czwartek, 23 kwietnia 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 6

Kiedy tata powiedział mi, że niedługo będę mógł rozpocząć kolejne lekcje, byłem zachwycony. Polowania - choć interesujące - bywały naprawdę okropne. Yuki nie należała do najmilszych wader. Wolałbym, żeby to tata mnie uczył. Z pewnością potrafił polować. Był przecież niesamowity!
Nie chciałem jednak rezygnować z lekcji. Może kiedy naprawdę zacząłbym chodzić na te prawdziwe... Ze wszystkimi szczeniakami, a nie tylko Eunice i tym rodzeństwem, które do nas ostatnio dołączyło.
- Tatooo... - Szturchnąłem starszego basiorka w łapkę. Ostatnio sporo urosłem i mój nosek znajdował się już prawie w jej połowie! - Jak myślisz co będziemy robić na tej całej logice?
Tata potrząsnął delikatnie głową i uśmiechnął się nieznacznie. Chyba wyrwałem go z jakiegoś zamyślenia, ale nie wyglądał na złego. Tak właściwie wyglądał o wiele weselej. Kiedy myślał, miał często bardzo smutną minę. Ciekawiło mnie o czym myślał, ale zawsze mówił tylko, że to nic ważnego. Wierzyłem mu, ale nie rozumiałem czemu nieważne sprawy tak bardzo go smuciły. To nie miało sensu!
- Nie wiem, Morgan. To już zależy od waszej nauczycielki.
- A jaka ona jest? Podobno trochę dziwna. I pani Navri jej nie lubi. Emerald mi mówił, że Chase mu mówił, kiedy on zaczynał naukę.
Tata pokiwał głową. Wyglądał jakby mnie nawet nie słuchał, więc szturchnąłem go jeszcze raz łapkę.
- Niestety, ale jej nie znam. Będziesz musiał sam ocenić.
Uśmiech zamarł na moim pysku. Wolałem wiedzieć już teraz!
- Na pewno nie jest taka zła - dodał i spojrzał w niebo. Również zerknąłem w tamtą stronę. Słoneczko zbliżało się do miejsca, które według taty oznaczało rozpoczęcie lekcji.
- Idziemy już? Nie spóźnimy się, prawda?
- Nie spóźnimy - Basior rozciągnął się. - Ktoś z twoich kolegów też idzie na lekcję?
Przekrzywiłem łeb.
- Emerald na pewno nie, a Kaiju i Eunice wczoraj mówili, że nie wiedzą... - Zamilkłem na moment. Wyobrażałem sobie pyszczki wszystkich moich znajomych, którzy mogli już chodzić na takie zajęcia - Nikaella chyba... Pani Adora jest jej mamą.
Tata pokiwał z powagą głową i ruszył w odpowiednią stronę. Czym prędzej pobiegłem za nim. Jak zwykle moje łapy zakopywały się w gorącym piasku. Zapragnąłem wejść do wody i schłodzić nagrzane ciało. Nie lubiłem tej pory dnia. Było okropnie gorąco!
Szybko dotarliśmy w to samo miejsce, gdzie zwykle spotykaliśmy się z panią Yuki. Jednak tym razem to inna wilczyca nad nami górowała. Obok niej stała już Nikaella. Poza nimi nie było nikogo. Skoczyłem na tatę i polizałem jego pyszczek. Samiec przejechał językiem pomiędzy moimi uszkami.
- Uważaj na siebie - powiedział. - Powodzenia.
Skinąłem głową. Miałem zamiar sobie poradzić. Chciałem, żeby tata był ze mnie bardzo dumny.
- Do potem! - zawołałem jeszcze i czym prędzej pobiegłem w stronę wilczyc. Na moim pyszczku widniał uśmiech. Nie mogłem się doczekać!
Zatrzymałem się tuż przed nimi i szybko się przywitałem, kłaniając się nauczycielce.
- Dzień dobry. Jesteś Morgan, tak? - spytała Adora.
Przytaknąłem niepewnie. Nie wiedziałem, skąd znała moje imię. Ciekawiło mnie, czy to dzięki temu, że tak zna się na tej całej logice... Nim jednak zdążyłem zadać jakiekolwiek pytanie, wilczyca ponownie się odezwała.
- Nikaella mi powiedziała, że przyjdziesz.
- Czyta pani w myślach?
- Nie. Niektóre rzeczy da się wyczytać z wyrazu pyska bądź drobnych gestów. Kiedy wypowiedziałam twoje imię zamarłeś i otworzyłeś szerzej oczy. Po chwili je zmrużyłeś, najpewniej zastanawiając się nad tym, że użyłam go, chociaż nigdy nie rozmawialiśmy. To jasne jak słońce - wyjaśniła wilczyca. 
Otworzyłem pyszczek. Chłonąłem każde słowo jak mech wodę. To było niesamowite!
- Jest takich znaków więcej? 
- Oczywiście - Adora pokiwała głową. - Otwarcie pyszczka sugeruje zdziwienie bądź zafascynowanie danym tematem.
- To też wchodzi w skład logiki? - wtrąciła Nikaella.
Dobre pytanie.
- Jak najbardziej. 
Nie zdołałem opanować uśmiechu. Ta logika coraz bardziej mi się podobała.
- A będziemy się o tym uczyć teraz? - zapytałem. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Byłoby super wiedzieć, co znaczą takie drobne gesty. To było jak czytanie w myślach, ale bez magii!
- Mamo, możemy? - poparła mnie Nikaella.
- Miałam zamiar zadać wam kilka zagadek - Pani Adora spojrzała to na mnie, to na swoją córkę. Milczała przez kilka chwil, aż w końcu westchnęła. - Niech wam będzie. To lekcja dodatkowa, więc mogę sobie pozwolić na zmianę harmonogramu.

Od Eterny "Zazdrość" cz. 2

– Pospiesz się – parsknęła zniecierpliwiona Yuki.
Eterna nie spuszczając wzroku z rudej waderki odłożyła pod łapy nauczycielki kilka krótkich nożyków, które kilkanaście minut temu przekazał jej Bezumstvo.
– Nie jest to wiele, ale powinno wystarczyć – mruknęła pod nosem Yuki – Nie chce mi się czekać na resztę grupy, zatem zaczynajmy!
Mortimer pogalopował czym prędzej do grupy. Sprawiło to Eternie nie lada satysfakcję. Rzuciła ostatnie, pełne wyższości, spojrzenie w stronę rudej wadery, po czym wróciła wzrokiem do nauczycielki.
– Dzisiaj będziecie się uczyć jak używać noży do rozcinania jedzenia. Zajęcia te są skierowane głównie do tych szczeniąt, które potrafią się zmieniać w człowieka. Kto umie?
Spojrzenia wszystkich szczeniąt powędrowały w stronę Treunisów. Była to kolejna okazja dla Eterny, aby powpatrywać się w Mortiego. Wyglądał tak niewinnie... W dodatku kompletnie nie zdawał sobie sprawy ze spojrzenia wadery.
 – W takim razie będzie to dla was lekcja pokazowa. Wasi koledzy pokażą wam jak trzymać nóż, a ja im powiem jak kroić. Waszym zadaniem jest to zapamiętać i wykorzystać w razie takiej konieczności. (I jeśli kiedykolwiek się nauczycie przemiany...) Lub poinstruować waszych opiekunów, jeśli by się okazało, że tego nie potrafią – ostatnie zdanie powiedziała pospiesznie. Jej zabiegany wzrok zasugerował Eternie, że większość wilków w stadzie jednak nie potrafi rozcinać za pomocą noża własnego jedzenia...
– M-my? Nóż? – wydukał Morti. Theo jak zwykle podzielał obawy brata. Exan zaś nie wyglądał na szczególnie przejętego tym zadaniem.
– Co jak zrobimy sobie krzywdę? – wtrącił Theo.
– Jesteście już dużymi chłopcami, więc nie zrobicie – odparła twardo Yuki.
– No właśnie! – pisnęła Naida. Eterna przyjęła jej obecność z pewną dozą zniesmaczenia. Niemal zapomniała o jej istnieniu. Przynajmniej chciała zapomnieć.
Miała nadzieję, że w dorosłym życiu już nigdy nie będzie musiała mieć z nią kontaktu.
Mortimer, Exan i Theodore niechętnie zmienili się w ludzi. Yuki wepchnęła im do rąk noże. Morti wyglądał z całej trójki na najmniej uszczęśliwionego. Eterna patrzyła na niego, chcąc go jakoś zachęcić do działania, ale nadal nawet na nią nie patrzył.
Jako ludzi chłopiec Morti miał bardzo puszystą burzę loków. Miały kolor zbliżony do brązowych odcieni na futrze. Może odrobinę bledsze i bardziej pochodzące pod złoto. Twarz miał całkiem okrągłą, a oczy zielono-szare. Theo zaś miał włosy koloru ciemnego blond, a Exan podobne do Mortiego, ale proste i bardziej rudawe. Morti też był najmasywniejszy z chłopców. Miał pulchne rączki. Eternę najbardziej zainteresowała jego koszulka - tym razem miał na niej jakiegoś zielonego gada o długiej szyi. Co to dokładnie było? Nie miała pojęcia.
– Bardzo dobrze – mruknęła Yuki, zmuszając ostatniego z braci do trzymania noża – Naida, Emerald Infinite i Nikaella – idźcie coś upolować. Nie ważne co, byle szybko!
Szczeniaki rozbiegły się. Eternie ulżyło z powodu braku Naidy w pobliżu. Ostatnie zagrożenie dla niej i Mortiego minęło.
– Nóż trzeba w większości przypadków trzymać mocno. Do rozcięcia skóry wystarczy jedno stanowcze pociągnięcie. Problem zaczyna się w przypadku krabów oraz łuskania ryb.
W tym momencie wrócił dumny Emerald. Yuki rzuciła mu krótką pochwałę, po czym uniosła jego zdobycz – dość grubą rybę o srebrnych łuskach.
– Wspominałam o łuskaniu ryb. Możemy od tego zacząć naszą lekcję.
Usiadła na piasku i podstawiła swój ostatni, czwarty nóż "pod łuskę". Pociągnęła raz, a łuski zaczęły schodzić. Krew, która lała się z ryby od kiedy Emerald ją nadgryzł zalewała teraz ludzkie dłonie Yuki. Zdawała się nie zwracać na to uwagi.
– Należy trzymać rybę mocno, bo pokryta jest śluzem. Jeśli się nam wyślizgnie z ręki, możemy sobie uciąć palce – Nie podniósłszy głowy, skrobała dalej – Musimy się też upewnić, że jest martwa. Jeśli zacznie wierzgać, również możemy się przypadkiem zamachnąć i drasnąć palce.
Szczeniaki obserwowały poczynania nauczycielki. Jedne ze zgrozą w oczach, inne z czystym zainteresowaniem.

<C.D.N.>

>> Następna część >>

środa, 22 kwietnia 2020

Od Exana „Proste jak banany” cz. 1

Styczeń 2026 r.
Exan z uwagą wpatrywał się w podłużne owoce leżące na ziemi. As objaśniał właśnie zastosowanie bananów. Basiorek starał się zapamiętać jak najwięcej informacji. Nie miał jednak pojęcia, do czego może mu się przydać zdobyta wiedza na temat tej żółtej roślinki. Niektóre szczeniaki wydawały się być znudzone. Wszyscy siedzieli cicho. Gdzieś na tyłach grupy słychać było regularne ziewanie. W pewnym momencie, zza pleców Exana dobiegł czyiś głos.
– A dlaczego te banany są takie krzywe? – zapytał Theo.
Wśród uczniów dało się słyszeć pojedyncze śmiechy i parsknięcia. Exan niepewnie spojrzał na brata. Basiorek zgarbił się nieco pod wpływem spojrzeń. Odchrząknął cicho i spojrzał na Asa, który chyba nie zrozumiał zadanego mu pytania.
– Niektóre banany, jakie widziałem, były bardziej proste, a te są tak mocniej krzywe. Dlaczego?
– Och, o to ci chodziło! – zaśmiał się As. – Już tłumaczę! A więc... jakby to... Banany są jak drzewa! Tak. Każde drzewo jest trochę inne. Banany także mogą się od siebie różnić tym, jak bardzo są zakrzywione.
– Ale tamte drzewa są identyczne! – zawołał jakiś szczeniak, wskazując rosnące nieopodal palmy.
– Nie do końca! Tamte po prawej jest bardziej krzywe – stwierdził Exan.
– Jak banany! – zawołał Theo.
Szczeniaki zaczęły z zaangażowaniem wymieniać inne różnice pomiędzy palmami, porównując je jednocześnie do żółtych owoców. Niektórzy zaczęli przekrzykiwać innych twierdząc, że dostrzegają więcej niż reszta. Wkrótce lekko zdezorientowany As podchwycił temat i starając się uciszyć narastający hałas, opisywał krzywiznę pobliskich drzew. Exan uśmiechnął się lekko i spojrzał na Theo.
– Chyba trochę rozruszałeś grupę – zaśmiał się.
– Przypadkowo, ale i tak cieszę się z efektu!
– Ale to ty zauważyłeś różnicę pomiędzy palmami, Exan – stwierdziła Ruby, zbliżając się do nich.
– Cześć, Ruby! – Theo uśmiechnął się przyjaźnie.
Waderka zignorowała basiorka i z westchnięciem opadła na piasek obok Exana.
– Zauważenie różnicy nie było takie trudne...
– Ale jednak niektórzy jej nie dostrzegli.
Exan nie wiedział czy uznać słowa waderki za komplement, czy za sarkazm. Spojrzał na nią i z pewną ulgą stwierdził, że to na pewno nie była pochwała. Ruby wpatrywała się w nauczyciela ze znudzeniem. Pewne było, że ta lekcja jej się nie podobała. Waderka ziewnęła przeciągle i położyła się wygodnie na piasku. Exan odwrócił wzrok i skierował go na banany. Siedzieli tak w ciszy, wsłuchując się w lekcję. W pewnym momencie Theo jęknął cicho. Exan spojrzał na niego pytająco, jednak basiorek ignorując go, wpatrywał się z lekkim rozdrażnieniem w jakiś punkt. Basior podążył za jego spojrzeniem i dostrzegł dwie waderki siedzące obok Mortiego. Nie dało się nie dostrzec, że obie starały się siedzieć jak najbliżej młodego wilczka. Biedak zbyt miły, aby zwrócić im uwagę, siedział wciśnięty pomiędzy rywalki.
– Nie przejmuj się nimi – wymamrotał cicho Exan.
Theo spojrzał z przerażeniem na brata, po czym zerknął na leżącą obok Ruby. Uspokoił się dopiero, gdy waderka chrapnęła cicho. Najwidoczniej zasnęła znudzona lekcją.
– Jak mam się nie przejmować. Biedny Morti zaraz zostanie zgnieciony! – wyszeptał.
– Morti wcale cię nie obchodzi. Wiem, że martwisz się o coś innego.
– O Elanor? Tak, jeśli przegra z Naidą będzie smutna...
– Nie udawaj! Ona ci się podoba!
– Elanor? Jest ładna, ale nie w moim typie – zaczął się tłumaczyć.
– Theo! – Exan spojrzał na niego zirytowany. – Chodziło mi o Naidę!
– Och, o nią... Ona jest tylko moją przyjaciółką...
Theo zawstydzony odwrócił wzrok, udając nagle bardzo zainteresowanego budową banana. Exan wpatrywał się w niego przez dłuższy czas. Miał nadzieję, że brat przyzna mu się w końcu do prawdy. Z daleka było widać, że Naida mu się podoba! Jego rozmyślania przerwało ciche chrapnięcie. Exan spojrzał na śpiącą Ruby. Waderka wyglądała nawet ładnie, kiedy tak spała skąpana w promieniach słońca. Jej włosy wydawały się jakby jaśniejsze i żywsze. Wpatrywał się w nie jak zahipnotyzowany. Gdy lekko falowały na wietrze, wyglądały jak tańczące płomienie. Spojrzał na jej pyszczek i aż podskoczył przerażony. Ruby wcale nie spała. Wpatrywała się w Exana z dziwnym zainteresowaniem. Basiorek zawstydzony wbił wzrok w ziemię, mając nadzieję, że nie zauważyła jak jej się przyglądał. Mogła to uznać za coś dziwnego. Nie każdy przecież wpatruje się w ciebie, kiedy śpisz. Zaskoczony usłyszał jednak, że waderka śmieje się z niego.
– Czego się tak śmiejesz? – rzucił Exan.
– Z niczego – wzruszyła ramionami. – Po prostu nie wiedziałam, że tak cię onieśmielam.
– Jeszcze czego! Po prostu się zamyśliłem, a ty mnie wystraszyłaś!
– Na randki będziecie umawiać się po lekcjach. Teraz proszę o ciszę albo rzucę w was bananem! – zawołał do nich As
Exan ze strachem stwierdził, że nawet nie zauważył, kiedy podniósł głos. Pokiwał powoli głową i zawstydzony zerknął na resztę grupy. Niektórzy już zaczynali szeptać. Exan nie mógł sobie pozwolić na takie ośmieszenie! Wyprostował się z dumą i jakby od niechcenia zerknął na Ruby. Waderka uśmiechała się lekko, ale już nic nie mówiła. Exan odetchnął w cicho z ulgą. Skarcił się w duchu za tak dziecinną reakcję. Czuł na sobie spojrzenie rzucane mu przez Theo. Basiorek z rozbawieniem przyglądał się całej sytuacji.


<c.d.n.>

Uwagi: brak.

Od Yvara "Ciocia Yuki ma wielkie kły" cz. 5

Czerwiec 2025
Yvar zauważył wcześniej, że Morgan był na tej samej głębokości co on podczas swoich prób. Jednak ze względu na to, że basiorek był od niego wyższy, woda nie sięgała mu tak wysoko. Wobec tego nie mógł wykluczyć, że to był właśnie powód, dla którego samczykowi wyszło tak dobrze. Wycofał się odrobinę. Na próbę zanurzył głowę i faktycznie - mając tyle ciała nad taflą łatwiej było ją podnieść.
- Powinieneś... - zaczął Morgan.
Yvar nawet nie spojrzał w jego stronę. Natychmiast mu przerwał, aby szczeniak nie zdążył się rozkręcić.
- Wiem, co robię.
- Oczywiście.
Przez moment miał wrażenie, że w głosie jego kolegi wybrzmiała nuta zawstydzenia. Nie miał jednak ani pewności, ani czasu żeby o tym rozmyślać. Ryby kolejny raz zaczęły ignorować jego łapy. Basiorek zamknął na moment oczy, wziął głęboki wdech. Wypatrzył jedną rybę, która powinna zaraz znaleźć się tuż przed nim. W jednej chwili zanurkował i chapnął wodę. Z zaskoczeniem poczuł, jak jego zęby napotykają na opór. Zacisnął mocniej szczęki. Metaliczny smak krwi rozlał się po pyszczku. Wynurzył się i poszukał spojrzeniem wzroku Morgana. Szukał upokorzenia na jego pysku. Nie znalazł go.
- Udało ci się! Mamy kolejną! - zawołał radośnie.
Yvar nie zdołał powstrzymać uśmiechu. Dał radę. Trochę mu to zajęło, ale ważny był efekt. Nawet jeśli po Morganie nie było widać niezadowolenia, to zwyciężył tę małą walkę. Jednak decydująca miała się dopiero rozegrać i to już za moment...
- Dalej dam radę sobie sam. Więcej złowimy łowiąc osobno.
- Masz rację. Odejdę trochę na bok - Morgan pokiwał głową. - Ale... Yvar?
Spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem. Czego on jeszcze chciał? Powinni zabrać się do roboty natychmiast, a nie plotkować. Yv mruknął coś, aby samiec wiedział, że go słucha.
- Uważaj na siebie i w razie czego zawołaj, dobrze? Obiecaj mi to, proszę.
Yvar zesztywniał. W jego głowie kolejny raz pojawiło się to samo pytanie. Morgan był zbyt miły. To musiał być podstęp. Szczeniak zmierzył samca wzrokiem i zadrżał, napotkawszy na jego troskliwe spojrzenie.
- Obiecuję - wyszeptał.
Morgan uśmiechnął się i odszedł na bok tak, jak mówił. Yvar został w tym samym miejscu. Nim ciocia Yuki ich zawołała, basiorek złapał kilka drobnych rybek i nawet jedną dużą. Niestety na nikim nie zrobiło to wrażenia. Wszyscy byli zbyt zajęci podziwianiem zdobyczy Yngvi i Morgana, którzy złapali ich najwięcej. Jedynie Eunice prawie nic nie złapała, ale nie wyglądała jakby było jej z tego powodu przykro. Widocznie pogodziła się ze swoją beznadziejnością.
- Przyglądałam się waszej technice - powiedziała nagle Yuki.
Szczeniaki wymieniły spojrzenia. Morgan zadrżał widocznie spodziewając się nagany. Yvar zacisnął ząbki i utkwił wzrok w nauczycielce. Również miał pewne obawy.
- Yngvi, czy nie potrafisz chociaż przez moment stać spokojnie? Odstraszasz wszystkie ryby. Gdyby nie to, poszłoby ci znacznie lepiej.
- Ale woda jest taka fajna! To niemożliwe, żeby się w niej nie ruszać - zaprotestowała Vi.
- Twoim kolegom jakoś się udało - odparła Yuki i zanim samiczka ponownie otworzyła pyszczek, kontynuowała - Morganowi poszło nawet znośnie. Daleko ci do perfekcji, ale nie jest źle.
Szczeniak odetchnął z ulgą i wyszczerzył ząbki w dumnym uśmieszku. 
- Co do Yvara... Dawno nie widziałam takiej niezdary. Na szczęście zauważył swój błąd samodzielnie. - Spojrzała prosto na niego. - Nadal brakuje ci szybkości i zwinności. Musisz jeszcze sporo popracować.
Pokiwał głową. Nie był tak dobry jak tamci, ale jeśli faktycznie popracuje... Może mógłby coś osiągnąć.
Została jedna osoba. Yvar zerknął w jej stronę i zauważył, że wilczyca drży. Morgan zmniejszył dystans między nimi i pozwolił, aby Eunice oparła się o jego pierś. 
- Eunice - zaczęła nauczycielka. Samica zadrżała. Yvar dopiero w tej chwili zrozumiał, dlaczego niektóre szczeniaki tak bały się Yuki - Nawet nie weszłaś do wody na odpowiednią dla siebie głębokość. Cudem upolowałaś jedną drobną rybę, nie zanurzając pyska. Po tym wyszłaś na brzeg i nie opuściłaś go do samego końca. Okazałaś się ogromnym nieposłuszeństwem. Mam nadzieję, że to się nigdy nie powtórzy. Inaczej nie chcę cię więcej widzieć na swoich lekcjach. 
- Proszę pani, ona nie powinna... - zaczął Morgan, lecz nie dane mu było dokończyć.
- Nie obchodzi mnie, co ona powinna, a co nie - warknęła. - Na lekcjach powinna wykonywać moje polecania. Nie toleruję braku posłuszeństwa, zrozumiano?
Yvar wyraźnie widział, jak szczeniak zaciska szczękę. Eunice coś do niego powiedziała, ale ze swojego miejsca nie słyszał jej słów. Morgan spuścił wzrok. Coś czaiło się w jego oczach, czego szczeniak nie potrafił nazwać.
- Możecie iść - zarządziła Yuki.
To Morgan i Eunice podnieśli się pierwsi. Yvar zmrużył oczy, kiedy blask zachodzącego słońca odbił się od jednej z łusek waderki.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Od Leah "Wybacz, moje złoto!"

Maj 2025 r.
Tropiki zdecydowanie nie należały i nigdy nie będą należeć do moich ulubionych klimatów. Egzotyce zasiedlonej przez nas krainy nie można było odmówić urzekającego piękna, ale swojego pochodzenia i wynikających z niego skutków nie mogę zmienić. Jak najwięcej czasu starałam się spędzać w swojej ludzkiej formie, która znosiła zawrotne temperatury zdecydowanie lepiej. Byłam osamotniona w swoim problemie, większości wilków pogoda nie robiła wielkiej różnicy (szczęściarze!). Arkan również nie podzielał mojego odczucia, ba, jako gad był bardzo zadowolony, przynajmniej do czasu gdy spadły pierwsze deszcze. Silee, pomimo swojego krótkiego futerka, czasami uskarżała się na ukrop, ale ogółem miewała się całkiem nieźle.
Moja podopieczna zmieniała się bardzo szybko. Nadal była drobna i bardzo szczupła, ale znacząco urosła, niemal dościgając inne szczeniaki. Ciężko było mi uwierzyć, że już niedługo rozpocznie naukę - dalej miałam przed oczami to maleństwo, zwinięte w koszyku, w którym niedługo przestanie się mieścić. Z jednej strony cieszyłam się, że ją przygarnęłam, z drugiej miałam wątpliwości czy nadaję się na jej opiekunkę. Lata mijały, nie byłam już taka młoda, ale w dalszym ciągu tak się czułam. Zdecydowanie bardziej jak ktoś, kto sam potrzebuje opieki, by dalej się rozwijać i przeżywać swoje życie...
Korzystając z przyjemnego chłodu drobnego deszczu w swojej ludzkiej formie obserwowałam jak maleńka bawi się, próbując schwytać na płyciźnie umykające spod jej łap małe ryby. Gdy już jakąś dostrzegła rozchlapywała gwałtownie wodę wokół siebie i jedynie delikatnie uderzała o powierzchnię wody, jakby chciała poklepać dostrzeżone stworzonka po łuskowatych grzbietach. Dziwiłam się, że ryby w ogóle jeszcze do niej podpływają, ale chyba po prostu nie uznały ją za wystarczająco groźną, by uciekać. Największą krzywdę jaką mogłaby im wyrządzić było potknięcie się i wywrócenie na jakąś w pogoni. W tej całej swojej determinacji była bardzo pocieszna.
Coś nagle uderzyło mnie w bok. Poczułam jak zsuwam się ze skały i zanim zdążyłam zareagować już leżałam do połowy zanurzona w wodzie ze zdartą skórą na prawym przedramieniu. Natychmiast zaczęło szczypać, dzięki uprzejmości morza i zaległej w nim soli. Gdy podniosłam wzrok, napotkałam spokojne, tryumfalne spojrzenie Arkana, rozłożonego wygodnie na moim miejscu. Silee przestała ścigać ryby i znieruchomiała zaniepokojona.
- Zabawne - fuknęłam, podnosząc się do siadu.
- Bardzo - przytaknął wesoło.
- Wszystko w porządku? - spytała cicho Silee, zapewne wietrząc krew. Czasami zazdroszczę jej tak świetnego węchu.
- Tak, to tylko draśnięcie - uspokoiłam ją.
- Myślałem, że jest głębsza - Wyvern trochę zszedł z tonu.
- Uznam to za przeprosiny.
Na chwilę zapadła cisza, podczas której obejrzałam dokładniej otarcie. W rzeczywistości nie było w nim niczego interesującego i wykorzystałam okazję, by ukryć uśmiech - nie gniewałam się, nawet specjalnie nie bolało, po prostu bawiło mnie to, że zepsułam mu głupi żart.
Silee drgnęła i podniosła lekko głowę, jakby chciała coś powiedzieć. Zawahała się, ale ostatecznie zebrała na odwagę:
- A jak ty to robisz, że cię w ogóle nie słychać?
Przez chwilę zastanawiałam się co ma na myśli i doszłam do wniosku, że chodzi o zaskakująco cichy sposób w jaki przemieszcza się Arkan. Biorąc pod uwagę jego gabaryty (w kłębie przewyższa moją ludzką formę co najmniej o głowę) czasami zastanawiałam się czy to nie jest jakiś efekt magiczny czy coś w tym stylu.
- Praktyka - Smoczysko napuszyło się jak kogut.
- A nie teoria? - machnęła żywo ogonem.
Parsknęłam śmiechem. Arkan jakby trochę się skurczył, ale spokojnie wytłumaczył małej jaka jest różnica między teorią a praktyką. Trochę się zawstydziła, ale szybko odzyskała rezon. Ostrożnie wpełzła na skałę i ciągnęła temat dalej.
- A z czego można robić praktykę i teorię?
- Ze wszystkiego. - odparłam, wychodząc z wody i siadając na piasku.
- Ale jak ze wszystkiego? Z ryb też?
- Możesz wiedzieć co to ryba, wtedy to jest teoria.
- Czyli praktyka to... Bycie rybą?
Zbiła mnie z tropu. Na chwilę zamilkłam.
- Tak... Chyba tak.
Arkan mruknął coś pod nosem z rozbawieniem, ale powstrzymał się od komentarza.
- Czyli nie wszystko? Bo ja nie umiem być rybą - zmartwiła się.
- To inny przykład. Możesz wiedzieć jak łowić ryby, ale nigdy tego nie próbować. Masz wiedzę teoretyczną, ale bez praktyki.
- Czyli do cichego chodzenia potrzeba praktyki?
- Dokładnie tak.
Silee fuknęła z przejęciem i skierowała uszy ku leżącemu obok Arkanowi.
- A... A do czego jeszcze?
Zamyślił się krótko, bezwiednie przesuwając ogonem po piasku.
- Do latania.
- Latania?! - pisnęła. - Ty umiesz latać?
- Tak. Leah też. I Lind.
Mała otworzyła pyszczek w niemym zachwycie.
- Ja też chcę, ja też! - zerwała się na nogi i zaczęła podskakiwać. - Proszę, proooszę!
- Niestety nie każdy tak może. - niemal pożałowałam, że w ogóle się odezwałam na widok jej gwałtownie malejącego entuzjazmu. - To ściśle związane z żywiołem albo rasą.
- Czyli ja nie...? - posmutniała Silee.
- Jeszcze nie wiemy. - uspokoiłam ją szybko, widząc jak w białych ślepkach zbierają się łzy. - Kto wie, może też będziesz władać powietrzem? Kosmosem, tak jak Magnus? Albo wodą, jak Cess, i będziesz tak świetnie pływać, że prawie latać!
- To nie to samo - odburknęła.
- Ale coś równie pięknego. Nie wiemy jaka będzie przyszłość.
Waderka nie zmieniła wyrazu pyszczka, ale wyprostowała stulone uszy. Przez myśl mi przeszło, że nie mogłam być tak gwałtownym szczeniakiem jak ona. Drugi głos gdzieś z tyłu głowy podszepnął mi za to, że owszem, mogłam, a nawet jeszcze bardziej.
- Okej - zaczęła nagle Silee tonem dyplomatki, z miną godną Baldora w trakcie obserwacji mrówek, transportujących w równym rzędzie fragmenty liści. - Nie mogę latać, ale wy tak. Zabierzecie mnie ze sobą!
Arkan zaśmiał się krótko, a ja nie zareagowałam od razu. Niby powinnam spodziewać się takiego obrotu sprawy, ale i tak trochę mnie zaskoczyła. Zanim zdążyłam przemyśleć jej pomysł, już gdzieś z tyłu mojej głowy wykwitł twardy bunt:
- Nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł.
- No ale proszę! Ja też chcę zobaczyć jak to jest! - upierała się dalej Silee.
Nagle poczułam się strasznie niekomfortowo. Wyczuwałam, że łatwo nie odpuści, a jeśli już jakoś ją przekonam, to obrazi się za wszystkie czasy. Na samą myśl o tym miałam wrażenie, że robię się zmęczona. Na pewno nie byłam tak upartym szczeniakiem. Nie ma mowy.
- To niebezpieczne, Silee. Co jeśli spadniesz, a my cię nie złapiemy?
- Będziecie lecieć nad wodą! Jak wpada się do wody to nie boli!
- Hola, co rozumiesz przez to "będziecie"? - oburzył się smok, ale razem z małą zignorowałyśmy go.
- Ale woda może być głęboka. A nawet musi, upadek z wysokości do płycizny też jest niebezpieczny. Umiesz dość dobrze pływać?
Waderka zamilkła na chwilę z lekko otwartym pyszczkiem.
- Nie spadnę! - podniosła lekko łamiący się głos.
- Silee, nie. Jesteś za mała - fuknęłam stanowczo.
- Jak będę większa, to już nikt mnie nie uniesie - zeszła z tonu, z drgającą poddańczo nutą w głosie.
- Na pewno coś się znajdzie - dodałam spokojniej.
Zerknęłam na Arkana z cichą nadzieją, ale ku mojemu przerażeniu ten machnął ogonem i cały się najeżył, co mała natychmiast wyczuła i odsunęła się szybko.
- Nie obiecuj jej takich rzeczy! - syknął gniewnie.
- Dobra, nie to nie! - pisnęła przestraszona.
Zerwała się na nogi i odbiegła w głąb plaży, potykając się o nierówności podłoża. Zatrzymała się pod wysoką palmą, przez chwilę drobiła w miejscu, pewnie licząc kroki, i zwinęła się w mały, szary, obrażony kłębek.
Przez kilka chwil chciałam za nią pobiec i przeprosić, ale wrażenie szybko odparł gniew. Tak ciężko jej zrozumieć co będzie dla niej lepsze? Bezpieczniejsze? To takie oczywiste, ale i tak tego nie rozumie! Nie umie po prostu odpuścić, gra jeszcze na sumieniu, licząc, że pęknę? Jak można być tak dziecinnym...!
...będąc tylko dzieckiem.
Na miejsce frustracji wstąpiła rezygnacja. Z dzieckiem... Chyba nie da się walczyć.
- Naprawdę musiałeś? - mruknęłam do Arkana po dłuższej ciszy.
- Tak - odparł pewnie. - Moi pobratymcy - wypluł to słowo z jadem. - może i pozwalają na robienie z siebie środków transportu, ale ja nie zamierzam. Tym bardziej dla uciechy szczeniaka.
- Straszny ewenement z ciebie.
- Dzięki wielkie - parsknął.
Przez dłuższą chwilę po prostu wsłuchiwaliśmy się w szum morza, ja, bo nie wiedziałam co mam teraz zrobić, a on pewnie z braku lepszego zajęcia. W oczy rzucił mi się nagle pewien szczegół, który wcześniej musiałam zignorować - łuska na bokach smoka lśniła od wody, zbyt wyraźnie jak na efekt deszczu tak drobnego, że podchodził pod mżawkę. Jak na niego było to dosyć niezwykłe, bo zdecydowanie nie przepadał za wodą.
- Przysnęło ci się w locie i wpadłeś do morza?
Arkan spojrzał na mnie zaskoczony, a potem w niesamowity sposób wygiął długą szyję, by przyjrzeć się swojemu grzbietowi.
- Ryby łowiłem - odparł, dalej mrożąc się wzrokiem, jakby chciał onieśmielić i przegonić całą wodę.
- Zabrakło ci innych ofiar?
- No. Nic dzisiaj nie mogłem znaleźć - westchnął.
Parsknęłam cichym śmiechem.

Uwagi: brak.