poniedziałek, 22 czerwca 2020

Od Naidy „Mistrzowie kuchni” cz. 8


Maj 2026 r.
Sino pożegnała się z przyjaciółmi i rzucając im znaczące spojrzenia, udała się w tylko jej znanym kierunku. Naida była prawie pewna, że przechodząc obok niej, waderka wymamrotała coś o dobrym całowaniu się.
– No to zostaliśmy sami – stwierdził Theo, gdy tylko Sino zniknęła im z oczu.
– Mhm... – Naida spojrzała na niego niepewnie. – To co robimy?
– Idziemy na randkę.
– Teraz? Nawet nie zdążyłam się uczesać i umyć!
– Przecież ty chyba nigdy się nie czeszesz, prawda? – bardziej stwierdził, niż zapytał.
Naida spojrzała na swoje potargane futerko. Rzeczywiście, rzadko kiedy zdarzało jej się uczesać. Jakoś nigdy nie myślała, aby taka czynność miała się jej na coś przydać, jednak teraz poczuła wstyd na myśl, że zawsze wygląda tak, jakby dopiero co spadła z drzewa.
– To tylko strata czasu... Ale na randce każdy powinien wyglądać ładnie.
– Ale po co? Ja lubię, jak wyglądasz tak jak teraz!
– Mówisz tak tylko dlatego, że nie chcesz mnie urazić! – stwierdziła.
– Mówię tak, bo lubię, gdy jesteś sobą, a nie uczesaną i ładną – zaczął się tłumaczyć.
Naida spojrzała na niego uważnie. Ze zdziwieniem zauważyła, że basiorek wygląda na spiętego. Szturchnęła go lekko łapą i uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. Nie chciała, aby ten miły basiorek stresował się z jej powodu.
– To jakie mamy plany? Idziemy gdzieś?
Theo spojrzał na nią z błyskiem w oku. Naida zaśmiała się na ten widok i mimowolnie zaczęła merdać ogonem. Była ciekawa, co zamierzał zrobić. Może zabierze ją na jakiś romantyczny spacer w świetle gwiazd? Waderka spojrzała w niebo i przymrużyła oczy w słońcu. O gwiazdy będzie teraz ciężko, więc musieliby strasznie długo czekać.
– Nie jesteś głodna?
Wadera spojrzała na niego zaciekawiona. Basiorek ruszył w stronę morza, a Naida podążyła za nim bez słowa. Dotarli w końcu do samego brzegu i waderka poczuła się lekko zagubiona. Nie była pewna, o co chodziło Theo z jedzeniem. Nie widziała tu nic, co nadawałoby się do spożycia. Spojrzała na wodę i na samą myśl, że basiorek będzie jej kazał zapolować na jakieś ryby, poczuła straszne zmęczenie.
– Będziemy coś łapać? – jęknęła.
– Nie musisz się bać. Nie będziemy nic łowić – zaśmiał się.
– W takim razie co tu robimy?
Theo nie odpowiedział. Szedł powoli wzdłuż brzegu, mamrocząc coś cicho pod nosem. Spoglądał co chwilę na pobliskie palmy i z niezadowoleniem kręcił głową. Naida podeszła do niego, starając się rozszyfrować jego słowa.
– Nie... Ta też nie... Za krzywa... A ta...?
– Na co patrzysz? – zapytała lekko zniecierpliwiona.
– Jak pobiegłem po te liście... Nie ta też nie... Więc, jak je zbierałem, to wpadłem na pewien pomysł. Zapytałem Mortiego, czy nie chciałby czegoś dla mnie zrobić – Theo zatrzymał się nagle, spojrzał na kolejne drzewo i z niezadowoleniem ponownie ruszył przed siebie. – Zgodził się, ale w zamian mam mu oddać jedną z moich koszulek. Jak na złość, jedną z tych ładniejszych! Mam nadzieję, że nie będzie na niego pasować i mi ją zwróci...
Naida spojrzała na niego zdziwiona. Prawie zapomniała, że Theo umie zmieniać się w człowieka. Jednak nadal nie rozumiała, o co może mu chodzić.
– Jest! – zawołał radośnie.
– Co jest?
– Ta palma – wskazał łapą palmę, która praktycznie identyczna, co reszta miniętych przez nich drzew. – Kazałem Mortiemu zakopać tu potrzebne rzeczy. Będą oznaczone dużym znakiem x...
Naida zaczęła rozglądać się po plaży, szukając jakichś znaków. W pewnym momencie dostrzegła narysowany niezdarnie „X”, który znajdował przy samym brzegu. Waderka zaśmiała się radośnie i podskoczyła podekscytowana.
– Jest! – pisnęła.
Theo podbiegł do niej i zaczął kopać. Naida chciała mu pomóc, ale łapy nadal bolały ją od siedzenia na drzewie. Obserwowała więc tylko, jak basiorek z zaangażowaniem przekopuje plażę i wyciąga z piasku jakiś pakunek. Waderka przyjrzała się uważnie wykopanemu przez Theo przedmiotowi. Pakunek zrobiony był z jakiegoś materiału i miał wielkość porównywalną do jej głowy.
– Co to?
– Zaraz się dowiesz!
Naida oglądała z zainteresowaniem, jak Theo starannie otwierał zawiniątko i ostrożnie rozkładał wszystko na plaży. Nim się obejrzała, leżał przed nią rozłożony koc z ułożonymi na nim dwoma rybami. Naida patrzyła na to z zachwytem.
– Podoba ci się? – zapytał niepewnie basiorek.
– Jest wspaniałe! Postarałeś się!
Theo wyglądał, jakby miał zaraz skakać z radości. Usiadł wygodnie na kocyku i poklepał miejsce obok, dając Naidzie znak, aby do niego dołączyła. Waderka wskoczyła na miękki materiał i przymknęła oczy, wsłuchując się w odgłosy fal.
– Wiedziałem, że lubisz wodę, więc wybrałem miejsce blisko brzegu...
Naida milczała, skupiając się na jego słowach. To było bardzo miłe z jego strony. Poczuła ciepło na sercu, myśląc o tym, jak bardzo starał się, aby ta randka była udana. Zastanawiała się, dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi. Zrobiło jej się głupio, że przez tak długi czas nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo ten basiorek starał się jej przypodobać. W czasie, gdy ona latała za Mortim z nadzieją na coś więcej, on stał z boku i cierpliwie czekał.
– Zjemy? – przerwał ciszę Theo.
– Tak, jasne!
Przysunęli do siebie leżące na kocu ryby i rozpoczęli swoją małą ucztę. Theo zerkał na waderkę co jakiś czas, jakby chciał się upewnić czy aby na pewno jej smakuje. Naida przeżuwała jednak z zadowoleniem i rozkoszowała się ciszą i spokojem panującym wokół. Wydawało jej się, że Theo specjalnie wybrał miejsce mniej uczęszczane przez watahę. Nie narzekała jednak, ponieważ taka cisza była miłą odmianą.
– Byłeś już kiedyś na randce? – zapytała z ciekawości.
– Nie. To mój pierwszy raz... A ty? Byłaś już na jakiejś?
– Nie przypominam sobie. Jakoś chyba nikt nigdy mnie na żadną nie zaprosił.
– Ja ciebie zaprosiłem! – przypomniał Theo.
– Fakt. Zaprosiłeś mnie jako pierwszy!
– I mam nadzieję, że nie żałujesz, że się zgodziłaś...
Naida spojrzała na basiorka z uśmiechem. Załatwił dla niej przepyszne jedzenie, miękki kocyk, ciszę i szum fal. Czego mogła chcieć więcej? Dokończyła swoją rybę i nie do końca będąc pewną, jak basiorek zareaguje na taki gest, oparła głowę na jego ramieniu. Theo spiął się trochę, niepewien co się właśnie dzieje. Spojrzał na waderkę kątem oka i wstrzymał oddech. Dopiero po chwili przypomniał sobie, jak oddychać i rozluźnił się nieco, spoglądając na horyzont.
– Ładnie tu – stwierdziła po chwili wadera. – Musimy częściej to robić.
– Cz-częściej?
– Tak, przyjemnie tu i jedzenie dobre. Nawet ta cisza jest dziwnie uspokajająca, chociaż zazwyczaj wolę jak coś się dzieje.
Theo zaśmiał się i spojrzał na nią rozbawiony. Naida nie widziała w swojej wypowiedzi nic śmiesznego, jednak słysząc jego wesoły śmiech, sama także zaczęła się cicho śmiać. Siedzieli tak jeszcze przez dłuższy czas, rozmawiając na najróżniejsze tematy. Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, kiedy udało im się sprzątnąć cały bałagan jaki zostawili. Naidę zasmuciła informacja, że nie mogą zostać na dłużej. Z początku wcale nie chciała wracać, jednak gdy Theo zaczął jej wypominać, że dorośli będą ich szukać, niechętnie zgodziła się na powrót. Szli przy samym brzegu, obserwując fale, które co jakiś czas dosięgały ich łap. Piszczeli wtedy jednocześnie, czując przeszywający ich chłód. Słońce świeciło coraz słabiej, więc woda stawała się coraz zimniejsza. Byli już niedaleko watahy, gdy Theo zatrzymał się i wpatrzył uważnie w fale.
– O co chodzi? – zapytała zaciekawiona waderka.
– Poczekaj tu, chyba coś widzę...
Basiorek wszedł powoli do wody. Trząsł się, gdy woda dosięgła mu do brzucha, jednak zaciskał zęby i w ciszy szukał zauważonego wcześniej przedmiotu. Naida rzuciła niesiony przez nią koc i pobiegła do niego. Pisnęła, gdy jedna z większych fal zamoczyła jej futerko.
– Czego szukamy?
– Widziałem tu małże i pomyślałem... Może byłaby tam perła?
Naida kiwnęła głową ze zrozumieniem i zaczęła szukać jakiś gładkich kształtów na tle piasku. Było to dość trudne, ponieważ woda była teraz znaczne ciemniejsza niż po południu. Kilka razy wydawało się jej, że znalazła poszukiwany przedmiot, jednak za każdym razem okazywało się, że był to tylko zwykły kamień. W pewnym momencie usłyszała triumfalny okrzyk.
– Znalazłem! – zawołał Theo i pobiegł na brzeg.
Naida ruszyła za nim cała podekscytowana. Usiadła naprzeciwko basiorka i obserwowała, jak ten ze skupieniem otwiera małże. Nie widziała, co było w środku, jednak gdy tylko Theo wyszczerzył się do niej zadowolony, wiedziała już, że znaleźli perłę. Basiorek wyciągnął ją ostrożnie i położył przed Naidą.
– To dla ciebie! Abyś już zawsze pamiętała o tej randce.
Waderka spojrzała na prezent z niedowierzaniem. Perła była idealnie gładka i błyszcząca. Wyglądała na coś delikatnego, choć przecież była bardzo twarda.
– Dziękuję – wymamrotała ze wzruszeniem.
– Naida...?
– Tak?
– My teraz ze sobą chodzimy? – Theo wyglądał na lekko zawstydzonego.
Naida zaśmiała się i spojrzała ponownie na perłę. Theo był dla niej taki dobry i romantyczny. Dlaczego miałaby się nie zgodzić? Nie było sensu uganiać się za Mortim, zresztą, chyba już jej przeszła ta cała wielka miłość do tego basiorka. Przy Theo czuła się bezpiecznie i jakby spokojniej niż przy kimkolwiek innym. Z nim nie musiała się o nic kłócić i zawsze mogła liczyć na jego pomoc.
– Na to wygląda – zaśmiała się. – Wracajmy do watahy. Pewnie już nas szukają!

Uwagi: brak.

Zdobyto: 107 czerwonych⎹ 43 pomarańczowych⎹ 87 zielonych⎹ 65 niebieskich⎹ 100 granatowych⎹ 76 fioletowych⎹ 37 różowych odłamków

niedziela, 21 czerwca 2020

Od Ismanise "Zapomnieli o mnie" cz. 3

Lipiec 2026 r.
– Może reszta ma coś do dodania? Pytania, cokolwiek? – Gerrant zwrócił się do reszty szczeniaków.
– Co z materią? – zapytała Isa. Mimo wszystko chciała mieć dobrą ocenę na koniec, więc musiała choć udawać zainteresowanie.
– Dobre pytanie. Pewnie pytasz, bo twoja mama taki ma... – Zrobił pauzę na zebranie ponownie kartek na kupkę – Co do materii też jest wiele możliwości. Jeśli mówimy o zdolnościach magicznych pani Navri, sądzę że byłyby one defensywne. Jest w stanie niwelować obrażenia, teleportować się, a także zmieniać pewne obiekty. Znam jednak sytuacje, kiedy materia bywała bardziej kurująca niż defensywna. Być może Navri nie zna jeszcze pełni możliwości lub zwyczajnie nie czuła potrzeby testowania swoich zdolności bardziej, ale nie wątpię, że prawdopodobnie mogłaby też leczyć...
Isa zmarszczyła brwi.
– Czyli to by pozbawiło nas potrzeby posiadania lekarzy...?
– Kto wie – Gerrant wzruszył ramionami.
Kilka szczeniaków wyglądało na oburzonych. Isa dość obcesowo uśmiechnęła się do siebie.
– Nie chcielibyście tego? – Gerrant zwrócił się do szczeniąt.
– Ja... chciałabym być lekarką – powiedziała cichutko Nikaella. Isa aż zacmokała. Na jej szczęście Gerrant tego nie usłyszał.
– Rozumiem. Z powołaniem się nie walczy – Gerrant poklepał ją po głowie. W Isie aż coś się skręciło. Też chciałaby być tak wspierana. Z tym, że... nadal nie wiedziała co chciałaby robić. Nie czuła się powołana do niczego.
– Jak poznać swoje przeznaczenie? – zapytała Isa. Gerrant się zastanowił.
– Sądzę, że każdy ma coś, co kocha robić. Wystarczy, że pójdziesz w tym kierunku.
Isa zmrużyła oczy. Nie była usatysfakcjonowana.
– Co jeśli ja nic takiego nie mam?
– Musisz w takim razie szukać. Możemy spróbować ci w tym pomóc.
– My?
– Nauczyciele.
Isa parsknęła cichym śmiechem. Jasny basiorek i Nikaella aż opuścili uszy.
– Wątpię.
– Jeśli się zastanowisz nad tym i jednak będziesz potrzebować, pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć. Damy z siebie wszystko, abyś poznała swoją pasję.
Isa wywróciła oczami.
– Po prostu niech pan już wraca do lekcji.
Gerrant odchrząknął. Nadal zerkał na Isę, ale (ku jej zadowoleniu) darował sobie rzucanie jakimikolwiek komentarzami pod jej adresem.
 – Kto z was już poznał swój żywioł?
Isa w tamtym momencie pożałowała, że nie było tam Infinite. Mógłby rozpocząć swój wykład na temat jego zdolności... Ku jej własnemu zdumieniu, uświadomiła sobie, że trochę za nim tęskni. Nie mogła namówić ani jego, ani jego rodziców na podróż do Białego Królestwa. Czasem miała wrażenie, że Infinite był na nią zbyt grzeczny...
– A ty, Ismanise?
Isa otrząsnęła się jak z transu. Popatrzyła to na Gerranta, to na losowego szczeniaka. Jej wzrok błagał o pomoc.
– Pytałem, czy poznałaś swoją moc.
– Ja? – Zaśmiała się nerwowo – Nie. Czemu miałabym?
Gerrant wyglądał na zasmuconego.
– No dobrze. Szkoda. W takim razie życzę, żebyś szybko ją poznała.
Isa zmarszczyła brwi. Czemu miałoby to być coś złego?
Wtedy zauważyła, że basiorek o jasnym futerku bardzo intensywnie się w nią wpatrywał.

<C.D.N.>

Zdobyto: 15 czerwonych⎹ 13 pomarańczowych⎹ 22 zielonych⎹ 7 niebieskich⎹ 29 granatowych⎹ 2 fioletowych⎹ 9 różowych odłamków

Od Lind „Los zawsze daje szansę” cz. 7


Luty 2024
Zacisnęłam powieki. Nie usłyszałam kolejnych kroków. Odmieniec nie wszedł do izby; mój niemy nakaz został spełniony. Czemu wcześniej było to dla niego takie trudne?! Znów usłyszałam nerwowe pulsowanie własnej krwi.
Spróbowałam uciec myślami od tego, co miało miejsce w pokoju obok, ale nie umiałam. Mój umysł uporczywie przypominał mi o winie Strażnika Wichury; przypominał, iż ten konkretny odmieniec odebrał mojej opiekunce szczenię! Jedyne szczenię!
Byłam podwójnie wściekła przez to, że nikt nie dzielił moich poglądów w zaistniałej sytuacji. Babcia wyraziła się jasno; nie mamy prawa go karać. Więc Zasady Strażników usprawiedliwiają wszystko? To ma nam wystarczyć?!
Słowo "Strażnik" dotychczas kojarzyło mi się pozytywnie; z wiernym towarzyszem podróży. Teraz jednak oznaczało ono kogoś niebezpiecznego i okrutnego. Westchnęłam ciężko. Ta myśl naprawdę mnie bolała. To jakby mój towarzysz... przestał być moim towarzyszem. Stał się... kim on się dla mnie stał? Jak to w ogóle możliwe, że zabiorę stąd kogoś innego, niż tu sprowadziłam?
Wkrótce wróciła Haslaye, żeby zagotować nad ogniem kolejną porcję wody. Widać potrzebowała jej więcej do tego, czym się teraz zajmowała. Wilczyca poprosiła mnie, żebym zrobiła jej trochę miejsca przy kominku, ale nic poza tym. Nie próbowała nawiązać dłuższej rozmowy; obie wiedziałyśmy, że nie mamy wspólnych tematów. Nie mogłabym też dyskutować z nią o tym, co zaszło. Z jej zachowania wywnioskowałam, że nie chciała mieszać się w nasze sprawy.
Wilczyca wróciła do swoich zajęć w innym pomieszczeniu. Natomiast ja spróbowałam skupić całą uwagę na tańczącym w kominku ogniu. Liczyłam, że to pozwoli mi chociaż odrobinę się uspokoić. Ta strategia podziałała. Z upływem czasu moje serce zwolniło, oddech również. Zdołałam też rozgonić wicher, który wcześniej nieświadomie sprowadziłam. Żal i wściekłość nie odchodziły, ale przynajmniej przestały mną targać.
Dokończyłam rumianek. Wtedy ponownie usłyszałam kroki odmieńca. Jeszcze raz nakazałam mu w myślach pozostanie z dala ode mnie. Teraz już nie posłuchał. Głośniejsze skrzypnięcie desek pod łapami Strażnika świadczyło, że stanął już w izbie. Zacisnęłam zęby; nie odwracałam się od kominka. Tymczasem odmieniec przycupnął tuż obok mnie.
– Pierzasta?
Nie odpowiadałam; jedynie czekałam, aż odejdzie. To nie nastąpiło. Wkrótce Strażnik Wichury znów się odezwał:
– Coś nie tak?
– Pytałeś mnie już o to dziś. – warknęłam.
– Wcześniej. Widzę, że stan rzeczy się zmienił od tamtej pory.
– Zostaw mnie w spokoju.
Odmieniec westchnął.
– Pierzasta... Każdego, kto wszedł do tamtej komnaty, traktowałem tak samo. Nawet ciebie.
– Nie próbuj się usprawiedliwiać – warknęłam.
– Nie próbuję. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie – wymamrotał. – Ja tylko... nie chcę, żebyś myślała o mnie inaczej.
– Czemu niby cię obchodzi, co ja myślę? Nie będę tobą o tym rozmawiać. – Odsunęłam się od niego.
Odmieniec na chwilę zamilkł. Uderzył parę razy nerwowo pazurami w podłogę.
– Właśnie nie chcę, żebyś przestała ze mną rozmawiać. Mam ciebie tylko jedną, Pierzasta.
Podniosłam uszy, następnie odwróciłam pyszczek w jego stronę. Odgarnęłam grzywkę, żeby lepiej widzieć mojego towarzysza. Wszystko wskazywało na to, że mówił szczerze.
Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że nie będzie mi łatwo otrząsnąć się po tym wszystkim. Nie wiem, czy zdołam tak po prostu zapomnieć to, o czym dziś rozmawialiśmy. Ale przecież... to nadal Ting. Nie mógł stać się kimś innym przez tę jedną wymianę zdań...
Ogień już przygasał, więc dorzuciłam do niego leżący nieopodal kawałek drewna. Z paleniska buchnęła fala gorąca. Przysłoniłam pysk i odsunęłam się nieco od kominka. Zauważyłam, że pozostawiona tu przez Haslaye woda zaczęła bulgotać. Wtedy wspomniana wilczyca wróciła do izby. Zdjęła z ognia naczynie z wrzątkiem, i postawiła na podłodze. Strażnik Wichury uważnie śledził każdy jej ruch. Wadera nie potrafiła tego zignorować, więc zwróciła się do odmieńca:
– Ty też chcesz coś do picia?
– A co jest w tym garnku? – spytał mój towarzysz, przyglądając się parującej cieczy.
– Tylko gorąca woda.
Wtedy, ku zaskoczeniu Haslaye, odmieniec nachylił się nad naczyniem i wypił połowę (podkreślam; wrzącej) zawartości. Kiedy skończył, wyprostował się i oznajmił:
– Całkiem dobra.
Nigdy w życiu nie widziałam Haslaye z taką miną. Mimo wszystko, ta sytuacja sprawiła, że się uśmiechnęłam.
Jednak Ting pozostał moim Tingiem.
Wtedy w mojej głowie powstało inne pytanie: kiedy się nim stał? Kiedy został kimś więcej, niż tylko Strażnikiem Wichury? A raczej... jak i dlaczego? Dlaczego pozostała dwójka nadal nie wychodzi ze swoich ról?
Wtem spostrzegłam, że Ting nie miał ze sobą plecaka. Zostawił wszystkie manatki w drugim pokoju; wliczając w to Wichurę Płomieni.

<C.D.N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 21 czerwonych⎹ 1 pomarańczowych⎹ 14 zielonych⎹ 26 niebieskich⎹ 13 granatowych⎹ 23 fioletowych⎹ 2 różowych odłamków

sobota, 20 czerwca 2020

Od Ismanise "Zapomnieli o mnie" cz. 2

Lipiec 2026 r.
Kilka szczeniaków na tę wiadomość radośnie pomerdała ogonem. Isa zaś oparła głowę o łapy. Nie chciało się jej siedzieć na tej lekcji. Liczyła na coś bardziej interesującego, niż to. Czuła się, jakby wybrał taki temat z uwagi na młodsze szczeniaki. Ona zaś, pomimo, że nigdy się tego nie uczyła, prawdopodobnie mogłaby podzielić żywioły na jakieś podgrupy. Z nazwami byłoby jej trudniej, ale mogłaby zawsze wymyślić własne.
– Możemy podzielić żywioły na podstawowe i nietypowe. Podstawowymi i za razem najpopularniejszymi są żywioły wody, ognia, ziemi i powietrza. Nietypowe to wszystkie inne. Ten podział jednak nie jest do końca precyzyjny. Wymyślił go mag nazywany Tihamem. Żył bardzo dawno temu, pewnie jeszcze przed powstaniem Białego Królestwa, więc nie sądzę, aby ów podział miał wiele sensu. Od tamtej pory sporo się zmieniło w kwestii żywiołów. Wtedy jeszcze dbano o czystość krwi, a obecne tak zwane "krzyżówki" pozwoliły nam na posiadanie większej ilości żywiołów, a także powstanie nowych – Gerrant przysunął bliżej szczeniaków dwie z trzymanych przez niego kartek – Wobec tego obecny główny podział to żywioły bojowe, defensywne oraz kurujące.
Nad stołem zapanowało milczenie. Wszyscy patrzyli na świstki papieru. W dusznym powietrzu w karczmie nadal unosiły się aromaty jedzenia i piwa. Jedyne co słyszeli, to pijackie rozmowy i śmiechy goszczących tam wilków. Ktoś coś rozlał, ktoś coś krzyknął. Isa zastrzygła uchem. Wszystko wydawało się ciekawsze, niż lekcja Gerranta. Mimo, że całkiem go ostatnio polubiła.
– Co widzicie na obrazkach?
– Kolory reprezentujące wymienione przez pana żywioły! Coś pod spodem jest napisane, ale nie umiem czytać... – powiedział Chase.
– Wiem – Gerrant uśmiechnął się – Dlatego wam je pokazuję. Żebyście nie mieli podpowiedzi.
Jakiś szczeniak położył głowę na stole. Zmrużył ciemne oczy i zaczął się wpatrywać w kartkę.
– To przykłady żywiołów pasujących do danej grupy – powiedział.
Gerrant wzdrygnął się.
– Możesz nie przeszkadzać nam w lekcji?
– Dobrze, już dobrze – zaśmiał się basior. Miał ciemne futro. Isa była niemal pewna, że już go gdzieś widziała.
– Zapamiętam to sobie i pożałujecie – powiedział pogodnie. Oddalił się od stolika. Isa odprowadziła go wzrokiem, unosząc wysoko brwi. Czyli nie należał do ich watahy?
– Udajmy, że tego nie słyszeliście – Gerrant westchnął – Co byście wymienili do danej grupy?
– Bojowe to na pewnoo... – wtrącił jasny basiorek, którego wysłano wcześniej po Isę. – Ogień. Lód.
– Zgadza się – Gerrant potaknął – Do tego szkło, światło... Wszystko, co może zranić. Aczkolwiek co do ostatniego jest sporo wątpliwości, więc nie bierzcie mnie na słowo. Wszystko zależy od interpretacji. Co powiecie o defensywnych?
– A co to znaczy? – wtrącił jakiś szczeniak o ponurym spojrzeniu.
– Obronne.
– No to chyba powietrze – zaczął jasny basiorek z pytaniem w oczach. Gerrant skinął głową. Wtedy kontynuował z zapałem: – Może też być ziemia i iluzja.
– Zgadza się. Co powiecie o kurujących?
– Woda i umysł!
– Doskonale – Gerrant pochwalił basiorka. Reszta uczniów słuchała albo w skupieniu, albo z rozchylonymi ustami, albo zupełnie nie słuchała, zbyt przejęta obserwowaniem ścian i plączących się po karczmie gości.

<C.D.N.>

Zdobyto: 16 czerwonych⎹ 11 pomarańczowych⎹ 11 zielonych⎹ 27 niebieskich⎹ 0 granatowych⎹ 5 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 6


Listopad 2025 r.
Następnego dnia pierwszą lekcją było wyjątkowo nudne polowanie. Zrobiliśmy obchód po niemal całej długości plaży, by po kolei omówić punkty w których najczęściej pojawia się określona zwierzyna. Niby wszystko w ramach powtórzenia, ale no błagam, polowanie mieliśmy co drugi dzień! Jeśli ktoś tego wszystkiego nie pamiętał, to chyba nie było go na połowie lekcji!
Kolejnymi zajęciami miały być sztuki kreatywne. Z tym większym zadowoleniem przywitałam zakończenie pierwszej lekcji (nawet pokazałam Yuki język, ale tak, żeby nie widziała). Zanim jednak udałam się na miejsce zbiórki, odnalazłam swoją opiekunkę, by potowarzyszyć jej przy posiłku. Gdy polowanie wypadało jako pierwsze zazwyczaj zostawałam z innymi szczeniakami, bo i tak posiliłam się tym co udało mi się złapać, ale tym razem nie było tego tak dużo jak zwykle, ba - w zasadzie nic. Jedynego kraba zagarnął Morgan, nikt jednak nie miał mu tego za złe, bo sam go schwytał.
Znalazłam Leah na skraju dżungli, w cieniu palm. Jeszcze mnie nie zauważyła, co natychmiast wykorzystałam. Podeszłam do niej cicho, odczekałam chwilę i odbiłam się ze wszystkich czterech łap. Opadałam na jej bok z warczeniem i zaczęłam szarpać jej ucho tak jak wtedy gdy byłam bardzo małym szczeniakiem. Niemal podskoczyła, a jej grube futro, w którym moje łapki wręcz się zapadały, natychmiast się zjeżyło.
- Mam cię! - roześmiałam się, opadając na trawę.
- Wystraszyłaś mnie. - rzuciła z wyrzutem, ale wyczułam, że się rozluźnia i już wygładza sierść. - Nie masz teraz lekcji? Tylko mi nie mów, że będę musiała robić ci wstyd, odprowadzając cię z wagarów.
- Nie, no pewnie że nie! - wzdrygnęłam się na samą myśl. - Jestem głodna. Dzisiaj na polowaniu robiliśmy obchód i prawie nic nie złapaliśmy.
- No to jedz, ale szybko - podsunęła mi trochę żółwiego mięsa. - A potem zmykaj na lekcję.
Skrzywiłam się, bo nie przepadałam za przesadnie słodkim żółwiem. Przeżułam szybko parę najbardziej atrakcyjnych kęsów. Nie najadłam się co prawda, ale stanowczo odmówiłam dalszej katorgi i ruszyłam dobrze znaną sobie ścieżką na zajęcia ze sztuk kreatywnych.
Tym razem dotarłam jako jedna z pierwszych i miałam trochę czasu by pogadać z innymi szczeniakami. Dowiedziałam się też kto dorwał żółwią skorupę:
- Kaiju - ziewnęła Yngvi. - Potem miał straszny problem z przymocowaniem do niej membrany. Pewnie była za twarda by ją przebić.
- Pewnie tak. - odparłam, przypominając sobie własną złość, gdy mi to nie wychodziło. - Może to nawet lepiej było jej nie dostać.
- Może. Ale wyszła mu tak pięknie! Już zaczął ją ozdabiać.
Gdy na lekcję dotarli już wszyscy, pan Dernet polecił nam kontynuować ozdabianie bębnów. Kilkoro z nas, włącznie ze mną, pobiegło dalej szukać ozdób, ale większość pozostała na miejscu by kontynuować rozpoczętą już pracę. Nie chciałam skończyć ostatnia, więc postanowiłam znaleźć tylko parę potrzebnych rzeczy i natychmiast zająć się pracą. Byle się nie zagalopować. Zaczęłam iść wzdłuż brzegu z nosem przy ziemi. W planach miałam znaleźć kilka piór różnej wielkości, pokryć bęben farbką i odcisnąć je w niej. Niepokoił mnie trochę fakt, że wzory mogą się z czasem pokruszyć, ale nie miałam lepszego pomysłu.
Przyjemna morska bryza owiewała moje futro, niosąc ze sobą zapachy lotnych ptaków. Nie łudziłam się, że byłabym w stanie jakiegoś schwytać, po prostu rozglądałam się za jakimś upuszczonym piórkiem. Tym bardziej nie byłam w stanie uwierzyć w swoje niewyobrażalne szczęście (no i oczywiście trochę umiejętności), gdy krótki powiew uderzył w mój nos bardzo świeżym i bardzo bliskim tropem. Mewa spokojnie dreptała po piasku ledwie kilkanaście metrów dalej i chyba tylko jej zuchwalstwo (te bestie prawie nie bały się wilków!) jeszcze powstrzymywało ją od ucieczki. Bo zauważyła mnie na pewno. Ani trochę nie starałam się być cicho.
Instynktownie przypadłam do ziemi tak jak uczyła nas pani Yuki, chociaż w okolicy nie było nic za czym mogłam się schować. Delikatne stąpnięcia ustały, ale ptak jeszcze nie odleciał. Zaczęłam gorączkowo zastanawiać się, co powinnam teraz zrobić. Nagły ruch musiał ją zaniepokoić, bo rozłożyła skrzydła z cichym szmerem. Parę chwil dzieliło ją od odlotu, a mnie od utraty swojej szansy na darmowe pióra.
Odbiłam się od ziemi w tym samym momencie w którym moja zdobycz załopotała skrzydłami. Pacnęłam ją przednimi łapami tak, żeby znowu uderzyła o ziemię. Wrzeszcząc jak demon z najgłębszych czeluści piekieł próbowała mi umknąć, ale zamknęłam jej drogę do nieba własnym ciałem. Nie chciałam jej zabijać, bo nawet lubiłam mewy z tymi ich dziwnymi krzykami, tyle że ona nie chciała oddać mi ani jednego piórka!
Mewa zaczęła nagle uderzać mnie skrzydłami po pysku. Odsunęłam się z parsknięciem i to był mój błąd - natychmiast wystartowała z prędkością pocisku! Zdesperowana przypuściłam jeszcze jeden atak, tym razem chwytając ptaka zębami. A ona znowu zaczęła bić skrzydłami! Warcząc gardłowo, szarpnęłam łbem i chcąc nie chcąc puściłam oszalałą latającą bestię. Gdy tylko poczuła wolność, popędziła ile sił na roztrzepotanych skrzydłach, zostawiając mnie samą z pyszczkiem pełnym pierza.
Byłam z siebie dumna do momentu drogi powrotnej gdy zaczęłam kichać, za każdym razem upuszczając parę piórek. Z niewyobrażalną ulgą wyplułam je koło swojego bębna, kichnęłam jeszcze parę razy, aż zakręciło mi się w głowie i podreptałam do pana Derneta, by poprosić go o farbki. Całe to szukanie ozdób totalnie mnie wykończyło i chciałam załatwić sprawę jak najszybciej.
- Skąd aż tyle piór, Silee? Dorwałaś jakąś mewę? - powiedział nauczyciel wesoło, gdy podeszłam bliżej.
- Tak. Są strasznie wredne. Chciałam tylko kilka piórek, a ona zachowywała się tak jakbym próbowała ją zamordować. No to musiałam jej wyrwać - narzekałam.
Pan Dernet zamilkł jakby coś go zdziwiło, więc przeszłam do sedna:
- Czy mogę dostać parę farbek? Chcę pomalować bęben i odcisnąć w farbkach te pióra.
Basior odchrząknął.
- Tak, tak. Tak, no pewnie - w jego głosie pobrzmiewała nuta niepewności, podobna do tej, która czasem pojawia się w głosie Leah, gdy o coś ją pytam. - Jakie chcesz kolory?
Przez chwilę się namyślałam. Bęben wydawał mi się co prawda absurdalnym instrumentem, ale to jednak instrument, a muzyka jest fajna. A to prowadzi do jednego wniosku!
- Wesołe - odparłam w końcu.
- Dobrze. No to może... Żółty, jasnoróżowy... i zielony. Jestem niemal całkiem pewien, że są wesołe i że będą ładnie razem wyglądać.
- Dalej nie rozumiem o co chodzi z tym jasnym i ciemnym - mruknęłam na wpół do siebie. - I pan też uważa, że żółty jest wesoły?
- Tak. A co, nie lubisz go?
- Piasek jest żółty, a nie jest ani trochę wesoły. Ale może być - nagle wpadłam na coś jeszcze. - O, i jeszcze ten zły kolor! Ta mewa mnie zdenerwowała!
- Czarny?
- Nie, ale nazywał się jakoś podobnie...
- Czerwony?
- Tak!
- Dobrze - wyczułam uśmiech w głosie nauczyciela. - Za chwilę je przyniosę. Żółty, jasnoróżowy, zielony i czerwony.
Gdy dostałam farbki, praca poszła już gładko. Łapki co prawda lepiły mi się tak, że musiałam uważać by nie posklejać ze sobą piór, ale efekt był naprawdę fajny. Bardziej niż samo granie na instrumencie - dźwięk jaki z siebie wydobywał był o wiele mniej imponujący niż większości pozostałych bębnów - podobało mi się przejeżdżanie opuszkami raz za razem po skomplikowanych wzorach.
Po krótkim namyśle zostawiłam niby-instrument panu Dernetowi, dla młodszych szczeniaków. Na przyszłość. Może im się bardziej spodoba. Zabrałam ze sobą za to pióra mewy, teraz kolorowe i pozlepiane. Z jakiegoś powodu podobał mi się fakt, że dla innych wilków mogą być ładne.
A dla mnie to dalej będą tylko piórka.

<C.D.N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 30 czerwonych⎹ 34 pomarańczowych⎹ 69 zielonych⎹ 41 niebieskich⎹ 39 granatowych⎹ 59 fioletowych⎹ 13 różowych odłamków