czwartek, 11 lipca 2019

Od Exana "Wieczór poszukiwań" cz. 3 (cd. Cess/Joel)

Październik 2023
Może i wysoka wadera miała rację, ale też nie wiedziała, że potrafiłem być niezłym obserwatorem. Wadera nie jest żadną obcą osobą... 
- Pani nie jest obcą osobą, a poza tym pani wyznała mi swoje imię, czyli mi też nic nie grozi, jeśli powiem swoje.
Wadera uniosła wysoko brwi, zaśmiała się cicho, aby nie obudzić mego rodzeństwa. 
- No dobrze.
- Jestem Exan.
- Miło mi cię poznać, Exan.
Gdy dotarliśmy na miejsce, moja dorosła towarzyszka postawiła śpiących braci na ziemię, po czym pomagała mi wychwycić wzrokiem mojego tatę.
Znaleźliśmy go po półgodzinach. Do tego czasu rozmawialiśmy na różne tematy. Jednak, będąc w młodym wieku, zazwyczaj nie miałem pojęcia jak odpowiedzieć mojej rozmówczyni.
- Exan, tu jesteś, myślałem, że i ty się zgubiłeś - powiedział ojciec, po czym spojrzał na moje śpiące rodzeństwo i na Cess.
- Dziękuję za pomoc - podziękował ojciec waderze, a ta tylko kiwnęła głową, po czym uznała, że nie ma już czego szukać, więc odeszła, później znikając w mroku. Ja i mój tata z moim rodzeństwem, śpiącym na jego grzbiecie, poszliśmy do wyszukanego wcześniej przez niego bezpiecznego miejsca na nocleg. 
- Exan, nie jesteś śpiący? - zapytał tata, widząc, że w przeciwieństwie do braci, siedzę obok nich w miejscu pochłoniętym mrokiem. 
- Nie... czemu pytasz tato? - popatrzyłem na niego.
Joel pokiwał tylko głową z lekkim uśmiechem. 
- Idź spać, jutro wcześniej wstajemy, aby wyruszyć w dalszą podróż.
Tato podszedł do mnie i moich braci, po czym przytulił nas wszystkich na dobranoc. Położył się obok nas i zachęcał mnie ciągle, abym i ja zanurzył się w odmęty snu.

<Cess, Joel, ktoś z was chciałby dokończyć?>

Uwagi: brak daty! Niepoprawny tytuł. Spację dajemy również przed myślnikiem z wtrąceniem (np. "- Exan, nie jesteś śpiący? - zapytał tata.". Urwane zdanie.

Od Navri "Dziura w pamięci" cz. 2

Kwiecień 2024
W końcu nadszedł ten przeklęty dzień, w którym dane mi było poznać zawartość mojego brzucha, która rosła tam przez ostatnie kilka miesięcy. Na samą myśl czułam niesmak, ale kiedy przyszło co do czego, czułam się jeszcze bardziej obrzydliwa, niż gdy się nad tym zastanawiałam. Byłam wtedy sama w swoim pokoju, nie miałam zamiaru iść po żadnego doktora. Jak szczeniak zdechnie, to zdechnie. Powiem, że nie miałam siły wstać i po kogoś iść, choć było to nieprawdą.
Żałośnie leżałam na podłodze, drapiąc o dywan pazurami. Czułam jak mnie rozrywa u dołu. Miałam ochotę wrzeszczeć, ale zamiast tego zaciskałam mocno szczęki. Ktoś by jeszcze usłyszał i wezwał pomoc. Nie chciałam, aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Chciałam, żeby to paskudztwo zdechło jak najprędzej. Chciałam zmniejszyć szanse przeżycia do zera. Chciałam się go pozbyć, jednak zabójstwo mi się nie uśmiechało. Nie chciałam go zagryzać, chciałam pozwolić mu paść z wyczerpania.
Przeturlałam się na brzuch, ale poczułam wtedy jeszcze silniejsze fale bólu. Syknęłam.
– Wyłaź… – wyszeptałam, starając się poruszyć tak, aby przyspieszyć poród lub pozgniatać szczeniaka w środku.
Kolejne fale bólu i następne. Podrapałam znowu dywan. Pewnie będzie do wymiany, ale co z tego? Ten karczmarz był zbyt miły, aby coś mi zrobić.
Czułam zimno i gorąco na przemian. To nie było przyjemne. W pewnym momencie zaczynałam trochę tracić kontakt, ale wiedziałam, że ten bachor jeszcze nie wylazł. Nie chciałam zasłabnąć, mając go nadal w środku. Szczególnie martwego. To dopiero byłoby upokarzające.
Szarpnęłam się po raz kolejny, orząc pazurami zniszczony dywanik.
Dopiero po jakimś czasie pomiędzy moimi ciężkimi oddechami usłyszałam… coś. Starałam się uspokoić, aby nasłuchiwać. Dźwięk się powtórzył. Piski? Cichutkie piski?
Zziajana obróciłam głowę za siebie. Niewiele widziałam. Nie miałam założonych okularów. Coś się tam wiło i poruszało bez ładu kończynami.
Wtedy zemdlałam z wyczerpania.
***
Nie wiem po jakim czasie odzyskałam świadomość. W momencie porodu miałam zamknięte okiennice, teraz również. Nie widziałam upływu czasu. Czułam się, jakby minęło tylko kilka minut, jednocześnie mając wrażenie, że było to kilka godzin.
Stęknęłam cicho, po czym podniosłam głowę. Wtedy poczułam jakiś ruch przy moim brzuchu. Nie w, a obok. Spojrzałam w tamtym kierunku i… ujrzałam jakiś zarys postaci. Przeklinałam w myślach brak okularów, lecz domyślałam się, że to szczeniak, który mimo moim usilnym błaganiom i największym chęciom przeżył, a teraz prawdopodobnie spokojnie spał lub czuwał. Czułam się, jakby mój świat się w tamtym momencie zawalił. Nigdy nie chciałam zostać matką. Nigdy. Nie chciałam mieć własnych szczeniąt, poświęcać im czasu, zabawiać i uczyć. Nie miałam zamiaru tego robić. Nie marzyłam o tym, jak większość wader. Szczeniaki nie sprawiały nigdy, że czułam się poruszona, nie wprawiały mnie w zachwyt, nie wzbudzały tęsknoty. Zdawały mi się od zawsze zbędnym bagażem, niepotrzebnym dodatkowym ciężarem w już i tak trudnym dorosłym życiu.
Nie umiałam się nawet wypowiedzieć, jak bardzo znienawidziłam tę kulki sierści jeszcze nim przyszła na świat.

Uwagi: brak.

Od Lind "Trzecia albo piąta doba" cz. 1

Styczeń 2024
Nadal tu jestem. Nadal w tej samej, niewygodnej celi. Dziś mija już... trzecia albo piąta doba, odkąd mnie tu zawlekli. Chociaż... sama już nie wiem. Każda minuta spędzona w celi zdawała się być godziną, a sekunda minutą. Między wschodem a zachodem słońca mija dosłownie wieczność! Ta sama, jednostajna wieczność! Ewentualnie raz po raz przerywana głosem strażnika każącego podsunąć mu miski na jedzenie. Co ile czasu on tutaj się zjawia? Raz dziennie? A może raz na kilka dni?
Nie znałam konkretnej odpowiedzi. Czułam się, jakbym trafiła do innej rzeczywistości, gdzie czas, jaki znam, nie miał prawa bytu. Nie istniał. Pora była zawsze ta sama i chwila obecna mogła trwać w nieskończoność. Kiedy tak o tym myślałam, w mojej głowie wybrzmiała sentencja, powtarzana przez głównego bohatera "Zimy Tysiąclecia":
- "Teraz jest zawsze, wieczność się kończy" - powtórzyłam ją cicho sama do siebie. 
Od czasu zawalonego tunelu, który rozdzielił mnie z Tingiem w górach, już zawsze będę pamiętać ów cytat. Ten jeden błąd z przeszłości wbił mi wspomnianą sentencję do głowy po koniec moich dni. 
Wtedy przypomniałam sobie o moim Medalionie Nieśmiertelności. Nie pozwolili mi go mieć przy sobie, kiedy będę odbywać karę. Ciekawe dlaczego. Przecież nie dałabym rady wykuć nim dziury w ścianie, żeby uciec. 
Chyba, że taka nadmierna ostrożność ma jakieś podłoże. Być może strażnicy są przewrażliwieni, odkąd faktycznie pozwolili komuś zachować coś, czego nie powinien mieć więzień. Skazany uciekł, pewnie przy okazji zniszczył budynek, zabił kilka uzbrojonych wilków... Albo po prostu się teleportował w jakieś odległe miejsce i słuch po nim zaginął. A potem straszliwy władca Glory kazał ukarać swoich poddanych, którzy popełnili taki błąd... Ciekawe, czy któryś z nich jeszcze żyje. 
***
- Lind? Śpisz?
Otworzyłam oczy, słysząc swoje imię. Głos wypowiadającego nie pozostawiał wątpliwości co do tożsamości wilka. Nie spojrzałam nawet na niego. Absolutnie nie miałam ochoty na rozmowę, a na pewno nie z nim. Marzyłam teraz o otwartej przestrzeni, do której dostęp straciłam na długie, długie lata... 
Jak ja to wytrzymam? Jak ja to mam niby wytrzymać?! Jak?! Nie dam rady! NIE DAM! Zwariuję tutaj! Stracę zmysły i będę zachowywać się gorzej, niż Bezumstvo! 
Spięłam się. Przez nagłe nerwy w moich oczach stanęły łzy. 
Nie chcę tak skończyć! Nie chcę oszaleć! Chcę się stąd wydostać!!!
Po raz kolejny doskoczyłam do krat i zaczęłam je gryźć. Zachowywałam się, jakbym miała jeszcze nadzieję, że faktycznie zdołam coś wskórać i uciec z pilnie strzeżonej, zabezpieczonej przed magią fortyfikacji. Ot tak! Tak! Chcę uciec! Nie chcę tu być!!!
- Kolejny atak paniki..? Lepiej usiądź i spróbuj się rozluźnić - usłyszałam. - Tak możesz zrobić sobie krzywdę.
Zacięłam zęby na kratach z całej siły. Poczułam lekki ból w szczęce. Oddychałam zatrważająco szybko. Tak bardzo pragnęłam się stąd wydostać. Nigdy, przenigdy, przez całe życie niczego nie pragnęłam bardziej!
- Oddychaj głęboko. 
Z braku lepszych opcji, zrobiłam, co kazał Freeze. Chociaż nie było to łatwe, wkrótce nabierałam już powietrza nieco wolniej i trochę spokojniej. Wkrótce rozluźniłam uścisk szczęk na metalowym pręcie i usiadłam kawałek dalej od stalowej blokady, która oddzielała mnie od wolności. W uszach wybrzmiewało mi łomotanie własnego serca. Poczułam nagłą falę zmęczenia. Zupełnie jak po biegu przez całą długość terenów watahy. Znaczy... dawnych terenów. 
- Jak się czujesz? 
- Źle - odparłam. - Bardzo źle. Koszmarnie, potwornie! - mój głos w sekundę przeszedł z szeptu do wrzasku.
- Widać - skwitował Freeze. 
Opadłam na ziemię. Kręciło mi się w głowie. 
- Odkąd tutaj jesteśmy, rzucasz się na te kraty całkiem często - oznajmił basior.
- J... jak często? - wydusiłam, mrugając oczami.
- W sumie zależy... od trzech do szesnastu razy dziennie. - niedbale wymruczał niezrozumiałe dla mnie nazwy liczb. - Ten rekord ustanowiłaś w dniu, w którym tu trafiliśmy - dodał. 
Zamruczałam i odwróciłam pyszczek. "Naście"... "naście"... Kojarzyłam, że te "naście" to naprawdę duże wartości... 
- A... Tak... Znów zapomniałem, że nie umiesz liczyć - przyznał basior po chwili. 
Tym razem nie zaczął się śmiać. Nie odpowiedziałam mu jednak na ten komentarz. Patrzyłam teraz na pustą celę po mojej drugiej stronie. Miała uchylone wejście. Ach, jak pragnęłam, by tak samo wyglądały kratowane drzwi przede mną. 
- Może... Może... - zaczął Freeze. 
Zachowywał się, jakby jeszcze do niego nie dotarło, że gada praktycznie sam do siebie. Słuchałam go tylko i wyłącznie dlatego, że w sumie nie miałam wyboru. 
- Może... chciałabyś, żebym cię nauczył liczyć? - dokończył. 
Podniosłam głowę z wrażenia i odwróciłam się w jego stronę. Na pysku miałam wymalowane pytanie: "Czy ja dobrze słyszałam?!".
- Co... ty na to? - spojrzał na mnie spode łba. 
Zamrugałam oczami. O co mu w ogóle chodzi?! Czemu jednego dnia nazywa mnie "żałosnym podrzutkiem", moją Babcię "starą wariatką", grozi śmiercią, nabija się ze mnie, a kolejnego... proponuję naukę liczenia?!
- Wiesz, będziemy mieć jakieś konkretne zajęcie. Jeśli nie będziemy rozmawiać.... ryzyko, że tu zwariujemy jest całkiem autentyczne. Dwa lata to naprawdę szmat czasu.
Czy on mi siedzi w głowie? Wytłumaczył to w ten sposób, jakby właśnie usłyszał moje myśli... To jest naprawdę dziwne. Do tego jeszcze wcześniej myślałam o traceniu rozumu!
- Więc jak będzie? 
- Ja... - urwałam, po czym westchnęłam ciężko. Czułam się zbyt skołowana, by dobierać słowa. 
- Prosta odpowiedź; tak lub nie.
- Dobra... - mruknęłam po chwili. - Możesz nauczyć mnie liczyć. 

<C.D.N.>

Uwagi: Piszemy "ów cytat", nie "owy cytat".

Od Cess "Zapisane przeznaczenie" cz. 2

Styczeń 2024 r.
- Niestety jako, że nie umiesz czytać, to pewnie przeliterować swojego imienia również nie... dlatego nie jestem pewien, jak się je pisze - powiedział Elvin, zapisując kilka podobnych wyrazów. 
- Ce-es  - pokręciłam głową lekko zrezygnowana. - Chyba nie tak się literuje? - wpatrywałam się w zapisane przez niego różne wersje mojego imienia. Były dość dziwne. 
- Pierwsze to „ce-e-es”, drugie to „ce-e-es-es”, trzecie „ce-e-es-es-e”, a czwarte „ce-e-e-es”... - mówiąc to, wskazywał na poszczególne literki. 
Znów chwyciłam pióro i wskazałam nim „Ceese”, czyli trzecie wskazane przez niego.
- Skoro to - pokazałam na znajomą literkę „e” - jest „e”, a ja jestem Cess, to na końcu nie mam tego „e”. - zmrużyłam brwi zdezorientowana. 
- Zdarzają się litery nieme w imionach. Różnie to bywa... Lub dane imię czyta się kompletnie inaczej niż pisze. - zgłupiałam. Po co komu nieme litery? 
- To tylko życie utrudnia - stwierdziłam, nadal przyglądając się tym wszystkim imionom. - Te - nadal wskazywałam na „Cesse” - Wygląda lepiej bez tego „e” na końcu - przeniosłam końcówkę pióra na podobne imię, tylko bez znaczka na końcu. Było to „Cess”.
- Właściwie to... skoro nie umiałaś nigdy wcześniej pisać ani czytać, to o ile nie masz żadnej bliższej rodziny, która mogłaby to skorygować, w zasadzie możesz sobie sama wybrać wersję - podrapał się czubkiem wiecznego pióra po głowie. 
- Naprawdę? - uniosłam brew do góry i zaczęłam się zastanawiać. Najładniejszą opcją było właśnie „Cess”. Wyglądało ładnie i schludnie. Pewnie była to zasługa pisma samca. Nie było za długie, ani za krótkie. - To ja bym chciała to - wskazałam na nią, a następnie szeroko się uśmiechnęłam.
- Więc postaraj się zapamiętać i... - nagle urwał - Umiesz zmieniać się w człowieka? - zamurowało mnie.
- Nie... Znaczy tak, ale jednak nie... Kilka razy mi się udało... - zawstydziłam się, ponieważ kompletnie nie spodziewałam się tego pytania. - Jakiś czas temu spróbowałam... - wymamrotałam cicho. Naprawdę nie byłam jeszcze w tym taka doświadczona. 
- Po prostu... w formie ludzkiej znacznie łatwiej jest chwycić narzędzie do pisania. No chyba że masz żywioł powietrza… - odetchnęłam z ulgą. Nie musiałam się ośmieszyć przed nim. 
- Woda - nadal niepewnie mówiłam do niego. Popatrzyłam się na kartkę. Wodą nie mogło się pisać, czy trzymać pióra. Mogłam spróbować, lecz znając moje szczęście, zmoczyłabym papier. - Żywiołu powietrza nie posiadam…
- Ja w sumie bardzo bym chciał żywioł powietrza... po to mi te książki - wskazał na leżącą obok niego kupkę. Powędrowałam wzrokiem na nią. 
- Ja bym chciała... w zasadzie na żywiołach się też nie bardzo znam. W rodzinie głównym była właśnie woda - Chciałam powiedzieć coś mądrego. Jak zwykle, nie udało mi się to. 
- W sumie co się dziwić - zerknął na mój ogon. Spojrzałam w tą samą stronę co on i skrzywiłam się w lekkim uśmiechu. 
- W zasadzie, każdy by się domyślił… - burknęłam cicho, będąc niezbyt zadowolona z tej uwagi. Widząc moją minę Elvin pospiesznie dodał:
- Ale to nic złego. - zabrzmiało to całkowicie szczerze. Nie wytknął mi mojego wyglądu jako wadę. Uśmiechnęłam się do niego miło, nie słysząc żadnego fałszu w jego słowach. 
- Tak naprawdę, nie wyobrażam sobie jakby to było, gdybym jednak nie potrafiła panować nad wodą. - przyznałam.
- Właściwie to może tobie ułatwiać życie bardziej niż mi... Przydaje się głównie przy zmywaniu naczyń - jego smutny wzrok przeniósł się na książki. 
- W walce lub polowaniu czasem się przydaje. Jednak główną radość czerpię z pływania lub zabawy - gdybym mogła, chętnie bym się z nim wygłupiała w wodzie, choć obydwoje jesteśmy dorośli. Zrobiło mi się go szkoda. Wiecznie siedział w tej karczmie. 
- Ja nie mam na to czasu... - powiedział cicho i znowu coś zanotował na kartce. Kolejną literkę. 
- Widziałaś gdzieś podobną literę?
- Przy moim imieniu i przy rekinie - rozglądałam się po zapisanych przez Elvina wyrazach, a następnie je wskazałam.
- I jak sądzisz, w jaki sposób się ją czyta? - jego pytające spojrzenie przeszywało mnie na wylot. Spróbowałam sobie przypomnieć, w jaki sposób literował on moje imię. 
- „Eeye” - dźwięk jaki z siebie wydałam był piskliwy i niezamierzony. Zaśmiał się tak, jak jeszcze dzisiaj nie śmiał się. Było to na swój sposób przyjemne. Polubiłam jego śmiech.
- Po prostu "e".
- Tak, „e” - powiedziałam, wlepiając uparcie spojrzenie w stos kartek. Na mój pysk wdarł się mimowolnie drobny uśmieszek, który zapewne niezbyt szybko miał zniknąć. - Ty masz imię na „e”.
- Zgadza się - mówiąc to, chyba zapisał je na kartce.
- Dużo jest liter? - wypaliłam nagle, patrząc na zapisane imię. Nie rozpoznałam większości liter, które w nim się pojawiły.
- Trzydzieści pięć - odrzekł, a ja spojrzałam się na niego jak głupia. Kolejnej rzeczy nie potrafiłam i kolejny raz było mi wstyd.
- A dużo to? - skrzywiłam się, nie potrafiąc wyobrazić ogromu tej liczby. Zerknął na mnie.
- Nie umiesz też liczyć? - padło pytanie.
- Niestety nie. Nikt mnie tego wcześniej nie nauczył, a potem było to dla mnie zbędne... - westchnęłam głośno. Taka była prawda. Po co komu liczby w lesie?
- Musisz mieć ciężkie życie… - również westchnął, kiwając lekko głową na boki.
- Dlaczego tak sądzisz? - przeniosłam na niego pytające spojrzenie.
- Nie jesteś tak precyzyjna, nie wiesz czy ktoś cię oszukuje... - zaczął kreślić jakieś krótkie kreski.
- Kto chciałby mnie oszukać? I po co? - oburzyłam się i zmarszczyłam brwi. Starałam się przybrać groźny wyraz twarzy, lecz wyszło jak zawsze. Czyli konkretnie mówiąc - nie wyszło. Uśmiechnął się koślawo.
- Tutaj około połowa sprzedawców umie wykorzystać okazję i zabrać ci więcej pieniędzy, niż powinien.
- Nie jest to sprawiedliwe - zmarszczyłam jeszcze mocniej moje brwi.
- Życie nie jest sprawiedliwe - odpowiedział. Mruknęłam coś niezrozumiale. Przemierzałam wzrokiem po całym pomieszczeniu jakbym czegoś szukała. Nie znalazłam tego.
- Lepiej jest się najpierw nauczyć liczyć czy czytać? A co z pisaniem? Wydaje się takie skomplikowane…
- Lepiej uczyć się pisać i czytać na raz... ale sądzę, że najważniejsze jest jednak liczenie - przysunął do mnie kartkę i wskazał linijkę z pionowymi kreseczkami - Tutaj są cztery kreseczki. Tyle liter ma twoje imię - zjechał piórem niżej do kreseczek, które nie zmieściły się w jednej linii.
- A tutaj trzydzieści pięć. Tyle jest liter w alfabecie.
- Dość sporo... - spoglądałam na nie z małym zmartwieniem. Nie byłam pewna, czy dałabym radę je wszystkie zapamiętać.
- Na początku musisz je wykuć, ale im więcej czytasz, tym lepiej idzie. Później już w ogóle się nad tym nie zastanawiasz. - pokiwałam głową, na znak, że rozumiem. Fajnie byłoby umieć płynnie czytać.
- No dobrze... Mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego wielkie litery różnią się od małych? - pochwyciłam w zęby pióro i pokazałam na małą literkę „e” w moim imieniu oraz dużą, która znajdowała się na początku imienia samca.
- Bo jedna to wielka litera "e," a druga mała. Elvin to imię, dlatego jest wielka - nie zrozumiał, co miałam na myśli. Przysunęłam się do niego bliżej i wzięłam wdech.
- Chodziło mi o wygląd. Jakby nie można było napisać „e” tylko trochę większe od reszty... - zwątpiłam, że mnie zrozumiał, dlatego popatrzyłam się na niego błagalnym spojrzeniem.
- Ach. O to chodzi... Po prostu jest to kwestia wygody. Gdy szybko piszesz jednak łatwiej zrobić tak, jak w podanym wzorze. Później możesz to modyfikować wedle własnej zachcianki. - po tych słowach, postanowiłam nauczyć się też pisać. Kiedyś...
- Czyli nie każdy ma takie ładne pismo? 
- Nie - odpowiedział krótko. 
- Jak długo ćwiczyłeś pisanie? Znaczy... kiedy nauczyłeś się pisać? - wpatrywałam się w napisane na kartkach słowa. Uczył się pewnie latami, by osiągnąć tak wysoki poziom. W końcu był uczonym. To chyba wysoki tytuł. Wypuścił powietrze i spojrzał w sufit.
- Pięć-sześć lat temu? - brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź.
- Czyli byłeś szczeniakiem... - pomyślałam głośno. - Znaczy... na moje oko te lata temu byłeś młodziutki... Nie wyglądasz staro i no... - zmieszałam się kompletnie w swojej paplaninie. Znów ogarnął mnie wstyd. - To może ja już skończę gadać, bo nawet to nie wychodzi mi dobrze… - westchnęłam. Popatrzył na mnie z zainteresowaniem. Nie zrozumiałam o co mu chodzi. 
- A ty? Ile masz lat? 
- Chyba...- łapą jeździłam po podłożu, nie chcąc nakłamać. - Znaczy, no nie wiem ile to jest, ale widziałam tyle razy śnieg - wskazałam na kolejne kilka kresek na kartce, które wcześniej narysował Elvin. 
- Czyli pięć-sześć lat... Bo może pierwszego nie pamiętasz - podrapał się ponownie czubkiem wiecznego pióra po rudej czuprynie, bardzo ładnej rudej czuprynie… - W takim razie jestem rok lub dwa starszy.
- To nie tak dużo, prawda? - przekręciłam łeb i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Bliżej mi do grobu niż momentu pojawienia się na świecie - przeraziłam się trochę po jego wypowiedzi. Nie wyglądał na aż tak starego.
- Wolałabym, abyś tak szybko nie umarł - stwierdziłam, nadal robiąc szlaczki na podłodze. Starałam się odwzorować literki, które Elvin umieścił na kartkach. Jednak pomimo to, nadal wpatrywałam się w samca.
- Ja też nie - powiedział takim głosem, jakby nagle zacisnęło mu się gardło. Pospiesznie znowu zaczął coś pisać na papierze, tym razem nowej. Po naszym krótkim przerywniku, wróciliśmy do nauki.

<c.d.n.>

Uwagi: Jeśli liczba nie jest zbyt duża, zapisujemy ją słownie.

wtorek, 2 lipca 2019

PODSUMOWANIE ROKU SZKOLNEGO + 100 postów

Dobra, racja. Tych podsumowań nie było... dość dawno. Wszyscy możemy jednak zgodnie przyznać, że ten czas minął zaskakująco szybko i nie tylko ja nie zauważałam tego, jak długo kto nie pisał (pozdrowienia dla Wewurki i dla mnie samej, szczególnie Kai'ego) i jak długa była przerwa od pewnych rzeczy. Masakra, jak ten czas leci. Mogę teraz jedynie obiecywać, że podsumowania będą regularnie co miesiąc przez wakacje, a od września... zobaczymy. Trochę mnie martwi to, że podobno jest sporo roboty na rozszerzeniach.
Kurczę, są wakacje, a ja dalej gadam o szkole. Co jest ze mną nie tak? Już nie po raz pierwszy się na tym łapię.
Niestety nie było mnie na szóstej rocznicy istnienia WMK, a zapomniałam ustawić publikacji posta, więc... Teraz mogę napisać, że jesteście wspaniali, że wytrzymaliście ze mną tyle czasu. Co prawda nie jest nas zbyt wiele, ale taki chyba już urok blogów tego typu w tych czasach. Acz tak jak mówiłam - obiecuję, że zostanę z Wami do końca. Nawet jeśli czasem będzie mi trudniej i będę zmuszona zatrudniać coraz więcej moderatorów.
Cieszy mnie też, że odpowiada Wam idea eventów. Wiele razy Wam opowiadałam o mojej niechęci do organizowania ich ze względu na brak zainteresowania, ale teraz... jestem po prostu mile zaskoczona i zachęcona do tworzenia więcej wydarzeń tego typu i mam nadzieję, że się Wam spodobają. Z góry powiem, że powrót do BK nastąpi... sama nie wiem kiedy. Kiedy mnie na to namówicie. Z moich rozmów z Cess wynika, że takie ekspedycje mogą być co 4 miesiące, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak już pisałam na początku - prawdopodobnie nawet nie zauważymy, jak ten czas nam mija. Trochę to straszne, ale prawdziwe. Niestety.
Tak, to trochę utrudnia pisanie jako wilki, bo aby zrobić wszystko co fabularne i kontrolować postęp charakteru i umiejętności postaci chyba trzeba by było pisać po kilka opowiada na dzień.
Kolejna sprawa, jaką chciałabym Wam przekazać, bo może ktoś ją przeoczył - WMK otrzyma nowe szablony i bannery! Mam nadzieję, że wszystko będzie gotowe do momentu dotarcia na nowe tereny. Musicie trzymać za mnie kciuki, abym zdołała wszystko narysować (bo warto wiedzieć, że to ja będę autorką grafik. Kodu nie, ale grafik owszem) i nie straciła cierpliwości do tych kwiatów.
Z kolejnych kompletnych nowości - do WMK wchodzi alchemia! Mam wielką nadzieję, że się Wam ona spodoba, bo spędziłam nad nią naprawdę dużo czasu. <3 Póki co jeszcze jej nie ma, ale obiecuję, że będzie to lada dzień. Może i nawet dzisiaj, jak się bardzo postaram.
Kto też przeoczył tę informację to dodam: naszym wyzwaniem na lipiec jest napisanie 90 op. Może brzmi to nierealnie, ale jest z całą pewnością wykonalne. Ja również się dołączę. Przy odpowiednim zaangażowaniu nie będzie to aż takie trudne, jak się wydaje... Szczególnie, że wprowadziłam nagrodę za bycie najaktywniejszą OSOBĄ na blogu. Wcale nie wilkiem, a OSOBĄ. Z tego też powodu pisanie jako wiele postaci przestanie być nieopłacalne.
A tak na marginesie to...

Gratuluję!
Osiągnęliśmy próg 100 opowiadań na nowym blogu! W nagrodę wszyscy członkowie otrzymają dodatkowe 10 pkt. doświadczenia.

Życzę miłego dnia, dużo weny i te sprawy
Administratorka bloga
Suzanna/Kai/Joel/Hitam/Mortimer/Eterna

Leniwe Alfy:
Suzanna: 0+1+0+0+0+0+2+1+0+0 = 4
Hitam: 0
---------------------------------------------
WCK
Crane: 0+0+0+0+1+2+0+2+3+3 = 11
---------------------------------------------
Lind: 3+0+0+2+1+2+4+7+10+9 = 38 <--- Beta
Asgrim: 2+0+3+2+3+0+2+4+7+2 = 25 <--- Gamma
Cess: 2+0+0+0+0+0+3+4+1+5 = 15 <--- Delta
Joel Treunis: 0+0+0+3+0+1+4+4+0+3 = 15
Torance: 2+0+1+2+0+3+0+2+0+0 = 10
Edel: 3+3+1+2 = 8
Magnus Arvid Eriksen: 0+0+0+0+0+1+3+0+1+2 = 7
Leah: 0+0+1+0+0+0+2+2+0+1 = 6
Kai: 0+0+0+0+0+0+0+4+0+0 = 4
Luna: 3+0+0 = 3
Dante: 0+0+0+0+0+0+0+1+0+1 = 2
Navri: 0+0+0+0+0+0+0+0+0+1 = 1
Eterna Alvarelle Venris: 1 = 1
Natanael: 1+0+0 = 1
Exan Treunis: 1+0 = 1
Mortimer Treunis: 0+1 = 1
Theodore Treunis: 0+1 = 1
Valkoinen: 1
Bona Caeli: 1
Beherit: 1+0+0+0+0 = 1
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Aktywność właścicieli postaci:
Wprowadzam nagrodę w postaci 5 SG, 4 SG oraz 3 SG dla każdej z postaci [od których pojawiło się op.] najaktywniejszych osób w watasze. Tym razem nagroda jest nieco większa (bo x10) ze względu na to, jaki czas obejmuje to podsumowanie.
Lindor: 49 (po 50 SG dla Lind i Crane'a)
Thor: 43 (po 40 SG dla Torance, Edel i Asgrima)
Wrona: 24 (po 30 SG dla Suzanny, Joela, Kai'ego, Mortimera i Eterny)
Sharky: 16
Lejek: 13
Wewruka: 3
Shiryu: 1
Egzamin: 1
Bona: 1
Val: 1

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa.