niedziela, 7 czerwca 2020

Od Morgana "Dlaczego maluchy muszą się tylko bawić?" cz. 10


Sierpień 2025
Cieszyłem się, że bliźniaki przyszły na zajęcia kreatywne. Bycie jedynym szczeniakiem w grupie nie było złe, jednak obecność innych zawsze sprawiała, że lekcje były o wiele ciekawsze. Poza tym Yngvi była fajną towarzyszką. Lubiłem jej energię i radość, którą ze sobą niosła. Była czasem trochę pyskata względem nauczycieli, co mi się nie podobało, ale nadal była znacznie lepsza od swojego brata. Yvar był prawdziwym gburem! Ciągle tylko warczał na mnie i na Kaiju, a względem Eunice był czasem strasznie niemiły. Tata powiedział, że jest pewnie trochę zazdrosny i obiecał porozmawiać o tym z jego rodzicami, ale nadal tego nie zrobił. Nie mogłem się doczekać, aż pan Asgrim i pani Tori się nim zajmą!
Potrząsnąłem główką. Musiałem jak najszybciej wybrać farbki, z pomocą których miałem stworzyć swoje dzieło. Już wcześniej obmyśliłem, co miało ono przedstawiać. Jednak minęła chwila, nim znalazłem odpowiednie. Było ich naprawdę wiele - może nawet tysiąc!
Brałem po jednej do pyszczka i bardzo uważnie przenosiłem. Nie chciałem, żeby żadna z nich się wylała. Kiedy wszystkie znalazły się już przy mojej deseczce ostrożnie zamoczyłem łapkę w białej farbie. Była przyjemnie zimna i znacznie gęstsza niż woda. Kiedy ją wyciągnąłem kilka kropel spadło na piasek. Z zaskoczeniem zauważyłem, że wtedy stał się on jaśniejszy. Nie mogłem jednak zbyt długo na niego patrzeć, bo farba coraz bardziej uciekała z mojej łapki. Szybko przyłożyłem ją do deseczki i odcisnąłem na niej kształt mojej łapki.
Zadowolony przycisnąłem ją jeszcze kilka razy. Co ciekawe - z każdym kolejnym razem ślad był coraz słabszy. Widocznie musiałem znacznie częściej moczyć łapkę w farbce. Nie przeszkadzało mi to - była ona naprawdę przyjemna w dotyku.
Długo zajęło mi stworzenie odpowiedniego kształtu. Wszystko utrudnił fakt, że nie mogłem pozbyć się raz postawionej plamy. Przez to musiałem się bardzo namęczyć, żeby naprawić kilka błędów wynikających chociażby ze ściekających z łapki kropel. Miałem jednak wrażenie, że w końcu mi się udało. Wówczas sięgnąłem po brązową i z przerażeniem zwróciłem uwagę, że po wyciągnięciu z niej łapki w pudełeczku został biały ślad.
- Proszę pana! Chyba zepsułem farbkę! - zawołałem przestraszony. Pan Dernet czym prędzej do mnie podszedł, a zaraz po nim przybiegła Vi.
- Zepsułeś? Ale jak? Pokaż, pokaż! - wołała szczerze zainteresowana.
Nie zwróciłem na nią uwagi, z przerażeniem wpatrując się w nauczyciela. Ten nachylił się w stronę farbki, a kiedy podniósł pyszczek, widniał na nim uśmiech. Dlaczego nie był zły?
- Tylko ją zabrudziłeś. Zanim zamoczysz łapkę w nowej farbce, wyczyść ją.
Skinąłem głową. Tak, to brzmiało bardzo sensownie! Teraz tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju.
- A co z tą farbką? Da się ją wyczyścić?
Pan Dernet zamiast odpowiedzieć, wziął patyczek i zmieszał oba kolory. Patrzyłem na to zaniepokojony. To nie wyglądało na metodę czyszczenia!
- Białej farbki było na tyle niewiele, że kolor prawie się nie zmienił - powiedział, odkładając na bok patyk. Nachyliłem się nad farbką. Faktycznie była odrobinkę jaśniejsza, ale dzięki temu jeszcze bardziej pasowała! - W przyszłości, jeśli będziecie chcieli jaśniejszy kolor, zmieszajcie je ze sobą na przykład na liściu - poradził jeszcze, nim poszedł w stronę jakiegoś innego wilka, który wyglądał prawie identycznie jak on sam. Może byli rodziną?

<c.d.n.>



Zdobyto: 7 czerwonych⎹ 13 pomarańczowych⎹ 1 zielonych⎹ 16 niebieskich⎹ 9 granatowych⎹ 18 fioletowych⎹ 0 różowych odłamków

sobota, 6 czerwca 2020

Od Yngvi "Zazdrość" cz. 11 (cd. Eterna)

Morti może się już więcej do mnie nie odezwać. Świadomość tego bolała mnie o wiele bardziej od rany, którą zadała mi Elanor. Lubiłam Mortiego i to nawet bardzo. Może nawet tak jak lubili siebie moi rodzice. Nie chciałam rezygnować z rozmów z nim przez jedną zazdrosną... Waderę. Elanor była okropna, ale nadal nie chciałam nazywać ją w tak brzydki sposób. Przez moment rozważałam nawet, żeby ją przeprosić, ale chyba za bardzo obawiałam się jej reakcji. Pewnie znowu skoczyłaby mi do gardła, a ja mogłabym nie uniknąć jej ataku z taką łatwością niż wcześniej. Według lekarza mogłam być po tym troszkę osłabiona. Wydało mi się to dziwne - chyba nie straciłam aż tyle krwi. Nie miałam jednak zamiaru kłócić się z medykiem. Przynajmniej dzisiaj.
Siedziałam i pozwalałam bandażować swoją szyję. Obok mnie był Morti, ale ja miałam wrażenie, że dzieli nas cały ocean. Po tym jak przeze mnie upadł i był prawie martwy... Bałam się do niego odezwać. Wokół nas zalegała cisza, którą przerywał jedynie lekarz, dając nam jakieś porady i pytając o samopoczucie. Nie odpowiedziałam na żadne. Czułam, że kiedy tylko otworzyłabym pyszczek, z moich oczu popłynęłyby łzy. Nie miałam zamiaru płakać. Nie kiedy czułam na sobie spojrzenie Elanor. Nie chciałam dawać jej kolejnych powodów do satysfakcji.
- Jaką masz teraz lekcję? - zagadnęła mnie lekarka.
Odwróciłam w jej stronę głowę, chyba po raz pierwszy okazując zainteresowanie na jej pytanie.
- Zajęcia kreatywne.
- Jeśli chcesz, możesz na nie iść. Postaraj się jednak nie robić zbyt wielu gwałtownych ruchów szyją - poradziła.
Skinęłam głową i rzucając ostatnie spojrzenie Mortiemu (który chyba zasnął w którymś momencie...), poszłam w stronę miejsca, gdzie zwykle mieliśmy zajęcia. Były już tam wszystkie szczeniaki.
- Vi, gdzie byłaś? - Yv od razu do mnie doskoczył. Widziałam, jak mierzy mnie uważnym spojrzeniem. Szybko zatrzymał je na moim bandażu. - Co ci się stało? Wszystko w porządku?
Przytaknęłam krótko. Liczyłam, że tyle wystarczy, ale nie doceniłam upartości mojego bliźniaka. Od razu zwrócił nauczycielowi uwagę, że musiałam zostać ranna. Chyba pierwszy raz w życiu wolałabym nie być w centrum zainteresowania. Szczeniaki zmierzyły mnie spojrzeniami, a Morgan aż zadrżał. 
- Proszę pana, mógłbym pracować dzisiaj z Yngvi? W razie gdyby było coś nie tak... - kontynuował Yvar, nawet nie patrząc na nauczyciela. Zmartwiony wzrok utkwił we mnie.
- Nie potrzebuję pomocy. Yv, daj spokój - burknęłam i chyba to przesądziło sprawę. Pan Dernet wyraził zgodę.
Tego dnia mieliśmy wymyślić jakąś scenkę. Lubiłam tworzyć historię i je odtwarzać (chociaż nie tak, jak śpiewać i tańczyć), ale tym razem nie mogłam się skupić. Mój brat nie pomagał - ciągle skakał wokół mnie i wypytywał, co się stało.
- Elanor mnie ugryzła. Wkurzyła się, bo nie zostawiłam w spokoju Mortiego. Dasz mi już spokój czy nie?! - warknęłam już całkiem zirytowana.
Yvar cofnął się o kilka kroków. Rzadko na kogoś warczałam, a jeszcze rzadziej na niego. Zamrugał kilkukrotnie i myślałam, że naprawdę się ode mnie odwali. Niestety wszystko zapowiadało, że to dopiero początek...
- Co za... - zaczął, a w mojej głowie stanęło wyzwisko, którym ją obrzuciłam w czasie naszej kłótni. Było naprawdę nieładne i cieszyłam się, że Yv go nie użył. - Durna wadera! Pożałuje tego. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek krzywdził moją siostrę, nawet jeśli miał ku temu powody.
Chyba nigdy nie słyszałam takiego zdecydowania w jego głosie. Dopiero w tej chwili uderzyło mnie, że Yv nie był już małym i grubiutkim szczeniakiem. Przerósł mnie o ponad pół głowy, a tłuszczyk zaczynał powoli zanikać. Dodatkowo teraz z jego oczu zniknęło całe zawahanie. Były zimne. Przerażająco zimne i groźne.
- Yv, nie przejmuj się. To był jedna sytuacja.
Basiorek otworzył pyszczek, jednak przerwał mu pan Dernet. Poprosił o przedstawienie jednej z grup swojej scenki. Szturchnęłam brata i oboje usiedliśmy na piasku. W milczeniu oglądaliśmy występ Morgana, Eunice i Kaiju. Szczeniaki stworzyły wzruszający scenariusz o spotkaniu przyjaciół, którzy nie widzieli się od lat. Miałam szczerą nadzieję, że nauczyciel nie zapyta nas o naszą scenkę, ale wszystko wskazywało, że tego dnia miałam wyjątkowego pecha. Mieliśmy być następni.
- Nic... Nic nie przygotowaliśmy - mruknęłam ze wzrokiem utkwionym w piasku. - Przepraszam.
Spodziewałam się nagany, ale z jakiegoś powodu nie nadeszła. Pan Dernet po prostu zapytał inną grupę, a ja i Yvar nie odezwaliśmy się do końca lekcji. Kiedy tylko ta się skończyła, basiorek poszedł gdzieś z bardzo poważną miną. Nie podobał mi się taki Yvar i normalnie pobiegłabym za nim, ale tego dnia nie miałam chyba na to humoru... W mojej głowie cały czas były wcześniejsze zdarzenia, a na myśl o Mortim moje serce bolało. Mój brat był o wiele ode mnie mądrzejszy. Nie musiałam się martwić, że zrobi coś głupiego. Mogłam za to w spokoju położyć się w cieniu i przeżywać tamtą scenę w kółko i w kółko. Oraz zastanowić się, co powinnam teraz zrobić, żeby nie stracić przyjaźni Mortiego...

<Eterna? Yv poszedł na poszukiwania Elanor ofc.>



Zdobyto: 38 czerwonych⎹ 25 pomarańczowych⎹ 10 zielonych⎹ 30 niebieskich⎹ 26 granatowych⎹ 22 fioletowych⎹ 10 różowych odłamków

Od Eterny "Zazdrość" cz. 10 (cd. Yngvi)

Po lekcji sztuk walki Eternie już łatwiej i szybciej się myślało. Może potrzebowała rozbudzenia? Ta teoria nie miała zbyt wiele sensu, ponieważ i tak nie robili wiele. To jednak sprawiło, że znacznie szybciej zauważyła, iż Morti zmierzał w kierunku Vi. Eterna stała wówczas w cieniu drzew. Czy to ich zdaniem pretekst do tego, że nie widzę? Na tę myśl warknęła pod nosem. Nie usłuchali po dobroci, więc teraz nie mam zamiaru się ograniczać.
– Vi!
Morti w przestrachu aż zatrzymał się w pół kroku. Ostrożnie obrócił główę w stronę Eterny, która nadal szybkim krokiem zmierzała ku niemu i Vi.
– Co? – odkrzyknęła ruda waderka.
– To było jedyne ostrzeżenie, jakie ci dałam. Zbliżyłaś się...! – krzyczała groźnie. W ich kierunku zwróciło się kilka szczeniąt. Wyglądały, jakby rozważały ucieczkę.
– No zbliżyłam! – odkrzyknęła po chwili milczenia – Morti nie powiedział, że mam go zostawić, więc tego nie robię!
– Morti?! – wrzasnęła Mortimerowi prosto w pysk. Basiorek patrzył na nią w najszczerszym przerażeniu, zupełnie niezdolny do ruszenia się.
– Jeszcze raz postawisz łapę na bliżej, niż trzy metry od niego, jestem gotowa powyrywać ci te rude kudły! Wtedy już nawet wrzaski ci nie pomogą!
Jakiś szczeniak zaczął płakać. Eterna ani drgnęła. Vi (ku jej drobnej satysfakcji) wycofała się odrobinę. Zaraz potem ruda kontynuowała swoje brawurowe przemówienie:
– Nie muszę cię słuchać! Nie jesteś Alfą, żeby mi rozkazywać, a za takie groźby będziesz miała kłopoty!
– Chcesz się założyć, kundlu?! – krzyczała dalej Eterna. Czuła, jakby coś w środku niej pękało. Powoli, lecz boleśnie.
– Nie muszę! Poza tym nie jestem żadnym kundlem, ty... Ty suko!
Eterna już nie była w stanie logicznie myśleć. Wyszczerzyła kły. Nawet nie przejmując się pozą bojową, jaką ćwiczyli na poprzedniej lekcji, rzuciła się w stronę znacznie niewinniej wyglądającej waderki. Vi natychmiast usunęła się w bok. Eternę to rozwścieczyło. Teraz stała w takiej odległości, że nawet nie zdoła się na nowo rozpędzić, by wpaść na nią z takim samym impetem, co teraz w piach. Mimo tego znowu spróbowała uderzyć.
– Zostaw mnie w spokoju! – pisnęła żałośnie Vi, po raz kolejny usuwając się w bok.
– ROZWALĘ CI TEN PUSTY ŁEB! – wrzasnęła dziko Eterna.
– Elanor...? – wtrącił Morti. Eterna nagle się wyprostowała. Jej oddech wciąż był ciężki. Od Vi dzieliło ją zaledwie kilkanaście centymetrów.
– Co jest? – warknęła.
– Przestań. P-przerażasz mnie – wyjąkał – Nie zbliżę się do niej więcej. Tylko nie rób jej krzywdy, błagam...
– Morti, nie daj jej się sprowokować! Ona właśnie tego chce! – krzyknęła rozpaczliwie Vi.
Eterna nie mogła się powstrzymać. Kłapnęła zębami w jej szyję i pociągnęła. Wyrywała nie tylko pęczek rudego futra – po szyi Vi pociekła stróżka karmazynowej krwi.
Morti z przerażenia osunął się na ziemię. Eterna obróciła w jego kierunku głowę z szeroko rozwartymi oczyma.
– Morti? – krzyknęła, rozrzucając przy tym futro Vi we wszystkie strony – Morti?!
Morti się nie ruszał. Leżał nieruchomo na piasku. Miał zamknięte oczy, a jego oddech był płytki. Vi wyprzedziła Eternę. Mocno zaciskając zęby z bólu, nachyliła się nad basiorkiem i spróbowała nim potrząsnąć. Ani drgnął.
– Co mu zrobiłaś?! – wykrzyknęła prosto w pysk Eterny.
Eterna zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki wdech. To słowo z trudem przeszło jej przez gardło:
– Zemdlał.
– To przez ciebie! Gdybyś nie była taka... taka straszna! Wtedy wszystko byłoby w porządku! – Vi mówiła coraz szybciej. Łzy cisnące się jej do oczu tylko napędzały słowa.
– Wszystko byłoby w porządku, gdybyś się do niego nie zbliżała – powiedziała lodowato Eterna – Wynoś się.
– Nieprawda! To... To twoja wina!
– A kto krwawi?
Eterna przy tych słowach użyła drobnego zaklęcia pod sugestię.
– No ja... – wbiła przerażony wzrok w wciąż nieprzytomnego Mortiego – Ale nie chciałam! Nie chciałam, żeby cokolwiek mu się stało! – przerwała. Głos jej drżał – Pobiegnę po pomoc!
Eterna otworzyła oczy dopiero, kiedy Vi uciekła. Usiadła tuż obok Mortiego. Nie była pewna co robić. Oddychał, więc nic poważnego mu się nie mogło stać. To wszystko przez krew, pomyślała Eterna. I przez tę cholerną sukę.
Morti drgnął na minutę przed przybyciem lekarza. Kiedy przyszedł, miał już otwarte oczy. Nadal nie mógł się ruszyć. Lekarz usadził go tak, aby miał wyżej głowę. Niedługo potem Morti zaczął się normalnie ruszać. Wyglądał na oszołomionego. Vi przypatrywała się temu wszystkiemu ze strachem w oczach, ale nic nie mówiła. Na jej szczęście. Lekarz nie pytał co tam zaszło. Upewniwszy się, że nie było więcej poszkodowanych, odprowadził Mortiego i Vi do cienia, w którym stacjonowali medycy.
Eterna patrzyła na swoje łapy. W duchu dalej przeklinała rudą. Teraz już była absolutnie pewna, że jeśli znowu zacznie się jej plątać pod łapami i wtykać nos w nieswoje sprawy, rozszarpie ją na strzępy.
Kiedy podniosła głowę, uświadomiła sobie, że Kai ją obserwował. Miał zmartwiony wzrok. Z początku nie miała zamiaru się ruszyć, ale im dłużej na nią patrzył, tym pewniejsza była, że chce, aby podeszła bliżej. Tak też zrobiła.
– Zawiodłem się na tobie – powiedział w końcu.
Uciekła wzrokiem w bok. Nie czuła, jakoby zrobiła coś złego.
– Zaatakowałaś ją. Dlaczego?
– To ona zaczęła.
Po raz kolejny spróbowała użyć sugestii. Kai zmarszczył brwi.
– Elanor...?
– Tak...?
– Dlaczego to zrobiłaś?
Uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała cicho.
– A jednak nie przerosłam mistrza... jeszcze.
– Elanor.
– Nawet nie mam tak na imię – powiedziała dumnie i odeszła.
Musiała utrzymać przy sobie Mortiego. Czuła, jakby od tego zależało jej życie. Żyć albo nie żyć. Bez niego mogła tylko umrzeć. Nie chciała umierać. Lepiej, gdyby ktoś inny umarł. Lepsza śmierć jednej osoby niż dwóch, czyż nie?, pomyślała. Morti bez niej mógłby być i równie dobrze martwym Mortim. Bez niej był dla niej nikim.
Usiadła w cieniu. Szczeniaki skrupulatnie omijały ją szerokim łukiem. Łypała wzrokiem w ich kierunku, okazjonalnie zwracając łeb w kierunku prowizorycznego wilczego szpitala. Vi nie rozmawiała z Mortim. Basiorek leżał głęboko w cieniu, a ona siedziała kawałek dalej, dając się bandażować. Patrzyła w przestrzeń. Ignorowała obecność Mortiego, który miał z kolei zamknięte oczy. Ten widok napawał Eternę nie lada satysfakcją.
– Lekcja... Zapraszam na lekcję! – powiedział donośnym głosem Kai. Brzmiał na zmęczonego, zupełnie jakby wcale nie miał ochoty na prowadzenie tych zajęć. To nie zdarzało się często.
Eterna również nie odczuwała szczególnej motywacji do stawienia się na nich. Chcąc nie chcąc potruchtała w kierunku swojego opiekuna, ale usiadła jak najdalej od niego. Kai milcząco odczekał, aż reszta grupy się zbierze. Dopiero wtedy otworzył pokaźne tomiszcze i zaczął wertować. Eterna po raz kolejny powędrowała wzrokiem w stronę szpitala. Morti nadal leżał w cieniu, zaś Vi już się ulotniła. Prawdopodobnie na lekcje. Eterna dumnie uniosła podbródek.
Dopiero wtedy poczuła na sobie spojrzenie Theo i Exana. Nie było to przyjemne spojrzenie.

<Yngvi?>

Zdobyto: 76 czerwonych⎹ 57 pomarańczowych⎹ 75 zielonych⎹ 44 niebieskich⎹ 27 granatowych⎹ 45 fioletowych⎹ 11 różowych odłamków

piątek, 5 czerwca 2020

Od Eterny "Zazdrość" cz. 9


Luty 2026 r.
– Elanor... Pozwolisz na chwilkę?
Eterna słysząc swój "pseudonim" drgnęła. Otrząsnowszy się z zadumy zorientowała się, że wzywał ją Dannan. Domyślała się o co może chodzić. Z niezadowoleniem przyjęła myśl, że będzie musiała się tłumaczyć z tego samego po raz kolejny.
– Tak, proszę pana? – zapytała, podchodząc do nauczyciela sztuk walki.
– Dlaczego byłaś wczoraj nieobecna na zajęciach? Coś się stało?
Ku zaskoczeniu Eterny, Dannan wyglądał na zatroskanego. Nie umiała zrozumieć, dlaczego.
– Nie. Po prostu mi się nie chciało – odpowiedziała ponuro. Patrzyła mu prosto w oczy.
– Na pewno?
– Na pewno.
Z sykiem wciągnął powietrze.
– Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Nie może ci to jednak ujść na sucho. Dostaniesz ode mnie karę.
– Słucham zatem – odpowiedziała głosem tak bezbarwnym, że Dannan aż poczuł niepokój.
– Zrobisz na kolejne zajęcia dwie kukły treningowe.
– Dobrze.
Dannan spodziewał się bardziej emocjonalniej odpowiedzi. Myślał, że wadera coś jeszcze doda, więc stali tak przez chwilę, po prostu patrząc sobie w milczeniu w oczy. Dopiero potem zrezygnowany westchnął i uciekł wzrokiem gdzieś w dal.
– W takim razie możesz już iść.
Eterna zaczęła się oddalać. Przez chwilę jeszcze nasłuchiwała z myślą, że może Dannan znowu ją wezwie do siebie, bo o czymś zapomniał, ale tak się nie stało. Usiadła zatem na piasku i z pewnej odległości obserwowała Mortiego, który akurat o czymś żywo dyskutował z bratem. Już od wczoraj była tak przybita, i nic nie wróżyło poprawy. Twkiła w totalnym dołku.
– Co jest, chłopak cię zdradza?
Słysząc te słowa, Eterna natychmiast się odwróciła. Za nią stała rozbawiona Isa. Nieopodal kręcił się również Infinite.
– Czego chcesz?
– Ja? Niczego. Tak tylko przechodziłam – biała wadera mówiła lekko. Widząc wyjątkowo smętny wzrok Eterny trochę zwątpiła w kontynuowanie swoich żartów. Zamilkła, a potem odchrząknęła:
– To ja... może już pójdę.
– Tak będzie najlepiej dla nas obu.
Isa wykonała zwrót w tył i wróciła do Infinite. Eterna westchnęła ciężko. Morti zniknął z jej pola widzenia.
– Zapraszam na lekcje! – krzyczał Dannan. Eterna ruszyła w jego stronę. Przybyła jako jedna z pierwszych. Isa usiadła jak najdalej od niej, a wraz z nią (jak zwykle) Infinite. Morti z kolei przyszedł jako ostatni. Eterna domyśliła się, że pewnie z kimś się zagadał. Usiłowała nie myśleć, z kim, lecz nie było to takie proste.
– Dzisiaj poćwiczymy ustawienia bojowe. Tak w ramach szlifowania i przypomnienia. Proszę, pokażcie wszystkie pozy jakie znacie.
– Ustawienie kocie, stosowane przy polowaniu na ptaki i węże – zaczął Chase, po czym przybrał pozę, w której miał nos niemal przy piasku. Wyglądało to mało zgrabnie, ale Dannan i tak pokiwał głową.
– Niech wszyscy przybiorą tę pozę. Jeśli uważacie, że Chase źle się ustawił, poprawcie się.
Każdy zrobił pozę kocią po swojemu. Eterna również. Z miejsca, w którym ostatecznie się znalazła, mogła tylko obserwować rdzawobrązowe kostki Mortiego.
– Teraz spróbujcie się przejść, a następnie skoczyć.
Uczniowie wykonali polecenie. Eterna gładko przeleciała w powietrzu, po czym miękko wylądowała na piasku. Kątem oka dostrzegła, że niektórzy wywrócili się prosto na pysk.
– A więc wszystko jasne. Polecenie dobrze wykonał tylko Theo, Elanor, Infinite oraz Emerald. Cała reszta prawdopodobnie już w trakcie domyśliła się, że zaczęła od złej łapy oraz miała źle ułożony tył grzbietu, a także łopatki. Czy mam rację?
– Proszę pana, gdzie są te łopatki? – zainteresowała się Naida. Sino uciekła od niej wzrokiem. Prawdopodobnie znowu się pokłóciły.
– Nad swoimi łapami. To na plecach, co rusza się przy każdym kroku – mówiąc to, Dannan poruszył barkiem. Naida obserwowała to z rozchylonymi ustami – Jeszcze jakieś pytania?
Zaległa cisza.
– Dobrze. Teraz pokażę wam, jak powinniście prawidłowo się pozycjonować.
Dannan przybrał pozę na kota znacznie zgrabniej niż Chase. Później wykonał kilka kroków i skoczył. Idealnie. Później wszyscy musieli to powtarzać. Później korygował kolejne i kolejne ustawienia... Eternie na pewnym etapie wszystko zaczęło się mieszać. Przy ostatecznym podsumowaniu na koniec lekcji pokręciła właściwie wszystko. Dopiero przy trzecim podejściu się jej udało, co Dannan skwitował krótką pochwałą.

<C.D.N.>

Zdobyto: 10 czerwonych⎹ 16 pomarańczowych⎹ 19 zielonych⎹ 8 niebieskich⎹ 18 granatowych⎹ 26 fioletowych⎹ 5 różowych odłamków


Od Eterny "Zazdrość" cz. 8


Uwaga! W opowiadaniu pojawiają się treści drastyczne.

Luty 2026 r.
To, że na słowa rudej coś się w Eternie zagotowało, to za mało powiedziane. Jedyne, co ocaliło jej skórę, to zmęczenie Eterny i to, że natychmiast po wypowiedzeniu tych okrutnych słów zaczęła uciekać. Gdyby tylko mogła, zabiłaby ją samym spojrzeniem. Niestety nie posiadała takiego daru, czego serdecznie żałowała.
– Vi! Co ty tam robisz? Zaraz zacznie się lekcja. Czekamy już tylko na ciebie – krzyczał jakiś basiorek.
– A więc masz na imię Vi, co? – warknęła pod nosem Eterna. Jej imię pomoże jej wyłącznie w namierzaniu rudej i... (Zacisnęła powieki.) Unikania. Tak, na pewno chciała unikać tej przeklętej Vi. Wcale nie chciała jej zagryźć, wyrwać tętnice i powiesić za nie na gałęzi. Wcale nie chciała rozszarpać jej brzucha i udusić jelitami. Ani wyrwać łap i wepchnąć do jej własnego gardła.
– Dorwę cię. Prędzej czy później cię dorwę. Dorwę i zniszczę – wymamrotała pod nosem. Vi niewinnie patrzyła na Derneta, wysłuchując jego poleceń. Eternie było niedobrze na sam jej widok. Prychnęła cicho i odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. Może pójdzie na wagary? Ten jeden, jedyny raz? Ciekawe, czy ktoś się nią przejmie.
Szybkim krokiem skierowała się do dżungli. Już zaraz potem zniknęła za krzewami. Czy mieli na przeklętej lekcji eliksirów jakieś trujące rośliny? Chyba nie. Po sztukach walki ma eliksiry. Zapyta Asgrima.
Kopnęła leżący jej pod łapami kamień tak mocno, że wystrzelił w powietrze i odbił się od najbliższego drzewa. Kiedy była na tyle głęboko w dżungli, żeby mieć pewność, że nikt jej nie usłyszy, przeklęła. Znajdowała się już stanowczo za głęboko w lesie, niż było im to przykazane, ale teraz nic jej nie obchodziło. Kai zapewne szybko otrzyma informacje o jej ucieczce. Na samą myśl o tym zacisnęło się jej gardło. Nie miała zamiaru mu tego tłumaczyć. To zapowiadało jej początek wojny z opiekunem. Nie było jej go żal. Na samą myśl o jego zagubionym wyrazie pyska, kiedy nie wie co się dzieje, uśmiechnęła się z politowaniem. Jego nie miała ochoty rozszarpać. Przynajmniej nie tak bardzo, jak Vi.
Idąc wgłąb dusznej dżungli jedyne co zaprzątało jej umysł, to jak mogłaby skutecznie i bez śladów pozbyć się rudej. Nie miała zamiaru mieć konkurencji. Morti ją lubił. Zbyt bardzo. Morti nie powinien lubić nikogo, prócz niej samej.
Nie wiedzieć kiedy, poczuła gorącą ciecz spływającą jej po policzkach. Z szoku aż oparła się o śliskie drzewo. Czy ona... płakała? Dlaczego? Z beznadziei? Ze złości? Czy może z...
Potrząsnęła głową. Chciała dalej udawać przed samą sobą silną i iść dalej, ale nie zdołała. Stała w miejscu, uparcie wpatrując się w ziemię. Łzy dalej płynęły. Nie umiała ich zahamować.
Minęło wiele czasu, nim usłyszała w lesie znajome okrzyki. Wołali jej imię.
Schowała się pod pierwszy lepszy krzak. Nadal płakała. Nie chciała, żeby zobaczono ją w takim stanie. Zwinęła się w kłębek i przeczekała, aż wilki które udały się na zwiady ją wyprzedzą. Jej szczęście, że naprzeciwko znajdowało się dość duże pole kwiatów. Ich mocny zapach zmylił Dana i Jasmine, których najwyraźniej udali się na poszukiwania. Skręcili w całkiem innym kierunku, przedzierając się przez sam środek kwiatowego poletka. Eterna nieco się rozluźniła, ale nadal tkwiła pod krzakiem.

Nie wiedziała, ile czasu minęło, nim postanowiła w końcu się ruszyć. W dżungli panowała zupełna cisza. Nikogo nie było w pobliżu. Nawet ptaków. Kiedy słońce już raziło jej oczy, a plaża była w zasięgu wzroku, wypatrzyła Mortiego. Potrzebowała go. Już i teraz. Jak antidotum. Rozmawiał akurat z braćmi, więc po prostu tępo patrzyła w jego kierunku, stojąc na skraju dżungli. Nie lubiła się przytulać, ale teraz potrzebowała, aby zrobił to Morti.
– Eterna! Gdzież ty się podziewała? Szukaliśmy cię! – powiedział nagle Asgrim. Eterna odskoczyła w bok. Zupełnie nie była przygotowana na jego nagłe pojawienie się. Nie była w stanie wykrztusić ani słowa.
– Będziesz się tłumaczyć później. Teraz chodź na lekcję, bo właśnie się zaczyna. Nie chcę, żebyś się spóźniła.
Eterna spuściła głowę, po czym smętnie przytaknęła.
Nie miała pojęcia o czym była ta lekcja. Była zbyt zagubiona faktem, że zdarzyło się jej w życiu płakać. Nie miała dotychczas pojęcia, jakie to uczucie. Nawet nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie miała po co. Nawet bliska obecność Mortiego pozostawiało w jej sercu uczucie dziwnej pustki. 
Jakby wcale go tam nie było.

<C.D.N.>

Zdobyto: 23 czerwonych⎹ 25 pomarańczowych⎹ 6 zielonych⎹ 29 niebieskich⎹ 3 granatowych⎹ 4 fioletowych⎹ 5 różowych odłamków