środa, 3 czerwca 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić" cz. 8

Przebrałem niecierpliwie łapkami. Wprost nie mogłem się doczekać! Jednak wszystko wskazywało, że pani Adorze się tak nie spieszyło. Przekrzywiła delikatnie głowę w bok i nieznacznie otworzyła pyszczek. Jej brwi były zmarszczone. Pewnie myślała, jaką właściwie minę powinna zrobić najpierw.
Czekałem grzecznie, nie chcąc znowu jej irytować pytaniami. Poza tym chyba nie powinien rozpraszać nauczyciela - i ogólnie kogokolwiek - który myśli jak wytłumaczyć nam pewną rzecz. Wpatrywałem się w dorosłą wilczycę, a cisza przeciągała się coraz bardziej i bardziej...
- Zamyślenie - powiedziała w końcu Nikaella.
Pani Adora skinęła poważnie głową.
- Dobrze. Po czym poznałaś?
Patrzyłem zaskoczony to na jedną waderę, to na drugą. Minęła chwila nim uświadomiłem sobie, że Nikaella znowu mnie ubiegła z odpowiedzią. I to poprawną!
- Nie wiedziałem, że już zaczęliśmy - mruknąłem pod nosem bardzo z siebie niezadowolony. Chciałem być lepszy, ale Nikaella była chyba aż zbyt mądra. Zrobiłem smutną minkę.
- Musisz być bardziej czujny - powiedziała beznamiętnie Adora. Przytaknąłem nadal wyjątkowo ponuro, ale pani straciła już mną zainteresowanie. Wzrok wlepiała w córkę, oczekując odpowiedzi.
- Zmarszczone brwi, nieruchomy wzrok i przekrzywienie głowy - wyrecytowała na jednym oddechu Nikaella.
- Bardzo dobrze - powiedziała nauczycielka, a waderka uśmiechnęła się delikatnie. Musiała być z siebie dumna i nie dziwiło mnie to. Podziwiałem ją, bo zauważyła, że zgadywanie już się rozpoczęło. Ja chyba nigdy nie dałbym rady. Chociaż nie mogłem powstrzymać ukłucia zazdrości. Tata mówił, że byłem ambitny i lubiłem być tym mądrzejszym. Chyba miał trochę racji...
Patrzyłem cały czas na panią Adorę, nie chcąc przegapić momentu, w którym wyraz jej pyszczka się zmieni. Samica otworzyła szerzej oczy i zaczęła się nerwowo rozglądać na boki. Uszy położyła płasko na głowie, a ogon podkuliła maksymalnie pod siebie. W pierwszej chwili myślałem, że za nami jest coś strasznego, ale szybko przypomniałem sobie, że nauczycielka tylko udawała na potrzeby lekcji.
- Strach - powiedziałem szybko, nim zdążyłaby to zrobić moja koleżanka. - Ma pani szeroko otwarte oczy, rozbiegany wzrok, opuszczone uszy i podkulony ogon.
- Dobrze. To było proste. Tym bardziej, że mówiłam o tym kilka chwil wcześniej.
Dlaczego miała taki nieprzyjazny ton?
Chwilę później zamarła, jakby czegoś oczekiwała. Jej wzrok był teraz całkowicie nieruchomy, wlepiony w jakiś punkt za nami. Wyglądałaby znowu na zamyśloną, gdyby nie mięśnie, które były wyjątkowo napięte. Nie byłem pewien, co ta poza miała nam przekazać, ale podobnie jak wcześniej, poczułem dreszcz niepokoju, kiedy patrzyłem na tak zdenerwowaną czymś nauczycielkę. Chwila... Zdenerwowanie, niepokój... Niepokój!
- Zaniepokojenie.
No nie! Nikaella znowu mnie wyprzedziła, kiedy już otwierałem pyszczek! Co za pech!
- Masz napięte mięśnie, szeroko otwarte oczy i patrzysz cały czas w jedno miejsce. Wyglądasz jakby cię zmroziło ze strachu - dodała samiczka.
- Dobrze. Tak jak powiedziałaś, może to oznaczać zarówno niepokój jak i zwykły strach. Musicie pamiętać, że różne wilki reagują w całkiem różny sposób. Niektórzy, jak zauważył Morgan, będą się kulić. Inni napną mięśnie, zdradzając własny niepokój. Istnieje również postawa, którą uznaje się za podporządkowanie innym, lecz nie jest ona tak często wykorzystywana. Polega na położeniu się na plecach i ewentualne lizanie po pyszczku wyższego społecznie wilka. Poza tym są osoby, które maskują strach za maską wrogości. Wówczas warczą i szykują się do ataku. Kolejni mogą rzucać słabe żarty.
Otworzyłem ze zdziwienia pyszczek. Niby to było takie oczywiste, ale kiedy mówiła to pani Adora, zaczynała mnie boleć od tego głowa. Chciałem zapamiętać każde słowo, ale było ich tak wiele! Nigdy też nie zdawałem sobie sprawy, że reakcje na coś mogą być tak złożone i różnorodne. Nie sądziłem, że ktoś mógłby żartować lub chcieć walczyć, kiedy się boi. Próbowałem znaleźć wśród moich znajomych kogoś, kto reagowałby w taki sposób, ale nikt nie przychodził mi do głowy. Może to i lepiej...? Słabe żarty były... Słabe. A walka była po prostu bardzo niefajna i niebezpieczna.
Pani Adora spojrzała na niebo i westchnęła cichutko.
- Zbliżamy się do końca zajęć. Wystarczy nam czasu na jeszcze jeden przykład mowy ciała. Skupcie się - poleciła.
Wciągnęła głośno powietrze i cofnęła głowę, krzywiąc się przy tym zabawnie. Jeden kącik ust był nienaturalnie podniesiony, drugi pozostał w dole. Wyglądało to odrobinę dziwnie. Zmarszczyła pyszczek w taki sposób, że trochę poniżej miejsca pomiędzy jej oczami pojawiły się głębokie bruzdy. Odsłoniła delikatnie zęby. Wpatrywałem się jak urzeczony w jej minę, próbując przypasować ją do czegoś, co znałem. W końcu przypomniałem sobie jak zakradłem się na lekcję eliksirów. Wszystkie szczeniaki też się tak krzywiły, wąchając przyrządzoną przez pana Asgrima miksturę.
- Obrzydzenie! - wykrzyknąłem bardzo z siebie dumny. Pani Adora przytaknęła i poprosiła mnie o podanie argumentów, co od razu zrobiłem. Uśmiechnąłem się radośnie, kiedy przyznała mi rację. Nawet mnie pochwaliła!
- Dobrze. Myślę, że możemy już się rozejść. Morganie, twój tata już idzie - powiedziała nauczycielka, wskazując za mnie. Obejrzałem się i rzeczywiście zauważyłem jego sylwetkę.
W pierwszej chwili chciałem jak najszybciej pobiec w tamtą stronę. Już nawet wstałem, jednak coś mi się przypomniało. Odwróciłem się i zamiast tego podszedłem do Nikaelli.
- Jesteś bardzo mądra.
Samiczka spojrzała na mnie zaskoczona, po czym spuściła wzrok.
- Dziękuję... - odparła niepewnie.
Wyszczerzyłem radośnie ząbki, widząc, że kąciki jej ust unoszą się nieznacznie. Dopiero teraz mogłem naprawdę odejść.

<c.d.n.>

Zdobyto: 27 czerwonych⎹ 19 pomarańczowych⎹ 32 zielonych⎹ 29 niebieskich⎹ 16 granatowych⎹ 38 fioletowych⎹ 7 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 3


Lipiec 2025 r.
Następnej lekcji polowania wprost nie mogłam się doczekać, ale tylko dlatego, że nadarzała się kolejna okazja, by dokopać Nikaelli. Miałam ogromną nadzieję, że znowu będziemy łowić ryby, bo tym razem dzień był wyjątkowo słoneczny i z ogromną niechęcią chodziłam po piasku. Z tego powodu nie za bardzo angażowałam się w rozmowę. Stałam sztywno i nieruchomo, by nie zagarnąć zbyt wiele pod pazurki, a poświęciłam temu tyle uwagi, że nie zauważyłam kiedy przyszli ostatni spóźnialscy i pani nauczycielka. Jej głos mnie zaskoczył i niestety zacisnęłam palce, tym samym zaprzepaszczając wszystkie swoje próby zapobiegnięcia katastrofie.
- Dzisiaj kraby - oznajmiła Yuki.
Ostrożnie uniosłam prawą przednią łapę i zaczęłam wytrzepywać z niej małe, żółte paskudy. Słowa wilczycy wpadły mi jednym uchem i wypadły drugim. A przynajmniej chciałam żeby tak się stało, natychmiast wyszukałam w pamięci smak kraba.
- Większa część z was już wie jak je chwytać, ale z uwagi na młodszych uczniów część lekcji poświęcimy na teorię - Nauczycielka usiadła, ale dalej czułam, że nade mną góruje. Nie podobało mi się to, z niecierpliwością czekałam na moment w którym to ja ją przerosnę! - W przeciwieństwie do ryb, kraby potrafią uprzykrzyć życie. Podczas polowania...
- Ale ryby też potrafią uprzykrzyć życie! - fuknął... ktoś.
Na chwilę zrobiło się cicho.
- To bez znaczenia - orzekła Yuki powoli i lodowato, po czym wróciła do swojego wywodu. Szczeniak już się nie odezwał. - Podczas polowania na kraby musicie być zarówno ostrożni jak i szybcy. Sprawa ma się zupełnie inaczej niż z rybami, nie podpełzną wam same pod łapy. Zdecydowanie będą wolały was unikać i w tym przypadku musicie wykazać się pod kątem tropienia, którego podstawy omówimy za kilka lekcji.
Łapczywie chłonęłam każde słowo, żeby przejść do praktyki z opanowaną teorią! Byłam a b s o l u t n i e pewna, że będę w tym mistrzem. Z rybami tak nie było, bo nie znałam teorii. Gdybym znała, to w ich łapaniu też zostałabym mistrzem. No ale wszystkiego mieć nie można.
- Kraby w tej okolicy podczas przypływu zagrzebują się w piasku, a gdy nadchodzi odpływ - tak jak teraz - wychodzą w poszukiwaniu pożywienia - kontynuowała pani nauczycielka. - Następny przypływ nadejdzie wczesnym popołudniem, więc tym razem nie macie dużo czasu. Będziecie szukać ich niedaleko brzegu. I, jak co bystrzejsi z was już się pewnie domyślają, musicie uważać na szczypce.
Już kierowałam się w stronę znajomych szczeniąt, podobnie jak wszyscy wokół, ale Yuki nas powstrzymała:
- Jeszcze nie skończyłam - warknęła. - Zanim zaczniecie, niech podejdą tu szczenięta, które były na przynajmniej jednej lekcji poświęconej przydziałowi obowiązków w grupach polowań. Przeorganizujecie dotychczasowe drużyny pod kątem umiejętności reszty uczniów. Najstarsza dwójka będzie pełnić rolę dowódców.
Poderwało się parę szczeniaków, w tym Chase (on wstał spokojnie) ze swoją siostrą, Luką. Oni byli najstarsi w naszej grupie, niedługo mieli przejść do tej z większymi szczeniakami, więc to na pewno oni mieli dowodzić. Poczułam ukłucie zazdrości. Dlaczego wszyscy uważają, że im starszy jesteś, tym więcej umiesz zrobić? To przecież nieprawda!
- Dlaczego im się trafiło? - fuknęłam cicho żeby Yuki nie usłyszała, przysuwając się do reszty szczeniaków. - To nie fair.
- Są najstarsi - odparła Yngvi entuzjastycznie.
- No i co z tego? Dlaczego musimy być gorsi? No i Emerald też poszedł, a wcale nie jest najstarszy - zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Był na lekcjach z organizacji - zauważyła wadera o dziwnym zapachu, która, jak się okazało, miała na imię Eunice.
- Ale jest głupi - argumentowałam. - Założę się, że nie jest wcale taki dobry. To że był, nie znaczy, że dobrze sobie poradził. Myślisz, że byłby na tyle odważny, by pójść do dżungli?
Eunice zastanowiła się.
- Nie. Raczej nie. Nie wiem.
Z podziałem na grupy było trochę zamieszania - Yngvi kategorycznie odmówiła członkostwa w grupie Luki, bo nie było tam jej brata (on sam chyba też poczuł się szczęśliwszy w jej towarzystwie) - ale w końcu się udało. Ja trafiłam do Luki, jako tropiąca czy coś takiego. Nie spodobało mi się to, bo nie przypominałam sobie, żeby w prawdziwych grupach łowieckich było takie stanowisko, co jasno dawało znać, że nie wierzą w moje umiejętności. Zero zaufania. Bardziej rozzłościło mnie tylko to, że poza Kaiju w naszej drużynie był jeszcze Emerald i Nikaella. Zamiast tej drugiej miała być Yngvi, ale ona wolała do brata. Kolejny kopniak w mój dobry humor.
Gdy ruszyliśmy na swój kawałek plaży, znowu odezwał się piasek. Nie dość, że właził między opuszki, to jeszcze zaczął parzyć! Weszłam do wody po kostki i tylko prosiłam w duchu, żebym nie musiała jej opuszczać. Zaczęłam węszyć.
- Nic tam nie znajdziesz - prychnął Emerald. - Nie słuchałaś? Yuki mówiła, że kraby wychodzą na p l a ż ę podczas odpływu.
- Tak mi łatwiej - skłamałam. - Nie wtrącaj się.
- Woda zmywa zapachy - burknęła Luka. - Wyłaź i bierz się porządnie do roboty.
Poczułam się dziwacznie, zdecydowanie nieprzyjemnie. Jakbym nie miała drogi ucieczki. Uczucie pogłębiał tylko fakt, że starsze szczeniaki trochę nade mną górowały.
- Nie. Tak mi łatwiej - powtórzyłam, choć to wcale nie była prawda.
- Do cholery, nie utrudniaj, szczeniaku!
Trochę mnie zmroziło, ale nie chciałam ustępować.
- Sama jesteś szczeniakiem - warknęłam.
- Odpuśćcie, bo wszystko spłoszycie - powiedział Kaiju neutralnym albo niepewnym tonem. Jakoś nie mogłam stwierdzić. W każdym razie po części byłam mu wdzięczna, był tu jedyną osobą do której nie żywiłam złych uczuć.
- Tak czy siak zostaję - dodałam dla pewności.
Luka westchnęła zirytowana, ale ku mojej radości nie powiedziała nic więcej.
Trochę to trwało, ale gdy od schylania głowy zaczął mnie boleć kark, złapałam trop. Zawołałam cicho grupę i jeszcze chwilę powęszyłam. Nieco gorzkawy zapach wskazywał miejsce za zakrętem w prawo. Rozpoznałam to miejsce - wyłom w plaży tworzył tu niewielką zatoczkę, przy której parę krabów wyraźnie postanowiło poszukać pożywienia.
- Tam - wskazałam kierunek.
- Ja nic nie czuję - oświadczył Emerald.
- To idź sprawdź - odparowałam.
Wrócił szybko, potwierdzając burknięciem obecność paru skorupiaków. Byłam pewna swego i bardzo ucieszyło mnie, że to akurat on się o tym przekonał. Mam lepszy węch od większości wilków - Leah uważa, że to "naturalna konsekwencja" tego, że moje oczy nie działają - i łatwiej mi od nich zwietrzyć coś w czasie odpływu. W tej sprawie Luka miała oczywiście rację, woda zmywa zapachy, ale ona nie wie, że ja czuję o wiele więcej i że to jest przefajne!
Luka zaczęła się rządzić i rozstawiać wszystkich po kątach zatoczki. Próbowałam udawać, że nie istnieję, by nie musieć wychodzić na gorący piasek, ale niestety mnie też zauważyła:
- Ty idziesz z Nikaellą, naprowadzacie je do nas. - powiedziała.
- Ja chcę zostać - mimowolnie się zjeżyłam.
- A to niby czemu? - syknęła cicho.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc nie powiedziałam nic. Patrzyli na mnie, byłam tego pewna. Czułam się tak jakby coś fatalnie ciężkiego zaległo mi w gardle i klatce piersiowej, nie pozwalając mówić i normalnie oddychać. Zrobiło mi się jeszcze dziwniej, gdy Luka westchnęła cierpiętniczo.
- To sobie zostań i popatrz - warknęła.
Nie ruszyłam się z miejsca, aż skończyli z krabami. Było mi strasznie głupio, wściekałam się, że nie dała mi dość czasu, by wytłumaczyć. Byłam jednak zbyt dumna, by przeboleć piach i im pomóc. Ignorowałam wszystkie komentarze, gdy zabieraliśmy zdobycze z powrotem do Yuki. Tylko zadzierałam wysoko łebek. Prosiłam w duchu, by nie wspomnieli jej o zajściu. W głowie tak jakby nie zostało mi miejsca na nic więcej.
Przegraliśmy z drugą drużyną o jakąś naprawdę dużą liczbę skorupiaków, tylko tyle załapałam z tego co powiedziała na koniec Yuki. Postanowiłam, że nie odezwę się do nikogo aż do końca lekcji i po prostu sobie pójdę. Wcale nie musiałam nikomu wspominać o tym co zaszło. Miałam swój honor.
Wszystko zniszczyły te skarżypyty.
- Silee - wpół kroku w swoją stronę zatrzymał mnie groźny głos nauczycielki.
- Tak, proszę pani? - starając się nic po sobie nie pokazywać, zwróciłam głowę w jej stronę. Gdzieś w głębi duszy już wiedziałam co mnie czeka.
- Twoi koledzy twierdzą, że w żaden sposób nie pomogłaś im w wykonaniu zadania - oznajmiła.
- To nie są moi koledzy - fuknęłam. - I to nieprawda!
- Nie podnoś głosu, panienko. - warknęła nisko, na co mimowolnie podkuliłam ogon. - Takie zachowanie jest niedopuszczalne na moich zajęciach.
Miałam ogromną ochotę gdzieś się schować, ale nie chciałam odpuszczać. Nawet mimo to, że Yuki mroziła krew w żyłach.
- Oni kłamią.
- Wszyscy?
- Wszyscy...?
- Skończ kłamać, dzieciaku, bo nic ci to nie da. Wszyscy. Jeżeli uważasz, że jesteś ponad obowiązki każdego innego ucznia, możesz się już tu więcej nie pokazywać. Czy wyraziłam się jasno?
Milczałam.
- Czy wyraziłam się jasno? - powtórzyła z naciskiem.
- Tak. - odparłam z trudnością, tuląc uszy do łba.
- Dobrze. A teraz uciekaj. Nie chcę cię tu dłużej widzieć.
Odeszłam pospiesznie, bezskutecznie próbując powstrzymać spływające po pyszczku łzy.
Zabolało.


<C.D.N.>

Uwagi: brak.

Zdobyto: 98 czerwonych⎹ 43 pomarańczowych⎹ 110 zielonych⎹ 51 niebieskich⎹ 53 granatowych⎹ 61 fioletowych⎹ 22 różowych odłamków

wtorek, 2 czerwca 2020

Od Eterny "Mistrzowie kuchni" cz. 2

Exan zamyślił się.
– Wydaje mi się, ze chodzi o szpik. Że trzeba przeciąć kość na pół.
Infinite mu potaknął.
– Kto chce przecinać?
Zapadła głucha cisza. Exan po chwili westchnął z poirytowaniem.
– Dobra. Dzidziusie się boją, więc ja to zrobię.
Theo parsknął z podobną irytacją co brat, na co Exan zmierzył go wzrokiem. Theo udając, że tego nie zauważył, odwrócił głowę i zaczął wlepiać wzrok w zbliżającą się Nikaellę. W pysku dzierżyła dwa wysłużone garnuszki z ciemnego metalu.
– Kto przyniesie wodę? – zapytał jakby od niechcenia Infinite – Może Verker?
Basiorek się zgodził. Wziął od Nikaelli garnuszek, po czym skierował ku brzegowi oceanu. Podczas gdy Exan zaczął skrobać w kości za pomocą scyzoryka, Theo tym razem wlepił wzrok w Mortiego i Eternę.
– Masz jakiś problem? – bąknęła Eterna.
– Nie, tak tylko... Słyszałem, że się trochę kłócicie – oświadczył, nadal niezrażenie patrząc na waderę. Eterna w odpowiedzi dumnie uniosła podbródek.
– Bzdury. Kłócę się tylko z tą całą... Yngvi. Powinna znać swoje miejsce.
– Jasne... – powiedział cicho Theo, po czym obrócił głowę w stronę Verkera. Mrużył ślepia, wypatrując jego powrotu.
Naida zaś położyła się na piasku i przerzucała z łapy do łapy jakiś kamyczek. Od czasu do czasu zerkała na Exana. Poza tym była (wyjątkowo) cicho.
– Ostatnio tata dał mi odtwarzacz kaset – powiedział Morti, przerywając niezręczne milczenie.
– Co to kaset? – zainteresowała się Naida.
– Kaseta to taki czarny prostokąt, który odtwarza muzykę jak włożysz do odtwarzacza. Gdy założysz słuchawki to słychać – mówił z nagłym ożywieniem w głosie. Eterna zniesmaczona zauważyła, że radośnie zamiatał ogonem piasek.
– Pokażesz? – zapytała z błyskiem w oku Naida.
– Też bym chętnie zobaczyła – oświadczyła wymownie Eterna.
– Mogę wam obu pokazać – powiedział wesoło Morti – To naprawdę fajne. Śpiewają tam na przykład szeri szeri lejdi...
– Co to znaczy? To jakiś elficki język? – Naida przekręciła w bok głowę.
– Tata mówi, że angielski – wtrącił Exan.
– I co to znaczy? – drążyła Naida z ekscytacją w głosie.
– Nie wiem. Nie interesowałem się tym – Exan wzruszył ramionami. Akurat udało mu się rozłupać na dwie części kość. Triumfalnie uniósł obie cząstki nad głowę.
– I co? Udało mi się.
– Mogę zapytać tatę następnym razem – powiedział wciąż wesoło Morti – Też jestem ciekawy co to znaczy.
– Zaśpiewasz? – zaproponowała Eterna. Akurat przytruchtał do nich Verker, który wyglądał na poważnie zdezorientowanego. Zresztą cóż się dziwić – ominęło go pół konwersacji. Postanowił garnuszek pełen wody pod łapy Exana, który już zmienił postać na wilczą.
– Ktoś musi iść po gałęzie na opał, a nie rozwalacie się na piasku i śpiewacie – powiedział ironicznie Exan – Kto idzie?
– Naida – ucięła Eterna.
– Czemu akurat Naida? – zainteresował się Exan.
– Bo ja lubię pomagać – wtrąciła Naida.
– Chcesz się jej po prostu pozbyć, prawda? – naciskał Exan.
– I może iść z nią Infinite – odparła Eterna.
Wzrok Exana przeniósł się na wciąż siedzącego między nią a Mortim Infinite, a dopiero potem na nią.
– Naprawdę myślisz, że tego nie widać, że chcesz być bliżej Mortiego?
– Każdy ma szansę na swoje miłostki. Poza tym Infinite i Naida jeszcze nic nie robili...
– Nie naskakuj tak na nią – wtrącił Verker, podczas gdy Exan już otworzył pyszczek aby coś powiedzieć.
– Właśnie! Przecież mogę iść pozbierać gałęzie – wykrzyknęła Naida. Infinite za to nie wyglądał na równie zachwyconego co ona.
– Niech będzie. Ten jeden raz – westchnął, wstając na równe łapy – Może po drodze spotkam Isę.
– Twoją ukochaną – zaśmiała się Naida.
– Tak. Nie mogę bez niej żyć – odpowiedział pół żartem, pół serio.
Eterna odprowadziła ich wzrokiem z niemałą satysfakcją, a następnie przysunęła się do Mortiego. Kiedy ich ramiona się zetknęły, aż przeszedł ją przyjemny dreszczyk.
Po chwili poczuła na sobie spojrzenia reszty swojej drużyny. Patrzyli na nią z drobnym zniesmaczeniem. Szczególnie wyraźnie było to widać po wyrazie pyska Exana.
– Coś nie tak? – zapytała ponuro Eterna.

<C.D.N.>

Zdobyto: 17 czerwonych⎹ 9 pomarańczowych⎹ 12 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 20 granatowych⎹ 5 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

Od Sileenthar "A ja to tej pani nie lubię" cz. 2


Lipiec 2025 r.
Wyprostowana i najeżona z emocji rzuciłam schwytaną rybę na ziemię, węsząc za jakąś reakcją szczeniaków, a zwłaszcza tego Emeralda. Ku mojemu głębokiemu oburzeniu (któraś z opiekunek tak kiedyś powiedziała) tylko Chase zwrócił na mnie jakąkolwiek uwagę:
- Brawo. - rzucił gładko - Teraz spróbuj tutaj.
Tyle trudu i n i k t się nie przejął?! Przecież ta ryba była prawie większa ode mnie! Sami by takiej nie złapali, i to za pierwszym razem! A już na pewno nie ten cały mądrala Emerald!
Rozchlapując wszędzie wodę ("Uważaj, bo ryby spłoszysz!"? Zaraz to ciebie spłoszę!), zajęłam miejsce jak najdalej od innych szczeniaków. Długo nic do mnie nie podpływało i znowu zaczęło robić mi się zimno. Musiało minąć naprawdę dużo czasu, bo prawie przeszła mi złość i podeszła do mnie Yngvi. Była mała, trochę jak ja - jej kroki w wodzie były słabiej wyczuwalne niż te reszty szczeniaków.
- Ile już złapałaś? - zapytała.
- Tylko tamtą. Tamtą co przyniosłam wcześniej - odparłam smętnie.
- Trochę ciszej. - pouczyła mnie, sama też obniżając głos. - Yuki mówiła, że ryby można bardzo łatwo wystraszyć.
- Kiedy tak mówiła? - nie spodobało mi się, że muszę posłuchać waderki, ale miała rację - czego oczywiście nigdy bym nie przyznała.
- Parę lekcji temu.
- A ty ile teraz złowiłaś? - spytałam ze strachem.
- Tamten stosik - odparła zadowolona.
- Jaki stosik?
Zamilkła, nie rozumiejąc, po czym szybko się zreflektowała:
- Kilka ryb. I jedna taka wielka, że sobie nie wyobrażasz!
- Też bym tak chciała. - zwiesiłam pysk tak, że woda zaczęła leciutko falować od mojego oddechu i pluskać mnie w nos.
- Spokojnie, kiedyś też tak będziesz umieć - zapewniła Yngvi. - Jeśli chcesz to mogę ci teraz pomóc.
Razem udało nam się złowić jeszcze kilka ryb. Okazało się, że to całkiem fajne jak już się nauczy. Jest nawet sposób na to, by woda nie wpływała do nosa - przy zanurzeniu wystarczy wypuścić nim trochę powietrza. Na sam koniec razem z resztą grupy przenieśliśmy swoje zdobycze na jeden, wielki, łuskowaty stos koło drugiego, nie tak wielkiego łuskowatego stosu. Od wszystkich poza Yuki, która zaczęła podliczać łupy, na kilometr czuć było rybą.
- Mamy więcej - stwierdził z dumą Chase, na co jakaś wadera z drugiej grupy, fuknęła wściekle.
- Chciałbyś - warknęła, jak się okazało, Nikaella. - Wy macie po prostu duże. U nas jest ich ze sto!
- My mamy większe i więcej! - stwierdziłam. - Ty po prostu nie umiesz liczyć!
- Ja nie umiem? - sapnęła. - A właśnie, że ty nie umiesz!
- Ja? Ja umiem! Tylko teraz mi się nie chce - prychnęłam. Ona nie musi wiedzieć, że wcale nie. Tak czy siak na pewno nauczę się szybciej!
- Kłamiesz - kłapnęła szczęką.
- Chcia-ła-byś.
- No chyba ty!
- A właśnie, że ty!
- Cisza - syknęła Yuki. - Osiemnaście do szesnastu dla waszej grupy.
Zakręciłam się niespokojnie, próbując zgadnąć kogo nauczycielka miała na myśli. Nikaella fuknęła gniewnie, ktoś od nas, Emerald, brat Yngvi albo Chase, zamruczał z satysfakcją. Poczułam jak mój pyszczek sam z siebie troszkę się rozciąga i zaczyna zabawnie szczerzyć zęby. Czyli... Wygraliśmy?
- I co? Nie umiesz liczyć - uniosłam z dumą łebek.
Nikaella prychnęła jak wściekły kot, że jej też się nie chciało i że jestem głupia, ale mi za to już nie chciało się jej słuchać.

***

- A ty ile złowiłaś? - spytała Leah.
Potężna kropla spadła z palmy i rozprysnęła się na czubku mojej głowy. Zarzuciłam głową, żeby pozbyć się jej pozostałości ze swojej grzywki. Deszcz przestał padać jakiś czas temu, a ciepłe słońce powoli suszyło piasek. Drobne, drażniące ziarenka zaplątywały mi się w futrze i nie pozwalały skupić. Musiałam chwilę pomyśleć nad tym pytaniem.
- Przecież ja nie umiem liczyć - parsknęłam w końcu. - Tylko nigdy nie mów o tym innym szczeniakom! Obiecasz?
- No dobrze. Hm... - zastanowiła się. - Narysuj na piasku kreski. Każda kreska będzie oznaczać jedną rybę.
Bokiem łapy (za nic nie chciałam tych paskudnych drobin między opuszkami) nabazgrałam w piachu parę grubych krech, przypominając sobie każdą rybę, która miotała mi się tego dnia w pyszczku.
- To będzie cztery - powiedziała powoli, jakby dawno nie wypowiadała tego słowa.
- To dużo? - trzepnęłam ogonem z nadzieją.
- No pewnie! Na pewno nie łowiłaś pierwszy raz, musiałaś trenować też sama. - mruknęła zaczepnie, przygładzając mi futerko na grzbiecie krótkim liźnięciem.
- Nie, to był pierwszy! Pierwszy!
- Hm... Nie wierzę ci.
- No ale to jest najprawdziwsza prawda! - pacnęłam Leah łapą.
- Niech ci będzie. - odpowiedziała trąceniem nosa tak silnym, że przetoczyłam się na grzbiet ze śmiechem. - Obyś poradziła sobie równie dobrze z innymi lekcjami.
- To będzie trudne - jęknęłam. - Już teraz jestem zmęczona.
Roześmiała się tylko, jakbym powiedziała coś niemądrego.

<C.D.N.>

Uwagi: Nikaella jest z natury nieśmiała i chciałaby zostać lekarzem/pielęgniarką (nie jestem pewna). Chyba nawet tego nie ma w formularzu, więc nie martw się. Miej to po prostu na uwadze w przyszłości ^^.

Zdobyto: 14 czerwonych⎹ 12 pomarańczowych⎹ 20 zielonych⎹ 3 niebieskich⎹ 21 granatowych⎹ 19 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Od Yngvi "Zazdrość" cz. 7 (cd. Eterna)

Wpatrywałam się w zgrabne i porażające szybkie ruchy jakiegoś basiora i młodej wilczycy o ładnym różowo-fioletowym futerku. Widziałam ją już kilkukrotnie, lecz ani razu z nią nie rozmawiałam. W nieznajomej było coś przerażającego, czego nie umiałam określić. Jedno było jednak pewne - samo spojrzenie srebrnych oczu waderki mroziło krew w żyłach. 
Jak przez mgłę przypomniałam sobie, że dzisiaj też już się spotkałyśmy. Nie zwróciłam wtedy szczególnej uwagi na jej postać, zbyt zajęta chęcią pomocy panu Kai'emu. Teraz, kiedy patrzyłam jak z zaangażowaniem atakuje innego wilka, myśli na jej temat wróciły. Wyglądała jakby naprawdę chciała coś zrobić swojemu przeciwnikowi. Może powinnam to komuś powiedzieć? Moje łapki zadrżały, jednak nie wychyliłam zza palmy. Nieznajoma upadła, a wilk nachylił się nad nią. Przekrzywiłam główkę, próbując dosłyszeć, o czym rozmawiali. Nie udało mi się.
Kiedy basior odszedł, zgrabnie wyminęłam pień i doskoczyłam do waderki. Chciałam z nią porozmawiać i pogodzić się. Życie było prostsze, kiedy miało się przyjaciół. Rodzice cały czas powtarzali to mnie i Yvarowi, a moje doświadczenie wielokrotnie przyznało im rację. Poza tym lubiłam być lubiana.
Stanęłam nad nią. Różowawa grzywka opadała na oczy w taki sposób, że nie byłam pewna, czy nie są zamknięte. Jej ciało lekko zmieniało swoją objętość w rytm oddechów.
- Hejka. Co robisz? Śpisz?
Wilczyca zerwała się z miejsca. Z rozbawieniem patrzyłam jak podskakuje. Myślałam, że za moment potknie się o własne łapy, jednak to nie nastąpiło. Trochę szkoda.
Po pokazie siły i agresji, moje obawy względem niej jeszcze bardziej wzrosły. Miałam jednak szczery zamiar je zignorować. Nie mogłam przecież obawiać się własnej (może) przyjaciółki!
Uniosłam łapkę i zrobiłam nią kółeczko w powietrzu.
- Halo, halo?
- Czego chcesz? - warknęła wilczyca.
Przekrzywiłam ponownie główkę. Czemu była taka zła?
- Poznać się. Jak masz na imię?
Nie odpowiedziała. Mierzyła mnie jedynie groźnym spojrzeniem srebrnych oczu. Skojarzyły mi się z gwiazdami, na co zwróciłam jej uwagę. Wilczyca zmrużyła je w wąskie szparki.
- Nie, nie. Kiedy je tak mrużysz, nie wyglądasz już ładnie. Poza tym spróbuj się wyspać. Masz straszne wory pod oczami - powiedziałam, uśmiechając się. - Może gdybyś się wysypiała, nie byłabyś zawsze tak ponura... - dodałam po chwili.
- Nie jestem ponura.
- Jesteś. Zawsze jak cię widzę, to się tak krzywisz.
Zrobiłam najbardziej ponurą minę, jaką tylko potrafiłam. Kąciki ust zabolały od nienaturalnego grymasu, ale nie zwróciłam na to uwagi. Jeszcze przez moment robiłam głupie miny, by w końcu roześmiać się.
- Nie krzywię się - zaprzeczyła wilczyca przez zaciśnięte zęby. To chyba ten widok sprawił, że zrezygnowałam z dalszych kłótni.
- Może i nie. - Wzruszyłam ramionami. - To jak masz na imię?
- Co cię to interesuje?
- Chcę się z tobą zaprzyjaźnić.
Starsza waderka parsknęła śmiechem, ale nie wyglądała na rozbawioną. Ten sposób śmiania przypominał mi ciocię Yuki. Na jej pyszczku widniał uśmiech, jednak - podobnie jak u nauczycielki polowań - w oczach czaiła się groźba. Zignorowałam ją tak samo, jak robiłam to na lekcjach.
- Mam dość. Idę stąd - burknęła i faktycznie od razu ruszyła w jakimś kierunku. Szła dziwnie chybotając się na boki. Może gdyby upadła i pomogłabym jej wstać, nie byłaby do mnie tak wrogo nastawiona?
- Nie idź, czekaj! - zawołałam, ale ona nie zatrzymała się. Musiałam za nią pobiec, co  nie okazało się takie proste; miała dłuższe łapy, więc musiałam ruszać swoimi znacznie szybciej niż ona. To było niesprawiedliwe. - Czemu mnie nie lubisz? - zapytałam, kiedy się z nią zrównałam.
Wilczyca nawet nie obróciła pyszczka w moją stronę.
- Jesteś ładna i chyba mądra. Dlaczego nie chcesz się ze mną przyjaźnić? - W mój głos wdarła się jakaś rozpaczliwa nuta. Było mi smutno, że mnie ignorowała. Lubiłam, kiedy wilki zwracały na mnie uwagę!
- Szukasz ładnych i mądrych koleżanek? - spytała, a do mnie wróciła nadzieja. Chociaż się odezwała! Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Znaczy... Tak jakby. Nie wiedziałam, co właściwie miało znaczyć to pytanie.
- No... Moje koleżanki są takie - powiedziałam niepewna, czy o to jej chodziło.
Nieznajoma ponownie parsknęła i wydłużyła krok, a ja wraz z nią. Nie mogłam pozwolić, żeby mnie zostawiła! Chciałam się tylko z nią zaprzyjaźnić! Czemu to było tak trudne?
W końcu wilczyca przystanęła i zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem.
- Odczep się ode mnie - warknęła.
Przekrzywiłam łebek. Ona chyba naprawdę mnie nie lubiła. Przypomniało mi się, że osoby, które się nie lubią są swoimi wrogami. Nigdy nie chciałam ich mieć, ale wszystko wskazywało, że w jakiś dziwny sposób jednego zyskałam. Mimo wszystko wolałam zapytać. Nadal miałam nadzieję, że się myliłam.
- Czy jesteśmy wrogami?
- Tak. Największymi.
- Aha - Opuściłam uszy. - I nie chcesz się ze mną przyjaźnić?
- Nie.
Zrobiłam smutną minkę. Moje oczy zapiekły, ale zdołałam powstrzymać łzy. Nie rozumiałam tego. Tak bardzo się starałam, a ona i tak mnie nie lubiła! Dlaczego?
Odwróciłam się. Skoro i tak byłyśmy wrogami, dalsza rozmowa nie miała chyba sensu... Już miałam odejść, kiedy przyszło mi do głowy jedno bardzo ważne pytanie. Nie mogłam sobie pójść bez zadania go.
- A co właściwie robią wrogowie?
Musiałam wiedzieć, co właściwie mam robić. Unikać jej wzroku, ignorować ją i prychać, kiedy ją widzę? Potrzebowałam odpowiedzi!
- Nienawidzą się.
Otworzyłam szerzej oczy. Nienawiść była zła! Nie można było nikogo nienawidzić. To prowadziło do strasznych rzeczy, a ja nie chciałam, żeby kogokolwiek spotkało coś okropnego. Nawet ją.
- Nie chcę cię nienawidzić... Mogę cię nie lubić - zaproponowałam.
- Po prostu trzymaj się z daleka ode mnie! - krzyknęła już całkiem rozzłoszczona. Skuliłam się pod naporem jej spojrzenia. - I od Mortimera!
Teraz to ona mnie też zdenerwowała. Nie znałyśmy się, a ona mnie nie lubiła, bo tak. Zostałyśmy wrogami pomimo moich prób nawiązania przyjaźni. A teraz... A teraz kazała zostawić mi w spokoju Mortiego. Co ją to w ogóle obchodziło, że z nim rozmawiam? Wolał MNIE, a nie ją. I nic dziwnego. Nie była taka ładna, jak myślałam, a za to wredna. Bardzo wredna.
Otworzyłam pyszczek, jednak przerwał mi krzyk Kaiju:
- Vi! Co ty tam robisz? Zaraz zacznie się lekcja. Czekamy już tylko na ciebie.
Spojrzałam w stronę, z której nadszedł jego głos. Basiorek machał ponaglająco łapą, a obok niego stał Yvar. Kawałek dalej Morgan i Eunice rozmawiali cicho, co jakiś czas patrząc w moją stronę. Gdyby to była inna lekcja, zignorowałabym ich wołania, ale to były sztuki kreatywne! Musiałam biec, a tym samym natychmiast skończyć rozmowę ze starszą waderą.
- Ciebie mogę zostawić w spokoju, ale Mortiego nie. Zrobię to dopiero, kiedy sam mi to powie! - stwierdziłam wojowniczo i nie czekając na jej reakcję, pobiegłam do przyjaciół najszybciej jak potrafiłam.
Miałam wrażenie, że dopiero teraz naprawdę ją zirytowałam, ale już mnie to nie obchodziło. Była okropna i zasługiwała na to!
- Przepraszam za spóźnienie, proszę pana! - powiedziałam, siadając z rozmachem na piasku. - Co będziemy dzisiaj robić?
Pan Dernet skinął mi na powitanie głową.
- Jak już mówiłem, dzisiaj mam w planach konkurs na najładniejszy zamek z piasku. Niektórzy z was pewnie już kiedyś budowali - Spojrzał na mnie, Yvara, Eunice, Kaiju i Morgana. Byliśmy najstarsi w całej naszej grupie. - jednak chciałbym, żebyście nie budowali takiego samego. Wymyślcie nowe projekty. Wszyscy wykażcie się kreatywnością. Jakieś pytania?
Yvar podniósł łapkę. Nauczyciel ruchem łapy udzielił mu głosu.
- Proszę pana, a możemy pracować w grupach?
- Wolałbym, żeby każdy z was stworzył własny zamek - przyznał basior.
Mój brat ponuro skinął głową. Położyłam łapkę na jego barku (znowu urósł, więc było to znacznie trudniejsze, niż sądziłam!), próbując go pocieszyć. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się krzywo.
- Może innym razem, Yv - mruknęłam, chociaż w rzeczywistości odpowiedź nauczyciela trochę mnie ucieszyła. Nie lubiłam z nim pracować na sztukach kreatywnych. Basiorek wykazywał całkowity brak poczucia estetyki i zwykle jedynie mi przytakiwał, kiedy coś proponowałam. To było strasznie nudne!
- A co jest nagrodą? - wtrącił Gwidon.
W odpowiedzi pan Dernet podniósł coś z piasku. Podeszłam bliżej, żeby dostrzec śliczną, mieniącą się na wszystkie kolory tęczy, perłę. Wyglądała bajecznie i na dodatek wisiała w powietrzu! Z mojego pyszczka wyrwało się westchnięcie zachwytu. Nauczyciel odłożył ją na piasek i pochwycił z ziemi lewitujący kieł.
- Zwycięzca może wybrać sobie jeden z tych naszyjników.
- Ale tak na zawsze? - spytałam, patrząc w miejsce, gdzie zniknęła perła.
Basior skinął głową. Spojrzałam na swoich kolegów z grupy. Kilku z nich wyglądało na znacznie bardziej zmotywowanych niż wcześniej.
- Jeszcze jakieś pytania? Nie? To do dzieła.
Posłusznie zabraliśmy się do tego pracy. Biegałam jak poparzona, wyszukując najładniejszych muszelek, drobnych patyczków i kamyczków. Przy skraju dżungli udało mi się znaleźć pustego kokosa, z którego chciałam zrobić foremkę. Był tam też liść oraz trochę przygnieciony kwiatek o bladoróżowych płatkach. Jego kolor przypomniał mi sierść tamtej wilczycy. Przez chwilę chciałam go z tego powodu zostawić, ale to byłaby głupota. Kwiatek pomimo koloru był zbyt ładny, żeby tak po prostu udać, że go nie widziałam.
Poza tym znalazłam też dwa kawałki tego błyszczącego złotopomarańczowego kamyka. Miał jakąś swoją nazwę, ale zapomniałam jaką. Nie miało to jednak znaczenia - był śliczny i po prostu musiałam wykorzystać go w swoim zamku!
Kiedy znalazłam wszystko, co mogłoby się w jakiś sposób przydać, usiadłam na piasku. Obok mnie pracował Kaiju. Ściany zamku basiorka były sypkie i nieustannie opadały oraz się szczerbiły. Było mi go na tyle żal, że postanowiłam dać mu świetną radę. Szturchnęłam go w łapkę.
- Spróbuj użyć tego ciemnego piachu - Wskazałam go łapą. - Yvar nazywa go wilgotnym czy jakoś tak. Ściany z niego są cięższe i bardziej wytrzymałe.
- Dzięki - Kaiju uśmiechnął się. - Vi, o czym rozmawiałaś z Elanor?
Odwróciłam wzrok od swojego zamku i spojrzałam na niego zaskoczona.
- Z kim?
- Elanor - powtórzył samiec. - Tą fioletowo-różową wilczycą.
- Aha... A więc tak ma na imię... - mruknęłam pod nosem. Kaiju uniósł brwi. - A o niczym szczególnym. Tylko zostałyśmy wrogami.
- Co?
- Noo... Chciałam się z nią zaprzyjaźnić, ale teraz jest moim największy wrogiem - wyjaśniłam krótko. - Co powinnam robić oprócz nielubienia lub nienawidzenia jej?
Kaiju przekrzywił głowę. Dopiero teraz zauważyłam, że jego łapka w którymś momencie zamarła w powietrzu tuż obok muszelki, którą wcześniej wklepywał w ścianę. 
- Nie wchodzić jej w drogę. Elanor jest strasznie dziwna.
- O, ona też o tym mówiła! - zawołałam radośnie. Kilka szczeniaków spojrzało w moją stronę z zainteresowaniem, ale szybko odwrócili głowy. Moje zadowolenie zniknęło w chwili, kiedy przypomniałam sobie o tym, co jeszcze kazała mi zrobić... - Mortiego też mam zostawić w spokoju...
- Mortiego?
Skinęłam głową i opuściłam uszy.
- Ale ona nie może mi zakazać rozmowy z nim, prawda? Morti może sam decydować o sobie! A ja lubię z nim rozmawiać!
Kaiju położył łapkę na moim grzbiecie i pogłaskał go. To było miłe uczucie. Lubiłam, kiedy Kaiju mnie dotykał. Był ładny, ale nie aż tak jak Morti.
- Masz rację - przyznał. - Lepiej zabierzmy się do pracy.
Skinęłam głową i zaczęłam tworzyć swoją budowlę. Jednak po mojej głowie ciągle chodziła Elanor i Morti. W którymś momencie usłyszałam głos starszego basiorka. Spojrzałam w tamtą stronę. Rozmawiał ze swoimi braćmi, a gdzieś zanim stał mój największy wróg. Parsknęłam śmiechem, widząc jak czai się, żeby z nim porozmawiać. Była ż a ł o s n a. 

<Eterna? Goń mnie, goń ;*>

Zdobyto: 160 czerwonych⎹ 101 pomarańczowych⎹ 73 zielonych⎹ 74 niebieskich⎹ 155 granatowych⎹ 158 fioletowych⎹ 22 różowych odłamków

>> Następna część >>