wtorek, 2 czerwca 2020

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 2

Exan zamyślił się.
– Wydaje mi się, ze chodzi o szpik. Że trzeba przeciąć kość na pół.
Infinite mu potaknął.
– Kto chce przecinać?
Zapadła głucha cisza. Exan po chwili westchnął z poirytowaniem.
– Dobra. Dzidziusie się boją, więc ja to zrobię.
Theo parsknął z podobną irytacją co brat, na co Exan zmierzył go wzrokiem. Theo udając, że tego nie zauważył, odwrócił głowę i zaczął wlepiać wzrok w zbliżającą się Nikaellę. W pysku dzierżyła dwa wysłużone garnuszki z ciemnego metalu.
– Kto przyniesie wodę? – zapytał jakby od niechcenia Infinite – Może Verker?
Basiorek się zgodził. Wziął od Nikaelli garnuszek, po czym skierował ku brzegowi oceanu. Podczas gdy Exan zaczął skrobać w kości za pomocą scyzoryka, Theo tym razem wlepił wzrok w Mortiego i Eternę.
– Masz jakiś problem? – bąknęła Eterna.
– Nie, tak tylko... Słyszałem, że się trochę kłócicie – oświadczył, nadal niezrażenie patrząc na waderę. Eterna w odpowiedzi dumnie uniosła podbródek.
– Bzdury. Kłócę się tylko z tą całą... Yngvi. Powinna znać swoje miejsce.
– Jasne... – powiedział cicho Theo, po czym obrócił głowę w stronę Verkera. Mrużył ślepia, wypatrując jego powrotu.
Naida zaś położyła się na piasku i przerzucała z łapy do łapy jakiś kamyczek. Od czasu do czasu zerkała na Exana. Poza tym była (wyjątkowo) cicho.
– Ostatnio tata dał mi odtwarzacz kaset – powiedział Morti, przerywając niezręczne milczenie.
– Co to kaset? – zainteresowała się Naida.
– Kaseta to taki czarny prostokąt, który odtwarza muzykę jak włożysz do odtwarzacza. Gdy założysz słuchawki to słychać – mówił z nagłym ożywieniem w głosie. Eterna zniesmaczona zauważyła, że radośnie zamiatał ogonem piasek.
– Pokażesz? – zapytała z błyskiem w oku Naida.
– Też bym chętnie zobaczyła – oświadczyła wymownie Eterna.
– Mogę wam obu pokazać – powiedział wesoło Morti – To naprawdę fajne. Śpiewają tam na przykład szeri szeri lejdi...
– Co to znaczy? To jakiś elficki język? – Naida przekręciła w bok głowę.
– Tata mówi, że angielski – wtrącił Exan.
– I co to znaczy? – drążyła Naida z ekscytacją w głosie.
– Nie wiem. Nie interesowałem się tym – Exan wzruszył ramionami. Akurat udało mu się rozłupać na dwie części kość. Triumfalnie uniósł obie cząstki nad głowę.
– I co? Udało mi się.
– Mogę zapytać tatę następnym razem – powiedział wciąż wesoło Morti – Też jestem ciekawy co to znaczy.
– Zaśpiewasz? – zaproponowała Eterna. Akurat przytruchtał do nich Verker, który wyglądał na poważnie zdezorientowanego. Zresztą cóż się dziwić – ominęło go pół konwersacji. Postanowił garnuszek pełen wody pod łapy Exana, który już zmienił postać na wilczą.
– Ktoś musi iść po gałęzie na opał, a nie rozwalacie się na piasku i śpiewacie – powiedział ironicznie Exan – Kto idzie?
– Naida – ucięła Eterna.
– Czemu akurat Naida? – zainteresował się Exan.
– Bo ja lubię pomagać – wtrąciła Naida.
– Chcesz się jej po prostu pozbyć, prawda? – naciskał Exan.
– I może iść z nią Infinite – odparła Eterna.
Wzrok Exana przeniósł się na wciąż siedzącego między nią a Mortim Infinite, a dopiero potem na nią.
– Naprawdę myślisz, że tego nie widać, że chcesz być bliżej Mortiego?
– Każdy ma szansę na swoje miłostki. Poza tym Infinite i Naida jeszcze nic nie robili...
– Nie naskakuj tak na nią – wtrącił Verker, podczas gdy Exan już otworzył pyszczek aby coś powiedzieć.
– Właśnie! Przecież mogę iść pozbierać gałęzie – wykrzyknęła Naida. Infinite za to nie wyglądał na równie zachwyconego co ona.
– Niech będzie. Ten jeden raz – westchnął, wstając na równe łapy – Może po drodze spotkam Isę.
– Twoją ukochaną – zaśmiała się Naida.
– Tak. Nie mogę bez niej żyć – odpowiedział pół żartem, pół serio.
Eterna odprowadziła ich wzrokiem z niemałą satysfakcją, a następnie przysunęła się do Mortiego. Kiedy ich ramiona się zetknęły, aż przeszedł ją przyjemny dreszczyk.
Po chwili poczuła na sobie spojrzenia reszty swojej drużyny. Patrzyli na nią z drobnym zniesmaczeniem. Szczególnie wyraźnie było to widać po wyrazie pyska Exana.
– Coś nie tak? – zapytała ponuro Eterna.

<C.D.N.>

Zdobyto: 17 czerwonych⎹ 9 pomarańczowych⎹ 12 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 20 granatowych⎹ 5 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 2


Lipiec 2025 r.
Wyprostowana i najeżona z emocji rzuciłam schwytaną rybę na ziemię, węsząc za jakąś reakcją szczeniaków, a zwłaszcza tego Emeralda. Ku mojemu głębokiemu oburzeniu (któraś z opiekunek tak kiedyś powiedziała) tylko Chase zwrócił na mnie jakąkolwiek uwagę:
- Brawo. - rzucił gładko - Teraz spróbuj tutaj.
Tyle trudu i n i k t się nie przejął?! Przecież ta ryba była prawie większa ode mnie! Sami by takiej nie złapali, i to za pierwszym razem! A już na pewno nie ten cały mądrala Emerald!
Rozchlapując wszędzie wodę ("Uważaj, bo ryby spłoszysz!"? Zaraz to ciebie spłoszę!), zajęłam miejsce jak najdalej od innych szczeniaków. Długo nic do mnie nie podpływało i znowu zaczęło robić mi się zimno. Musiało minąć naprawdę dużo czasu, bo prawie przeszła mi złość i podeszła do mnie Yngvi. Była mała, trochę jak ja - jej kroki w wodzie były słabiej wyczuwalne niż te reszty szczeniaków.
- Ile już złapałaś? - zapytała.
- Tylko tamtą. Tamtą co przyniosłam wcześniej - odparłam smętnie.
- Trochę ciszej. - pouczyła mnie, sama też obniżając głos. - Yuki mówiła, że ryby można bardzo łatwo wystraszyć.
- Kiedy tak mówiła? - nie spodobało mi się, że muszę posłuchać waderki, ale miała rację - czego oczywiście nigdy bym nie przyznała.
- Parę lekcji temu.
- A ty ile teraz złowiłaś? - spytałam ze strachem.
- Tamten stosik - odparła zadowolona.
- Jaki stosik?
Zamilkła, nie rozumiejąc, po czym szybko się zreflektowała:
- Kilka ryb. I jedna taka wielka, że sobie nie wyobrażasz!
- Też bym tak chciała. - zwiesiłam pysk tak, że woda zaczęła leciutko falować od mojego oddechu i pluskać mnie w nos.
- Spokojnie, kiedyś też tak będziesz umieć - zapewniła Yngvi. - Jeśli chcesz to mogę ci teraz pomóc.
Razem udało nam się złowić jeszcze kilka ryb. Okazało się, że to całkiem fajne jak już się nauczy. Jest nawet sposób na to, by woda nie wpływała do nosa - przy zanurzeniu wystarczy wypuścić nim trochę powietrza. Na sam koniec razem z resztą grupy przenieśliśmy swoje zdobycze na jeden, wielki, łuskowaty stos koło drugiego, nie tak wielkiego łuskowatego stosu. Od wszystkich poza Yuki, która zaczęła podliczać łupy, na kilometr czuć było rybą.
- Mamy więcej - stwierdził z dumą Chase, na co jakaś wadera z drugiej grupy, fuknęła wściekle.
- Chciałbyś - warknęła, jak się okazało, Nikaella. - Wy macie po prostu duże. U nas jest ich ze sto!
- My mamy większe i więcej! - stwierdziłam. - Ty po prostu nie umiesz liczyć!
- Ja nie umiem? - sapnęła. - A właśnie, że ty nie umiesz!
- Ja? Ja umiem! Tylko teraz mi się nie chce - prychnęłam. Ona nie musi wiedzieć, że wcale nie. Tak czy siak na pewno nauczę się szybciej!
- Kłamiesz - kłapnęła szczęką.
- Chcia-ła-byś.
- No chyba ty!
- A właśnie, że ty!
- Cisza - syknęła Yuki. - Osiemnaście do szesnastu dla waszej grupy.
Zakręciłam się niespokojnie, próbując zgadnąć kogo nauczycielka miała na myśli. Nikaella fuknęła gniewnie, ktoś od nas, Emerald, brat Yngvi albo Chase, zamruczał z satysfakcją. Poczułam jak mój pyszczek sam z siebie troszkę się rozciąga i zaczyna zabawnie szczerzyć zęby. Czyli... Wygraliśmy?
- I co? Nie umiesz liczyć - uniosłam z dumą łebek.
Nikaella prychnęła jak wściekły kot, że jej też się nie chciało i że jestem głupia, ale mi za to już nie chciało się jej słuchać.

***

- A ty ile złowiłaś? - spytała Leah.
Potężna kropla spadła z palmy i rozprysnęła się na czubku mojej głowy. Zarzuciłam głową, żeby pozbyć się jej pozostałości ze swojej grzywki. Deszcz przestał padać jakiś czas temu, a ciepłe słońce powoli suszyło piasek. Drobne, drażniące ziarenka zaplątywały mi się w futrze i nie pozwalały skupić. Musiałam chwilę pomyśleć nad tym pytaniem.
- Przecież ja nie umiem liczyć - parsknęłam w końcu. - Tylko nigdy nie mów o tym innym szczeniakom! Obiecasz?
- No dobrze. Hm... - zastanowiła się. - Narysuj na piasku kreski. Każda kreska będzie oznaczać jedną rybę.
Bokiem łapy (za nic nie chciałam tych paskudnych drobin między opuszkami) nabazgrałam w piachu parę grubych krech, przypominając sobie każdą rybę, która miotała mi się tego dnia w pyszczku.
- To będzie cztery - powiedziała powoli, jakby dawno nie wypowiadała tego słowa.
- To dużo? - trzepnęłam ogonem z nadzieją.
- No pewnie! Na pewno nie łowiłaś pierwszy raz, musiałaś trenować też sama. - mruknęła zaczepnie, przygładzając mi futerko na grzbiecie krótkim liźnięciem.
- Nie, to był pierwszy! Pierwszy!
- Hm... Nie wierzę ci.
- No ale to jest najprawdziwsza prawda! - pacnęłam Leah łapą.
- Niech ci będzie. - odpowiedziała trąceniem nosa tak silnym, że przetoczyłam się na grzbiet ze śmiechem. - Obyś poradziła sobie równie dobrze z innymi lekcjami.
- To będzie trudne - jęknęłam. - Już teraz jestem zmęczona.
Roześmiała się tylko, jakbym powiedziała coś niemądrego.

<C.D.N.>

Uwagi: Nikaella jest z natury nieśmiała i chciałaby zostać lekarzem/pielęgniarką (nie jestem pewna). Chyba nawet tego nie ma w formularzu, więc nie martw się. Miej to po prostu na uwadze w przyszłości ^^.

Zdobyto: 14 czerwonych⎹ 12 pomarańczowych⎹ 20 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 21 granatowych⎹ 19 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Od Yngvi "Zazdrość" cz. 7 (cd. Eterna)

Wpatrywałam się w zgrabne i porażające szybkie ruchy jakiegoś basiora i młodej wilczycy o ładnym różowo-fioletowym futerku. Widziałam ją już kilkukrotnie, lecz ani razu z nią nie rozmawiałam. W nieznajomej było coś przerażającego, czego nie umiałam określić. Jedno było jednak pewne - samo spojrzenie srebrnych oczu waderki mroziło krew w żyłach. 
Jak przez mgłę przypomniałam sobie, że dzisiaj też już się spotkałyśmy. Nie zwróciłam wtedy szczególnej uwagi na jej postać, zbyt zajęta chęcią pomocy panu Kai'emu. Teraz, kiedy patrzyłam jak z zaangażowaniem atakuje innego wilka, myśli na jej temat wróciły. Wyglądała jakby naprawdę chciała coś zrobić swojemu przeciwnikowi. Może powinnam to komuś powiedzieć? Moje łapki zadrżały, jednak nie wychyliłam zza palmy. Nieznajoma upadła, a wilk nachylił się nad nią. Przekrzywiłam główkę, próbując dosłyszeć, o czym rozmawiali. Nie udało mi się.
Kiedy basior odszedł, zgrabnie wyminęłam pień i doskoczyłam do waderki. Chciałam z nią porozmawiać i pogodzić się. Życie było prostsze, kiedy miało się przyjaciół. Rodzice cały czas powtarzali to mnie i Yvarowi, a moje doświadczenie wielokrotnie przyznało im rację. Poza tym lubiłam być lubiana.
Stanęłam nad nią. Różowawa grzywka opadała na oczy w taki sposób, że nie byłam pewna, czy nie są zamknięte. Jej ciało lekko zmieniało swoją objętość w rytm oddechów.
- Hejka. Co robisz? Śpisz?
Wilczyca zerwała się z miejsca. Z rozbawieniem patrzyłam jak podskakuje. Myślałam, że za moment potknie się o własne łapy, jednak to nie nastąpiło. Trochę szkoda.
Po pokazie siły i agresji, moje obawy względem niej jeszcze bardziej wzrosły. Miałam jednak szczery zamiar je zignorować. Nie mogłam przecież obawiać się własnej (może) przyjaciółki!
Uniosłam łapkę i zrobiłam nią kółeczko w powietrzu.
- Halo, halo?
- Czego chcesz? - warknęła wilczyca.
Przekrzywiłam ponownie główkę. Czemu była taka zła?
- Poznać się. Jak masz na imię?
Nie odpowiedziała. Mierzyła mnie jedynie groźnym spojrzeniem srebrnych oczu. Skojarzyły mi się z gwiazdami, na co zwróciłam jej uwagę. Wilczyca zmrużyła je w wąskie szparki.
- Nie, nie. Kiedy je tak mrużysz, nie wyglądasz już ładnie. Poza tym spróbuj się wyspać. Masz straszne wory pod oczami - powiedziałam, uśmiechając się. - Może gdybyś się wysypiała, nie byłabyś zawsze tak ponura... - dodałam po chwili.
- Nie jestem ponura.
- Jesteś. Zawsze jak cię widzę, to się tak krzywisz.
Zrobiłam najbardziej ponurą minę, jaką tylko potrafiłam. Kąciki ust zabolały od nienaturalnego grymasu, ale nie zwróciłam na to uwagi. Jeszcze przez moment robiłam głupie miny, by w końcu roześmiać się.
- Nie krzywię się - zaprzeczyła wilczyca przez zaciśnięte zęby. To chyba ten widok sprawił, że zrezygnowałam z dalszych kłótni.
- Może i nie. - Wzruszyłam ramionami. - To jak masz na imię?
- Co cię to interesuje?
- Chcę się z tobą zaprzyjaźnić.
Starsza waderka parsknęła śmiechem, ale nie wyglądała na rozbawioną. Ten sposób śmiania przypominał mi ciocię Yuki. Na jej pyszczku widniał uśmiech, jednak - podobnie jak u nauczycielki polowań - w oczach czaiła się groźba. Zignorowałam ją tak samo, jak robiłam to na lekcjach.
- Mam dość. Idę stąd - burknęła i faktycznie od razu ruszyła w jakimś kierunku. Szła dziwnie chybotając się na boki. Może gdyby upadła i pomogłabym jej wstać, nie byłaby do mnie tak wrogo nastawiona?
- Nie idź, czekaj! - zawołałam, ale ona nie zatrzymała się. Musiałam za nią pobiec, co  nie okazało się takie proste; miała dłuższe łapy, więc musiałam ruszać swoimi znacznie szybciej niż ona. To było niesprawiedliwe. - Czemu mnie nie lubisz? - zapytałam, kiedy się z nią zrównałam.
Wilczyca nawet nie obróciła pyszczka w moją stronę.
- Jesteś ładna i chyba mądra. Dlaczego nie chcesz się ze mną przyjaźnić? - W mój głos wdarła się jakaś rozpaczliwa nuta. Było mi smutno, że mnie ignorowała. Lubiłam, kiedy wilki zwracały na mnie uwagę!
- Szukasz ładnych i mądrych koleżanek? - spytała, a do mnie wróciła nadzieja. Chociaż się odezwała! Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Znaczy... Tak jakby. Nie wiedziałam, co właściwie miało znaczyć to pytanie.
- No... Moje koleżanki są takie - powiedziałam niepewna, czy o to jej chodziło.
Nieznajoma ponownie parsknęła i wydłużyła krok, a ja wraz z nią. Nie mogłam pozwolić, żeby mnie zostawiła! Chciałam się tylko z nią zaprzyjaźnić! Czemu to było tak trudne?
W końcu wilczyca przystanęła i zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem.
- Odczep się ode mnie - warknęła.
Przekrzywiłam łebek. Ona chyba naprawdę mnie nie lubiła. Przypomniało mi się, że osoby, które się nie lubią są swoimi wrogami. Nigdy nie chciałam ich mieć, ale wszystko wskazywało, że w jakiś dziwny sposób jednego zyskałam. Mimo wszystko wolałam zapytać. Nadal miałam nadzieję, że się myliłam.
- Czy jesteśmy wrogami?
- Tak. Największymi.
- Aha - Opuściłam uszy. - I nie chcesz się ze mną przyjaźnić?
- Nie.
Zrobiłam smutną minkę. Moje oczy zapiekły, ale zdołałam powstrzymać łzy. Nie rozumiałam tego. Tak bardzo się starałam, a ona i tak mnie nie lubiła! Dlaczego?
Odwróciłam się. Skoro i tak byłyśmy wrogami, dalsza rozmowa nie miała chyba sensu... Już miałam odejść, kiedy przyszło mi do głowy jedno bardzo ważne pytanie. Nie mogłam sobie pójść bez zadania go.
- A co właściwie robią wrogowie?
Musiałam wiedzieć, co właściwie mam robić. Unikać jej wzroku, ignorować ją i prychać, kiedy ją widzę? Potrzebowałam odpowiedzi!
- Nienawidzą się.
Otworzyłam szerzej oczy. Nienawiść była zła! Nie można było nikogo nienawidzić. To prowadziło do strasznych rzeczy, a ja nie chciałam, żeby kogokolwiek spotkało coś okropnego. Nawet ją.
- Nie chcę cię nienawidzić... Mogę cię nie lubić - zaproponowałam.
- Po prostu trzymaj się z daleka ode mnie! - krzyknęła już całkiem rozzłoszczona. Skuliłam się pod naporem jej spojrzenia. - I od Mortimera!
Teraz to ona mnie też zdenerwowała. Nie znałyśmy się, a ona mnie nie lubiła, bo tak. Zostałyśmy wrogami pomimo moich prób nawiązania przyjaźni. A teraz... A teraz kazała zostawić mi w spokoju Mortiego. Co ją to w ogóle obchodziło, że z nim rozmawiam? Wolał MNIE, a nie ją. I nic dziwnego. Nie była taka ładna, jak myślałam, a za to wredna. Bardzo wredna.
Otworzyłam pyszczek, jednak przerwał mi krzyk Kaiju:
- Vi! Co ty tam robisz? Zaraz zacznie się lekcja. Czekamy już tylko na ciebie.
Spojrzałam w stronę, z której nadszedł jego głos. Basiorek machał ponaglająco łapą, a obok niego stał Yvar. Kawałek dalej Morgan i Eunice rozmawiali cicho, co jakiś czas patrząc w moją stronę. Gdyby to była inna lekcja, zignorowałabym ich wołania, ale to były sztuki kreatywne! Musiałam biec, a tym samym natychmiast skończyć rozmowę ze starszą waderą.
- Ciebie mogę zostawić w spokoju, ale Mortiego nie. Zrobię to dopiero, kiedy sam mi to powie! - stwierdziłam wojowniczo i nie czekając na jej reakcję, pobiegłam do przyjaciół najszybciej jak potrafiłam.
Miałam wrażenie, że dopiero teraz naprawdę ją zirytowałam, ale już mnie to nie obchodziło. Była okropna i zasługiwała na to!
- Przepraszam za spóźnienie, proszę pana! - powiedziałam, siadając z rozmachem na piasku. - Co będziemy dzisiaj robić?
Pan Dernet skinął mi na powitanie głową.
- Jak już mówiłem, dzisiaj mam w planach konkurs na najładniejszy zamek z piasku. Niektórzy z was pewnie już kiedyś budowali - Spojrzał na mnie, Yvara, Eunice, Kaiju i Morgana. Byliśmy najstarsi w całej naszej grupie. - jednak chciałbym, żebyście nie budowali takiego samego. Wymyślcie nowe projekty. Wszyscy wykażcie się kreatywnością. Jakieś pytania?
Yvar podniósł łapkę. Nauczyciel ruchem łapy udzielił mu głosu.
- Proszę pana, a możemy pracować w grupach?
- Wolałbym, żeby każdy z was stworzył własny zamek - przyznał basior.
Mój brat ponuro skinął głową. Położyłam łapkę na jego barku (znowu urósł, więc było to znacznie trudniejsze, niż sądziłam!), próbując go pocieszyć. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się krzywo.
- Może innym razem, Yv - mruknęłam, chociaż w rzeczywistości odpowiedź nauczyciela trochę mnie ucieszyła. Nie lubiłam z nim pracować na sztukach kreatywnych. Basiorek wykazywał całkowity brak poczucia estetyki i zwykle jedynie mi przytakiwał, kiedy coś proponowałam. To było strasznie nudne!
- A co jest nagrodą? - wtrącił Gwidon.
W odpowiedzi pan Dernet podniósł coś z piasku. Podeszłam bliżej, żeby dostrzec śliczną, mieniącą się na wszystkie kolory tęczy, perłę. Wyglądała bajecznie i na dodatek wisiała w powietrzu! Z mojego pyszczka wyrwało się westchnięcie zachwytu. Nauczyciel odłożył ją na piasek i pochwycił z ziemi lewitujący kieł.
- Zwycięzca może wybrać sobie jeden z tych naszyjników.
- Ale tak na zawsze? - spytałam, patrząc w miejsce, gdzie zniknęła perła.
Basior skinął głową. Spojrzałam na swoich kolegów z grupy. Kilku z nich wyglądało na znacznie bardziej zmotywowanych niż wcześniej.
- Jeszcze jakieś pytania? Nie? To do dzieła.
Posłusznie zabraliśmy się do tego pracy. Biegałam jak poparzona, wyszukując najładniejszych muszelek, drobnych patyczków i kamyczków. Przy skraju dżungli udało mi się znaleźć pustego kokosa, z którego chciałam zrobić foremkę. Był tam też liść oraz trochę przygnieciony kwiatek o bladoróżowych płatkach. Jego kolor przypomniał mi sierść tamtej wilczycy. Przez chwilę chciałam go z tego powodu zostawić, ale to byłaby głupota. Kwiatek pomimo koloru był zbyt ładny, żeby tak po prostu udać, że go nie widziałam.
Poza tym znalazłam też dwa kawałki tego błyszczącego złotopomarańczowego kamyka. Miał jakąś swoją nazwę, ale zapomniałam jaką. Nie miało to jednak znaczenia - był śliczny i po prostu musiałam wykorzystać go w swoim zamku!
Kiedy znalazłam wszystko, co mogłoby się w jakiś sposób przydać, usiadłam na piasku. Obok mnie pracował Kaiju. Ściany zamku basiorka były sypkie i nieustannie opadały oraz się szczerbiły. Było mi go na tyle żal, że postanowiłam dać mu świetną radę. Szturchnęłam go w łapkę.
- Spróbuj użyć tego ciemnego piachu - Wskazałam go łapą. - Yvar nazywa go wilgotnym czy jakoś tak. Ściany z niego są cięższe i bardziej wytrzymałe.
- Dzięki - Kaiju uśmiechnął się. - Vi, o czym rozmawiałaś z Elanor?
Odwróciłam wzrok od swojego zamku i spojrzałam na niego zaskoczona.
- Z kim?
- Elanor - powtórzył samiec. - Tą fioletowo-różową wilczycą.
- Aha... A więc tak ma na imię... - mruknęłam pod nosem. Kaiju uniósł brwi. - A o niczym szczególnym. Tylko zostałyśmy wrogami.
- Co?
- Noo... Chciałam się z nią zaprzyjaźnić, ale teraz jest moim największy wrogiem - wyjaśniłam krótko. - Co powinnam robić oprócz nielubienia lub nienawidzenia jej?
Kaiju przekrzywił głowę. Dopiero teraz zauważyłam, że jego łapka w którymś momencie zamarła w powietrzu tuż obok muszelki, którą wcześniej wklepywał w ścianę. 
- Nie wchodzić jej w drogę. Elanor jest strasznie dziwna.
- O, ona też o tym mówiła! - zawołałam radośnie. Kilka szczeniaków spojrzało w moją stronę z zainteresowaniem, ale szybko odwrócili głowy. Moje zadowolenie zniknęło w chwili, kiedy przypomniałam sobie o tym, co jeszcze kazała mi zrobić... - Mortiego też mam zostawić w spokoju...
- Mortiego?
Skinęłam głową i opuściłam uszy.
- Ale ona nie może mi zakazać rozmowy z nim, prawda? Morti może sam decydować o sobie! A ja lubię z nim rozmawiać!
Kaiju położył łapkę na moim grzbiecie i pogłaskał go. To było miłe uczucie. Lubiłam, kiedy Kaiju mnie dotykał. Był ładny, ale nie aż tak jak Morti.
- Masz rację - przyznał. - Lepiej zabierzmy się do pracy.
Skinęłam głową i zaczęłam tworzyć swoją budowlę. Jednak po mojej głowie ciągle chodziła Elanor i Morti. W którymś momencie usłyszałam głos starszego basiorka. Spojrzałam w tamtą stronę. Rozmawiał ze swoimi braćmi, a gdzieś zanim stał mój największy wróg. Parsknęłam śmiechem, widząc jak czai się, żeby z nim porozmawiać. Była ż a ł o s n a. 

<Eterna? Goń mnie, goń ;*>

Zdobyto: 160 czerwonych⎹ 101 pomarańczowych⎹ 73 zielonych⎹ 74 niebieskich⎹ 155 granatowych⎹ 158 fioletowych⎹ 22 różowych odłamków

>> Następna część >>

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 1

Maj 2026 r.
Eterna nie lubiła lekcji prowadzonych przez Asgrima. Ilekroć na niego patrzyła, miała wrażenie że dzieliła ich olbrzymia przepaść intelektualna. Asgrim przez większość czasu zachowywał się jak szczeniak, który usiłuje sprawiać wrażenie bycia dużo starszym, niż jest faktycznie. Innymi słowy - Asgrim mentalnie mógł mieć nie więcej, niż rok. Patrząc na niego nie myślała o niczym innym, jak tylko co pod jego czaszką się znajduje. Fistaszek czy ziarnko grochu? Chętnie by to sprawdziła, lecz był to czyn "niemoralny". Eterna nienawidziła granic moralności i niemoralności. I tak ostatecznie mało kto miał ochotę się ich trzymać.
– Dzisiaj zajmiemy się wywarami z korzeni paproci!
– Tutaj nie ma paproci – stwierdziła nieco znużonym głosem Eterna.
– Tak, racja... – basior wydął wargi – W takim razie pomówimy o wywarach z kości żółwi.
Eterna skrzywiła się nieznacznie. Siedzącej nieopodal Naidzie i Sino wymsknęło się synchroniczne "fuj". W ostatnim czasie z jakiegoś powodu się zaprzyjaźniły. Znowu. Eternie nawet nie chciało się już zastanawiać, ile kryzysów ta przyjaźń miała. Pewnie co najmniej trzy w tygodniu.
– Czy wiecie co się robi z wywarów z kości żółwi?
– Nic? – mruknęła do siebie Isa. Basior przechwycił ten komentarz.
– I tutaj się mylisz, droga panno. Wywar z kości żółwia niekiedy stanowi substytut pewnych substancji w trakcie warzenia eliksirów. Zazwyczaj można go wykorzystać zamiast soku z lian. Mają zbliżone właściwości. Co prawda wówczas eliksir może smakować całkiem inaczej, lecz zachowa swoje magiczne zdolności.
Eternie przeszło przez myśl, że irytuje ją w Asie chyba wszystko. Włącznie z głosem. Modliła się w duchu o to, żeby któregoś dnia doszło do zastępstwa. Co prawda był to ostatni miesiąc jej edukacji szkolnej, ale i tak ledwo mogła wytrzymać.
– Czy pamiętacie, do czego wykorzystuje się sok z lian?
– Do maści znieczulającej – oznajmiła Nikaella. Asgrim jej potaknął.
– Jak zwykle bezbłędnie, Nika.
Waderka uśmiechnęła się dumnie.
– Przypomnijcie mi teraz, jak robi się wywary.
– Należy ponacinać to, z czego chcemy zrobić wywar, żeby puściło soki, po czym zagotować we wodzie – wyrecytował niczym z pamięci Chase.
– Świetnie. Zdolnych mam uczniów – Asgrim uśmiechnął się z satysfakcją – Wiecie kto ma garnuszki do podgrzewania?
– Lekarze – odpowiedziała Nikaella.
– Dobrze. Czy mogłabyś iść po dwa garnuszki? I jedną kość żółwia.
Pokiwała głową i odeszła. Asgrim skupił swoją uwagę na reszcie grupy.
– Z czego można jeszcze robić wywary?
– Z ziół? – odpowiedziała ostrożnie Sinope.
– Dobrze. Podzielę was na dwie grupy – starszą i młodszą. Starsza zajmie się gotowaniem kości, a młodsza ziół.
Asgrim wszedł w środek grupy i zaczął dzielić szczeniaki. Eterna trafiła do grupy starszej, razem z Verkerem, Infinite, Naidą, Exanem, Theo i – co najważniejsze – Mortim. Nie była szczególnie zadowolona z obecności Infinite i Naidy, ale umiała to wszystko wytrzymać na rzecz odrobiny kontaktu z Mortim. Isa w międzyczasie się piekliła, że nie jest w grupie z Infinite, ale Asgrim ignorował jej prośby o zmianę grupy. Jego koślawy uśmieszek zasugerował Eternie, że Isa zwyczajnie nie nadaje się do starszej grupy.
Eterna już w trakcie tych kłótni usiadła możliwie jak najbliżej Mortiego. Basiorek nie był szczególnie zadowolony z tego faktu, ale nie protestował. Eternie aż serce fiknęło koziołka. Co jeśli zmienił zdanie na jej temat i miała u niego szanse?
– Ci się znowu migdalą – westchnął ironicznie Exan.
– Może byłaby z nich udana para...? – zasugerował nieśmiało Verker.
– Wątpię – wywrócił oczami Exan – Już teraz mam ich dosyć.
Morti uśmiechnął się nieśmiało i odsunął kawałek od Eterny. Postanowiła ponownie usiąść obok, ale tym razem wepchnął się między nich Infinite.
– Moi drodzy, musimy się skupić na pracy. Nika zaraz przyniesie nam garnuszki, a my musimy opracować plan działania – oświadczył Infinite.
– Plan? A co ty chcesz planować? – zapytał nieco ironicznie Exan.
– Kto co ma robić. Gdzie nacinamy kość. Pan Asgrim nam tego nie powiedział, więc musimy sami odgadnąć. Pamiętacie coś z zeszłych lekcji?

<C.D.N.>

Zdobyto: 5 czerwonych⎹ 30 pomarańczowych⎹ 11 zielonych⎹ 12 niebieskich⎹ 1 granatowych⎹ 20 fioletowych⎹ 4 różowych odłamków

ZAPOZNANIE, CZERWIEC 2020 + 300 postów

Tak dla przypomnienia - aby otrzymać bonus, należy napisać op. do osoby wskazanej przez strzałkę.
Za op. należy się bonus + 3 pkt. do wszystkich umiejętności i + 1 pkt. do mocy (liczy się tylko za pierwsze op., ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kontynuować serię dalej. Ba! To jest nawet wskazane). Temat na op. jest absolutnie dowolny.
Aby zaliczyć op. do tej oto "promocji", wystarczy napisać pod skończonym op. "ZAPOZNANIE, CZERWIEC 2020". :)
  1. Kai → Yvar
  2. Dante →  Asgrim
  3. Navri → Yngvi
  4. Torance → Navri
  5. Leah → Ismanise
  6. Lind → Gwidon
  7. Joel → Naida
  8. Magnus → Lind
  9. Asgrim → Sinope
  10. Eterna → Exan
  11. Mortimer → Leah
  12. Exan → Mortimer
  13. Ismanise → Torance
  14. Sinope → Magnus
  15. Gwidon → Morgan
  16. Erastus → Silenthaar
  17. Morgan → Gavriel
  18. Naida → Joel
  19. Yvar → Erastus
  20. Yngvi → Kai
  21. Sileenthar → Dante
  22. Infernum → Eterna
  23. Gavriel → Asgrim

Gratuluję!
Osiągnęliśmy próg 300 opowiadań na nowym blogu! W nagrodę wszyscy członkowie otrzymają dodatkowe 30 pkt. doświadczenia.

Życzę miłego dnia, dużo weny i te sprawy
Administratorka bloga
Navri/Kai/Joel/Hitam/Mortimer/Eterna/Dante/Sinope/Ismanise/Gwidon/Erastus