nic.
– Na pewno nic?
– Nic... – powtórzył jeszcze ciszej.
Patrick położył stalową rękę na jego dłoni. Elvin cicho krzyknął z bólu. Patrick wgniótł ją jeszcze mocniej, a później powoli zaciskał w pięść. Po policzkach byłego karczmarza popłynęłyby łzy, gdyby tylko nie to odwodnienie. Czuł, jak połamane kości ulegają coraz mocniejszemu przesunięciu.
– O, tak ładnie mi mów... – powiedział cicho Patrick.
Elvin zaczął szlochać.
– Błagam, nie... Proszę...
– Jesteś pewien?
Patrick dość gwałtownie ścisnął jego dłoń. Po celi poniósł się świdrujący wrzask.
– Najwyraźniej jednak stać cię na więcej... Oszukałeś mnie – oświadczył z rozczarowaniem Patrick. Wstał.
– Jesteś pewien, że nie masz mi nic więcej do powiedzenia?
Pierś Elvina nierówno podnosiła się i opadała. Drżał. Patrick znowu chwycił za posiniaczone miejsce, tym razem na brodzie, i pociągnął w górę. Elvin czując piekący ból w karku, pisnął. Teraz patrzył w kierunku twarzy generała. Widział jej zarys przez brutalnie świecące z góry słońce.
– Patrz na mnie, jak do ciebie mówię.
– N-nie... nie mam nic... więcej... powiedziałem... wszystko... – wyjęczał. Patrick prychnął z poirytowaniem. Gwałtownie puścił jego głowę. Jego zdrętwiały kark zalał się kolejnymi falami bólu.
– Możesz mu wytrącić jedną rzepkę, a później każ odprowadzić do jego celi. Drugą się zajmiesz przy innej okazji. Jeśli powie coś ciekawego, masz mi natychmiast zameldować.
– Tak jest, panie generale – odpowiedział kat.
Patrick skierował się do wyjścia. Kiedy otwierał drzwi, katowi coś się przypomniało.
– A co z wodą? Może nam niedługo paść...
Elvin poczuł na sobie spojrzenie Patricka.
– Maksymalnie jeden kubek wody na godzinę.
Później do jego uszu dobiegł huk zamykanych drzwi. To tylko dodatkowo podrażniło jego migrenę, niosąc się bolesnym echem po ciążącej głowie.

Białe Królestwo: "Nigdy nie wiesz, co się wydarzy" cz. 10

Styczeń 2024 r.
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? – zapytał Carlo, wpatrując się w przed chwilą rozpalony ogień.
– Absolutnie – odpowiedział siedzący kilka metrów za nim młody mężczyzna. Był ukryty w cieniu jednego z drzew. W ciemności prawie w ogóle go nie widzieli. Jedynie trupio blada cera odbijała się w świetle płomieni.
– To dość ryzykowna akcja – skomentowała Lucy. Carlo jej zgodnie przytaknął. Ravyn w milczeniu spoglądała na każdego, wyczekując ich reakcji. Severus w milczeniu patrzył na ogień.
– Sądzę, że gra jest warta świeczki – odpowiedział jej Anonim. Lucy próbowała zaobserwować, jaką miał minę, ale poszło to na nic.
– To może się źle skończyć – dorzucił Mirand. Alex w milczeniu głaskał go po kolanie.
– Naprawdę uważacie, że pozbycie się najokrutniejszej władzy w dziejach Białego Królestwa to zły pomysł? Jest nas dość wielu, aby sobie jakoś poradzić.
Wciąż nie wyglądali na przekonanych. Anonim zacisnął usta w wąską kreskę.
– Severus to dobry władca. Sądzę, że lud go dobrze zna i zgodziłby się na taką zmianę władcy.
– Nie wiesz, jaką mam teraz opinię. Zaszło wiele zmian od czasów, kiedy jeszcze byłem pełnoprawnym księciem. Lud też mnie nienawidzi. Rzekomo dokonałem zamachu na brata, ale przysięgam wam – nic takiego nie miało miejsca! Była to parszywa plotka. Nie chcę, aby uległo to spełnieniu – Jego głos z każdym zdaniem nabierał mocy, aż do niemal całkowitego wyciszenia. Lucy zacisnęła palce na jego dłoni.
– Wierzymy, że nic nie planowałeś, Sev... – wyszeptała.
– W takim razie przypisuję sobie zaplanowanie wszystkiego – prychnął Anonim – Zgodnie z prawdą zresztą.
Nikt mu nie odpowiedział. Jedynie Mirand patrzył prosto na jego twarz, lecz nie w oczy. Nie był nawet pewien, gdzie się one znajdują. Od czasu do czasu ogień mu przysłaniał zarys sylwetki mężczyzny.
– Jak mam was przekonać? – westchnął.
– Nie chcemy porzucać wszystkiego, co sobie tutaj zbudowaliśmy. Nie teraz. Dobrze się tutaj nam żyje – oświadczył Mirand.
– A co jeśli powiem, że takie jest właśnie nasze przeznaczenie? Dobrze wiecie, jakie mam możliwości. Wiecie, że potrafię znacznie więcej od was wszystkich i mogę się bez problemu równać z Glorym. To właśnie jego moc sprawia, że nikt nawet nie próbuje obalić jego władzy. Jak tak dalej pójdzie to będzie pełnić tę funkcję w nieskończoność. Jest nieśmiertelny. Ja z kolei niebawem was opuszczam. Jeśli nic nie zmieni się teraz, prawdopodobnie nie zmieni się nigdy.
– Opuszczasz? – powtórzyła Lucy. Wyglądała na zszokowaną.
– Tak, opuszczam. I prawdopodobnie już nigdy nie wrócę.
– Skąd wiesz...? – zaczął Tadashi.
– To dłuższa historia, której nie chce mi się wam streszczać. To jak, idziecie ze mną, czy zbyt boicie się o własny tyłek?
Odpowiedziało mu uporczywe milczenie. Po kilkunastu sekundach stracił cierpliwość.
– Jasne, nie ocalicie ich wszystkich, bo...
– Daj się nam zastanowić – wtrąciła Shaten.
Anonim westchnął z drobnym poirytowaniem.
– Im prędzej się tym zajmiemy, tym lepiej.
– Właściwie czemu nie obalisz tej władzy sam, skoro jesteś taki potężny? – zapytał Mirand.
– Nie znam terenu... i ktoś musi odwracać uwagę strażników.
Carlo poczuł spojrzenie na swoich plecach.
– Sądzę, że mogę się poświęcić i iść jako przewodnik – wymamrotał.
– Carlo! – wykrzyknęła z oburzeniem Lucy.
– Kto nam będzie zawracać tyłek w środku nocy, jak ciebie zabraknie? – skomentował z oburzeniem Mirand. Alex jak zwykle milczał, zdając się na wolę swojego męża.
– I tak nie mam rodziny, nie mam nikogo kogo bym kochał tak mocno jak wy kochacie siebie – Wzruszył ramionami, po czym oparł się głową o pień drzewa – I mam doświadczenie w walce. Nic mi nie będzie.
– Takiej odpowiedzi oczekiwałem – skomentował Anonim.
– Jesteś bez serca – warknęła Lucy.
– Skąd wiedziałaś? – zapytał z rozbawieniem.
Carlo wpatrywał się w gwiazdy i lecące ku nim iskry ognia. Nie słuchał już dalej. Wolał przemilczeć to, że Patrick jest jego bratem i to właśnie między innymi z jego powodu opuścił Białe Królestwo. Chyba jedyną osobą, która o tym wiedziała, był Anonim. Wiedział też, że Patrick najchętniej rozszarpałby go na strzępy przy najbliższym spotkaniu. I jego, i Anonima.
Co gorsza był do tego zdolny.