czwartek, 4 czerwca 2020

Od Yngvi "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 9


Sierpień 2025
- Wilki małe dwa chciały przejść przez rzeczkę - śpiewałam z zadowoleniem patrząc, że rodzice mnie słuchają. Tata nawet ruszał do rytmu głową jak zwykle, kiedy cokolwiek śpiewałam. - Nie wiedziały jak, znalazły kładeczkę. Kładka była zła! Skąpały się wilki małe dwa!
Zaczęłam nucić melodyjkę, która według taty pełniła funkcję refrenu - tekstu, który powtarzał się kilka razy w czasie całej piosenki. Zwykle w tym momencie do śpiewu dołączał się Yvar. Zerknęłam w jego stronę i spostrzegłam, że samiec czai się na dużego kraba o smakowicie czerwonej barwie. Na ten widok zaburczało mi w brzuszku, ale miałam zamiar to zignorować. Moja piosenka była ważniejsza.
- Yv, miałeś ze mną śpiewać - burknęłam z wyrzutem.
- Co? - Basiorek odwrócił w moją stronę skołowany wzrok. Zmrużył oczy, zastanawiając się przez moment. Westchnęłam. Nie słuchał mnie i zapomniał o naszym występie! Był takim okropnym bratem! - A, tak. Na czym skończyłaś?
- Już na niczym - warknęłam. Samiec skulił się leciutko.
- Przepraszam, Vi - powiedział smutno i szturchnął mnie noskiem w pyszczek. Nadal obrażona odwróciłam szybko głowę. Skoro nie chce śpiewać, to niech mnie nie dotyka. - Chciałem upolować kraba jak na lekcjach polowań. Poza tym jestem głodny, a ty nie?
Na te słowa wstała mama. Przeciągnęła się i spojrzała wymownie na tatę.
- To chyba dobry moment, żeby coś upolować. As, zerwij jakiegoś kokosa lub banana.
Tata nawet nie ruszył się z miejsca tylko od razu zamienił się w swoją łysą formę. Wyglądał bardzo zabawnie leżąc na piasku w tej postaci. Jego ubrania - jak zwykł nazywać sztuczne i dziwne w dotyku futerko - wręcz w nim tonęło!
- Banana już mam.
- A gdzie? Mogę go zjeść? Też jestem głodna! - Rozejrzałam się wokoło, jednak nigdzie go nie widziałam. Może krył go w ubraniu? Podeszłam do niego i zaczęłam go obwąchiwać, ale nigdzie go nie czułam. Dziwne!
Mama fuknęła coś pod nosem, a tata roześmiał się. Na to wilczyca podeszła do niego i ugryzła go w twarz. Zrobiłam to samo. Może to była jakaś nowa zabawa? Tata odgonił nas swoimi długimi rękami i pocałował w główki. Uśmiechnęłam się. Lubiłam, kiedy dawał nam całusy!
- Dobra, dobra. Już idę.
Wstał, otrzepał się z piasku i podszedł do najbliższego drzewa. Mama natomiast jednym ruchem zabiła kraba, który wzbudził takie zainteresowanie Yvara. Mój brat patrzył na to zafascynowany. Kilka chwil później wszyscy usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy jeść kraby oraz zebrane przez tatę owoce. Przyniósł naprawdę dużo tych bananów. I tym razem wszystkie dało się wyczuć z pomocą węchu.
W którymś momencie tata spojrzał w niebo i zerwał się z miejsca, mrucząc coś pod nosem. Mama szturchnęła go mocno łapą i wtedy umilkł, patrząc na nas spanikowany.
- Tor, odprowadź szczeniaki. Moja lekcja! - zawołał i czym prędzej odbiegł.
Patrzyłam za nim zdezorientowana. To było bardzo... Nagłe. Nie miałam jednak czasu, żeby się nad tym dłużej zastanowić, bo mama kazała mi wstać.
- Po co? Gdzie idziemy? - zapytałam, doganiając ją i Yva. Oni wstali już chwilę temu i zdążyli nawet odejść kawałek. Mama uśmiechnęła się łagodnie.
- Na lekcję. Sama chciałaś na nią iść, pamiętasz?
Przytaknęłam, choć w rzeczywistości nie pamiętałam o żadnej lekcji. Nie chciałam chodzić na jakiekolwiek zajęcia. Znacznie bardziej wolałam się bawić, śpiewać, tańczyć i robić inne kreatywne rzeczy... Podskoczyłam podekscytowana. No tak, zajęcia kreatywne!
Z nową energią pobiegłam w miejsce, gdzie czekał już Morgan. Samczyk chodził podobno na wszystkie lekcje na jakie tylko mógł w tym wieku. Nie rozumiałam jego zapału, ale cieszyło mnie, że był i na tej. Im więcej wilków, tym lepsza zabawa! Szkoda tylko, że Yvar nie podzielał mojej radości. Z jakiegoś nieznanego mi powodu, nie przepadał za Morganem. A przecież samczyk był taki milutki!
Przytuliłam kolegę na powitanie. Jak zwykle znieruchomiał na moment i dopiero po chwili również objął mnie łapką. Uśmiechnęłam się rozbawiona. Dopiero kiedy przestałam go przytulać, Yv warknął w stronę basiorka, co chyba miało być powitaniem. Morgan skinął mu głową. Nie uśmiechał się. Porzucił to już jakiś czas temu i ani trochę mnie to nie dziwiło. Mój brat był naprawdę niemiły.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na dużego basiorka. Miał brązową sierść, która trochę przypominała mi tatę, ale jej barwa była bardziej intensywna. Na jego ciele widniały jasne plamki, a te z kolei były podobne do moich. Musiał być naprawdę fajny skoro tak wyglądał...
- Dzień dobry! - Wyszczerzyłam do niego ząbki. Yv mruknął coś na przywitanie.
- Cześć, Dernet. Wybacz, że się spóźniliśmy. Trochę przeciągnęło nam się śniadanie - powiedziała mama, patrząc prosto na nauczyciela.
- Nie szkodzi. Jeszcze nawet nie zaczęliśmy. - Wilk machnął łapą. - Morgan powiedział mi, że powinniście niedługo przyjść, więc zdecydowaliśmy się zaczekać.
Uśmiechnęłam się w stronę samczyka. Jak zawsze kochany!
- Dzięki, Morgan!
Mama skinęła w podzięce obu basiorkom, pożegnała się z nami i poszła pewnie na jakieś polowanie. Ona naprawdę wiele polowała, bo była w końcu taką Alfą polowań!
Wróciłam spojrzeniem do nauczyciela i zamerdałam ogonkiem.
- To co będziemy dzisiaj robić?
- Myślałem, żebyście spróbowali coś namalować. Morgan pomógł mi przynieść wcześniej farbki oraz wyciosane przez wilków z żywiołem natury lub ziemi deski. Weźcie sobie po jednej i stwórzcie swoje własne dzieło sztuki - polecił nauczyciel.
Skinęłam głową i dopadłam do pudełeczek, które wskazał łapką. Wybrałam kilka kolorów i patrzyłam się w nie z zainteresowaniem. Jak miałam z ich pomocą coś namalować? Spojrzałam na Yvara i Morgana. Oboje zamoczyli łapki w kolorowej wodzie i dociskali je do swoich deseczek. Kiedy je odrywali, pozostawał na nich ślad o tej samej barwie, co wybrana przez nich farbka. Niesamowite! Zaczęłam czym prędzej ich naśladować, tworząc w ten sposób własne dzieło.

<c.d.n.>

Zdobyto: 41 czerwonych⎹ 19 pomarańczowych⎹ 29 zielonych⎹ 14 niebieskich⎹ 26 granatowych⎹ 29 fioletowych⎹ 9 różowych odłamków

środa, 3 czerwca 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić" cz. 8

Przebrałem niecierpliwie łapkami. Wprost nie mogłem się doczekać! Jednak wszystko wskazywało, że pani Adorze się tak nie spieszyło. Przekrzywiła delikatnie głowę w bok i nieznacznie otworzyła pyszczek. Jej brwi były zmarszczone. Pewnie myślała, jaką właściwie minę powinna zrobić najpierw.
Czekałem grzecznie, nie chcąc znowu jej irytować pytaniami. Poza tym chyba nie powinien rozpraszać nauczyciela - i ogólnie kogokolwiek - który myśli jak wytłumaczyć nam pewną rzecz. Wpatrywałem się w dorosłą wilczycę, a cisza przeciągała się coraz bardziej i bardziej...
- Zamyślenie - powiedziała w końcu Nikaella.
Pani Adora skinęła poważnie głową.
- Dobrze. Po czym poznałaś?
Patrzyłem zaskoczony to na jedną waderę, to na drugą. Minęła chwila nim uświadomiłem sobie, że Nikaella znowu mnie ubiegła z odpowiedzią. I to poprawną!
- Nie wiedziałem, że już zaczęliśmy - mruknąłem pod nosem bardzo z siebie niezadowolony. Chciałem być lepszy, ale Nikaella była chyba aż zbyt mądra. Zrobiłem smutną minkę.
- Musisz być bardziej czujny - powiedziała beznamiętnie Adora. Przytaknąłem nadal wyjątkowo ponuro, ale pani straciła już mną zainteresowanie. Wzrok wlepiała w córkę, oczekując odpowiedzi.
- Zmarszczone brwi, nieruchomy wzrok i przekrzywienie głowy - wyrecytowała na jednym oddechu Nikaella.
- Bardzo dobrze - powiedziała nauczycielka, a waderka uśmiechnęła się delikatnie. Musiała być z siebie dumna i nie dziwiło mnie to. Podziwiałem ją, bo zauważyła, że zgadywanie już się rozpoczęło. Ja chyba nigdy nie dałbym rady. Chociaż nie mogłem powstrzymać ukłucia zazdrości. Tata mówił, że byłem ambitny i lubiłem być tym mądrzejszym. Chyba miał trochę racji...
Patrzyłem cały czas na panią Adorę, nie chcąc przegapić momentu, w którym wyraz jej pyszczka się zmieni. Samica otworzyła szerzej oczy i zaczęła się nerwowo rozglądać na boki. Uszy położyła płasko na głowie, a ogon podkuliła maksymalnie pod siebie. W pierwszej chwili myślałem, że za nami jest coś strasznego, ale szybko przypomniałem sobie, że nauczycielka tylko udawała na potrzeby lekcji.
- Strach - powiedziałem szybko, nim zdążyłaby to zrobić moja koleżanka. - Ma pani szeroko otwarte oczy, rozbiegany wzrok, opuszczone uszy i podkulony ogon.
- Dobrze. To było proste. Tym bardziej, że mówiłam o tym kilka chwil wcześniej.
Dlaczego miała taki nieprzyjazny ton?
Chwilę później zamarła, jakby czegoś oczekiwała. Jej wzrok był teraz całkowicie nieruchomy, wlepiony w jakiś punkt za nami. Wyglądałaby znowu na zamyśloną, gdyby nie mięśnie, które były wyjątkowo napięte. Nie byłem pewien, co ta poza miała nam przekazać, ale podobnie jak wcześniej, poczułem dreszcz niepokoju, kiedy patrzyłem na tak zdenerwowaną czymś nauczycielkę. Chwila... Zdenerwowanie, niepokój... Niepokój!
- Zaniepokojenie.
No nie! Nikaella znowu mnie wyprzedziła, kiedy już otwierałem pyszczek! Co za pech!
- Masz napięte mięśnie, szeroko otwarte oczy i patrzysz cały czas w jedno miejsce. Wyglądasz jakby cię zmroziło ze strachu - dodała samiczka.
- Dobrze. Tak jak powiedziałaś, może to oznaczać zarówno niepokój jak i zwykły strach. Musicie pamiętać, że różne wilki reagują w całkiem różny sposób. Niektórzy, jak zauważył Morgan, będą się kulić. Inni napną mięśnie, zdradzając własny niepokój. Istnieje również postawa, którą uznaje się za podporządkowanie innym, lecz nie jest ona tak często wykorzystywana. Polega na położeniu się na plecach i ewentualne lizanie po pyszczku wyższego społecznie wilka. Poza tym są osoby, które maskują strach za maską wrogości. Wówczas warczą i szykują się do ataku. Kolejni mogą rzucać słabe żarty.
Otworzyłem ze zdziwienia pyszczek. Niby to było takie oczywiste, ale kiedy mówiła to pani Adora, zaczynała mnie boleć od tego głowa. Chciałem zapamiętać każde słowo, ale było ich tak wiele! Nigdy też nie zdawałem sobie sprawy, że reakcje na coś mogą być tak złożone i różnorodne. Nie sądziłem, że ktoś mógłby żartować lub chcieć walczyć, kiedy się boi. Próbowałem znaleźć wśród moich znajomych kogoś, kto reagowałby w taki sposób, ale nikt nie przychodził mi do głowy. Może to i lepiej...? Słabe żarty były... Słabe. A walka była po prostu bardzo niefajna i niebezpieczna.
Pani Adora spojrzała na niebo i westchnęła cichutko.
- Zbliżamy się do końca zajęć. Wystarczy nam czasu na jeszcze jeden przykład mowy ciała. Skupcie się - poleciła.
Wciągnęła głośno powietrze i cofnęła głowę, krzywiąc się przy tym zabawnie. Jeden kącik ust był nienaturalnie podniesiony, drugi pozostał w dole. Wyglądało to odrobinę dziwnie. Zmarszczyła pyszczek w taki sposób, że trochę poniżej miejsca pomiędzy jej oczami pojawiły się głębokie bruzdy. Odsłoniła delikatnie zęby. Wpatrywałem się jak urzeczony w jej minę, próbując przypasować ją do czegoś, co znałem. W końcu przypomniałem sobie jak zakradłem się na lekcję eliksirów. Wszystkie szczeniaki też się tak krzywiły, wąchając przyrządzoną przez pana Asgrima miksturę.
- Obrzydzenie! - wykrzyknąłem bardzo z siebie dumny. Pani Adora przytaknęła i poprosiła mnie o podanie argumentów, co od razu zrobiłem. Uśmiechnąłem się radośnie, kiedy przyznała mi rację. Nawet mnie pochwaliła!
- Dobrze. Myślę, że możemy już się rozejść. Morganie, twój tata już idzie - powiedziała nauczycielka, wskazując za mnie. Obejrzałem się i rzeczywiście zauważyłem jego sylwetkę.
W pierwszej chwili chciałem jak najszybciej pobiec w tamtą stronę. Już nawet wstałem, jednak coś mi się przypomniało. Odwróciłem się i zamiast tego podszedłem do Nikaelli.
- Jesteś bardzo mądra.
Samiczka spojrzała na mnie zaskoczona, po czym spuściła wzrok.
- Dziękuję... - odparła niepewnie.
Wyszczerzyłem radośnie ząbki, widząc, że kąciki jej ust unoszą się nieznacznie. Dopiero teraz mogłem naprawdę odejść.

<c.d.n.>

Zdobyto: 27 czerwonych⎹ 19 pomarańczowych⎹ 32 zielonych⎹ 29 niebieskich⎹ 16 granatowych⎹ 38 fioletowych⎹ 7 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 3


Lipiec 2025 r.
Następnej lekcji polowania wprost nie mogłam się doczekać, ale tylko dlatego, że nadarzała się kolejna okazja, by dokopać Nikaelli. Miałam ogromną nadzieję, że znowu będziemy łowić ryby, bo tym razem dzień był wyjątkowo słoneczny i z ogromną niechęcią chodziłam po piasku. Z tego powodu nie za bardzo angażowałam się w rozmowę. Stałam sztywno i nieruchomo, by nie zagarnąć zbyt wiele pod pazurki, a poświęciłam temu tyle uwagi, że nie zauważyłam kiedy przyszli ostatni spóźnialscy i pani nauczycielka. Jej głos mnie zaskoczył i niestety zacisnęłam palce, tym samym zaprzepaszczając wszystkie swoje próby zapobiegnięcia katastrofie.
- Dzisiaj kraby - oznajmiła Yuki.
Ostrożnie uniosłam prawą przednią łapę i zaczęłam wytrzepywać z niej małe, żółte paskudy. Słowa wilczycy wpadły mi jednym uchem i wypadły drugim. A przynajmniej chciałam żeby tak się stało, natychmiast wyszukałam w pamięci smak kraba.
- Większa część z was już wie jak je chwytać, ale z uwagi na młodszych uczniów część lekcji poświęcimy na teorię - Nauczycielka usiadła, ale dalej czułam, że nade mną góruje. Nie podobało mi się to, z niecierpliwością czekałam na moment w którym to ja ją przerosnę! - W przeciwieństwie do ryb, kraby potrafią uprzykrzyć życie. Podczas polowania...
- Ale ryby też potrafią uprzykrzyć życie! - fuknął... ktoś.
Na chwilę zrobiło się cicho.
- To bez znaczenia - orzekła Yuki powoli i lodowato, po czym wróciła do swojego wywodu. Szczeniak już się nie odezwał. - Podczas polowania na kraby musicie być zarówno ostrożni jak i szybcy. Sprawa ma się zupełnie inaczej niż z rybami, nie podpełzną wam same pod łapy. Zdecydowanie będą wolały was unikać i w tym przypadku musicie wykazać się pod kątem tropienia, którego podstawy omówimy za kilka lekcji.
Łapczywie chłonęłam każde słowo, żeby przejść do praktyki z opanowaną teorią! Byłam a b s o l u t n i e pewna, że będę w tym mistrzem. Z rybami tak nie było, bo nie znałam teorii. Gdybym znała, to w ich łapaniu też zostałabym mistrzem. No ale wszystkiego mieć nie można.
- Kraby w tej okolicy podczas przypływu zagrzebują się w piasku, a gdy nadchodzi odpływ - tak jak teraz - wychodzą w poszukiwaniu pożywienia - kontynuowała pani nauczycielka. - Następny przypływ nadejdzie wczesnym popołudniem, więc tym razem nie macie dużo czasu. Będziecie szukać ich niedaleko brzegu. I, jak co bystrzejsi z was już się pewnie domyślają, musicie uważać na szczypce.
Już kierowałam się w stronę znajomych szczeniąt, podobnie jak wszyscy wokół, ale Yuki nas powstrzymała:
- Jeszcze nie skończyłam - warknęła. - Zanim zaczniecie, niech podejdą tu szczenięta, które były na przynajmniej jednej lekcji poświęconej przydziałowi obowiązków w grupach polowań. Przeorganizujecie dotychczasowe drużyny pod kątem umiejętności reszty uczniów. Najstarsza dwójka będzie pełnić rolę dowódców.
Poderwało się parę szczeniaków, w tym Chase (on wstał spokojnie) ze swoją siostrą, Luką. Oni byli najstarsi w naszej grupie, niedługo mieli przejść do tej z większymi szczeniakami, więc to na pewno oni mieli dowodzić. Poczułam ukłucie zazdrości. Dlaczego wszyscy uważają, że im starszy jesteś, tym więcej umiesz zrobić? To przecież nieprawda!
- Dlaczego im się trafiło? - fuknęłam cicho żeby Yuki nie usłyszała, przysuwając się do reszty szczeniaków. - To nie fair.
- Są najstarsi - odparła Yngvi entuzjastycznie.
- No i co z tego? Dlaczego musimy być gorsi? No i Emerald też poszedł, a wcale nie jest najstarszy - zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Był na lekcjach z organizacji - zauważyła wadera o dziwnym zapachu, która, jak się okazało, miała na imię Eunice.
- Ale jest głupi - argumentowałam. - Założę się, że nie jest wcale taki dobry. To że był, nie znaczy, że dobrze sobie poradził. Myślisz, że byłby na tyle odważny, by pójść do dżungli?
Eunice zastanowiła się.
- Nie. Raczej nie. Nie wiem.
Z podziałem na grupy było trochę zamieszania - Yngvi kategorycznie odmówiła członkostwa w grupie Luki, bo nie było tam jej brata (on sam chyba też poczuł się szczęśliwszy w jej towarzystwie) - ale w końcu się udało. Ja trafiłam do Luki, jako tropiąca czy coś takiego. Nie spodobało mi się to, bo nie przypominałam sobie, żeby w prawdziwych grupach łowieckich było takie stanowisko, co jasno dawało znać, że nie wierzą w moje umiejętności. Zero zaufania. Bardziej rozzłościło mnie tylko to, że poza Kaiju w naszej drużynie był jeszcze Emerald i Nikaella. Zamiast tej drugiej miała być Yngvi, ale ona wolała do brata. Kolejny kopniak w mój dobry humor.
Gdy ruszyliśmy na swój kawałek plaży, znowu odezwał się piasek. Nie dość, że właził między opuszki, to jeszcze zaczął parzyć! Weszłam do wody po kostki i tylko prosiłam w duchu, żebym nie musiała jej opuszczać. Zaczęłam węszyć.
- Nic tam nie znajdziesz - prychnął Emerald. - Nie słuchałaś? Yuki mówiła, że kraby wychodzą na p l a ż ę podczas odpływu.
- Tak mi łatwiej - skłamałam. - Nie wtrącaj się.
- Woda zmywa zapachy - burknęła Luka. - Wyłaź i bierz się porządnie do roboty.
Poczułam się dziwacznie, zdecydowanie nieprzyjemnie. Jakbym nie miała drogi ucieczki. Uczucie pogłębiał tylko fakt, że starsze szczeniaki trochę nade mną górowały.
- Nie. Tak mi łatwiej - powtórzyłam, choć to wcale nie była prawda.
- Do cholery, nie utrudniaj, szczeniaku!
Trochę mnie zmroziło, ale nie chciałam ustępować.
- Sama jesteś szczeniakiem - warknęłam.
- Odpuśćcie, bo wszystko spłoszycie - powiedział Kaiju neutralnym albo niepewnym tonem. Jakoś nie mogłam stwierdzić. W każdym razie po części byłam mu wdzięczna, był tu jedyną osobą do której nie żywiłam złych uczuć.
- Tak czy siak zostaję - dodałam dla pewności.
Luka westchnęła zirytowana, ale ku mojej radości nie powiedziała nic więcej.
Trochę to trwało, ale gdy od schylania głowy zaczął mnie boleć kark, złapałam trop. Zawołałam cicho grupę i jeszcze chwilę powęszyłam. Nieco gorzkawy zapach wskazywał miejsce za zakrętem w prawo. Rozpoznałam to miejsce - wyłom w plaży tworzył tu niewielką zatoczkę, przy której parę krabów wyraźnie postanowiło poszukać pożywienia.
- Tam - wskazałam kierunek.
- Ja nic nie czuję - oświadczył Emerald.
- To idź sprawdź - odparowałam.
Wrócił szybko, potwierdzając burknięciem obecność paru skorupiaków. Byłam pewna swego i bardzo ucieszyło mnie, że to akurat on się o tym przekonał. Mam lepszy węch od większości wilków - Leah uważa, że to "naturalna konsekwencja" tego, że moje oczy nie działają - i łatwiej mi od nich zwietrzyć coś w czasie odpływu. W tej sprawie Luka miała oczywiście rację, woda zmywa zapachy, ale ona nie wie, że ja czuję o wiele więcej i że to jest przefajne!
Luka zaczęła się rządzić i rozstawiać wszystkich po kątach zatoczki. Próbowałam udawać, że nie istnieję, by nie musieć wychodzić na gorący piasek, ale niestety mnie też zauważyła:
- Ty idziesz z Nikaellą, naprowadzacie je do nas. - powiedziała.
- Ja chcę zostać - mimowolnie się zjeżyłam.
- A to niby czemu? - syknęła cicho.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc nie powiedziałam nic. Patrzyli na mnie, byłam tego pewna. Czułam się tak jakby coś fatalnie ciężkiego zaległo mi w gardle i klatce piersiowej, nie pozwalając mówić i normalnie oddychać. Zrobiło mi się jeszcze dziwniej, gdy Luka westchnęła cierpiętniczo.
- To sobie zostań i popatrz - warknęła.
Nie ruszyłam się z miejsca, aż skończyli z krabami. Było mi strasznie głupio, wściekałam się, że nie dała mi dość czasu, by wytłumaczyć. Byłam jednak zbyt dumna, by przeboleć piach i im pomóc. Ignorowałam wszystkie komentarze, gdy zabieraliśmy zdobycze z powrotem do Yuki. Tylko zadzierałam wysoko łebek. Prosiłam w duchu, by nie wspomnieli jej o zajściu. W głowie tak jakby nie zostało mi miejsca na nic więcej.
Przegraliśmy z drugą drużyną o jakąś naprawdę dużą liczbę skorupiaków, tylko tyle załapałam z tego co powiedziała na koniec Yuki. Postanowiłam, że nie odezwę się do nikogo aż do końca lekcji i po prostu sobie pójdę. Wcale nie musiałam nikomu wspominać o tym co zaszło. Miałam swój honor.
Wszystko zniszczyły te skarżypyty.
- Silee - wpół kroku w swoją stronę zatrzymał mnie groźny głos nauczycielki.
- Tak, proszę pani? - starając się nic po sobie nie pokazywać, zwróciłam głowę w jej stronę. Gdzieś w głębi duszy już wiedziałam co mnie czeka.
- Twoi koledzy twierdzą, że w żaden sposób nie pomogłaś im w wykonaniu zadania - oznajmiła.
- To nie są moi koledzy - fuknęłam. - I to nieprawda!
- Nie podnoś głosu, panienko. - warknęła nisko, na co mimowolnie podkuliłam ogon. - Takie zachowanie jest niedopuszczalne na moich zajęciach.
Miałam ogromną ochotę gdzieś się schować, ale nie chciałam odpuszczać. Nawet mimo to, że Yuki mroziła krew w żyłach.
- Oni kłamią.
- Wszyscy?
- Wszyscy...?
- Skończ kłamać, dzieciaku, bo nic ci to nie da. Wszyscy. Jeżeli uważasz, że jesteś ponad obowiązki każdego innego ucznia, możesz się już tu więcej nie pokazywać. Czy wyraziłam się jasno?
Milczałam.
- Czy wyraziłam się jasno? - powtórzyła z naciskiem.
- Tak. - odparłam z trudnością, tuląc uszy do łba.
- Dobrze. A teraz uciekaj. Nie chcę cię tu dłużej widzieć.
Odeszłam pospiesznie, bezskutecznie próbując powstrzymać spływające po pyszczku łzy.
Zabolało.


<C.D.N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 98 czerwonych⎹ 43 pomarańczowych⎹ 110 zielonych⎹ 51 niebieskich⎹ 53 granatowych⎹ 61 fioletowych⎹ 22 różowych odłamków

wtorek, 2 czerwca 2020

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 2

Exan zamyślił się.
– Wydaje mi się, ze chodzi o szpik. Że trzeba przeciąć kość na pół.
Infinite mu potaknął.
– Kto chce przecinać?
Zapadła głucha cisza. Exan po chwili westchnął z poirytowaniem.
– Dobra. Dzidziusie się boją, więc ja to zrobię.
Theo parsknął z podobną irytacją co brat, na co Exan zmierzył go wzrokiem. Theo udając, że tego nie zauważył, odwrócił głowę i zaczął wlepiać wzrok w zbliżającą się Nikaellę. W pysku dzierżyła dwa wysłużone garnuszki z ciemnego metalu.
– Kto przyniesie wodę? – zapytał jakby od niechcenia Infinite – Może Verker?
Basiorek się zgodził. Wziął od Nikaelli garnuszek, po czym skierował ku brzegowi oceanu. Podczas gdy Exan zaczął skrobać w kości za pomocą scyzoryka, Theo tym razem wlepił wzrok w Mortiego i Eternę.
– Masz jakiś problem? – bąknęła Eterna.
– Nie, tak tylko... Słyszałem, że się trochę kłócicie – oświadczył, nadal niezrażenie patrząc na waderę. Eterna w odpowiedzi dumnie uniosła podbródek.
– Bzdury. Kłócę się tylko z tą całą... Yngvi. Powinna znać swoje miejsce.
– Jasne... – powiedział cicho Theo, po czym obrócił głowę w stronę Verkera. Mrużył ślepia, wypatrując jego powrotu.
Naida zaś położyła się na piasku i przerzucała z łapy do łapy jakiś kamyczek. Od czasu do czasu zerkała na Exana. Poza tym była (wyjątkowo) cicho.
– Ostatnio tata dał mi odtwarzacz kaset – powiedział Morti, przerywając niezręczne milczenie.
– Co to kaset? – zainteresowała się Naida.
– Kaseta to taki czarny prostokąt, który odtwarza muzykę jak włożysz do odtwarzacza. Gdy założysz słuchawki to słychać – mówił z nagłym ożywieniem w głosie. Eterna zniesmaczona zauważyła, że radośnie zamiatał ogonem piasek.
– Pokażesz? – zapytała z błyskiem w oku Naida.
– Też bym chętnie zobaczyła – oświadczyła wymownie Eterna.
– Mogę wam obu pokazać – powiedział wesoło Morti – To naprawdę fajne. Śpiewają tam na przykład szeri szeri lejdi...
– Co to znaczy? To jakiś elficki język? – Naida przekręciła w bok głowę.
– Tata mówi, że angielski – wtrącił Exan.
– I co to znaczy? – drążyła Naida z ekscytacją w głosie.
– Nie wiem. Nie interesowałem się tym – Exan wzruszył ramionami. Akurat udało mu się rozłupać na dwie części kość. Triumfalnie uniósł obie cząstki nad głowę.
– I co? Udało mi się.
– Mogę zapytać tatę następnym razem – powiedział wciąż wesoło Morti – Też jestem ciekawy co to znaczy.
– Zaśpiewasz? – zaproponowała Eterna. Akurat przytruchtał do nich Verker, który wyglądał na poważnie zdezorientowanego. Zresztą cóż się dziwić – ominęło go pół konwersacji. Postanowił garnuszek pełen wody pod łapy Exana, który już zmienił postać na wilczą.
– Ktoś musi iść po gałęzie na opał, a nie rozwalacie się na piasku i śpiewacie – powiedział ironicznie Exan – Kto idzie?
– Naida – ucięła Eterna.
– Czemu akurat Naida? – zainteresował się Exan.
– Bo ja lubię pomagać – wtrąciła Naida.
– Chcesz się jej po prostu pozbyć, prawda? – naciskał Exan.
– I może iść z nią Infinite – odparła Eterna.
Wzrok Exana przeniósł się na wciąż siedzącego między nią a Mortim Infinite, a dopiero potem na nią.
– Naprawdę myślisz, że tego nie widać, że chcesz być bliżej Mortiego?
– Każdy ma szansę na swoje miłostki. Poza tym Infinite i Naida jeszcze nic nie robili...
– Nie naskakuj tak na nią – wtrącił Verker, podczas gdy Exan już otworzył pyszczek aby coś powiedzieć.
– Właśnie! Przecież mogę iść pozbierać gałęzie – wykrzyknęła Naida. Infinite za to nie wyglądał na równie zachwyconego co ona.
– Niech będzie. Ten jeden raz – westchnął, wstając na równe łapy – Może po drodze spotkam Isę.
– Twoją ukochaną – zaśmiała się Naida.
– Tak. Nie mogę bez niej żyć – odpowiedział pół żartem, pół serio.
Eterna odprowadziła ich wzrokiem z niemałą satysfakcją, a następnie przysunęła się do Mortiego. Kiedy ich ramiona się zetknęły, aż przeszedł ją przyjemny dreszczyk.
Po chwili poczuła na sobie spojrzenia reszty swojej drużyny. Patrzyli na nią z drobnym zniesmaczeniem. Szczególnie wyraźnie było to widać po wyrazie pyska Exana.
– Coś nie tak? – zapytała ponuro Eterna.

<C.D.N.>

Zdobyto: 17 czerwonych⎹ 9 pomarańczowych⎹ 12 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 20 granatowych⎹ 5 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 2


Lipiec 2025 r.
Wyprostowana i najeżona z emocji rzuciłam schwytaną rybę na ziemię, węsząc za jakąś reakcją szczeniaków, a zwłaszcza tego Emeralda. Ku mojemu głębokiemu oburzeniu (któraś z opiekunek tak kiedyś powiedziała) tylko Chase zwrócił na mnie jakąkolwiek uwagę:
- Brawo. - rzucił gładko - Teraz spróbuj tutaj.
Tyle trudu i n i k t się nie przejął?! Przecież ta ryba była prawie większa ode mnie! Sami by takiej nie złapali, i to za pierwszym razem! A już na pewno nie ten cały mądrala Emerald!
Rozchlapując wszędzie wodę ("Uważaj, bo ryby spłoszysz!"? Zaraz to ciebie spłoszę!), zajęłam miejsce jak najdalej od innych szczeniaków. Długo nic do mnie nie podpływało i znowu zaczęło robić mi się zimno. Musiało minąć naprawdę dużo czasu, bo prawie przeszła mi złość i podeszła do mnie Yngvi. Była mała, trochę jak ja - jej kroki w wodzie były słabiej wyczuwalne niż te reszty szczeniaków.
- Ile już złapałaś? - zapytała.
- Tylko tamtą. Tamtą co przyniosłam wcześniej - odparłam smętnie.
- Trochę ciszej. - pouczyła mnie, sama też obniżając głos. - Yuki mówiła, że ryby można bardzo łatwo wystraszyć.
- Kiedy tak mówiła? - nie spodobało mi się, że muszę posłuchać waderki, ale miała rację - czego oczywiście nigdy bym nie przyznała.
- Parę lekcji temu.
- A ty ile teraz złowiłaś? - spytałam ze strachem.
- Tamten stosik - odparła zadowolona.
- Jaki stosik?
Zamilkła, nie rozumiejąc, po czym szybko się zreflektowała:
- Kilka ryb. I jedna taka wielka, że sobie nie wyobrażasz!
- Też bym tak chciała. - zwiesiłam pysk tak, że woda zaczęła leciutko falować od mojego oddechu i pluskać mnie w nos.
- Spokojnie, kiedyś też tak będziesz umieć - zapewniła Yngvi. - Jeśli chcesz to mogę ci teraz pomóc.
Razem udało nam się złowić jeszcze kilka ryb. Okazało się, że to całkiem fajne jak już się nauczy. Jest nawet sposób na to, by woda nie wpływała do nosa - przy zanurzeniu wystarczy wypuścić nim trochę powietrza. Na sam koniec razem z resztą grupy przenieśliśmy swoje zdobycze na jeden, wielki, łuskowaty stos koło drugiego, nie tak wielkiego łuskowatego stosu. Od wszystkich poza Yuki, która zaczęła podliczać łupy, na kilometr czuć było rybą.
- Mamy więcej - stwierdził z dumą Chase, na co jakaś wadera z drugiej grupy, fuknęła wściekle.
- Chciałbyś - warknęła, jak się okazało, Nikaella. - Wy macie po prostu duże. U nas jest ich ze sto!
- My mamy większe i więcej! - stwierdziłam. - Ty po prostu nie umiesz liczyć!
- Ja nie umiem? - sapnęła. - A właśnie, że ty nie umiesz!
- Ja? Ja umiem! Tylko teraz mi się nie chce - prychnęłam. Ona nie musi wiedzieć, że wcale nie. Tak czy siak na pewno nauczę się szybciej!
- Kłamiesz - kłapnęła szczęką.
- Chcia-ła-byś.
- No chyba ty!
- A właśnie, że ty!
- Cisza - syknęła Yuki. - Osiemnaście do szesnastu dla waszej grupy.
Zakręciłam się niespokojnie, próbując zgadnąć kogo nauczycielka miała na myśli. Nikaella fuknęła gniewnie, ktoś od nas, Emerald, brat Yngvi albo Chase, zamruczał z satysfakcją. Poczułam jak mój pyszczek sam z siebie troszkę się rozciąga i zaczyna zabawnie szczerzyć zęby. Czyli... Wygraliśmy?
- I co? Nie umiesz liczyć - uniosłam z dumą łebek.
Nikaella prychnęła jak wściekły kot, że jej też się nie chciało i że jestem głupia, ale mi za to już nie chciało się jej słuchać.

***

- A ty ile złowiłaś? - spytała Leah.
Potężna kropla spadła z palmy i rozprysnęła się na czubku mojej głowy. Zarzuciłam głową, żeby pozbyć się jej pozostałości ze swojej grzywki. Deszcz przestał padać jakiś czas temu, a ciepłe słońce powoli suszyło piasek. Drobne, drażniące ziarenka zaplątywały mi się w futrze i nie pozwalały skupić. Musiałam chwilę pomyśleć nad tym pytaniem.
- Przecież ja nie umiem liczyć - parsknęłam w końcu. - Tylko nigdy nie mów o tym innym szczeniakom! Obiecasz?
- No dobrze. Hm... - zastanowiła się. - Narysuj na piasku kreski. Każda kreska będzie oznaczać jedną rybę.
Bokiem łapy (za nic nie chciałam tych paskudnych drobin między opuszkami) nabazgrałam w piachu parę grubych krech, przypominając sobie każdą rybę, która miotała mi się tego dnia w pyszczku.
- To będzie cztery - powiedziała powoli, jakby dawno nie wypowiadała tego słowa.
- To dużo? - trzepnęłam ogonem z nadzieją.
- No pewnie! Na pewno nie łowiłaś pierwszy raz, musiałaś trenować też sama. - mruknęła zaczepnie, przygładzając mi futerko na grzbiecie krótkim liźnięciem.
- Nie, to był pierwszy! Pierwszy!
- Hm... Nie wierzę ci.
- No ale to jest najprawdziwsza prawda! - pacnęłam Leah łapą.
- Niech ci będzie. - odpowiedziała trąceniem nosa tak silnym, że przetoczyłam się na grzbiet ze śmiechem. - Obyś poradziła sobie równie dobrze z innymi lekcjami.
- To będzie trudne - jęknęłam. - Już teraz jestem zmęczona.
Roześmiała się tylko, jakbym powiedziała coś niemądrego.

<C.D.N.>

Uwagi: Nikaella jest z natury nieśmiała i chciałaby zostać lekarzem/pielęgniarką (nie jestem pewna). Chyba nawet tego nie ma w formularzu, więc nie martw się. Miej to po prostu na uwadze w przyszłości ^^.

Zdobyto: 14 czerwonych⎹ 12 pomarańczowych⎹ 20 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 21 granatowych⎹ 19 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków