środa, 12 sierpnia 2020

Od Firii "Brakuje mi ciepła" cz. 6


Grudzień 2026

Gdzie jest Biały Puch? Gdzie on zniknął? Dokąd poszedł?

Biały Puchu!!!

Obraził się na mnie? Zgubiłam go? Ktoś go ukradł? Co się stało?!

Potrzebuję go; potrzebuję ciepła. I te frędzle! Nie zdążyłam dowiedzieć się jak smakują te kolory! Wszystko już przepadło? Przepadło na zawsze?

– Cii... Spokojnie, malutka... – zamruczał niski głos. – Mamusia zaraz wróci.
Przysunęło się do mnie chude coś. Ale inne chude coś; nie miało frędzli. To jest ich więcej? Czy to znaczy... że gdzieś na świecie jest więcej Białych Puchów? Muszę się dowiedzieć!
Nim zdążyłam wyruszyć w swoją wielką podróż w poszukiwaniu kolejnych idealnych źródeł ciepła, chude coś przesunęło mnie w przeciwnym kierunku. Próbowałam stawiać opór, ale ponownie bez skutku. Po chwili pomyślałam, że ten przedmiot może chciał mi coś pokazać. Ciekawe, czy będzie to coś fajnego.
Wkrótce zatrzymałam się. Nie znałam tego miejsca, ale pachniało jakby znajomo. Mam tylko nadzieje, że będę w stanie znaleźć drogę powrotną.
Zauważyłam, że jestem tuż przy puchatym czymś. Ale innym puchatym czymś; nie białym, a RUDYM. Niepewnie przyczołgałam się do tego znanego-nieznanego przedmiotu. Usłyszałam znajomy odgłos.
Nie... Nie może być... A jednak! Istnieje miejsce z drugim "bum bum"! Niesamowite!
Melodia była bardzo podobna, ale wiedziałam, że to nie ta sama. Niemniej jednak była prawie równie miła uchu i uspokajająca. Niepewnie przytuliłam się do tego nowego, rudego puchu. Zaczynało mi się tu nawet podobać. Na chwilę zamknę oczka, ale potem wracam do poszukiwań Białego Puchu. On jest niezastąpiony.
***
Podskoczyłam. Świat znów się zatrząsł. Znajomy, niski głos huczał nade mną; głośniej niż kiedykolwiek. Cicho pisnęłam przestraszona.
– Coś ty zrobił, Morgan?
– Nie chciałem tato – Odezwał się inny ton. To był ten, który też znałam, ale rzadziej słyszałam. – Chciałem tylko obejrzeć wisiorek... Mogę ci go odkupić, mam trochę Srebrnych...
– Nie ma drugiego takiego naszyjnika.
Nie ma czasu dociekać, o co chodzi; muszę stąd uciec, ukryć się! Zaraz całe niebo spadnie od tych krzyków! Spróbowałam uciec w Rudo-biały Puch, zza którego brzmiało drugie "bum bum", ale zmieściła się w nim tylko głowa. Co teraz, co teraz?! Zapiszczałam, wierzgając łapkami.
– Och, Firia... Przepraszam – Niski głos nagle stał się znów cichszy. Co za ulga... – Zapomniałem, jak wrażliwa jesteś...
Dobrze, że było ze mną drugie "bum bum". Pomogło mi się szybciej uspokoić. Ale postanowiłam nie wyciągać jeszcze głowy z Rudego Puchu. Wolałam mieć najpierw absolutną pewność, że już po wszystkim.
Jeśli takie rzeczy zawsze będą się działy, ilekroć Biały Puch znika, daję mu całkowity zakaz na znikanie!
– W sumie to nie podniosłeś głosu aż tak bardzo, tato... – Ten drugi ton dodał coś od siebie. Na szczęście zrobił to dosyć cicho – Prawie wcale...
– Dla takiego maleństwa to i tak było za dużo – Usłyszałam głośne westchnięcie.
– Ja naprawdę nie chciałem, tato... – znów odezwał się rzadziej-słyszany-głos. – Skąd masz ten wisiorek?
– Miał być nagrodą dla watahy za pomoc pewnemu stworowi. Kupiłem go od Asgrima.
– Wujka Asa?
I tak dalej buczały na siebie. Raz jeden, raz drugi, ale już obyło się bez niewyobrażalnych wrzasków. Odetchnęłam z ulgą. Znów jest, jak powinno być. Znaczy... prawie. Nadal nie znalazłam Białego Puchu, ani jego kolorowych frędzli. Chociaż w sumie ten Białorudy Puch nie był taki zły; też miękki i prawie tak samo ciepły. Dodatkowo, znajdował się tuż przy drugim "bum bum".
– Może ktoś będzie w stanie go naprawić? Może mama będzie wiedziała kto? – kontynuował rzadziej-słyszany-głos.
– Może... Ech... Dobra, może kilka dni bez wisiorka nie zrobi różnicy... – odpowiedział mu ten niski.

<C. D. N.>

Uwagi: Brak.

Zdobyto: 9 czerwonych⎹ 17 pomarańczowych⎹ 2 zielonych⎹ 18 niebieskich⎹ 9 granatowych⎹ 14 fioletowych⎹ 3 różowych odłamków 

wtorek, 11 sierpnia 2020

Od Yvara "Broń się" cz. 5


Grudzień 2025
Lekcje obrony były według Yvara najlepszymi ze wszystkich, które zaczął. Co prawda wolałby walczyć, ale był jeszcze zbyt młody, żeby rozpocząć takie zajęcia i na chwilę obecną mógł jedynie obserwować lekcje starszej grupy. Chociaż, jeśli miałby byś szczery, sztuki walki napawały go pewnym niepokojem; obawiał się, że nauka pod opieką Dannana nie będzie należała do najprostszych ze względu na to, że samiec wykazywał o wiele większe zainteresowanie rozmową ze swoim bliźniakiem, niż czymkolwiek innym. W końcu bardzo często widział to na zajęciach kreatywnych...
Cieszyło go, że Navri traktowała swoją funkcję bardzo poważnie. Zawsze przekazywała im gruntowną wiedzę, a basiorek słuchał uważnie i odtwarzał wszystkie pozy, które pokazywała im wilczyca. Oczywiście czasem zajęcia polegały jedynie na słuchaniu i wymienieniu się pomysłami. W takich chwilach przypominały one lekcje logiki, gdy Adora nie gadała żadnych głupot. To z kolei było bardzo rzadkim zjawiskiem.
– Czy wszyscy już są? – zapytała nagle Navri.
Yvar rozejrzał się po pyskach wilków z jego grupy. Miał wrażenie, że kojarzył z widzenia już wszystkich i nie dostrzegł żadnych braków.
– Chyba tak – odparł Morgan.
– Wobec tego chciałabym, żebyście wyobrazili sobie, że nasza wataha napotkała na wrogie stado – zaczęła nauczycielka, a Yvar stłumił jęknięcie. Liczył, że tego dnia będzie coś więcej niż teoria...  – Co powinniśmy dowiedzieć się o nich w pierwszej kolejności.
– Czy to nie jest kocie stado – miauknął ktoś. Szczeniaki spojrzały zaskoczone w stronę, z której nadszedł głos. To Redian siedział na piasku pomiędzy nimi jak gdyby nigdy nic i lizał swoją łapkę w ramach kociej kąpieli. – Koty są bardzo silne i niebezpieczne. Zwłaszcza tutaj.
– Ty nie wyglądasz na niebezpiecznego! – zawołał Emerald.
Kociak przerwał toaletę i z prędkością błyskawicy doskoczył do niego. Yvar zauważył złocisty blask, gdy kocur zagiął światło i nakierował je prosto w oczy basiorka. Ten syknął i podniósł łapkę, żeby przysłonić nią pyszczek. Redian wykorzystał to, doskakując i powalając go na ziemię.
– Nigdy nie lekceważ swojego przeciwnika – powiedział wyjątkowo poważnie jak na niego. – Nauczyłem się tego, kiedy chodziłem trochę po dżun... – Urwał nagle i spojrzał przestraszony na Navri, która mierzyła go surowym spojrzeniem spod ciemnych okularów. – Doberek, pani Alfo. Wygląda pani olśniewająco, zresztą jak zwykle.
– Redianie, prosiłabym, żebyś nie przeszkadzał mi w prowadzeniu zajęć. Choć twe odpowiedzi są w pewnym stopniu trafne, nie należysz do grona moich uczniów. Wobec tego bardzo proszę o opuszczenie tego miejsca – rzekła chłodno. Yvar zauważył, że w żaden sposób nie odniosła się do wycieczek kocura. 
– Tak, tak, oczywiście. Nie dajcie się, maluchy – miauknął jeszcze i mrugnął, nim uciekł w stronę drzew.
Yvar przewrócił oczami. Redian był niereformowalny, niepoważny i irytujący. Basiorek najbardziej lubił, kiedy kociak chodził nielegalnie po dżungli – przynajmniej wtedy nie musiał go słuchać, ani znosić jego humorków. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy z jego rodziny tak bardzo go lubili. On sam zdecydowanie bardziej wolał cichą i rozważną Elenę.

<c.d.n.>

Zdobyto: 24 czerwonych⎹ 0 pomarańczowych⎹ 23 zielonych⎹ 26 niebieskich⎹ 5 granatowych⎹ 10 fioletowych⎹ 7 różowych odłamków

>> Następna część >>

Od Firii "Brakuje mi ciepła" cz. 5


Grudzień 2026
Dzisiejszy wieczór był naprawdę dziwny. Jak zwykle cienie buczą do siebie nawzajem, niezbyt przejmując się mną, tak dziś... chyba było inaczej. Mój ulubiony głos był sam, a i tak coś mruczał. Im dłużej słuchałam, tym bardziej podejrzewałam, że miało być to skierowane do mnie. Tak więc, z całych sił próbowałam zrozumieć, co on chce, ale nie potrafiłam. A głos bardzo, bardzo długo nie przestawał!
– Ale książę wtedy udowodnił im, że nawet pomimo niesprzyjających okoliczności, jest w stanie zwyciężyć ten pojedynek. Niestety wtedy... – Mój ulubiony ton nagle urwał.
Uff, wreszcie. Byłam już potwornie zmęczona bezowocnymi próbami zrozumienia czegokolwiek. To, że skończył, oznaczało, iż mogę wrócić do prostszych zajęć. Na przykład; przeżuwania kolorowych frędzli przytwierdzonych do tych chudych-białych przedmiotów. Pewnego dnia wydobędę z nich jakiś smak!
Głos nie powracał. Może znalazł sobie jakieś nowe zajęcie...
Nagle chude-białe przedmioty uciekły, nie zostawiając za sobą nawet jednego frędzla. Ależ to samolubne, jak tak można! Zaraz potem znów podniosło mnie mokre-ciepłe. Tym razem strasznie-bardzo-długo nie chciało sobie pójść. Tylko trzymało i trzymało. Co gorsza, niewyobrażalnie przy tym kołysało. Pisnęłam parę razy, domagając się zakończenia tego szaleństwa. Nikt mnie nie posłuchał.
Po jakimś czasie świat dookoła pociemniał. Nie tak, jak codziennie; pociemniał na zielono. Dopiero wtedy kołysanie stało się mniej intensywne. Mój nosek podrażniły jakieś nowe zapachy. Kichnęłam; było ich zdecydowanie zbyt wiele.
Wreszcie przestano mną machać. Jednak nadal wisiałam w powietrzu. Znów znalazłam się w całkiem niezrozumiałej sytuacji. Czemu nagle od gryzienia frędzli przeszliśmy do kołysania, obcych zapachów i innych dziwactw? Znów zapiszczałam na znak, że mam dość. Piszczałam coraz głośniej, dopóki ciemna zieleń nie zniknęła, a ja nie wróciłam na to śmieszne sypkie, po którym się codziennie czołgałam. Miałam dość wrażeń na jeden dzień.
Rozejrzałam się, by namierzyć Biały Puch. Jedyne, o czym teraz marzyłam, to wrócić pod niego i tam zostać. Życie jest wtedy prostsze i mniej męczące. I mniej kłuje w nos!
Wreszcie wypatrzyłam mój cel. Leżał trochę dalej, niż zwykle, ale nie przejęłam się tym. Ruszyłam w jego kierunku. Musiałam go dopaść. Pożałuje, że mnie w ogóle zostawił!
Nagle Biały Puch poruszył się. Przez chwilę myślałam, że zamierza znów mi uciec, ale on tylko przysunął się bliżej. Cóż za miła niespodzianka.
– A już myślałam... – zamruczał mój ulubiony głos. O nie... znów był smutny! – Przepraszam, że cię nastraszyłam, Firi.
Mogę coś zrobić, żebyś poczuł się lepiej? Mam nadzieję, ze nie przeszkadzały ci bardzo moje piski... A może to one cię przestraszyły? Już nie będę piszczeć tak głośno, obiecuję!
Biały Puch zatrzymał się tuż obok mnie. Nie byłam pewna, czy chcę pod niego wracać, czy dotrzymać towarzystwa mojemu ulubionemu głosowi. Niestety, decyzję podjął za mnie lodowaty wiatr; powrócił w najgorszym możliwym momencie. Wcisnęłam się z powrotem pod Puch i przymknęłam oczka.

<C. D. N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 13 czerwonych⎹ 4 pomarańczowych⎹ 17 zielonych⎹ 14 niebieskich⎹ 13 granatowych⎹ 10 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Od Yvara "Nie jestem jedynakiem" cz. 1

Styczeń 2027
Lodowaty wiatr rozwiewał futro. Unosząca się wokół mgła skutecznie utrudniała widoczność. Yvar przeklinał Yuki, która właśnie ten dzień wybrała na ostateczną próbę uczniów. W zależności od umiejętności mieli za zadanie upolować inne zwierzęta. Najgorsi szukali krabów i małych rybek, średni próbowali złapać największe ryby, a kilku najlepszych miało zmierzyć się z żółwiami. Yvar był w ostatniej grupie. Normalnie nie miałby z tym większego problemu; nierzadko pomagał mamie w polowaniach, również na właśnie te zwierzęta. Radził sobie. Tylko ta okropna pogoda utrudniała chociażby wytropienie czegokolwiek. Miał wrażenie, że wszystkie zwierzęta, które tylko mogły, uciekły do wody. W takiej sytuacji bardzo żałował, że nie należy do tych, którzy musieli łowić ryby.
Wtem zauważył odcinającą się na burym piasku skorupę. Pochylił zad i zamarł, wyczekując odpowiedniej chwili do ataku. Poruszył uszami jakby miał nadzieję, że usłyszy ciche kroki żółwia. Szedł powoli, wyraźnie się nie spiesząc. Jak przystało na żółwia.
Ruszył. Szybko wyprzedził żółwia z jego lewej strony i skoczył w kierunku głowy z wyciągniętymi zębiskami. Już miał zacisnąć je na cielsku zwierzaka, gdy ktoś na niego wpadł. Basior przetoczył się po piasku. Żółw przyspieszył. Pędził prosto na niego i na wilka, który wpadł na Yvara. Miał otwarty pyszczek.
– Uważaj! – zawołał Yvar i odepchnął mocno szczeniaka, którego ogon o włos minął silną paszczę żółwia. Yvar odskoczył szybko na bok i spróbował wyprowadzić atak w łeb zwierzęcia. Na marne; zwierzę z prędkością błyskawicy schowało go w skorupę. Przeklął w myślach.
– Co ty robisz?! Zaraz cię ugryzie! – zawołał wilk. Yvar po głosie rozpoznał, że to Kaiju. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić czy powiedzieć, starszy szczeniak pociągnął go za skórę na karku do tyłu. W tej samej chwili żółw wyciągnął długą szyję i klapnął pyskiem w miejscu, gdzie przed chwilą była łapa Yva.
– Dzięki.
Kaiju nie odpowiedział zbyt zajęty odskakiwaniem i próbami wyprowadzenia ataku. Nieustannie trafiał łapami w grubą skorupę. Yvar otrzepał sierść z piachu i przyłączył się do walki. Oboje siekali pazurami i zębiskami, próbując schwycić żółwia. Zwierzę było uparte. Już dawno mogłoby uciec lub schować głowę. Zamiast tego walczyło, próbując złapać ich nosy lub palce. 
W którymś momencie Yvar poczuł metaliczny smak w pysku. Zacisnął mocniej zęby na szyi żółwia. Satysfakcja wypełniła jego ciało wraz z krwią. Kiedy zyskał pewność, że zwierzę umarło, odrzucił je na mokry piach i oblizał pysk.
– Dobra robota – rzekł, nawet nie patrząc na Kaiju.
– Miał bardzo śliską skorupę.
– Tak. To pewnie przez deszcz.
– Nawet nie zauważyłem, kiedy zaczął padać – przyznał basior.
– Ja też.
Yvar zerknął na pysk swojego towarzysza. Widniał na nim lekki uśmiech. Młodszy samiec niepewnie uniósł kąciki ust. Patrzyli na siebie przez krótką chwilę.
Yvar nigdy nie sądził, że pomiędzy nim i Kaiju mogłaby nawiązać się jakakolwiek nić porozumienia. Byli skłóceni od... Zawsze. Yvar już nawet nie pamiętał, co zaczęło ten spór. Miał dziwne poczucie, że chodziło o coś bardzo ważnego, ale nie mógł sobie przypomnieć zbyt wiele na ten temat. Odwrócił wzrok i zacisnął powieki. Pod nimi znowu zamajaczyła przez moment samicza sylwetka, a jego serce zabiło szybciej. Nim jednak zdążył skupić się na szczegółach, ta zniknęła. To nie był pierwszy raz. Ostatnio widział ją cały czas. W snach i na jawie. Czuł, że powinien wiedzieć, kim była.
– Zanieśmy go Yuki – zaproponował Kaiju. Yvar otworzył oczy i wrócił spojrzeniem do samca. Miał już całe sklejone futro od deszczu.
– Powiemy, że który z nas go upolował?
– Oboje.
Yvar nie zaprotestował, chociaż dobrze wiedział, że Yuki nie będzie zadowolona. Mieli złapać własne żółwie. W takim wypadku jak ich, nie zdziwiłby się, gdyby wilczyca kazała im upolować po jeszcze jednym żółwiu.
Kiedy ją znaleźli, samica patrzyła na nich, na żółwia i gdzieś w zamgloną przestrzeń, zapewne myśląc, ci zrobić w takiej sytuacji. W końcu poruszyła lekko pyskiem i zaczęła oględziny upolowanej zwierzyny.
– Niech wam będzie – powiedziała w końcu, a samce spojrzały po sobie zaskoczone. – Polowania to także praca zespołowa, którą z pewnością się wykazaliście. Do końca zajęć zajmijcie się łapaniem ryb, najlepiej tych dużych. Na następnych z kolei oboje upolujecie po p r z y n a j m n i e j jednym żółwiu.
Kaiju mruknął coś na potwierdzenie. Yvar uniósł brwi zdziwiony, że basior nie zamierzał wykłócać się z nauczycielką, oraz pokiwał głową. Już miał iść w stronę wody, gdy usłyszał za sobą głos swojego ojca. Spojrzał w tamtą stronę i dostrzegł sylwetkę Asgrima, która z każdym krokiem była coraz wyraźniejsza.
– Hej, Yuko! – Czarna wilczyca spojrzała na samca wyczekująco. Yvar stał w miejscu i obserwował, jak ojciec dobiega do nauczycielki. – Chciałbym zwolnić Yvara do końca zajęć. – Jego spojrzenie padło na młodego samca. – O, jak dobrze, że jesteś. Yuko, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
– A w jakiej sprawie?
Asgrim zamarł. Przez moment wyglądał, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.
– Chodzi... O Tori – przyznał w końcu.
Jaskrawozielone oczy rozbłysły.
– Co się stało?
– Myślę... Myślę, że wolałaby powiedzieć ci o tym sama – odparł w końcu. – Nie martw się, wszystko z nią w porządku.
– Nie martwię się. Torance nie jest byle chuchrem – prychnęła Yuko. – Miała dobrą opiekunkę.
– Tak... Oczywiście – potaknął As i machnął łapą w stronę Yvara. – Yv, chodź już. Lekcja i tak zaraz się skończy.
Basior zerknął na nauczycielkę, która tylko westchnęła. W związku z tym nie czekał dłużej i podszedł do ojca. Razem poszli w miejsce, gdzie zwykle nocowali. Torance siedziała pod palmą. Jej futro nie było aż tak mokre, co oznaczało, że czekała tam na nich już od jakiegoś czasu.
– Czekaliśmy praktycznie od rana, aż skończysz zajęcia – powiedział tata, kiedy już usiedli obok niej i otrzepali futra z wody. – Na szczęście spotkałem Morgana, który powiedział, że dzisiaj nie robicie nic ważnego. To dzięki niemu podjęliśmy decyzję, żeby zwolnić cię z końcówki lekcji.
Yvar pokiwał głową. Nie zadawał zbędnych pytań. Wiedział, że rodzice w końcu sami przejdą do meritum, a tata szybko wciągnąłby go w niepotrzebną rozmowę. O wiele łatwiej było milczeć.
– Yvar, nie jesteś już małym szczeniaczkiem. Wierzę, że zrozumiesz – zaczęła mama. – Zawsze myśleliśmy, że nie będziemy mogli mieć potomstwa.
– Lekarze mówili, że jestem bezpłodny... – dodał As. – Kiedy mama powiedziała mi, że jest w ciąży, byłem pewien, że mnie zdradziła. To nie mogła być prawda.
– Ale nie zrobiłam tego. Wyglądacie jak dwie krople wody.
– Tak. Byłem przeszczęśliwy od chwili, gdy tylko cię ujrzałem. Mój jedyny syn... – rzekł wzruszony samiec.
– Teraz wszystko wskazuje na to, że będziesz mieć rodzeństwo. Braciszka albo siostrzyczkę – Tori uśmiechnęła się.
Yvar zachwiał się. Siostrzyczkę, siostrzyczkę, siostrzyczkę... Słowo krążyło po jego głowie i otumaniało. Nagle rozbrzmiał w niej wesoły śmiech wilczycy. Przed oczami po raz kolejny zamajaczyła ta sama wilcza sylwetka. Jednak tym razem widział rudą kaskadę fal spływającą z czubka łba i wyłaniające się spomiędzy niej długie uszy. Długie białe futro poprzecinane kolorowymi plamkami. Jego serce biło jak szalone. Znał tę wilczycę.
– Ja już miałem siostrę.
Torance i Asgrim spojrzeli na niego jak na wariata.
– Yvar, nie miałeś nigdy rodzeństwa – powiedziała ostrożnie wilczyca. Musiała wyczuć całkowitą pewność siebie, która emanowała z jej syna. – Chyba pamiętałabym, gdybym urodziła kogoś jeszcze.
– Bliźniaczkę. Była niewiele młodsza ode mnie – kontynuował Yvar jakby w ogóle nie słyszał słów swojej matki.
– Kochanie, jesteś jedynakiem. Zawsze byłeś.
Basior pokręcił stanowczo głową. Po raz kolejny jego serce zaczęło bić szybciej, w oczach zbierały się piekące łzy. Przez jego głowę przelatywały nieuchwytne obrazy. Na każdym jednak widniała Ona. Miał pewność, że to była czymś więcej niż wytworem wyobraźni. Czuł to.
– Pamiętam ją. Wyraźnie ją pamiętam. Ona... Ona zaginęła? Umarła? Nie pamiętam. Jak mogę nie pamiętać?!
– Yvar, proszę cię...
– Coś ci się uroiło – stwierdził As. – Przecież pamiętalibyśmy. Nie mógłbym zapomnieć o własnym szczenięciu. To pewnie szok. Ja też nie mogłem uwierzyć, że zostanę znowu ojcem. Pewnie przeżywasz to samo.
– Nie. NIE! – ryknął tak głośno, że As się zachwiał. Paszcza wilka rozbłysła bielą zębów. – To nie jest żaden szok. ONA BYŁA TUTAJ JESZCZE KILKA TYGODNI TEMU!
– Yvar... – Torance wyciągnęła w jego stronę łapę, ale samiec szybko odskoczył.
– NIE DOTYKAJ MNIE! – wrzasnął. – ONA LEDWO ZNIKNĘŁA, A WY ZNALEŹLIŚCIE JUŻ SOBIE KOLEJNE SZCZENIĘ! JAKIEGOŚ GÓWNIARZA, KTÓRY JĄ ZASTĄPI, KIEDY WY WYPARLIŚCIE JĄ Z PAMIĘCI! JESTEŚCIE OKROPNI. JESTEŚCIE NAJGORSZYMI RODZICAMI NA ŚWIECIE!
Nie czekał na ich reakcje. Odwrócił się i pobiegł jak najdalej. Z jego oczu spływały łzy. Teraz, gdy pamiętał... Nie mógł tak po prostu udawać, że nic się nie wydarzyło. Musiał znaleźć dowody. Oraz sposób, żeby ją uratować. Nie mógł jej teraz zostawić. Nie po tym, jak o niej sobie przypomniał.
Nagle przystanął. Zdał sobie sprawę, że nie zna nawet jej imienia.

<c.d.n.>

Zdobyto: 118 czerwonych⎹ 105 pomarańczowych⎹ 88 zielonych⎹ 106 niebieskich⎹ 46 granatowych⎹ 108 fioletowych⎹ 34 różowych odłamków


niedziela, 9 sierpnia 2020

Od Firii "Brakuje mi ciepła" cz. 4


Grudzień 2026
Okazuje się, że Biały Puch też ma kolorowe frędzle. Niebywałe! Siedzę pod nim całe życie, a nigdy tego nie zauważyłam. Były znacznie miększe, niż te, które znalazłam na tamtym podłużnym przedmiocie. Niestety, nie smakowały lepiej.
Jak w ogóle coś tak barwnego może nie smakować kolorami? Chcę wiedzieć, jak smakują prawdziwe kolory!
Kiedy tak przeżuwałam znalezione w Białym Puchu frędzle, znajome głosy dalej buczały do siebie nawzajem. Nie żeby mnie to dziwiło. Robiły to zawsze, każdego dnia. Gdybym tylko wiedziała, dlaczego to robią i co z tego mają.
– Nie znam się na smokach... Wiem tylko, że jajo może się nie wykluwać latami – mruknął niski głos.
– To ja też wiem. Inaczej już mielibyśmy na głowie poza szczenięciem pisklę smoka – zawtórował mu mój ulubiony.
– A może ktoś w watasze będzie wiedział, po jakim czasie ten gatunek się wykluwa? Jak myślisz, Lind?
– Nie spotkałam tu jeszcze żadnego speca od smoków... – Usłyszałam głośne westchnięcie. – A my nawet nie wiemy, ile to jajo leżało samo w dziczy... Tak, wiem, lubisz być pewien, czego się spodziewać.
– No... Masz rację – mruknął niższy głos.
– Boisz się, że pisklę zrobiłoby krzywdę Firii?
– No... chyba nie... Ale byłbym spokojniejszy, gdyby była już nieco większa, jak smok się wykluje.
Wyplułam jaskrawy frędzel. Może następny będzie smakował lepiej. Nagle Biały Puch podniósł się, pozbawiając mnie i stałego ciepła i czegoś do przeżuwania. Zapiszczałam cicho, zaskoczona.
Nagle poczułam, że w powietrzu unosił się jakiś nowy zapach. Co ciekawe, przyniósł ze sobą falę ciepła. Trochę kuł w nozdrza, ale byłam w stanie to przeboleć. Ruszyłam w odpowiednim kierunku. Ciepło stale narastało. To było takie bardzo ciepłe ciepło. Cieplejsze niż ciepło Białego Puchu; nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe!
– Ejże! – Chude-białe z frędzlami nagle położyło się na mojej drodze. Tym samym, skutecznie zablokowało Cieplejsze Ciepło. Co to ma być?! Zaczęłam napierać na tę nową przeszkodę, ale nie osiągnęłam nic. Chude-białe przesunęło mnie tylko jeszcze dalej.
– Gorący popiół jest tylko dla smoczego jaja – zamruczał mój ulubiony ton. Nie wiem, co chciał mi przekazać, ale jego odgłosy nie powstrzymały Chudego-białego.
Nie zawsze rozumiałam, co ten dziwaczny przedmiot chciał osiągnąć. Nieraz zabierał mnie do tego fajnego mniej-puszystego miejsca, gdzie brzmiało "bum-bum", a czasem psuł moją zabawę; zupełnie jak dziś. Spróbowałam ugryźć mojego nowego wroga, ale on nawet nie drgnął. Nie przejął się też faktem, że zaczęłam szarpać jego kolorowe frędzle. (Czemu one nadal nie mają żadnego smaku?!)
Nagle usłyszałam znajomy odgłos. "Bum-bum'! Chyba Chude-białe chciało mnie przeprosić za wcześniejszy wybryk, skoro mnie tu zabrało. Wtuliłam się w mniej puszysty puch, wsłuchałam w piękną melodię i w końcu zapomniałam o tajemniczym Cieplejszym Cieple. Przynajmniej na razie.
Przymknęłam oczka. Ciekawe gdzie tym razem się pojawię, jak je otworzę. Może znów będzie ciemno i zimno? Może nadal będzie jasno i odrobinę mniej zimno? Czemu w ogóle raz jest jasno, a raz ciemno? Czemu pod Białym Puchem jest tak ciepło, a poza nim już nie?
Świat jest taki dziwny...

<C. D. N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 18 czerwonych⎹ 30 pomarańczowych⎹ 0 zielonych⎹ 25 niebieskich⎹ 18 granatowych⎹ 1 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków