sobota, 6 czerwca 2020

Od Yngvi "Zazdrość" cz. 11 (cd. Eterna)

Morti może się już więcej do mnie nie odezwać. Świadomość tego bolała mnie o wiele bardziej od rany, którą zadała mi Elanor. Lubiłam Mortiego i to nawet bardzo. Może nawet tak jak lubili siebie moi rodzice. Nie chciałam rezygnować z rozmów z nim przez jedną zazdrosną... Waderę. Elanor była okropna, ale nadal nie chciałam nazywać ją w tak brzydki sposób. Przez moment rozważałam nawet, żeby ją przeprosić, ale chyba za bardzo obawiałam się jej reakcji. Pewnie znowu skoczyłaby mi do gardła, a ja mogłabym nie uniknąć jej ataku z taką łatwością niż wcześniej. Według lekarza mogłam być po tym troszkę osłabiona. Wydało mi się to dziwne - chyba nie straciłam aż tyle krwi. Nie miałam jednak zamiaru kłócić się z medykiem. Przynajmniej dzisiaj.
Siedziałam i pozwalałam bandażować swoją szyję. Obok mnie był Morti, ale ja miałam wrażenie, że dzieli nas cały ocean. Po tym jak przeze mnie upadł i był prawie martwy... Bałam się do niego odezwać. Wokół nas zalegała cisza, którą przerywał jedynie lekarz, dając nam jakieś porady i pytając o samopoczucie. Nie odpowiedziałam na żadne. Czułam, że kiedy tylko otworzyłabym pyszczek, z moich oczu popłynęłyby łzy. Nie miałam zamiaru płakać. Nie kiedy czułam na sobie spojrzenie Elanor. Nie chciałam dawać jej kolejnych powodów do satysfakcji.
- Jaką masz teraz lekcję? - zagadnęła mnie lekarka.
Odwróciłam w jej stronę głowę, chyba po raz pierwszy okazując zainteresowanie na jej pytanie.
- Zajęcia kreatywne.
- Jeśli chcesz, możesz na nie iść. Postaraj się jednak nie robić zbyt wielu gwałtownych ruchów szyją - poradziła.
Skinęłam głową i rzucając ostatnie spojrzenie Mortiemu (który chyba zasnął w którymś momencie...), poszłam w stronę miejsca, gdzie zwykle mieliśmy zajęcia. Były już tam wszystkie szczeniaki.
- Vi, gdzie byłaś? - Yv od razu do mnie doskoczył. Widziałam, jak mierzy mnie uważnym spojrzeniem. Szybko zatrzymał je na moim bandażu. - Co ci się stało? Wszystko w porządku?
Przytaknęłam krótko. Liczyłam, że tyle wystarczy, ale nie doceniłam upartości mojego bliźniaka. Od razu zwrócił nauczycielowi uwagę, że musiałam zostać ranna. Chyba pierwszy raz w życiu wolałabym nie być w centrum zainteresowania. Szczeniaki zmierzyły mnie spojrzeniami, a Morgan aż zadrżał. 
- Proszę pana, mógłbym pracować dzisiaj z Yngvi? W razie gdyby było coś nie tak... - kontynuował Yvar, nawet nie patrząc na nauczyciela. Zmartwiony wzrok utkwił we mnie.
- Nie potrzebuję pomocy. Yv, daj spokój - burknęłam i chyba to przesądziło sprawę. Pan Dernet wyraził zgodę.
Tego dnia mieliśmy wymyślić jakąś scenkę. Lubiłam tworzyć historię i je odtwarzać (chociaż nie tak, jak śpiewać i tańczyć), ale tym razem nie mogłam się skupić. Mój brat nie pomagał - ciągle skakał wokół mnie i wypytywał, co się stało.
- Elanor mnie ugryzła. Wkurzyła się, bo nie zostawiłam w spokoju Mortiego. Dasz mi już spokój czy nie?! - warknęłam już całkiem zirytowana.
Yvar cofnął się o kilka kroków. Rzadko na kogoś warczałam, a jeszcze rzadziej na niego. Zamrugał kilkukrotnie i myślałam, że naprawdę się ode mnie odwali. Niestety wszystko zapowiadało, że to dopiero początek...
- Co za... - zaczął, a w mojej głowie stanęło wyzwisko, którym ją obrzuciłam w czasie naszej kłótni. Było naprawdę nieładne i cieszyłam się, że Yv go nie użył. - Durna wadera! Pożałuje tego. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek krzywdził moją siostrę, nawet jeśli miał ku temu powody.
Chyba nigdy nie słyszałam takiego zdecydowania w jego głosie. Dopiero w tej chwili uderzyło mnie, że Yv nie był już małym i grubiutkim szczeniakiem. Przerósł mnie o ponad pół głowy, a tłuszczyk zaczynał powoli zanikać. Dodatkowo teraz z jego oczu zniknęło całe zawahanie. Były zimne. Przerażająco zimne i groźne.
- Yv, nie przejmuj się. To był jedna sytuacja.
Basiorek otworzył pyszczek, jednak przerwał mu pan Dernet. Poprosił o przedstawienie jednej z grup swojej scenki. Szturchnęłam brata i oboje usiedliśmy na piasku. W milczeniu oglądaliśmy występ Morgana, Eunice i Kaiju. Szczeniaki stworzyły wzruszający scenariusz o spotkaniu przyjaciół, którzy nie widzieli się od lat. Miałam szczerą nadzieję, że nauczyciel nie zapyta nas o naszą scenkę, ale wszystko wskazywało, że tego dnia miałam wyjątkowego pecha. Mieliśmy być następni.
- Nic... Nic nie przygotowaliśmy - mruknęłam ze wzrokiem utkwionym w piasku. - Przepraszam.
Spodziewałam się nagany, ale z jakiegoś powodu nie nadeszła. Pan Dernet po prostu zapytał inną grupę, a ja i Yvar nie odezwaliśmy się do końca lekcji. Kiedy tylko ta się skończyła, basiorek poszedł gdzieś z bardzo poważną miną. Nie podobał mi się taki Yvar i normalnie pobiegłabym za nim, ale tego dnia nie miałam chyba na to humoru... W mojej głowie cały czas były wcześniejsze zdarzenia, a na myśl o Mortim moje serce bolało. Mój brat był o wiele ode mnie mądrzejszy. Nie musiałam się martwić, że zrobi coś głupiego. Mogłam za to w spokoju położyć się w cieniu i przeżywać tamtą scenę w kółko i w kółko. Oraz zastanowić się, co powinnam teraz zrobić, żeby nie stracić przyjaźni Mortiego...

<Eterna? Yv poszedł na poszukiwania Elanor ofc.>



Zdobyto: 38 czerwonych⎹ 25 pomarańczowych⎹ 10 zielonych⎹ 30 niebieskich⎹ 26 granatowych⎹ 22 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

Od Eterny "Zazdrość" cz. 10 (cd. Yngvi)

Po lekcji sztuk walki Eternie już łatwiej i szybciej się myślało. Może potrzebowała rozbudzenia? Ta teoria nie miała zbyt wiele sensu, ponieważ i tak nie robili wiele. To jednak sprawiło, że znacznie szybciej zauważyła, iż Morti zmierzał w kierunku Vi. Eterna stała wówczas w cieniu drzew. Czy to ich zdaniem pretekst do tego, że nie widzę? Na tę myśl warknęła pod nosem. Nie usłuchali po dobroci, więc teraz nie mam zamiaru się ograniczać.
– Vi!
Morti w przestrachu aż zatrzymał się w pół kroku. Ostrożnie obrócił główę w stronę Eterny, która nadal szybkim krokiem zmierzała ku niemu i Vi.
– Co? – odkrzyknęła ruda waderka.
– To było jedyne ostrzeżenie, jakie ci dałam. Zbliżyłaś się...! – krzyczała groźnie. W ich kierunku zwróciło się kilka szczeniąt. Wyglądały, jakby rozważały ucieczkę.
– No zbliżyłam! – odkrzyknęła po chwili milczenia – Morti nie powiedział, że mam go zostawić, więc tego nie robię!
– Morti?! – wrzasnęła Mortimerowi prosto w pysk. Basiorek patrzył na nią w najszczerszym przerażeniu, zupełnie niezdolny do ruszenia się.
– Jeszcze raz postawisz łapę na bliżej, niż trzy metry od niego, jestem gotowa powyrywać ci te rude kudły! Wtedy już nawet wrzaski ci nie pomogą!
Jakiś szczeniak zaczął płakać. Eterna ani drgnęła. Vi (ku jej drobnej satysfakcji) wycofała się odrobinę. Zaraz potem ruda kontynuowała swoje brawurowe przemówienie:
– Nie muszę cię słuchać! Nie jesteś Alfą, żeby mi rozkazywać, a za takie groźby będziesz miała kłopoty!
– Chcesz się założyć, kundlu?! – krzyczała dalej Eterna. Czuła, jakby coś w środku niej pękało. Powoli, lecz boleśnie.
– Nie muszę! Poza tym nie jestem żadnym kundlem, ty... Ty suko!
Eterna już nie była w stanie logicznie myśleć. Wyszczerzyła kły. Nawet nie przejmując się pozą bojową, jaką ćwiczyli na poprzedniej lekcji, rzuciła się w stronę znacznie niewinniej wyglądającej waderki. Vi natychmiast usunęła się w bok. Eternę to rozwścieczyło. Teraz stała w takiej odległości, że nawet nie zdoła się na nowo rozpędzić, by wpaść na nią z takim samym impetem, co teraz w piach. Mimo tego znowu spróbowała uderzyć.
– Zostaw mnie w spokoju! – pisnęła żałośnie Vi, po raz kolejny usuwając się w bok.
– ROZWALĘ CI TEN PUSTY ŁEB! – wrzasnęła dziko Eterna.
– Elanor...? – wtrącił Morti. Eterna nagle się wyprostowała. Jej oddech wciąż był ciężki. Od Vi dzieliło ją zaledwie kilkanaście centymetrów.
– Co jest? – warknęła.
– Przestań. P-przerażasz mnie – wyjąkał – Nie zbliżę się do niej więcej. Tylko nie rób jej krzywdy, błagam...
– Morti, nie daj jej się sprowokować! Ona właśnie tego chce! – krzyknęła rozpaczliwie Vi.
Eterna nie mogła się powstrzymać. Kłapnęła zębami w jej szyję i pociągnęła. Wyrywała nie tylko pęczek rudego futra – po szyi Vi pociekła stróżka karmazynowej krwi.
Morti z przerażenia osunął się na ziemię. Eterna obróciła w jego kierunku głowę z szeroko rozwartymi oczyma.
– Morti? – krzyknęła, rozrzucając przy tym futro Vi we wszystkie strony – Morti?!
Morti się nie ruszał. Leżał nieruchomo na piasku. Miał zamknięte oczy, a jego oddech był płytki. Vi wyprzedziła Eternę. Mocno zaciskając zęby z bólu, nachyliła się nad basiorkiem i spróbowała nim potrząsnąć. Ani drgnął.
– Co mu zrobiłaś?! – wykrzyknęła prosto w pysk Eterny.
Eterna zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki wdech. To słowo z trudem przeszło jej przez gardło:
– Zemdlał.
– To przez ciebie! Gdybyś nie była taka... taka straszna! Wtedy wszystko byłoby w porządku! – Vi mówiła coraz szybciej. Łzy cisnące się jej do oczu tylko napędzały słowa.
– Wszystko byłoby w porządku, gdybyś się do niego nie zbliżała – powiedziała lodowato Eterna – Wynoś się.
– Nieprawda! To... To twoja wina!
– A kto krwawi?
Eterna przy tych słowach użyła drobnego zaklęcia pod sugestię.
– No ja... – wbiła przerażony wzrok w wciąż nieprzytomnego Mortiego – Ale nie chciałam! Nie chciałam, żeby cokolwiek mu się stało! – przerwała. Głos jej drżał – Pobiegnę po pomoc!
Eterna otworzyła oczy dopiero, kiedy Vi uciekła. Usiadła tuż obok Mortiego. Nie była pewna co robić. Oddychał, więc nic poważnego mu się nie mogło stać. To wszystko przez krew, pomyślała Eterna. I przez tę cholerną sukę.
Morti drgnął na minutę przed przybyciem lekarza. Kiedy przyszedł, miał już otwarte oczy. Nadal nie mógł się ruszyć. Lekarz usadził go tak, aby miał wyżej głowę. Niedługo potem Morti zaczął się normalnie ruszać. Wyglądał na oszołomionego. Vi przypatrywała się temu wszystkiemu ze strachem w oczach, ale nic nie mówiła. Na jej szczęście. Lekarz nie pytał co tam zaszło. Upewniwszy się, że nie było więcej poszkodowanych, odprowadził Mortiego i Vi do cienia, w którym stacjonowali medycy.
Eterna patrzyła na swoje łapy. W duchu dalej przeklinała rudą. Teraz już była absolutnie pewna, że jeśli znowu zacznie się jej plątać pod łapami i wtykać nos w nieswoje sprawy, rozszarpie ją na strzępy.
Kiedy podniosła głowę, uświadomiła sobie, że Kai ją obserwował. Miał zmartwiony wzrok. Z początku nie miała zamiaru się ruszyć, ale im dłużej na nią patrzył, tym pewniejsza była, że chce, aby podeszła bliżej. Tak też zrobiła.
– Zawiodłem się na tobie – powiedział w końcu.
Uciekła wzrokiem w bok. Nie czuła, jakoby zrobiła coś złego.
– Zaatakowałaś ją. Dlaczego?
– To ona zaczęła.
Po raz kolejny spróbowała użyć sugestii. Kai zmarszczył brwi.
– Elanor...?
– Tak...?
– Dlaczego to zrobiłaś?
Uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała cicho.
– A jednak nie przerosłam mistrza... jeszcze.
– Elanor.
– Nawet nie mam tak na imię – powiedziała dumnie i odeszła.
Musiała utrzymać przy sobie Mortiego. Czuła, jakby od tego zależało jej życie. Żyć albo nie żyć. Bez niego mogła tylko umrzeć. Nie chciała umierać. Lepiej, gdyby ktoś inny umarł. Lepsza śmierć jednej osoby niż dwóch, czyż nie?, pomyślała. Morti bez niej mógłby być i równie dobrze martwym Mortim. Bez niej był dla niej nikim.
Usiadła w cieniu. Szczeniaki skrupulatnie omijały ją szerokim łukiem. Łypała wzrokiem w ich kierunku, okazjonalnie zwracając łeb w kierunku prowizorycznego wilczego szpitala. Vi nie rozmawiała z Mortim. Basiorek leżał głęboko w cieniu, a ona siedziała kawałek dalej, dając się bandażować. Patrzyła w przestrzeń. Ignorowała obecność Mortiego, który miał z kolei zamknięte oczy. Ten widok napawał Eternę nie lada satysfakcją.
– Lekcja... Zapraszam na lekcję! – powiedział donośnym głosem Kai. Brzmiał na zmęczonego, zupełnie jakby wcale nie miał ochoty na prowadzenie tych zajęć. To nie zdarzało się często.
Eterna również nie odczuwała szczególnej motywacji do stawienia się na nich. Chcąc nie chcąc potruchtała w kierunku swojego opiekuna, ale usiadła jak najdalej od niego. Kai milcząco odczekał, aż reszta grupy się zbierze. Dopiero wtedy otworzył pokaźne tomiszcze i zaczął wertować. Eterna po raz kolejny powędrowała wzrokiem w stronę szpitala. Morti nadal leżał w cieniu, zaś Vi już się ulotniła. Prawdopodobnie na lekcje. Eterna dumnie uniosła podbródek.
Dopiero wtedy poczuła na sobie spojrzenie Theo i Exana. Nie było to przyjemne spojrzenie.

<Yngvi?>

Zdobyto: 76 czerwonych⎹ 57 pomarańczowych⎹ 75 zielonych⎹ 44 niebieskich⎹ 27 granatowych⎹ 45 fioletowych⎹ 11 różowych odłamków

piątek, 5 czerwca 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 9


Luty 2026 r.
– Elanor... Pozwolisz na chwilkę?
Eterna słysząc swój "pseudonim" drgnęła. Otrząsnowszy się z zadumy zorientowała się, że wzywał ją Dannan. Domyślała się o co może chodzić. Z niezadowoleniem przyjęła myśl, że będzie musiała się tłumaczyć z tego samego po raz kolejny.
– Tak, proszę pana? – zapytała, podchodząc do nauczyciela sztuk walki.
– Dlaczego byłaś wczoraj nieobecna na zajęciach? Coś się stało?
Ku zaskoczeniu Eterny, Dannan wyglądał na zatroskanego. Nie umiała zrozumieć, dlaczego.
– Nie. Po prostu mi się nie chciało – odpowiedziała ponuro. Patrzyła mu prosto w oczy.
– Na pewno?
– Na pewno.
Z sykiem wciągnął powietrze.
– Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Nie może ci to jednak ujść na sucho. Dostaniesz ode mnie karę.
– Słucham zatem – odpowiedziała głosem tak bezbarwnym, że Dannan aż poczuł niepokój.
– Zrobisz na kolejne zajęcia dwie kukły treningowe.
– Dobrze.
Dannan spodziewał się bardziej emocjonalniej odpowiedzi. Myślał, że wadera coś jeszcze doda, więc stali tak przez chwilę, po prostu patrząc sobie w milczeniu w oczy. Dopiero potem zrezygnowany westchnął i uciekł wzrokiem gdzieś w dal.
– W takim razie możesz już iść.
Eterna zaczęła się oddalać. Przez chwilę jeszcze nasłuchiwała z myślą, że może Dannan znowu ją wezwie do siebie, bo o czymś zapomniał, ale tak się nie stało. Usiadła zatem na piasku i z pewnej odległości obserwowała Mortiego, który akurat o czymś żywo dyskutował z bratem. Już od wczoraj była tak przybita, i nic nie wróżyło poprawy. Twkiła w totalnym dołku.
– Co jest, chłopak cię zdradza?
Słysząc te słowa, Eterna natychmiast się odwróciła. Za nią stała rozbawiona Isa. Nieopodal kręcił się również Infinite.
– Czego chcesz?
– Ja? Niczego. Tak tylko przechodziłam – biała wadera mówiła lekko. Widząc wyjątkowo smętny wzrok Eterny trochę zwątpiła w kontynuowanie swoich żartów. Zamilkła, a potem odchrząknęła:
– To ja... może już pójdę.
– Tak będzie najlepiej dla nas obu.
Isa wykonała zwrót w tył i wróciła do Infinite. Eterna westchnęła ciężko. Morti zniknął z jej pola widzenia.
– Zapraszam na lekcje! – krzyczał Dannan. Eterna ruszyła w jego stronę. Przybyła jako jedna z pierwszych. Isa usiadła jak najdalej od niej, a wraz z nią (jak zwykle) Infinite. Morti z kolei przyszedł jako ostatni. Eterna domyśliła się, że pewnie z kimś się zagadał. Usiłowała nie myśleć, z kim, lecz nie było to takie proste.
– Dzisiaj poćwiczymy ustawienia bojowe. Tak w ramach szlifowania i przypomnienia. Proszę, pokażcie wszystkie pozy jakie znacie.
– Ustawienie kocie, stosowane przy polowaniu na ptaki i węże – zaczął Chase, po czym przybrał pozę, w której miał nos niemal przy piasku. Wyglądało to mało zgrabnie, ale Dannan i tak pokiwał głową.
– Niech wszyscy przybiorą tę pozę. Jeśli uważacie, że Chase źle się ustawił, poprawcie się.
Każdy zrobił pozę kocią po swojemu. Eterna również. Z miejsca, w którym ostatecznie się znalazła, mogła tylko obserwować rdzawobrązowe kostki Mortiego.
– Teraz spróbujcie się przejść, a następnie skoczyć.
Uczniowie wykonali polecenie. Eterna gładko przeleciała w powietrzu, po czym miękko wylądowała na piasku. Kątem oka dostrzegła, że niektórzy wywrócili się prosto na pysk.
– A więc wszystko jasne. Polecenie dobrze wykonał tylko Theo, Elanor, Infinite oraz Emerald. Cała reszta prawdopodobnie już w trakcie domyśliła się, że zaczęła od złej łapy oraz miała źle ułożony tył grzbietu, a także łopatki. Czy mam rację?
– Proszę pana, gdzie są te łopatki? – zainteresowała się Naida. Sino uciekła od niej wzrokiem. Prawdopodobnie znowu się pokłóciły.
– Nad swoimi łapami. To na plecach, co rusza się przy każdym kroku – mówiąc to, Dannan poruszył barkiem. Naida obserwowała to z rozchylonymi ustami – Jeszcze jakieś pytania?
Zaległa cisza.
– Dobrze. Teraz pokażę wam, jak powinniście prawidłowo się pozycjonować.
Dannan przybrał pozę na kota znacznie zgrabniej niż Chase. Później wykonał kilka kroków i skoczył. Idealnie. Później wszyscy musieli to powtarzać. Później korygował kolejne i kolejne ustawienia... Eternie na pewnym etapie wszystko zaczęło się mieszać. Przy ostatecznym podsumowaniu na koniec lekcji pokręciła właściwie wszystko. Dopiero przy trzecim podejściu się jej udało, co Dannan skwitował krótką pochwałą.

<C.D.N.>

Zdobyto: 10 czerwonych⎹ 16 pomarańczowych⎹ 19 zielonych⎹ 8 niebieskich⎹ 18 granatowych⎹ 26 fioletowych⎹ 5 różowych odłamków


Od Eterny "Zazdrość" cz. 8


Uwaga! W opowiadaniu pojawiają się treści drastyczne.

Luty 2026 r.
To, że na słowa rudej coś się w Eternie zagotowało, to za mało powiedziane. Jedyne, co ocaliło jej skórę, to zmęczenie Eterny i to, że natychmiast po wypowiedzeniu tych okrutnych słów zaczęła uciekać. Gdyby tylko mogła, zabiłaby ją samym spojrzeniem. Niestety nie posiadała takiego daru, czego serdecznie żałowała.
– Vi! Co ty tam robisz? Zaraz zacznie się lekcja. Czekamy już tylko na ciebie – krzyczał jakiś basiorek.
– A więc masz na imię Vi, co? – warknęła pod nosem Eterna. Jej imię pomoże jej wyłącznie w namierzaniu rudej i... (Zacisnęła powieki.) Unikania. Tak, na pewno chciała unikać tej przeklętej Vi. Wcale nie chciała jej zagryźć, wyrwać tętnice i powiesić za nie na gałęzi. Wcale nie chciała rozszarpać jej brzucha i udusić jelitami. Ani wyrwać łap i wepchnąć do jej własnego gardła.
– Dorwę cię. Prędzej czy później cię dorwę. Dorwę i zniszczę – wymamrotała pod nosem. Vi niewinnie patrzyła na Derneta, wysłuchując jego poleceń. Eternie było niedobrze na sam jej widok. Prychnęła cicho i odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. Może pójdzie na wagary? Ten jeden, jedyny raz? Ciekawe, czy ktoś się nią przejmie.
Szybkim krokiem skierowała się do dżungli. Już zaraz potem zniknęła za krzewami. Czy mieli na przeklętej lekcji eliksirów jakieś trujące rośliny? Chyba nie. Po sztukach walki ma eliksiry. Zapyta Asgrima.
Kopnęła leżący jej pod łapami kamień tak mocno, że wystrzelił w powietrze i odbił się od najbliższego drzewa. Kiedy była na tyle głęboko w dżungli, żeby mieć pewność, że nikt jej nie usłyszy, przeklęła. Znajdowała się już stanowczo za głęboko w lesie, niż było im to przykazane, ale teraz nic jej nie obchodziło. Kai zapewne szybko otrzyma informacje o jej ucieczce. Na samą myśl o tym zacisnęło się jej gardło. Nie miała zamiaru mu tego tłumaczyć. To zapowiadało jej początek wojny z opiekunem. Nie było jej go żal. Na samą myśl o jego zagubionym wyrazie pyska, kiedy nie wie co się dzieje, uśmiechnęła się z politowaniem. Jego nie miała ochoty rozszarpać. Przynajmniej nie tak bardzo, jak Vi.
Idąc wgłąb dusznej dżungli jedyne co zaprzątało jej umysł, to jak mogłaby skutecznie i bez śladów pozbyć się rudej. Nie miała zamiaru mieć konkurencji. Morti ją lubił. Zbyt bardzo. Morti nie powinien lubić nikogo, prócz niej samej.
Nie wiedzieć kiedy, poczuła gorącą ciecz spływającą jej po policzkach. Z szoku aż oparła się o śliskie drzewo. Czy ona... płakała? Dlaczego? Z beznadziei? Ze złości? Czy może z...
Potrząsnęła głową. Chciała dalej udawać przed samą sobą silną i iść dalej, ale nie zdołała. Stała w miejscu, uparcie wpatrując się w ziemię. Łzy dalej płynęły. Nie umiała ich zahamować.
Minęło wiele czasu, nim usłyszała w lesie znajome okrzyki. Wołali jej imię.
Schowała się pod pierwszy lepszy krzak. Nadal płakała. Nie chciała, żeby zobaczono ją w takim stanie. Zwinęła się w kłębek i przeczekała, aż wilki które udały się na zwiady ją wyprzedzą. Jej szczęście, że naprzeciwko znajdowało się dość duże pole kwiatów. Ich mocny zapach zmylił Dana i Jasmine, których najwyraźniej udali się na poszukiwania. Skręcili w całkiem innym kierunku, przedzierając się przez sam środek kwiatowego poletka. Eterna nieco się rozluźniła, ale nadal tkwiła pod krzakiem.

Nie wiedziała, ile czasu minęło, nim postanowiła w końcu się ruszyć. W dżungli panowała zupełna cisza. Nikogo nie było w pobliżu. Nawet ptaków. Kiedy słońce już raziło jej oczy, a plaża była w zasięgu wzroku, wypatrzyła Mortiego. Potrzebowała go. Już i teraz. Jak antidotum. Rozmawiał akurat z braćmi, więc po prostu tępo patrzyła w jego kierunku, stojąc na skraju dżungli. Nie lubiła się przytulać, ale teraz potrzebowała, aby zrobił to Morti.
– Eterna! Gdzież ty się podziewała? Szukaliśmy cię! – powiedział nagle Asgrim. Eterna odskoczyła w bok. Zupełnie nie była przygotowana na jego nagłe pojawienie się. Nie była w stanie wykrztusić ani słowa.
– Będziesz się tłumaczyć później. Teraz chodź na lekcję, bo właśnie się zaczyna. Nie chcę, żebyś się spóźniła.
Eterna spuściła głowę, po czym smętnie przytaknęła.
Nie miała pojęcia o czym była ta lekcja. Była zbyt zagubiona faktem, że zdarzyło się jej w życiu płakać. Nie miała dotychczas pojęcia, jakie to uczucie. Nawet nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie miała po co. Nawet bliska obecność Mortiego pozostawiało w jej sercu uczucie dziwnej pustki. 
Jakby wcale go tam nie było.

<C.D.N.>

Zdobyto: 23 czerwonych⎹ 25 pomarańczowych⎹ 6 zielonych⎹ 29 niebieskich⎹ 3 granatowych⎹ 4 fioletowych⎹ 5 różowych odłamków

czwartek, 4 czerwca 2020

Od Kai'ego "Karczma" cz. 1

Czerwiec 2026 r.
Kai'ego zawsze ogarniało specyficzne uczucie, ilekroć zbliżali się do Białego Królestwa. Mógł obserwować z grzebietu smoka coraz wyraźniej rysujące się bramy miasta. Mury pozostawały śnieżnobiałe niezmiennie od lat, lecz pałac z tej odległości robił na nim jeszcze większe wrażenie, niż rok temu – mimo, że niebo było zachmurzone, zaledwie kilka cienkich pasm światła padających na konstrukcję sprawiało, iż mieniła się tysiącami kolorów. Kai nie mógł pozbyć się uczucia, że coś się w nim zmieniło. To właśnie dlatego, że pałac był wykonany ze szkła i marmuru mógł spektakularnie odbijać dziesiątki pryzm. To właśnie dlatego nawet w takiej pogodzie porze ostre, białe światło padało na całe miasto.
Wilki siedzące na tym samym smoku co Kai uparcie milczały, nawet pomimo tego wspaniałego widoku. Mieli za sobą wiele godzin podróży, przez co ich małomówność była całkowicie zrozumiała. Kai zresztą też wyjątkowo nie miał ochoty do nikogo otwierać pyska. Rok temu doszło do pewnych zmian w kwestii władzy Białego Królestwa, ale nikt do końca nie był pewien, na czym one polegały. Z jego rozmowy z Asgrimem i Hitamem jasno wynikało, że bardziej prawdopodobne jest, że w tym roku zmiany będą dla nich wyraźniejsze. Czy się denerwował? Owszem. Nie wiedział, czego powinien się tam spodziewać. Czy będzie lepiej, czy gorzej.
Lata tyranii króla Glorego już minęły. Teraz na tronie zasiadał obecnie... nie wiadomo kto. Nawet Elvin, który podobno ostatnio zamieszał się w politykę, nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Był dużo bardziej przygaszony niż rok temu, a powód tego pozostawał dla Kai'ego zagadką. Elvin nie chciał o tym rozmawiać. Cess zaś dostała od niego nakaz milczenia. Kai wiedział też, że nie mogła się doczekać na kolejne spotkanie z ukochanym.
Lot się obniżył, o czym poświadczyło delikatne szaprnięcie w dół. Kai zacisnął powieki. Nadal pozostał w nim lęk wysokości po jego upadku ze szczytu góry. Tylko dzięki własnemu szczęściu wtedy przeżył.
– Co powiecie na wypadz do restauracji jak wylądujemy? Umieram z głodu – rzucił ktoś. Kai był zbyt spięty, by odwrócić głowę.
– Taak, ja też – potaknął inny głos.
– Oby Hitam nas puścił.
– Pewnie puści.
Kai'emu przemknęło tylko przez myśl, że chyba woli zjeść coś w karczmie Elvina. Czuł się tam najbezpieczniej. Kto wie, może wyciągnie z niego więcej informacji niż rok temu?
Im bliżej ziemi byli, tym Kai miał mocniejsze poczucie, że chyba mdlał w trakcie. Nie pamiętał do końca ostatnich kilku minut, ale był pewien, że miał zamknięte oczy. I że trwał stanowczo zbyt krótko, jak na taką wysokość.
Wylądowali na polanie około dwóch kilometrów od bramy głównej. Ściągnięcie tobołków z grzbietów smoków i umocowanie ich na swoich własnych zajęło im kolejne przeszło pół godziny. Kai, jako wilk z jednym z największych staży w watasze, pomagał nadzorować ten proces. Hitam zaś przejął pakunek, który miał trafić na grzbiet Kai'ego, tłumacząc, że jest mu wdzięczny za pomoc i nie ma zamiaru przemęczać jego starych pleców. Dumnym krokiem ruszył w stronę bramy, wyprzedzając całe stado. Kai uśmiechnął się do siebie na ten widok i podążył w ślad za Alfą.
Niektórym bardzo się spieszyło do Białego Królestwa, a inni wręcz smętnie stąpali w tamtym kierunku. Kai zauważył pewną prawidłowość – do tej drugiej grupy należały głównie wilki, które były tutaj już dwa lata temu. Doświadczyły okrucieństw króla Glorego oraz surowości prawa. Zupełnie jak on sam.
Brama była tak wielka, jak Kai ją zapamiętał – kilkumetrowa, pełna złotych zdobień. U jej boku stało dwóch uzbrojonych aż po zęby strażników. Obejrzeli przepustkę, którą wyrobił sobie Hitam rok temu, przeliczyli całą grupę, a dopiero potem pozwolono im wejść do środka.
Kai miał wrażenie, że coś się zmieniło, ale nie był pewien co. Ulice były szersze? Wilków mniej? A może więcej?
– Jest czyściej, czyż nie? – zapytał Hitam, który najwyraźniej zwolnił kroku, byleby się zrównać z Kai'm.
– Co? Tak, tak. Faktycznie czyściej – odpowiedział, badając wzrokiem ścianę najbliższego budynku i brukowaną ulicę. Hitam miał absolutną rację.
– I wilków więcej. Wyglądają dużo schludniej niż rok temu, jeśli mówimy o tej części miasta – mówił dalej Hitam, a Kai zgodnie mu potakiwał. Naprawdę zrobił się tak stary, że nie pamięta takich rzeczy? Hitam dostrzegał to jak zupełną oczywistość.
– Chyba się poprawiło.
– Też mi się tak wydaje – Hitam skinął głową.
– Nie wiem jak ty, ale chciałbym porozmawiać z Elvinem – dodał Kai – Rok temu sprawiał wrażenie, jakby zamotał się w jakieś... złe znajomości. A takich tutaj nie brakuje...
– Nie powiedziałbym – odpowiedział po chwili namysłu Hitam – Chyba przytrafiło mu się coś złego. Wszędzie chodziła z nim ta wadera o białym futrze. Wyglądała, jakby była jego prywatnym ochroniarzem, tyle że...
– Była na to zbyt schludna?
– Tak.
Kai się zamyślił. Nie dostali jednoznacznej odpowiedzi od Elvina, kim była dla niego owa wadera. Wiedzieli tylko, że Cess bywała o nią zazdrosna. Pomimo tego chciała nadal się spotykać z Elvinem, zatem nie była to jego żona. Nie zerwał związku z Cess. Ponadto biała wadera wiedziała o tym, że Elvin coś czuł do Cess...
– Zjadłbym dobrą surówkę – powiedział nagle Hitam.
– A ja stek. I do tego piwo.
– Piwo? Niee... Ja bym wolał napar z ziół.
Kai potrząsnął głową.
– Masz dziwny gust, Hitamie.
– Jak na wilka – możliwe. Jak na magicznego wilka zmieniającego się w człowieka – niekoniecznie.
– Zastanawiam się, kiedy nasza relacja tak drastycznie się zmieniła. Jeszcze kilka lat temu nie uwierzyłbym nikomu, kto by mi powiedział, że dam się kiedyś obrażać Alfie.
Hitam wybuchnął śmiechem, na co Kai mlasnął z dezaprobatą. W duchu jednak również się śmiał.
Po upływie około kwadransu skręcili do karczmy Elvina. Czy się zmieniła? Owszem. Sprawiała wrażenie większej. Szczególnie pierwsze piętro już z pewnej odległości wydało się Kai'emu znacznie bardziej rozlazłe. Po wejści do środka, natychmiast uderzyły ich znajome zapachy – smażonego boczku, gęstego piwa i tuczonych ziemniaków. Stolików było jakby więcej, a ściany z drewnianych zmieniły się w murowane. Drugie piętro było wciąż drewniane, jak zaobserwował Kai jeszcze stojąc na dworze.
Za ladą kręcił się ten sam wilk, co rok temu. Nazywali go Cody. Miał rudawe futro i niezwykle znużony wzrok. Był niemal wzrostu Dana, który jako pierwszy pognał do lady.
– Hej, spokojnie, muszę nas najpierw zakwaterować – powiedział Hitam, kładąc łapę na ramieniu Dante. Niebieski basior zdjął swoje łapy z lady i wycofał się o kilka kroków.
– Aż taki głodny jesteś, staruszku? – zażartował Kai, podchodząc bliżej.
– No a jak! – parsknął Dan – A ty nie?
– Nie aż tak, żeby się pchać przed Hitamem – śmiał się dalej Kai. Wtedy do jego uszu dobiegło pytanie, które sam chciał za chwilę zadać Cody'emu:
– Nie ma Elvina?
– Nie – Cody pokręcił głową – Powinien wrócić niebawem.
– A to ciekawe... – mruknął do siebie Kai.
– Co jest? – Dan przekręcił głowę w bok.
– Nic, nic. Po prostu... Chciałem porozmawiać z Elvinem. Jak widać nic się nie zmieniło od zeszłego roku. Wiecznie go nie ma...
– Zakochałeś się, czy co? – zapytał nieco ironicznie Dan. W jego oczach lśnił jednak ból. Prawdopodobnie na wspomnienie Janey. Kai w ramach próby dodania mu otuchy klepnął go w ramię.
– Kręcą mnie tylko wadery, więc jest cały twój.
Dan z otwartym pyskiem zastanawiał się chwilę, co mu odpowiedzieć.
– Homoseksualizm nie jest już zabroniony – wtrącił jakiś dziecięcy głos. Kai odrobinę zagubiony obejrzał się dookoła, ale nikogo nie zauważył.
– Wiesz może kto...? – zaczął Kai, ale nim dokończył, Dan skinął głową w kierunku lady. Kai był jednak zbyt niski, by za nią spojrzeć.
– Mógłbyś się pokazać, kolego?
Zza lady wychylił się pysk basiorka o ciemnym futrze i wrednie błyszczących, ciemnych ślepiach.
– Stażysta? – zażartował Kai.
– Pełnoprawny pracownik z pensją razy dwa.
Kai zaskoczony uniósł brwi. Pomylił go z wyjątkowo niską waderą...?
– Nim się zakochasz, uprzedzam że nie lecę na staruchów. Jeśli nie przeszkadza ci friendzone, to w porządku.
– Przepraszam, że w trakim razie nazwałem panią "kolegą"... – zaczął Kai, ale wilk zaczął się śmiać. Znowu zniknął za ladą. Kai wymienił spojrzenia z Danem. Czekali chwilę, ale wadera nie odpowiadała. Po ruchu kotary Kai domyślił się, że straciła zainteresowanie ich towarzystwem.
– Wiesz... – zaczął Dan powoli – Mam wrażenie, że to był jednak chłopiec.
– Och – powiedział jakby do siebie Kai. Obserwował kotarę, ale ani drgnęła. Nieznajomy (lub nieznajoma) chyba nie miał zamiaru wracać.
Wtedy Cody zwrócił się do Dana tak nagle, że ten aż podskoczył. Nawet nie zauważył, że przed chwilą z kimś rozmawiali.
– Masz pierwszy pokój od schodów – powiedział Hitam, który najwyraźniej już skończył kwaterowanie stada.
– Tym razem wszyscy się pomieściliśmy w karczmie Elvina...? – zapytał Kai.
– Tak. Tym razem tak. Nawet zostało nam sporo funduszy na wszelki wypadek...
– Z zeszłego roku?
– Tak... – odparł Hitam. Wyglądał na rozkojarzonego.
– Coś się stało?
– Nie. Po prostu zastanawiam się jak się miewa Suzi... Chciałbym ją odwiedzić, ale nawet nie wiem gdzie musiałbym to zgłosić.
– Chyba jest jakiś urząd w pobliżu więzienia... Może tam zapytaj? Powinni wiedzieć, co w takiej sytuacji zrobić i gdzie to zgłosić.
– Tak, w sumie racja... – Hitam westchnął. Po wyrazie pyska Kai poznawał, że wciąż to go dręczyło.
– To co, zakwaterujemy się i lecimy na obiad?
– Tak, chyba tak.
– Dostaniesz swoje zielsko.
– Daj spokój z tym zielskiem – Hitam parsknął, stawiając pierwszy krok na schodach prowadzących na górę.
– No co? Nie znam drugiego wilka, który by tak jadał.

<C.D.N.>

Zdobyto: 104 czerwonych⎹ 62 pomarańczowych⎹ 108 zielonych⎹ 84 niebieskich⎹ 68 granatowych⎹ 48 fioletowych⎹ 20 różowych odłamków


>> Następna część >>